Monthly Archives: Luty 2009

Biblioteczne zagadki cz.2

Gdy przed ladą staje zdecydowany czytelnik i pewnym głosem żąda książki o arcyciekawym tytule: „Zmarli znani”, to cóż może wręczyć mu bibliotekarz?

Dodaj komentarz

Filed under praca zawodowa, złota polska młodzież

Może lecytynki?

Pamięć szwankuje.

Niby do „tego” wieku jeszcze daleko, ale już widać jakiś dziwny regres w tej dziedzinie.

W poniedziałek zapomniałam klucza do pracy. Niby nic, bo jest zapasowy i zawsze się dostanę. Niby nic, gdyby nie to, że… klucz cały czas tkwił w kieszeni kurtki. Od piątku, gdzie go wsadziłam zaczynając łikend. Całkowicie o tym zapomniałam.

Dziś na schodach do pociągu przypomniałam sobie, że nie zabrałam dokumentów i portfela, czyli nici z jazdy do pracy. Dziki galop nie wchodził w grę, by zdążyć na kolejny kurs. Wydałam więc trochę pieniędzy na taksówkę. Cóż, za sklerozę należy i niekiedy trochę zapłacić.

Nie wiem, czy to zbyt wielka liczba obowiązków, może brak organizacji, przyczynia się do tego typu problemów? A może faktycznie powinnam zainwestować w lecytynkę?

Dodaj komentarz

Filed under praca zawodowa, życie

Ciap, ciap, ciapie śnieg

Wiosna idzie.

Co prawda jeszcze jest daleko, ale już ją zapowiadają gromadnie ćwierkające wróble, dzwoniące sikorki i… chlapiący pod nogami śnieg, wspomagany w rozpuszczaniu przez deszcz.

W takie dni z chęcią nie wyściubiałabym nosa za drzwi. Nawet na klatkę schodową. Patrzenie za okno też zupełnie odpada. Bo i na co patrzeć? Na brudny śnieg? Na ociekające deszczem nagie gałęzie drzew? Na nastroszone gawrony i kawki?

Z utęsknieniem wyglądam piewszych oznak zieleni w zamkniętych pączkach. Wyczekuję czystego błękitu nieba ponad koronami drzew.

Pod nogami jednak wciąż ta sama chlapiąca pieśń umierającego śniegu i uciekającej zimy.

Dodaj komentarz

Filed under życie

Coś tu trzeszczy

Ciemnym świtem nad dachami zwykły przelatywać gawrony i kawki. Oczywiście przelatując, nawołują się ile sił w dziobach i powietrza w workach. Na takie nawoływanie nie można nie odpowiedzieć. Dlatego też w ciemności przedświtu z wolierki dobiega ostrożne „trzeeeeszcz”*, by po chwili zostało poparte nieco śmielszym „ko ko ko koooo”**. Potem pozostaje już tylko dodać „bzu bzu bzu”*** i poranek został należycie przywitany. Stąd o krok od skrzeczenia, ćwierkania, gzegzania i frytania gdziekolwiek, po cokolwiek i jakkolwiek.

————————
*) odgłos, jaki potrafi wydobyć z siebie zaspany Chico (nimfa)
**) odgłos do złudzenia przypominający gdakanie kokoszy. Nie wiadomo, kiedy Chico był na wycieczce na wsi, by się tego nauczyć.
***) pierwszy odgłos, jaki wydaje papużka falista tuż po przebudzeniu, kiedy jeszcze nie jest do końca pewna, czy świt już nastał i czy można naprawdę drzeć dziób.

Dodaj komentarz

Filed under papużki

Biblioteczne zagadki

Nie co dzień zdarzają się takie przypadki, iż człek przekraczający biblioteczne progi nagle postrada zmysły od widoku piętrzących się ksiąg na półkach i wyjąka z cicha:
– Ja po „Zaczarowaną oborę”…
I cóż może wydać czytelnikowi bibliotekarz?

Dodaj komentarz

Filed under praca zawodowa, złota polska młodzież

30 z 32

Przemogłam się w końcu. Przełamałam się w sobie i… straciłam. Straciłam całkowicie świadomie i dobrowolnie… jeden z zębów.
Teraz mam po nim mocne wspomnienie. Wspomnienie, które nie pozwala spokojnie spać, myśleć, pracować, tworzyć. Boli… chlip…

2 komentarze

Filed under życie

Pciopciongi v.2

Zauważyłam pewną zależność: im zimniej jest na dworze, tym większe prawdopodobieństwa marznięcia na peronie. I to nie dlatego, że jest po prostu zimno. Najzwyklej w świecie pciopciongi przymarzają do szyn…

Dodaj komentarz

Filed under podróże, życie