Monthly Archives: Sierpień 2009

Powrót….

Cóż… wakacje dobiegły końca, trzeba się pozbierać do kupy i wrócić do nieprzyjemnej, szarej rzeczywistości. Wrócić do kieratu, zarabiać na chleb powszedni… Wolałabym już siedzieć na emeryturze. Tylko że ten marny ułomek tego, co zabierają co miesiąc przypominający jałmużnę, a nie emeryturę oddala się w czasie… „Kochani” z Wiejskiej nie chcą tak łatwo oddawać z takim trudem wyciągniętej od społeczeństwa kasy i każą ludziom pracować coraz dłużej. No, przecież ktoś musi zarobić na ich pensje, na marmury dla ZUSu, pensje dla wszystkich bąkopuszczów i darmozjadów.
A ja po prostu mam już dość. Mimo niewielu lat na karku i jeszcze mniejszej ilości spędzonych ich w pracy. Można to nazwać lenistwem – proszę bardzo. Zdecydowanie wolę siedzieć w domu i robić to, co akurat chcę robić w tym momencie. Nie lubię działać na rozkaz. Nie i już. O.

Reklamy

2 Komentarze

Filed under praca zawodowa

Re(y)nont cz. 2

Kafelki leżą od soboty.
Osprzęt – po naszej interwencji – wreszcie znalazł się w domu. Konkretnie w małym pokoju (tak, tak, znów się graci).

 

Czekamy na drzwi. Są zamówione, zaliczkowane, obmierzone wzdłuż i wszerz. Teraz zostaje nam tylko czekać. Ile? Siedem tygodni? Toż to szmat czasu! Całe kafelkowanie pewnie wyjdzie na święta i Nowy Rok. A nową łazienką pocieszymy się zapewne na lato przyszłego roku. Jak dobrze pójdzie. Tak, ironizuję. Bo wkurza mnie takie podejście. Gdyby nie ten montaż, którego sami się nie podejmiemy, już moglibyśmy mieć drzwi z futryną. Wystarczyłoby skoczyć do pobliskiego marketu budowlanego. A tak? Będziem czekać…

Dodaj komentarz

Filed under prace ręczne

Re(y)mont cz. 1

Długo oczekiwany remont wreszcie ruszył. Ale nie z kopyta, jak się tego spodziewaliśmy.
Owszem, kafelki już są w domu (w sobotę targali je na górę mąż z teściem), kabina prysznicowa, umywalka z szafką i wc kompakt już zamówione i juz jutro przywiozą nam ten komplecik wyposażenia.
Dziś załatwialiśmy drzwi. Nowe drzwi do łazienki, bo stare są… no, stare, to po pierwsze, a po drugie, jak się skuje wszystkie kafle (tak, tak poprzedni właśniciele mieszkania stosowali metodę warstwową), to się będą kończyły za wcześnie nad podłogą. No i przy tym zamawianiu poraził nas czas realizacji zamówienia: 4 – 7 tygodni! No po prostu pokręciło chyba kogoś! No bo jakto – jest obowiązujący katalog, jest kolekcja do wybrania, a tu – miesiąc lub dwa czekania. Ktoś sobie chyba w kulki leci…
Zastanawiam się, czy przypadkiem gdzieś indziej nie będzie nieco szybciej. Tylko w sklepie musi być też możliwość montażu, bo sami sobie z tym nie poradzimy. Zwłaszcza, że ściana nad drzwiami trzymała się ładnie i pewnie, ale po zdarciu tapety (tak, tak poprzedni właściciele poszli na minimalizację kosztów) okazało się, że kawał stał się rzeczywistością i ściana zdaje się trzymać kupy tylko ze względu na ościeżnicę drzwi. Cóż. Mam nadzieję, że to tylko tak wygląda. Druga ściana o podobnej konstrukcji wytrzymała wymianę okna, więc chyba nie będzie tragicznie…
A w naszym zamyśle łazienka będzie wyglądała tak:
 

2 Komentarze

Filed under prace ręczne

Krótko i intensywnie

Sierpniowy weekend w stolicy…
Nie, żadnej egzotyki. W naszej, poskiej stolicy. Miasta, które od zawsze kojarzy mi się z hałasem, smrodem roztopionego asfaltu i spalin, z niemiłosiernym gorącem rozprażonego mieszkania na ostatnim piętrze. Z Pałacem Kultury, Łazienkami, Grobem Nieznanego Żołnierza, ulicą Wiejską… Miejscem, gdzie nigdy nie chciałabym zamieszkać.
 
Właśnie tam przypadło mi spędzić ostatni weekend. O dziwo nie nawąchałam się spalin i roztopionego asfaltu. Pewnie dlatego, że na większości ulic w centrum jest bruk. Co dziwne – nie czułam niesmaku i nudy. Zwłaszcza, kiedy natrafiliśmy na Starówce na Niemców i Polaków – powstańców.
 
 
Cóż… sierpień to w końcu miesiąc powstańczy, a jeszcze ta okrągła 65 rocznica owej okropnej rzezi (bo nie chlubnej walki).
Tak politykując… cóż, może byłoby lepiej, gdyby poczekali z tym zrywem powstańczym choć pół roku. Wiem, wiem. Teraz można gdybać, a będąc w tym kotle, pewnie też racjonalność byłaby pobożnm życzeniem… Ale jeśli by poczekali, to może Warszawa nie zostałaby ograbiona i zrównana z poziomem piwnic? Może Polacy nie straciliby tak wiele? Ech… temat na opowiadanie z zakresu fantastyki historycznej…
Wracając do ekskursji – nie było tak tragicznie, jak zwykle przy zwiedzaniu stolicy. Trochę się zmieniło przez ostatnich kilka… lat. Miasto się rozrosło, zeuropeizowało, upodobniło do innych dużych polskich aglomeracji: multipleksy, miltikina, multigalerie… wszędzie można znaleźć mniej więcej to samo.
Osobiście wolę jednak miasta, w których przemieszczenie się z jednego końca aglomeracji na drugi nie wymaga wykorzystywania trzech różnych środków transportu.

4 Komentarze

Filed under hobbystycznie, podróże