Monthly Archives: Sierpień 2008

Herbaty świata i nie tylko… cz. 2

Wśród herbat dziwnych i niepowtarzalnych pojawiła się kolejna propozycja. Jej robocza nazwa to „wywar miętowo-pajęczy”.
Do przygotowania takiej herbaty wystarczy kubek, wrzątek, odrobina mięty (może być w torebce) i niezauważony przez nikogo, dorodny pająk*. Wszystkie składniki łączymy w logiczną całość, czekamy ok. 10 minut i wywar jest już gotowy do spożycia.
Nie stwierdzono naukowo faktu zmiany w pająka, czy innego stawonoga po skonsumowaniu owego specyfiku, co nie znaczy jednak, iż takie efekty uboczne nie nastąpią.
Smacznego.

*) Pająk musi się znaleźć w kubku zupełnie przypadkiem, nie może zostać weń intencyjnie, świadomie wrzucony, bowiem napar traci swe odżywcze i magiczne (jak twierdzą co poniektórzy) właściwości.

Reklamy

1 komentarz

Filed under paranormal, życie

Letnie burze…

Letnie burze zna każdy. Są gwałtowne, ale krótkie i ciepłe. Każdy ich pragnie, gdy słońce praży niemiłosiernie.
Nikt jednak nie pragnął takiej nawałnicy, jak przewaliła się niedawno przez część Polski, zostawiając za sobą gruzy i rozpacz.

 

Balcarzowice, powiat strzelecki (fot. NTO)

Zielona poświata, jaką można zwykle zobaczyć w filmach o żywych trupach klasy C zbudziła mnie tuż po świcie. Ptaki milczały, jakby przeczuwały grozę, która nadchodzi. Wiatr szarpał wściekle drzewami, tłukł się w okna, gonił chmury w dzikim pędzie. I nagle runęło niebo: wielkie krople deszczu zagrzechotały o szyby, zasłaniając zupełnie świat. Można było zobaczyć jedynie skrawek parapetu. Reszta tonęła w zielonkawej poświacie. Woda, wciskana wichurą, lała się  do  wnętrza. Z trudem zatrzymaliśmy ją ręcznikami.
Potem zagrzechotał grad.
Nie był duży. W porównaniu z tym, który spadł niedaleko:

 

Gradzina ze Zdzieszowic (fot. adisia88)

U nas miał zaledwie 1 cm średnicy.

Gdy się nieco pogoda uspokoiła, ruszyliśmy w niedaleką, 70 kilometrową podróż w – można rzec – interesach. Umówione wcześniej spotkanie wymagało stawienia się w wyznaczonym miejscu. Nie ujechaliśmy daleko. Po ok. 20 kilometrach wokół samochodu rozpętało się piekło: wielkie krople deszczu waliły w auto, jakby chciały się do nas dostać, poprzedziurawiać i szyby i blachę. Zatrzymaliśmy się na jednej ze stacji benzynowych. Przeczekaliśmy nawałnicę. Odeszła, by po chwili zacząć nawracać.
Nie myśląc wiele, podjęliśmy decyzję o powrocie do domu. Burza siedziała nam na ogonie, a dusze nasze – na ramieniu.
Tuż za wjazdem do miasta spotkała nas mało przyjemna niespodzianka:

  

Powalona przez wicher lipa (fot. tatsu)

Szczęśliwie dotarliśmy do domu.
Na drugi dzień spotkanie już doszło do skutku. Wtedy też dowiedzieliśmy się o tym, co się stało w województwach Śląskim, Opolskim i Łódzkim.
Cieszę się, że nas owa trąba powietrzna ominęła.
Nie cieszę się, że się w ogóle pojawiła zabierając ludziom ich cały dobytek.
Mam nadzieję, że słowa premiera D. Tuska nie będą jako ten wiatr i ci, co wsparcia potrzebują, otrzymają je.

1 komentarz

Filed under zaokienne życie

Wielka dziesiątka

Oto dziesięć lat temu pierwszy raz wyjrzał, a raczej odetchnął powietrzem TabiTabi, Papużka falista.

 

TabiTabi jest pierwszym pisklęciem, jakiego dane mi było obserwować od jajka. Było to naprawdę wspaniałe.
Dziś TabiTabi jest nieco sennawym wolierkowym seniorem wśród falistych. Przynajmniej tych z udokumentowaną datą wyklucia. Nie jest i nigdy nie był zalotnikiem, choć lubi porozmawiać sobie z innymi papużkami niezależnie od ich płci. Uwielbia jednak pogaduchy ze swoim młodym kolegą Chmurkiem. Jemu to najwięcej czasu poświęca.

 

Wcześniej – łapkę w łapkę i dziobek w dziobek – gaworzył z Puszkiem. Niestety, ten ostatni nie dożył dnia, by złożyć dziś swemu kumplowi gratulacje.

Wszystkiego zdrowego dla TabiTabi w tę okrągłą rocznicę!

3 Komentarze

Filed under papużki

Zamotylenie…

Nadejszla wielkopomna chwila…
Wielkopomna, bo mało razy mamy możliwość oglądać zaćmienia. Zwłaszcza te pełne.
Niestety, moje oglądanie nie objęło tego ostatniego. Z prostej przyczyny: nie byłam na Syberii, a tam właśnie można było obejrzeć to fantastyczne zjawisko.
Przez starą płytę CD, po kilkanaście sekund, ryzykując utratę wzroku i śmiertelny upadek z okna, patrzyłam na to, na co Natura pozwoliła mi patrzeć. Na uśmiechnięte słońce. Uśmiechnięte, bowiem księżyc zasłonił jego górną część.
Niestety, aparatu nie miałam przystosowanego do fotografowania słońca. mimo usilnych starań nie udało mi się uchwycić niczego sensownego.
Przeniosłam się na stronę internetową, gdzie z pomocą kamer internetowych mogłam obejrzeć pełne zaćmienie na Syberii.

 

Trójkątne słońce widziane przez filtry na kilkanaście minut przed punktem kulminacyjnym wprawiło mnie w osłupienie.

 

Z trudem przebijały się promienie słoneczne przez chmury,

 

jakie zawisły dziś na syberyjskim niebie.

 

Przez większość czasu kamera rejestrowała jedynie ciemność. Bynajmniej nie spowodowaną zaćmieniem.

 

Niestety, dzięki kłopotom technicznym nie zobaczyłam punktu kulminacyjnego. To ostatnie zdjęcie, jakie udało mi się przechwycić:

 

Kolejne zaćmienie szykuje się w Polsce. W 2137 roku. O ile dobrze pamiętam. Może uda mi się je obejrzeć na żywo? W przyszłym życiu?

————————————————————
Serdecznie dziękuję portalowi astrohobby.pl za udostępnienie swoich kamer na stronie internetowejhttp://live.astrohobby.pl/video/ skąd pochodzą zrzuty zaprezentowane w blogu.

1 komentarz

Filed under paranormal