Monthly Archives: Marzec 2010

Coś mię wzięło

No… coś mię wzięło…
Wzięło na szycie i dzierganie.
Jestem już po jednej (kolejnej) krajce i dwu wełnianych sakiewkach. Sznurek plotę niemal bez przerwy w takt ptasiego gzegzania.
Sakiewki wyszły jako-tako, a krajka ma jedną pomyłkę we wzorze, bo mi tabliczki się przekręciły i dopiero po kilku przełożeniach wątku zobaczyłam, że jest coś nie tak. No i wełna się szybko rozsnuwa. Nie wiem czemu. Dłuższe niż 3 metry krajki zatem nie wchodzą w mój repertuar. Jak na razie.
Dublet nowy dla mojej połowicy skroiłam, ale przesadziłam z naddatkiem. No i teraz kombinuję, jak podejść do problemu, żeby nic nie skisić, bo na nowy materiał na razie nie mam co liczyć, a ze „starego” zostały resztki. A z tych resztek sakiewki się zrobiły… czyli – nie zostało wiele.
Wzięło mnie też na kucharzenie.
To chyba zły objaw, bo ja mam trzy lewe stopy do spraw kuchennych. Jeszcze się potrujemy tym, co narobię…?
Póki co w domu jest świeży, własnonożnie zrobiony chlebek, pasty do smarowania (głównie jajeczna, bo najszybsza i najmniej składników potrzebuje). I codziennie coś nowego na obiad… chyba się skurzyłam domowo.
Wzięło mnie też na poprawę kondycji.
Co prawda to trochę zrozumiałe, bo sezon tuż tuż. Na pokazach trza się wbić w przeszywkę, wziąć ten miecz do łapy i go z niej nie wypuścić. A z tym, to jest lekki problem. Nie mam porządnego ścisku od pamiętnego połamania najmniejszego palca. I cokolwiek bym nie robiła, to się skubana dłoń w porządną pięść nie chce zwinąć. Ale nic to. Trza ćwiczyć, a nie narzekać.
A jakby ktoś chciał poćwiczyć ze mną, to polecam stronkę: http://wizaz.pl/Trends-News/Babskie-sprawy/Callanetics, naprawdę można dostać zakwasów.
Reklamy

Dodaj komentarz

Filed under hobbystycznie, prace ręczne

Paczka zagadka

Mam zonka…
Paczkę, o której wcześniej pisałam, odebrałam wczoraj i szczęśliwie rozdzieliłam między chętnych. Prawie w całości.
Z ciekawości na stronie do śledzenia przesyłek wpisałam numer mojej paczki i kliknęłam „Szukaj”. I wyszukało. Naprawdę. I wiecie, co? Moja paczka dziś, o 9:30 została „Wysłana z ładunkiem” z Warszawy.
Cudowne rozmnożenie?
Się nie obrażę…

2 Komentarze

Filed under życie

A to Poczta Polska właśnie…

Czekam na paczkę.
Czekam z utęsknieniem.
Czekam nie tylko ja.
A paczka pełznie z Chin. Znaczy przez Chiny przeleciała szybko, dopiero w Polsce zaczęły się problemy.
Najbardziej ciekawym fragmentem jest tzw. tracking online, czyli śledzenie drogi paczki przez Internet. Otóż działa on 24 godziny wstecz. To, co się wydarzyło wczoraj, wyświetlane jest dziś. Ot, cuda.
W pewnym momencie zdębiałam, kiedy przeczytałam taki oto komunikat: „Nieudane doręczenie – zatrzymana – adresat powiadomiony”. Sęk w tym, że nikt mnie o niczym nie powiadomił. Sama musiałam wziąć za telefon i powykręcać parę numerów zanim dowiedziałam się co i jak.
To jeszcze nic.
Najpiękniejsza jednak informacja widniała w kolumnie „Szczegóły”. Mianowicie stało tam: „Siła wyższa”.
No… rozumiem, że Poczta Polska jest katolicko-papieska, ale żeby w ten cały galimatias wplątywać Boga…? No, to już lekka przesada.

Dodaj komentarz

Filed under życie

Herbaty świata i nie tylko… cz. 3

Nie ma to jak gorąca, zielona, pełna aromatu herbata o poranku. Nawet zamiast porannej kawy zbożowej (zwykła prowadzi mój organizm do samozniszczenia).
I tak przesypując zasuszone, zwinięte, skrywające niesamowity smak i aromat listki do łyżeczki-zaparzarki, błądząc myślami jeszcze gdzieś między jawą a snem, usłyszałam dziwny odgłos, którego nie powinnam usłyszeć.
Metaliczny brzęk przykuł moją uwagę i poczęłam się rozglądać, co też wyzwoliło ten niepokojący, obcy odgłos… Wzrok skierowałam na łyżeczkę, a tam… spokojnie sobie leżał kawałek żwiru/gruzu/kamienia…
 
Ja wiem, że grunt to zdrowie, że wulkany szaleją, ale to nie powód, żebym piła parzone kamienie…

3 Komentarze

Filed under kuchennie

Remont… trochę bardziej osobisty

Zaczęłam remont klawiatury.
Okazuje się, że tylko z zewnątrz tylko wszystko ładnie wygląda, za to pod białym szkliwem czai się… nie, nie Domestos… czarna, jak sadza próchnica.
Niestety.
Na pierwszy ogień poszły aż trzy zębiszcza. Na raz. Nie szło inaczej, bo parszywe próchno przeszło sobie przez nie, jak turkuć przez marchewki.
A to dopiero początek.
Kurtka… kiedy to się zaczęło i jak to się stało? A myślałam, że do roboty będzie tylko moje 3/4 zęba, a tu taka niespodzianka…
Teraz mnie tylko plomba uwiera…

Dodaj komentarz

Filed under życie

W marcu, jak w garncu

Prawdziwość tego przysłowia mogę oglądać na bieżąco za oknem. Pogoda zmienia się, jak w kalejdoskopie: raz pada śnieg, by za chwilę rozbłysło słońce i rozbłękitniło się niebo, żeby w mgnieniu oka znów zasnuć się chmurami, które wypuszczają śnieg.
Osobiście mam dość takiej pogody. Przez nią dostaję rozstroju. Bo kiedy świeci słońce, to mi dobrze, rzeźko, energicznie, a kiedy nadchodzą chmury budzi się we mnie apatia, znużenie, senność. A kiedy te dwie pogody zmieniają się tak często i tak szybko, zaczynam dostawać kręćka… i wtedy najchętniej bym się zakryła z głową i nie wyściubiała nigdzie nosa.
Za to ptasiastym pogoda zupełnie nie przeszkadza. Szaleją, wariują, roznoszą wszystko na strzępy. Zwłaszcza wolierkę roznoszą.
Ćwir i skrzek. Od czasu do czasu fitu…
Odpadam…

3 Komentarze

Filed under papużki, życie