Monthly Archives: Styczeń 2006

Czarna rozpacz pod białym śniegiem

Głupota! Idiotyzm! Debilizm! Wariactwo!

Takie były pierwsze moje myśli i słowa wykrzyczane w monitor komputera, gdy dowiedziałam się, co się stało i dlaczego…
Jak można było być tak bezmyślnym i narazić życie i zdrowie tylu ludzi i zwierząt!? Nigdy nie nauczą się na cudzych błędach? Nie pomyślą? Czy to aż tak mocno boli?
Mądry Polak po szkodzie? Nie, on „(…) i przed szkodą, i po szkodzie głupi (…)”!

Znam odczucia tych, co pomagali… pomagałam w sztabie powodziowym w ’97
Wiem, jak się czuli ci, którzy czekali na wieść – dobrą czy złą… sama jej oczekiwałam…
Mam świadomość emocji, jakie wszystkimi targały…  mną też rzucały emocje.

Kolega miał jechać na tę wystawę ze swymi gołębiami. W komórce słychać tylko „Abonent czasowo niedostępny…”
Inny mieszka w okolicy, może z nudów się wybrał? W komórce dający nadzieję sygnał „biiiiiiiip….. biiiiiiiip…… biiiiiiiiip….” nie odbiera…
Boję się wejść na forum papużkowe, by nie dowiedzieć się o czyjejś śmierci… wszak wiele ludzi, które stamtąd znam mieszka w Katowicach i okolicy…

Nagle komórka wygrywa melodię. Biegnę. Kolega nie pojechał do Katowic, zmogła go grypa. Komórkę wyłączył, bo chciał spać… spał, po prostu spał zmęczony chorobą!

Sygnał SMSa… drugiemu koledze nic nie jest… nie słyszał telefonu, bo miał wyłączony głos…

Nie weszłam na forum… boję się… nie chcę już oglądać śmierci, nie chcę o niej słyszeć, nie chcę jej widzieć! Już dość. Dość śmierci! Dość tak wysokiej zapłaty za głupotę…

Reklamy

1 komentarz

Filed under życie

Za chwilę…

Za chwilę do pracy… za dwa, niepełne dni wracam do kieratu.
Nie chcę. Nie chcę, bo znów zrobią mi się złogi. Złogi na pokładach artystycznych, których do końca nie dałam rady wyrzucić. Piszę, rysuję, gram w RPG przez net… wyżywam się artystycznie na wszelkie sposoby, aby szybciej, aby więcej z siebie wyrzucić, bo potem znów nie będzie czasu…
Tak się cieszyłam z tej pracy, tak dobrze mi się pracowało, ale po kilku ostatnich zdarzeniach na wymioty mi się zbiera na samą myśl, że mam tam wrócić.
Tak chciałabym się uwolnić, odejść, ale przyrzekłam sobie, że tego nie zrobię, póki nie doprowadzę wszystkiego do ładu, żeby ten, co przyjdzie po mnie nie musiał się denerwować, jak ja, bałaganem i rozstrojem w księgach, i rozdźwiękiem między tym, co w b-ce, a tym, co w księgowości… czylli jeszcze kilka lat przede mną…
Pozostało zacisnąć zęby i iść dalej…

….
………
……………..
Ja się powieszę…!

2 Komentarze

Filed under praca zawodowa

Nic…?

Wróciłam parę godzin temu..
Wróciłam z pogrzebu…
Wróciłam…
Wróciłam do domu, który jest zamieszkany, w którym nie ma pustki.

Ciocia i kuzynka wróciły do domu, w którym wciąż istnieją detale przypominające męża i ojca. A to ubrania, a to kosmetyk, a to ulubiony fotel…
Tak trudno wrócić do czterech ścian, w które przez tyle lat tłoczono wspomnienia o człowieku. O jego czynach, o snach… dom nosi ślady jego istnienia… i nosić będzie… przez długie lata…

W nocy słuch omami skrzyp podłogi, który przypomninać może jego kroki…
W nocy słuch omami widmowe chrząknięcie, do złudzenia przypominające jego kaszel…
W nocy wzrok omami ułożenie ubrań na krześle, do złudzenia przypominające jego sylwetkę pochyloną nad gazetą…

W nocy…
W nocy każdy zostaje sam…

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Nigdy nie zapomnę zimna kaplicy, od którego przymarzały buty do posadzki.
Nigdy nie zapomnę plątaniny emocji.
Nigdy nie zapomnę zapachu świrkowych gałęzi z wieńców.
Nigdy nie zapomnę czystego, przenikliwego dźwięku trąbki, rozchodzącego się w mglistym, wilgotnym powietrzu.
Nigdy nie zapomnę melodii, którą słyszałam tylko w amerykańskich filmach, a która sprawiła, iż umilkły wszelkie odgłosy – szloch, szept, gdakanie kur w pobliskim gospodarstwie…
Nigdy nie zapomnę tego, co zrobił dla mnie wujek…

1 komentarz

Filed under życie

Yesterday…

Wczoraj… wczoraj zdarzyło się wiele… ale świat ma to i tak w dużym poważaniu, bo w sensie globalnym nie wydarzyło się nic…
Wczoraj pękło coś we mnie i odeszłam z Panteonu Bóstw Galimoru. Zrezygnowałam z władzy, z odznaczeń, splendoru, pomników.
Wczoraj zmarł wujek… człowiek, który był w jakimś sensie wzorem uporu, brania się z życiem za bary. Niezniszczalny człowiek Ziemi…

Wczoraj… to tak niedawno, lecz już przeszłość, która nigdy nie zaistnieje ponownie… nigdy nie wróci…
O, Śmierci! Ma towarzyszko! Czemu wciąż i wciąż ucinasz kosą swą tych, którzy mogą wiele, a zostawiasz jeno plugastwo?…

1 komentarz

Filed under ogólnie, życie

Papuzia filozofija…

Papużki działają na baterie świetlne – to zostało udowodnione w toku wielu długotrwałych i wnikliwych badań.
Podczas tych badań wyszło na jaw, iż ptaki owe mają własną papuzią filozofiję (błąd zamierzony).

Otóż, słońce jest dla nich życiem.
Obojętnie, czy jest to słońce za szklaną taflą okna, czy wiszące pod sufitem. Obojętne, czy świeci za dnia (prawdziwego), czy też w środku nocy. Dla nich świeci. A to, że świeci jest znakiem, iż mają do wykonania wiele prac:

1. Przeciągnąć się (nóżka i skrzydełko z jednej i z drugiej strony)
2. Ćwierknąć do zaspanego przyjaciela i powiadomić go o fakcie nastania nowego dnia.
3. Sprawdzić zawartość karmideł i poideł.
4. Latać z gałęzi na gałąź
5. Ćwierkać ile wlezie.

Ostatnie trzy czynności powtarzać tak długo, aż zgaśnie słońce…

Ot, cała papuzia filozofija….

1 komentarz

Filed under papużki, życie

Komentarze

Kolejny komentarz typu : „Fajny blogasek, wejdź na mój…”

Ludzie, pomyślcie od czasu do czasu, to może boleć, fakt, ale warto podjąć takie ryzyko.

Zaspamianie skrzynek pocztowych jest karalne, tak samo powinno być karalne zaspamianie komuś bloga. Bloga – nie „blogaska”.
Moja natura jest przekorna i, jeśli ktoś usilnie mnie do czegoś namawia (nie posiadając odpowiednich argumentów), opieram się i „staję okoniem”. A im mocniej ktoś naciska, tym większy mój opór.
Komentarze wpisuję tylko wtedy, kiedy stwierdzę, że autor na to zasługuje i komentuję wybrany przez siebie post zgodnie z jego treścią.

Zatem, kochani spamiarze, darujcie sobie bezmyślne komentarze. Komentarz dla samego komentarza mnie nie interesuje. Nie gonię za statystyką.

Z góry serdecznie dziękuję

Z poważaniem
tatsu

2 Komentarze

Filed under ogólnie

Długi dzień

Parszywie długi dzień mnie dziś czeka. Zaraz biegnę na PKS. Ptaki dostały ziarno i gotowane warzywa. Do tego ostatniego podchodzą, jak pies do jeża. Teraz brakuje Piripiri. Ona zawsze był łasy na warzywka. Pierwszy siedział przy misce…
Za chwilę koniec pierwszego semestru. Za dwa dni – ferie. Potem krótszy o 7 dni drugi semestr, niż było to w planach na dzień 1 września ubiegłego roku. I tak będę żyć od weekendu do weekendu, od święta do święta, nie znajdując już przyjemności w tym, co pomiędzy nimi.
Idę. Nie mogę się spóźnić.

2 Komentarze

Filed under papużki, praca zawodowa, życie