Monthly Archives: Marzec 2009

Serenady pociągowe

Dzień szary, bury. Z nieba spada manna. Tylko jakaś taka wodnista i zamarznięta. Zupełnie niezdatna do spożycia. Wszystkiego się odechciewa.
Licząc na chwilę odpoczynku i samotności w pociągu, zajęłam pusty zakątek czterech siedzeń. Na swoje nieszczęście nie zauważyłam nieco wczorajszego pasażera wpółleżącego na siedzeniach po drugiej stronie przejścia.
Ja jego nie zauważyłam, ale on mnie tak.
Nie wiem, co zobaczył w swym pijackim zwidzie, ale jął wyć (bo nie śpiewać) coś, co nazwać można serenadami. Tak oto skończyła się moja nadzieja na spokój i samotność w drodze do pracy.
Na szczęście pojawił się pan w mundurze kolejarskim. Przy okazji sprawdzania biletów, przegonił śpiewaka z przedziału, by na następnej stacji pokazać mu bramkę numer jeden.
Odetchnęłam, ale znów nie na długo.
Na miejsce pijaka pojawił się całkiem trzeźwy (jeszcze) pan posiadający dobry głośniczek w swoim telefonie komórkowym i cały zestaw discopolowych przebojów prosto z wesela. Humor musiał sobie poprawić chyba, bo z porządnym syknięciem otworzył puszkę z piwem, by ją oczywiście wlać w siebie.
No i tak skończyła się moja nadzieja na chwilę spokoju przed pracą.
Żeby tak jeszcze głowa zechciała przestać boleć…

Reklamy

2 Komentarze

Filed under podróże

Nibynóżki

Nibynóżki, czyli papużki. Ot, nazwa dobra dla nich, jak każda inna.
Chibi zupełnie nie przeszkadza sztywna stópka i biega po klatce, jak wariatka. Wigoru jej nie brakuje. Mogłaby obdzielić nim chyba całą wolierkę.
Lemonek choruje nadal. Badania w niczym nie pomogły, bo i też nic nie wykazały. Co prawda od piątku trochę więcej się rusza, nawet zaczyna „gzegzać”, chętnie je, mniej śpi. Znalazł sobie rozrywkę: ogryzanie krat klatki w chwilach wolnych od przeskakiwania z żerdki na żerdkę.
Wolierowce zaczynają się coraz mocniej oswajać z „basenem”. Wcześniej, brudasy jedne, omijały talerz z wodą z daleka. Teraz coś im się odwidziło i oto efekty:

 

Dodaj komentarz

Filed under papużki

Zima nawrócona

No i tyle było z wiosny. Ledwo parę dni ze słońcem, ciepłem, kwiatami w rozkwicie.
Zima wróciła. Wróciła, by pokazać na co ją jeszcze stać, żeby nikt nie zapomniał jak wygląda.
Nad ranem z nisko wiszących chmur ruszyły na pielgrzymkę ku ziemi płaty śniegu. Nie „płatki”, a „płaty”. Były prawie wielkości wnętrza mojej dłoni.

   

Paskudnie się wszystko rozpuszczało. Chodniki zamieniły się w potoki, ulice w rzeki gęstej, brudnej brei.
Na drugi dzień widok za oknem zdołował całkowicie…

   

No i gdzie ta, kurka, wiosna?

Dodaj komentarz

Filed under zaokienne życie

Tęsknota za…

… za wiosną, za latem. Chyba mam na tym punkcie obsesję. Żartuję.
Ale faktem jest to, iż w słoneczne dni mam więcej energii, więcej mam sił, by trwać, żyć i działać. No i mam więcej pomysłów.
Bo czyż nie jest inspirująca budząca się do życia przyroda?

 

2 Komentarze

Filed under zaokienne życie

Wiosna tuż tuż

W marcu, jak w garncu – mówi trfnie stare przysłowie.

Jak na razie ktoś tego garnca używa, choć nie do końca pewnie i z rozmachem. Ot, ciut podgrzeje, żeby to, co w środku za mocno nie wystygło, ale nie da zawrzeć.

Za oknem szaro i ciemnawo, choć wczoraj jeszcze pięknie świeciło słońce. Chyba ktoś podniósł pokrywkę, żeby zobaczyć, co tam słychać w środku.

Świszczą szpaki, niebo poznaczyły klucze wracających z zagranicy ptaków, sikorki dzwonią coraz donośniej, gawrony kłócą się o gniazda, koty się drą po nocach, w ogródkach zakwitły przebiśniegi i stokrotki.

Wiosna zdecydowanie jest coraz bliżej.

Dodaj komentarz

Filed under zaokienne życie