Monthly Archives: Styczeń 2011

Historii Domku ciąg dalszy…

Miałam dzwonić w niedzielę wieczorem. Niestety, przegapiłam odpowiednią, wieczorną godzinę i kiedy już byłam psychicznie gotowa na rozmowę, na zegarze widniała 21:35. Nie jest to zbyt odpowiednia pora na dzwonienie do kogokolwiek. Chyba że na 112. Albo na zegarynkę.
Przełożyłam rozmowę na dzień następny.
Wieczorem wzięłam telefon w dłoń i… zrobiło mi się słabo. Nie wiedziałam, że AŻ TAK się mogę zdenerwować tą sprawą.
Chwilkę zajęło uspokojenie się i już nieco spokojniejsza wybrałam numer do Pani Właścicielki. Dowiedziałam się, że Konkurent nie daje znaku życia (jeśli to skutek Waszych pozytywnych myśli, trzymania kciuków, czy odprawiania guseł, to już teraz dziękuję) i Pani Właścicielka stwierdziła, że dłużej czekać jej się nie chce. Kiedy śniegi zejdą, kiedy pogoda stanie się ładniejsza umówimy się na rekonesans wnętrz.
Już się nie mogę doczekać wiosny.
Ach, czy znacie może jakieś sposoby na szybkie zdobycie pieniędzy (tak ok. 100 tysięcy PLN) oprócz wzięcia kredytu? No i raczej wolałabym legalne sposoby 😉
Reklamy

8 Komentarzy

Filed under życie

Pazerność bez granic

Wiem, że Wy też macie już powyżej uszu, dziurek w nosie itp. organów tematu o Smoleńsku i podobno ukartowanym tam spisku putino-tuskim, ale musze się wygadać, bo mnie jasna krew zalewa, kiedy słyszę, jak się wszyscy trzęsą nad rodzinami tych, co zginęli w katastrofie, jak im dogadzają przyznając renty i odszkodowania, grzebiąc zmarłych na koszt firmy (czyli Państwa, czyli tak naprawdę za nasze ciężko uciułane pieniądze), a teraz jeszcze chcą każdemu rozdać po 250 tysięcy polskich złotych za cierpienie, jakiego doznali.
Nie, nie powoduje mną zazdrość o pieniądze, bo żadna kwota nie wróci życia zmarłym. Nie zazdroszczę też sytuacji, w jakiej wszyscy się znaleźli, bo nie chciałabym być nigdy na ich miejscu, ale szlag mnie jasny trafia, kiedy widzę niesprawiedliwość, z jaką się traktuje Polaków.
Rodziny osób, które zginęły podczas zawalenia się Hali podczas wystawy gołębi w Katowicach nie zostały potraktowane z taką pompą. Słusznie teraz podnoszą głowy i zgłaszają się po równie wielkie odszkodowanie za cierpienia, jakie ma przysługiwać rodzinom 96 (podobno) „poległych” (cóż za patetyczne i przesadzone słowa!) w Smoleńsku.
Rodziny górników z Halemby, którzy zginęli w czasie swojej pracy, bo zmieniono bezprawnie ustawienia mierników metanu, otrzymały – a i owszem – ale ochłapki.
Mogłabym tak wymieniać i wymieniać, ale i tak te trzy przykłady wystarczą, by pokazać w jaki sposób traktuje się w Polsce zwykłego Kowalskiego, a jak takiego Nowaka, który bryluje na świeczniku i blasku fleszy.
I jeszcze mnie doprowadziło do szewskiej pasji stwierdzenie, że te proponowane 250 tysięcy złotych jest kwotą „(…) w ogóle nie do przyjęcia (…)”, jak miał czelność powiedzieć adwokat Dubieniecki, prywatnie mąż córki Pana Prezydenta.
I nie wierzę, że były to słowa podyktowane niechęcią przyjęcia pomocy z myślą o tych, którym taka kwota mogłaby uratować życie lub/i zdrowie, tylko pazernością. No bo skoro już wydrapali z państwowego skarbca tyle, to dlaczego nie drapać jeszcze? Kto by się przejmował jakąś durną dziurą budżetową, kiedy właśnie wygrało się los na loterii, prawda?
Ostatnio na szkoleniu poruszyliśmy właśnie tę kwestię. Nie warto się ubezpieczać (chodzi o ubezpieczenie na życie). Warto za to ginąć w katastrofach z kimś ważnym ze świata polityki. Wtedy rodzina będzie ustawiona na całe życie i kilka pokoleń.

2 Komentarze

Filed under życie

Czyżby…?

Czyżby domek na wiosce, który tak nas urzekł stawał się coraz bardziej realny?
Dzwoniłam do Pani Właścicielki i okazało się, że Konkurent nie daje znaku życia i nie wpłacił należnych 10% wartości nieruchomości, by zaklepać sobie pewność zakupu.
Jeszcze wytrzymać trzeba w niepewności do niedzielnego wieczoru.
Proszę o mocne trzymanie kciuków i inne gusła. Odwdzięczę się stałym i otwartym zaproszeniem na Uroczysko.

2 Komentarze

Filed under zaokienne życie, życie

Huśtawka

Nawiedza mnie właśnie coraz częściej wspomniana w tytule huśtawka. Nie taka, co się kołysze na takim drzewie na przykład. Chodzi o huśtawkę nastrojów.
Rano, przepełniona energią (nawet z nosem i zatokami pełnymi ropy), czuję się, jakbym mogła zdobyć każdy szczyt tego świata i jeszcze kilka innych, za to wieczorem, wraz z całodziennym podsumowaniem dnia dopada mnie czarna rozpacz. Myśl, że nie nadaję się do niczego, że nic nigdy mi się nie uda, że zawsze będę u kogoś żebrać o pieniądze na przetrwanie, staje się nieznośna.
Nawet tak wspaniałe wspomnienia z dnia, jak to ubrane na zimę drzewko:
 
w szalik i rękawiczki:
 
nie są w stanie napełnić mnie pozytywnymi uczuciami. Choć muszę przyznać, że widok tak ubranego, a pozbawionego liści drzewka wymusił na moich ustach uśmiech.
Próbuję jeszcze umówić spotkania, ale niestety, wciąż ponoszę porażki. Wciąż czuję się pozostawiona sama sobie, mimo wielu obietnic pomocy i pokazanie prawidłowej ścieżki rozwoju. Jakbym menadżerowi była potrzebna tylko po to, żeby zbił na mnie szybko dodatkową kasę, a potem – do śmieci, jak zużyte rękawiczki.
I jeszcze ta ciągnąca się w nieskończoność choroba.
Chociaż tyle, że ptasiory zdrowe i rozćwierkane…
Zdecydowanie mam dość wszystkiego.
I nie, nie umiem uwierzyć we własne siły i możliwości, gdy nie mam potwierdzenia, że faktycznie je posiadam.
I tym mało pozytywnym akcentem kończę kolejny, mało udany dzień.

Dodaj komentarz

Filed under zaokienne życie

Obawa

Wciąż tkwi we mnie obawa, że złą decyzję podjęłam, że znów nic nie wyjdzie, że nie dam rady wykonać tego, co zaplanowałam, choć staram się, jak mogę.
Czuję się pozostawiona sama sobie. Bez pomocy, bez wsparcia, bez dobrego słowa. Miotam się niczym ryba w sieci. Jeszcze u siebie, a już w niewoli.
Jeśli to wtopię, to…
Nie, nawet nie chcę pisać, co będzie.
A będzie gorzej niż źle…

Dodaj komentarz

Filed under życie

Drgnięcie

Coś drgnęło…
Aż się boję uwierzyć, że jednak… że tak blisko, wręcz na wyciągnięcie dłoni są nasze marzenia.
Zadzwoniła do mnie właścicielka Domku. Ma się w weekend spotkać z pierwszym kupcem. Potem ja mam się z nią umówić, jeśli sprzedaż nie dojdzie do skutku.
Wszelkie zaklęcia, gusła, modlitwy będą mile widziane.
O pieniądze na zakup pomartwimy się, kiedy marzenie zrealnieje na tyle, by zacząć szukać wyjścia z sytuacji.
Umieram ze strachu i obaw.
Co będzie, jeśli okaże się, że tamten kupi „nasz” Domek?
Chyba wpadnę w histerię, a potem w  marazm…

Dodaj komentarz

Filed under życie

Chorujemy

Taaa…
Zrobiło się ciut cieplej i już wystarczyło, by złapać jakiegoś wirusa, czy inną bakterię. Umieramy.
Przez głupią gorączkę pomyliłam się w tkaniu nowego wzoru krajki.
Jestem zła i tyle.
Ludzi też mam całkowicie i niezaprzeczalnie dość.
Wrrr…

Dodaj komentarz

Filed under hobbystycznie, prace ręczne