Monthly Archives: Maj 2005

I po turnieju…

Wraca zwykły, normalny dzień. Znów trzeba się przenieść z wieku 15 do 21… ciężko… trudno… źle wracać do pośpiechu i gonienia za minutami, za sekundami życia…

Zabawa była wspaniała – mimo pewnych uchybień. Nie wiem po co Efendi przywlókł ze sobą vikoli (bo to nie Wikingowie i nie Słowianie), skoro wyraźnie pisane na FREHA było, że turniej datwoanym jest na 14 – 15 wiek. Przy tym grupa ta strasznie prymitywna była – zero kultury osobistej: chlanie, ryki, wycie do białego rana, choć wszyscy prosili, by nieco ciszej się zachowywali, bo spać nie idzie, a przydałoby się. To oni jakby na złość – coraz głośniej… eeeech… Efendi i jego koledzy do chlania…

Trwamy w mocnym postanowieniu, by jednak ten namiot kupić jak najszybciej – będziemy mieli względny spokój. Przynajmniej nikt nam po nogach łazić nie będzie.

A z dobrych stron turnieju to – po pierwsze – pogoda. Zawsze na będzińskim turnieju padało, a tym razem był upał prawie nie do zniesienia, niebo bez chmur… pięknie 🙂

W końcu znalazłam prawdziwego rycerza – tak w obyciu, jak i postawie. Zwie się Bohun, jeno nie pomnę skąd. Walczy pięknie, bez zbędnego patosu i niepotrzebnych ruchów, spokojny, cierpliwy i w mowie mądry… eeeech… gdybyż więcej takich!

Rycerz Bohun mię zauroczył – piszę to bez ogródek. Geralt też o tym wie. Nie ma tu miejsca na zazdrość, bowiem kochać to co innego niż być pod urokiem 😉

Mam nadzieję, iż spotkam Bohuna na niejednym turnieju…

Mam też nadzieję, że Geralt znajdzie moje nici, bo rada bym była kiecę sobie wreszcie skończyć, by mieć porządny, lniany strój, a nie zasłonkę 😉 to takie mroczne 😛 aż dziw, że nie trafiłam na jakąś stronę jako mroczne dziewczę 😛

Czas mi się do lekarza zbierać na kontrolę… mam nadzieję, że dostanę jeszcze tydzień wolnego, ale tylko tydzień… mogą być nawet 3 dni albo tylko środa, bo mamy pokazy 2 no i jakoś ładnie trzeba się zwolnić 😀 i dać pokaz na Dni Jakuba (legenda o braciach Kozłach) i dla dzieci w szkole podstawowej nr 9 w Kędzierzynie-Koźlu… potem 5 czerwca Stocznia, i 11 czerwca SP nr 1 i PG Ujazd… a potem tylko kilka tygodni i wakacje 😛

Reklamy

2 Komentarze

Filed under praca zawodowa, turnieje, życie

Kolejny turniej…

Dziś jedziemy na Turniej do Będzina. Klimat jest tam zawsze świetny, ludzie – jak dotąd – nie zawiedli 🙂

Z jednej strony już bym chciała jechać – teraz, natychmiast, a z drugiej boję się tego, że dopadnie mnie atak… ale przecież dopaść moze mnie w każdej chwili – tak w domu, jak i w podróży, czy pracy… więc na jedno wychodzi 😉

Ciekawa jestem, czy będą moi dobrzy znajomi, niemal przyjaciele, z którymi nawet woda ma inny smak, a niebo jest o wiele błekitniejsze niż zazwyczaj…

Wczoraj zaczęłam szyć sobie drugie giezło… strasznie nieskoro mi to idzie, bo z wenflonem w ręce ciężko się szyje 😦 może pójdę na pogotowie prosić, by mi go zdjęli? Na razie się nie przydał i chciałabym, żeby się nie przydał już w ogóle… ale przeszkadza…

Nie mogę dokończyć kiecy, bo Geralt zapodział gdzieś moje nici. Wie, że miał w kieszeni kurtki, ale nie możemy zlokalizować samej kurtki 😛 mam nadzieję, że się znajdą, bo same nici warte 140 złotych…

Lara i Pućka wciąż razem. Czyszczą się, zalecają do siebie, karmią nawzajem… ot, papużki nierozłączki 😉

Łapka Pućki jest coraz sprawniejsza, sama Pućka lata coraz lepiej, coraz więcej i jest coraz weselsza. Lara odkryła nowe powołanie i jest bodyguardem Pućki 😉 pilnuje, żeby Pućka dobrze się najadła (a Pućka uwielbia dłuuuuugo jeść i mymla każde ziarenko smakując się nim i delektując bez końca), wygodnie napiła i miała spokój – żeby nie zaczepiały jej młodsze, sprawne i silniejsze samice… samce też dostają po łbie 😀

Wczoraj stanęłam przy sokowirówce i „nakręciałam” ponad 3 litry soku z pomarańczy, grejpfrutów i mandarynek – tyle tego Geralt naznosił 😛

Wczoraj litr obaliliśmy… zęby mnie swędzą od tej kwasoty ;P

Ale pić muszę, coby nerki się dobrze wypłukały po zabiegu…

Pti też dostały trochę soku w poidełka. Najbardziej zasmakowała w tym Perła – stała chyba z 15 minut koło poidła i co chwila popijała soczek 😀 aż oczka przymykała – albo od kwasu, albo ze smaku 😛

Robi się powoli gorąco… ciekawe, jak pti wytrzymają zaduch i gorąco, kiedy nas nie będzie… tuż przed wyjazdem dostaną czystej wody, a potem… będą radzić sobie same 🙂 jak zwykle zresztą 😀

1 komentarz

Filed under papużki, turnieje, życie

Przekłuty balon…

Czuję się właśnie dokładnie tak, jak przekłuty balon…

Na niewiele starcza mi sił, wszysko boli, czuję się senna, myśli nie chcą podążać odpowiednim torem… i jeszcze strach przed bólem, którego nic nie uśmierzy…

Za kilka dni Turniej w Będzinie, jeśli nie będę w stanie się podnieść, to nie pojedzie od nas nikt – Geralt nie chce mnie zostawić samej, a dziewczynom matki nie pozwolą samym jechać, tak samo chłopakowi, bo jeszcze lat 18 nie skończyli 😦 i znów zawiodę ich oczekiwania 😦 tak bardzo chcieli jechać do Javornika, tak bardzo chcą jechać do Będzina… jedyne wyjście, to się sprężyć i ozdrowieć na tyle, by móc stać o własnych siłach dłużej niż 5 minut.

Przedwczoraj zadziwiły nas dwie faliste – Lara i Pućka. Kilka miesięcy temu doszło między mini do ostrej sprzeczki zakończonej ciężkimi obrażeniami u Pućki. Do tej pory nie ma piórek na łebku, a lewa łapka nie jest w 100% sprawna.

Otóż te dwie wrogie sobie samiczki zaczęły się nawzajem czyścić, karmić… Lara pilnuje, by Pućce nic nie groziło, żeby spokojnie zjadła i się napiła! Chyba Lara zrozumiała, dlaczego tak długo była poza stadem i stara się naprawić swoje winy. Teraz siedzą obok siebie na karmniku i czyszczą się nawzajem… słodkie  pti…

3 Komentarze

Filed under papużki, turnieje, życie

Dość…

Mam serdecznie dość wszystkiego…

Pogody, babci na dole, szkoły, świata… chciałabym się zaszyć gdzieś daleko i wreszcie od tego zgiełku odpocząć…

Jestem już zmęczona tą ciągłą bieganiną, bo czasu mało, bo trzeba zdążyć, bo to, bo tamto… chcę przestać być odpowiedzialna za wszystko i wszystkich – nie jestem na tyle dorosła, żeby sobie ze wszystkim poradzić.

Papużki i chorują i nikt nie chce mi pomóc. Żaden weterynarz nie podejmuje się wyzwania, bo za 20 -30 złotych papużkę można kupić, więc mała strata – według nich. Rakarze zasrani. Przyjaciela na pieniądze przeliczać. Spróbuję sama im pomóc. Nawet jeśli to będzie oznaczało samokształcenie na kierunku weterynarii.

Nie ma sensu liczyć na kogoś w tym świecie – lepiej być wszechstronnym. Nie trzeba w tym momencie błagać, prosić i czekać w nieskończoność na łaskę…

Eeeeeeeeech… Dość…

1 komentarz

Filed under ogólnie, papużki, praca zawodowa, życie

Senność…

Dzień ślimaczym krokiem przemierza nieboskłon…

Nie spiesząc się układa karty przeznaczenia, planując kolejne życia…

Godowy śpiew ptasi niemilknący, zamiera w pół słowa…

Ciemność prowadzi demony…

Wieczór pętlę strachu zaciska na naszych szyjach…

Świat traci blask, stając się monochromatycznym…

W ciemności szept brzmi jak krzyk…

Kocie łapy stukają po bruku…

Liście płaczą w niewoli drzew…

Noc…

Dodaj komentarz

Filed under ogólnie, życie

Ot i dzień zwykły….

Dzień zwykly, chłodny mimo że słoneczny…

45 dzień przed wakacjami…

Siedzę w bibliotece przed kompem i uśmiecham się pod nosem… czemu? Ano, przypominam sobie jak to Chico potrafi się ze mną porozumiewać 😀

Otóż wieczorem, kiedy za oknem już się zrobi porządnie ciemno Choco schodzi na wysokość drzwiczek wolierki i się drze, jak tylko nimfa potrafi się drzeć. Na darcie nie pomaga miętolenie, cmokanie, głaskanie, przysmak… przekrzykiwać i tak nie ma sensu, bo on i tak jest głośniejszy 😛

W tym momencie należy podejść do wolierki, rozstawić drabinę, wspiąć się na nią i spuścić koce, by w wolierce zrobiło się ciemno. Wtedy Chico grzecznie wędruje na górne gałęzie fiufiając sobie cichutko po drodze 🙂

Jak już się usadzi wygodnie, to dziobek chowa w pióra na grzbiecie i śpi.

Falistki jeszcze sobie gaworzą pod nosem… pewnie opowiadają sobie bajki na dobranoc 😉

I kto powie, że ptaki nie mają umiejętności myślenia?

Nowe pti ma jednak imię. Poprzedni właściciele nazwali ją Kuba, a że to samiczka, to u nas jest Kubusią 🙂

Bierze (zły) przykład z Lary i ogryza żerdzie i pręty klatki… boi się jeszcze okropnie, ale powoli się przyzwyczaja do nowego otoczenia. Nawet biegunka jej przeszła 🙂

Martwi mnie tylko kichanie niektórych pti 😦

W takie deszczowe dni mury szybko się wychładzają i robi się nieprzyjemnie 😦 Tabitabi i Frytek nie wyglądają dobrze… pewnie się przeziębiły… zaparzę im rumianku i dam po południu, jak wrócę do domu… będzie dobrze… musi być…

Sezon w pełni… znaczy sezon turniejowy… co tydzień są gdzieś imprezy, ale nie możemy być wszędzie, bo albo nas nie stać trwonić tyle czasu (o pieniądzach nie wspominam :P), albo nie jesteśmy odpowiednio „datowani” na określony turniej, albo po prostu chcemy sobie odpocząć 😛

W ostatni weekend maja jedziemy rozerwać się do Będzina 😀 mam nadzieję, że tradycji nie stanie się zadość i nie będzie padać 😛 jak co roku…

Najwyżej wyśle się w powietrze samoloty, żeby rozpyliły suchy lód – to podobno pomaga na odwołanie deszczu 😛

No nic, koniec przerwy na odprężenie i wracam do pracy 🙂

Dodaj komentarz

Filed under papużki, praca zawodowa, turnieje, życie

Nowy, pierzasty lokator

Dziś dołączyła do wesołej gromadki nowa pti. Nie wiem, czy miała imię… na razie jest Nowa…

Jest bardzo wystraszona, ale już wie, gdzie ma jedzonko 🙂

To młodziutka samiczka, która została oddana tylko dlatego, że nie dała się wziąć do rąk i nie lubiła głaskania. Została wymieniona na chomika.

Do tej pory mieszkała w klatce dla szczura wodę mając w podstawce na dnie klatki, a ziarno sypali jej jak kurze – między kupy…

Niektórzy ludzie nie powinni w ogóle posiadać zwierząt 😦 ani dzieci…

Dodaj komentarz

Filed under papużki