Monthly Archives: Czerwiec 2009

Dłuuuugi łikend

Długi weekend minął jak z bicza trzasnął. Niestety, wszystko, co dobre, szybko się kończy.
Całą drogę nie zobaczyliśmy ani kropli deszczu, natomiast, gdy tylko zatrzymaliśmy się pod zamkiem i wyłączony został silnik samochodu, zaczęło kropić. I tak już nie potrafiło skończyć aż do piątkowego popołudnia. Doprawdy, zaczęliśmy się już czuć, jak żaby i zaczęliśmy zgodnym chórem rechotać i kumkać, za to żaby mieszkające w fosie jakoś dziwnie milczały.
Gdy wreszcie zaświeciło słońce, nikt nie śmiał pisnąć słówkiem, że jest za gorąco. Bo a nuż – widelec znów się zbiorą chmury i wróci deszcz?
Dzięki dobrej pogodzie można było wyjść z namiotów, przesuszyć się i zacząć wreszcie odpoczywać w ruchu, uczestnicząc w przeróżnych turniejach i zabawach oraz inscenizacjach.
Ale przez większą część czasu było sielsko-anielsko. Ot, tak:

 

Ech, szkoda, że spotkać się będziemy tam mogli dopiero za rok…

4 komentarze

Filed under hobbystycznie, turnieje

Pogoda idealna dla…

Ciągle pada, asfalt ulic jest już śliski, jak brzuch ryby… tak to chyba leciało?  oczko

Pogoda, jaka towarzyszy mi od jakiegoś czasu podczas biegania z domu do pracy, z pracy do pracy i z pracy do domu mnie mierzi. Deszcz, ulewa, na zmianę z mżawką. Pogoda wręcz idealna dla… ślimaków, których hordy wyległy na chodniki i ulice. Zalegają bruk niekiedy w takich ilościach, że brak wolnego miejsca, by postawić stopę. Żywe, martwe, duże, malutkie, ze skorupkami i bez skorupek – kto co woli. Część z bezskorupych pomurników znalazła sobie wygodne miejsce na kartonie po pizzy. Pozwijane, poplątane, wyglądały, jak anchovis gotowe do „zainstalowania” na cieście. Tak, ta pogoda jest idealna dla ślimaków.

2 komentarze

Filed under podróże, praca zawodowa, życie

To idzie młodość…

Biegnąc, jak co rano na pociąg wiozący mnie do pracy musiałam przeskakiwać nie tylko kałuże, ale też rozbite (jeszcze peerelowskie) kwietniki i połamane drzewka.
Zrozumiałabym jeszcze (choć nie do końca, bo wandalizmowi mówię stanowcze – nie) kwietniki, które już nie zdobią, a szpecą miasto ze względu na swoją formę siermiężną, betonową, ślady zużycia i starości, ale już niszczenia zieleni nie zrozumiem. Co komu przeszkadzały kwietniki i biedne drzewka? Bydełko łyse z zabawy jakiejś pewnie wracało i po prostu wpadli na super pomysł, żeby rozpirzyć to i owo, bo to przecież super sprawa.
Debile nie rozumieją jednak, że i tak pokryją te szkody. Pośrednio. Ze swoich albo rodziców podatków. I dzięki temu nie będzie pieniędzy na coś bardziej potrzebnego.
Przechodzący obok mnie siwy pan, skomentował do dość celnie, lecz słowami uchodzącymi za wulgarne. Jednak całkowicie się z nim zgadzam.

2 komentarze

Filed under złota polska młodzież

Sobotni wieczór…

Zdechła, zmęczona, wypompowana.
Cały dzień na nogach, niemal w strugach deszczu. Zmarznięta i zmokła. Mimo to – szczęśliwa. Paradoks? Być może.
Tak bardzo lubię turnieje i pokazy, że ciężko mi się bez nich obejść. Lubię je nie tylko za samo istnienie, ale głównie za to, że mogę się spotkać z dobrymi znajomymi. Na żywo. Twarzą w twarz. Bo zupełnie inaczej prowadzi się rozmowę stojąc przed daną osobą, niż przez bezduszny e-mail, czy komunikator. A nie każdy ma kamerkę, żeby sobie poskajpić.
Zatem, co z tego, że pogoda pod psem była, co z tego, żeśmy pomokli i pomarzli, ale mogliśmy się spotkać. Tak naprawdę. I pobawić się, porozmawiać, zrobić to, co lubimy.

6 komentarzy

Filed under turnieje

Plotki ciąg dalszy

Jeśli ktoś z nas myślał, że po jednym dniu moda na duchy przejdzie, to się grubo mylił. Duch nadal grasuje po toaletach i korytarzach (też nie ma gdzie?).
Okazało się, że próby zrobienia zdjęć i filmów spełzły na niczym: zamiast fotografii – czarne plamy, zamiast filmu – pusta przestrzeń na dysku/karcie. Natomiast okna w szatni, choć były otwarte na oścież, to zastano zamknięte. Porządnicki ten duch, czyż nie?

2 komentarze

Filed under paranormal

Jak tworzy się plotka…

Zamieszanie nagłe wytrąciło mnie z rytmu pracy. Gruchnęła wieść, że… w okolicy grasuje duch. W okolicy, znaczy w budynku. Dziwnym się to wydało, bo na takie przypadki trochę jestem wyczulona, a w tym budynku jest cisza, jak makiem zasiał.
Duch otwierał drzwi, gasił światło, umykał przed spojrzeniami. Ktoś widział zarys postaci, ktoś inny przysięgał, że coś blokowało/otwierało drzwi, ktoś jeszcze rzucił śmiałą tezę, iż pod fundamentami jest zapomniane, stare cmentarzysko.
Od słowa do słowa siała się psychoza…
A ja siedziałam u siebie, pracując spokojnie i uśmiechając się dobrotliwie. Cóż, kiedyś sezon ogórkowy musiał się zacząć. Czyż nie?

2 komentarze

Filed under paranormal, praca zawodowa

Co robić w wolne łikendy?

Ano, wolne weekendy można spędzać przeróżnie: leżąc przed telewizorem, siedząc przed komputerem, łażąc po lesie, ze znajomymi, w samotności… można wyliczać bez  końca.
Osobiście wolę dni wolne spędzać w ruchu, z ludźmi, którzy lubią robić rzeczy podobne…
Co prawda po takim dniu/weekendzie jestem zakręcona, jak słoik na zimę, ale to mały koszt tego, co mogę dzięki turniejom i pokazom zyskać. A zyskuję energię, by przeczłapać kolejne dni w pracy, znaleźć cierpliwość, radość i siłę, by stawiać czoła przeciwnościom. Szczęściem są tacy, którzy chcą też zobaczyć, czym się zajmujemy. I tak oto powstaje…http://www.mokis.pyskowice.org/mok/legendy_2009/index.html … fotorelacja z nowej historii.

2 komentarze

Filed under hobbystycznie, turnieje