Monthly Archives: Kwiecień 2013

Wykorzystujemy słoneczne dni…

Wykorzystujemy każdy ze słonecznych dni, jakie zdarzają się dość często na naszym słonecznym południowym zachodzie.

Trawnik został podziabany już do końca. O dziwo nie zrobiły mi się odciski na dłoniach od wideł, ale to za pewne dzięki O., który przejął ode mnie narzędzie pracy i dokończył dziabanie. Dziękuję mu bardzo za tą pomoc, bo dzięki temu mogłam przygotować pod siew pięć grządek. Przygotowanie łączyło się z rozbiciem brył ziemi pozostałych po przekopaniu poplonu, a potem jeszcze zagrabić trzeba było do równa no i solidnie podlać. Rozbijanie grud było najcięższe. Musiałam się bardzo namachać, żeby doprowadzić tylko tych pięć grządek do porządku. Ale stara dziabka dała radę. Moje ramiona też. Na szczęście.

Kaczki, a dokładnie kaczory wróciły na żerowiska po pożarze. Nie widzę tylko kaczki z szóstką pasiastych maluchów. obawiam się, czy nic im się nie stało w tych trawach, ale G. mówił, że widział je po drugiej stronie zakola. To dobrze.

Następne tulipany z wolna pokazują swoje kolory, a wiśnia już obsypała się kwieciem. Niestety, nie widzę i nie słyszę zbyt wielu owadów, które chciałyby się żywić nektarem i roznosić pyłek. No i zapylać… A dziś dodatkowo jest zimno i deszczowo, a w taka pogodę pszczoły raczej nie wybierają się na długie wędrówki. Chyba trzeba będzie zakupić domek dla owadów, żeby zachęcić trzmiela i dzikie pszczoły do zagnieżdżenia się u nas i przyszłej współpracy w celu uzyskania jak największych plonów.

Miałam nadzieję, że dziś tez uda nam się wybrać na działkę, ale… deszcz i chłód skutecznie zatrzymuje nas w domu. I tak wiele byśmy w takich warunkach nie zrobili. Kopać w deszczu? Siać coś? Brrr… Chyba cały czas nie odklejalibyśmy się od „kozy”. Nawet pisanie sprawia mi dziś trudność… zostawiam Wam zatem kilka wczorajszych zdjęć na pocieszenie.

Trzy kaczory przy żerowisku

Trzy kaczory przy żerowisku

Następne tulipany pokazują kolorki

Następne tulipany pokazują kolorki

I tulipany niedaleko furtki tez się już budzą.

I tulipany niedaleko furtki tez się już budzą.

Kwiaty wiśni

Kwiaty wiśni

Obsypana białym kwieciem wiśnia

Obsypana białym kwieciem wiśnia

Mlecy... pierwsy w tym sezonie ;)

Mlecy… pierwsy w tym sezonie 😉

4 komentarze

Filed under hobbystycznie, prace ręczne, zaokienne życie

No to się ****** nacieszyliśmy…

Kiedy jedziemy na działkę, zawsze wcześniej mogę ją zobaczyć z okien auta. Zawsze nie omieszkam spojrzeć, czy wszystko jest na działce w porządku. Tym razem w oczy rzuciła mi się wielka, czarna plama, okalająca naszą działkę i włażąca na ugór. Ewidentnie suche trzciny i trawy zostały spalone! Z duszą na ramieniu ruszyliśmy z parkingu w stronę działki. Od Pana Wiceprezesa dowiedzieliśmy się, że pożar gasili strażacy, robiąc przy tym nie mało szkód. Faktycznie, kłódka na jednej z bram została przecięta, siatka przy naszej działce została mocno pogięta, gałąź sosny na działce u Pań Babć została ułamana, kalecząc pień.

Ogień doszedł z zewnętrznej strony prawie pod latrynkę działkową. Ugór spłonął tylko tam, gdzie nie zdążyłam jeszcze wyżąć traw do końca. Ogień strawił nie tylko chaszcze, ale też forsycję i pięć krzewów, dorodnych krzewów porzeczek, które na ugorze rosły. Wierzba ma nadpalone liście. Na szczęście nie doszedł do malin, ale chyba topinambur się upiekł, jak na kartofle przystało. Jestem zła na tego bezmózga, któremu zachciało się wypalać trzciny na brzegu rzeki. Następnym razem, niech sobie gacie zapali i puści biegiem przez ulice. Na koniec biegu niech nie zapomni walnąć „baranka” w jakąś solidną ścianę.

Szkoda mi wszystkiego, co żyło na spalonym terenie. Wyć mi się chce. I nic więcej…

Zmusiłam się dziś do prac porządkowych na działce. Wyczyściłam trawnik z liści i łupin orzechowych, których nie zebrałam przed zimą. Wyzbierałam to to ręcznie, bo grabkami bym się zmachała i nic by z tego nie wyszło. Potem, kiedy już wiadro suszu zostało wyniesione, rozpoczęłam rekultywację trawnika, dziabiąc ile sił w rękach murawę widłami. Podziabałam tylko 1/4 trawnika (a może i mniej) i resztę zostawiłam na potem. Nie chciałam się zajechać na dzień dobry, żeby móc dokończyć pracę jutro. Kiedy przesiliłabym mięśnie, następnego dnia z zakwasami nie zrobiłabym już nic, a samo się wszystko nie zrobi.

Dziś pompa znów została zaprzęgnięta do pracy. Zioła dostały swoją porcję wody, każde z drzew i krzewów również. Kwiaty niemalże pływały przez chwilę, ale wszystko szybko się wchłonęło, pozostawiając wilgotną powierzchnię ziemi. Pod tunelem też wszystko zostało solidnie zroszone. Włącznie z jaszczurką, która tam sobie pomieszkuje. Na jesieni były dwie, teraz została tylko jedna. Miały „domek” pod plastikową tacą. Miały, bo taca zmieniła miejsce „zamieszkania”. Zastanawiam się  czy w kącie nie zrobić dla niej czegoś w stylu domku, żeby mogła się w nim schronić. Nie chcę jej wyganiać na ogród, bo mogą ją złapać koty… a ona taka mała jest…

Jutro planujemy zrobić więcej niż dziś, bo przesiedzimy tam chyba całą sobotę. Wedle pogodynki, będzie padać dopiero w nocy, za to w dzień – słonecznie i ciepło, więc będzie można na spokojnie sobie popracować, nie patrząc na zegarek, czy na wędrujące po niebie słońce. Pewnie dokończę dziabanie trawnika. A potem…? Pewnie zajmę się wygładzaniem grządek. I może coś wysieję…?

Oto część zdjęć z dzisiejszego działkowania:

Ogień odszedł aż do latrynki, co widać po granicy wypalenia.

Ogień odszedł aż do latrynki, co widać po granicy wypalenia.

Widok na spalony ugór

Widok na spalony ugór

No i okna już nie posłużą do budowy inspektu...

No i okna już nie posłużą do budowy inspektu…

To była forsycja. Jeszcze wczoraj była obsypana złotym kwieciem. teraz to sczerniały kikut.

To była forsycja. Jeszcze wczoraj była obsypana złotym kwieciem. teraz to sczerniały kikut.

Widok na część działki Pań Babć. Tuż przy furtce krzewiła się pięknie forsycja. Teraz jest zwęglonym stosem patyków.

Widok na część działki Pań Babć. Tuż przy furtce krzewiła się pięknie forsycja. Teraz jest zwęglonym stosem patyków.

To jeszcze wczoraj była dorodna porzeczka...

To jeszcze wczoraj była dorodna porzeczka…

Można zobaczyć ogrom zniszczenia, jakich dokonał pożar. A mogło być tak pięknie...

Można zobaczyć ogrom zniszczenia, jakich dokonał pożar. A mogło być tak pięknie…

Trójkątny tulipan

Trójkątny tulipan

Biało-żółta kiść tulipanów

Biało-żółta kiść tulipanów

I mamy swój mały Kraik Kwitnącej Wisienki :)

I mamy swój mały Kraik Kwitnącej Wisienki 🙂

A tak teraz wygląda kwietnik. Ten największy.

A tak teraz wygląda kwietnik. Ten największy.

Podlewanie ziółek z węża

Podlewanie ziółek z węża

Czy ktoś widzi tu jaszczureczkę?

Czy ktoś widzi tu jaszczureczkę?

6 komentarzy

Filed under hobbystycznie, prace ręczne, zaokienne życie

Praca wre…

Codziennie odwiedzamy nasz skrawek wsi w mieście. Codziennie widzimy, ile jeszcze pracy zostało, by ten skrawek wyglądał tak, jak w naszych myślach i wyobrażeniach. Codziennie walczymy o to, by choć te malutkie marzenia o własnych warzywach i owocach się spełniły. I codziennie widzimy, że warto się zmuszać do kolejnych prac, choć naprawdę się nie chce niekiedy wyłazić z domu, choć mięśnie bolą, bo nie są nawykłe do tego typu aktywności.

Jako że zielniczek jest już skończony, zajęłam się wysianiem ziół. I tak na pierwszy ogień poszły: cząber, kolendra, len i szałwia. Zapomniany, ugorowy rabarbar też się przeniósł. Będzie miał teraz towarzystwo swoich pobratymców i mam nadzieję, że przenosiny mu posłużą. Zacznę za niedługo też przenosiny zielnych „chwastów” na pozostałe „kubiki”, bo szkoda, by się zmarnowały rośliny, które mogą mi się przysłużyć swoimi właściwościami.

Na warzywniku zrobiliśmy wcześniejsze żniwa. Wiosna się spóźniła? To my przyspieszymy lato, a co! W sumie, to pomysł działkowego sąsiada, który podpowiedział nam, że lepiej będzie się kopać poplon (który nam solidnie wybujał), kiedy się go przystrzyże. I faktycznie – miał rację, jest łatwiej. Ale i tak do przekopania zostało sporo ziemi. I to na wczoraj, bo ziarna już się rwą do wysiania, a czas sobie płynie i nie chce się zatrzymać nawet na chwilę.

Zaskoczyła mnie brzoskwinia, która właśnie zaczyna się obsypywać kwieciem. Jeszcze przecież kilka dni temu miała zamknięte pąki i nawet ciężko było zawyrokować, które są kwiatowe, a które chowają w sobie liście. A tu – piękne, różowe kwiatuszki zdobią bezlistne jeszcze gałązki. Niestety, widać, że wiele gałęzi się nie obudziło po zimie i trzeba będzie je uciąć. Cóż, nie ma pod orzechem najłatwiejszego życia.

Wiśnia już dziś chyba będzie miała kwiaty rozwinięte, bo wczoraj już były tak nabrzmiałe, że tylko patrzeć, jak rozchylą się białe płatki. W ogóle wszystko się budzi, wszystko rozkwita, a owadów, jak na lekarstwo. Trzmieli kilka do nas zagląda, pszczół niemal w ogóle nie widać… jak tak dalej pójdzie, to oprócz warzyw, które zapylania nie potrzebują, nic więcej nie wyda plonu. Mam nadzieję, że się mylę.

Wczoraj po raz pierwszy wyciągnęliśmy pompę i podlaliśmy wszytko, co podlania potrzebowało. Głównie miejsca, w które wysiałam zioła oraz kwiaty, by trochę zagęścić rabaty, a przy okazji mieć takie rośliny, które mi się podobają. Mam nadzieję, że wyrosną szybko i będą ślicznie kwitły.

Moje dłonie, choć zdarza się skórze pęknąć na kłykciach, są w o wiele lepszym stanie, dzięki pomocy A. i jej podarunkowi kremowemu. Och, znaczna ulga po takim przesuszeniu rąk. Dziękuję bardzo za ten nieoceniony prezent. G. też się przydaje.

Ach, nie napisałam o dość ważnej i pozytywnej rzeczy: mianowicie wreszcie skończono remont naszego parkingu. Miejsc jest teraz od zakichania, każdy się zmieści bez trudu. No i wreszcie nie będzie takich jezior, jakie towarzyszyły każdemu deszczowi przed remontem. Kij z tym, że skończyli prace dwa miesiące później, że zrobili to trochę na odwal, bo się spieszyli. Ważne, że wreszcie parking wygląda, jak parking, a nie powierzchnia Księżyca.

Nic to, znikam do prac porządkowych, a Wam zostawiam garstkę wczorajszych zdjęć na pożegnanie.

Żniwa. Żyto wybujało, trzeba mu przyciąć końcówki.

Żniwa. Żyto wybujało, trzeba mu przyciąć końcówki.

Brzoskwiniowe kwiatki

Brzoskwiniowe kwiatki

Wiśniowe pąki, które lada chwila pękną, ukazując białe płatki.

Wiśniowe pąki, które lada chwila pękną, ukazując białe płatki.

Coraz więcej przekopanej ziemi na mniejszym warzywniku. Chwila-moment i będziemy siać.

Coraz więcej przekopanej ziemi na mniejszym warzywniku. Chwila-moment i będziemy siać.

Tulipany tuż po podlaniu. Oplecione brylantami kropel wody.

Tulipany tuż po podlaniu. Oplecione brylantami kropel wody.

Znów szafirki. Wybaczcie, ale kocham te kwiatki.

Znów szafirki. Wybaczcie, ale kocham te kwiatki.

Porzeczka też zaczyna kwitnąć. Ta akurat jest pierwsza w pokazywaniu kwiatów.

Porzeczka też zaczyna kwitnąć. Ta akurat jest pierwsza w pokazywaniu kwiatów.

Dodaj komentarz

Filed under hobbystycznie, prace ręczne, zaokienne życie

Zielono mi

Za oknem klon już się zieleni. Jeszcze chwila, a za oknem nie będzie nic więcej widać, tylko ścianę soczystej zieleni. Uwielbiam ten czas. W ogóle to wszystko nadrabia tę przydługą zimę, bo w uszach aż piszczy od godowych nawoływań okolicznych ptaków, a w oczach się mieni od barw i odcieni wszystkich kolorów, jakie wymyśliła Matka Natura.

Na działce zmiany za zmianami. Miał być pleciony płotek wokół zielnika. Miał, ale nie będzie. Po przeliczeniu wszystkich kosztów, stwierdziliśmy, że nas na takie rzeczy nie stać, więc postawiliśmy płotek z gotowca. Myślę, że tragicznie się nie prezentuje? W sumie, jak zdobędę gdzieś tanio wiklinę, lub brzozowe, czy wierzbowe gałązki (w okolicy mało tego rośnie, by się wybierać na wycinkę), to takie płotki okolą warzywniki i kwietniki. I będzie ładnie wyglądało od frontu. Bo zielnik, to widać dopiero, jak się wejdzie głębiej na działkę albo z sąsiadujących parceli. No, takie niereprezentatywne miejsce mu się dostało. Do „kubików” dosypaliśmy torfu i ziemi ogrodowej, żeby trochę rozluźnić gliniaste podłoże, jakie mamy na całej działce. Bardzo w tym miejscu chcę podziękować Pani Wiceprezesowej, że zgodziła się nam pożyczyć taczkę, bo bez niej, to do jutra byśmy te wory targali z parkingu na działkę, a to dość spory dystans. Niestety, ceny taczek nas przyginają do ziemi i chyba prędzej sklecę wózek drabiniasty, niż dorobię się taczki sklepowej. A podobno mimo tej wykopanej w kosmos ceny są zupełnie do kitu, bo jak się za dużo nakładzie, to się rączki wyginają. No po prostu masakra i totalny „szajs” za 200 zł.

Jak się już ten torf i tą ziemię rozsypało, to trzeba było trochę to ze sobą wymieszać. Cóż, wzięło się tę motykę w dłoń i się mieszało, wyciągając przy okazji perzowe kłącza, z których raźno wyrastały źdźbła. Narobiłam się, ale przynajmniej wszystko wygląda, jak powinno. Mam nadzieję, że teraz będzie tam wygodnie roślinom zielnym. Już znalazłam miejsce, gdzie rosną fiołki trójbarwne w ilościach hurtowych, więc się je stamtąd zabierze i przesadzi na zielnik. Mam nadzieję, że się przyjmą. Mniszek lekarski rośnie sobie na rabatach i też czeka na przesadzenie w miejsce docelowe. Inne zioła dorastają z wolna do bycia prawdziwymi ziołami i jeszcze trochę potrzymam je w domu, zanim wypuszczę w szeroki świat. Za to już mamy w zielniku pierwszych lokatorów. I to takich z tych bardzo stałych: rabarbar i chrzan. Ten pierwszy jest w połowie z odzysku, bo już rósł sobie tam, gdyśmy przejmowali opiekę nad działką, a po części z zakupu. Dwie gałązki z pięciu trafiły do nas, reszta powędrowała do Majstra geraltowego. W zamian otrzymaliśmy chyba z pięć, czy sześć korzeni chrzanu, który – mam nadzieję – zadomowi się w zielniku.

Warzywnik na razie bez zmian. Zielnik zajął nam cały dzień (prawie), bo roboty przy nim było dość sporo. W przerwie w kopaniu zielnika, jeszcze raz przeplewiłam „skalniaczek”, który jeszcze nie jest skalniaczkiem, bo trochę trawska się na nim pojawiło. Kolejną sprawą, jaką będę się zajmować w najbliższym czasie, to trawnik. Trzeba go trochę odświeżyć po zimie i po braku opieki nad nim poprzednich właścicieli. Worek nasion jest zakupiony, więc starczy trochę oczyścić plac, dopowietrzyć ziemię i można już dosypywać nowej trawy.

Śliwa dostała swoją porcję chemii. Niestety. Wolałam to zrobić zapobiegawczo, bo nikt z niej nie zrywał owoców. Od jak dawna – nie mam pojęcia. Dzięki temu grzyb mógł się przyplątać i to bez jakichś szczególnych działań zmierzających ku zagrzybieniu drzewa. Ubaw musieli mieć ci, co przejeżdżali obok drogą, widząc mnie, siedzącą na drzewie z dyszą w jednej dłoni, pniem w drugiej i starającą się znaleźć dojście pomiędzy mrowiem gałęzi do każdego pąka. Nie mam pojęcia, czy mi się to udało. Mam nadzieję, że wszystkim (niczym za socjalizmu) dostało się po równo. Cóż, tak to jest, jak drzewo wysokie, a drabiny brak. Jakoś radzić sobie trzeba. W sumie teraz wiem, że i po owoce mogę się wspiąć na śliwę i drabina – póki co – jest zbędna. No bo na pochyłe drzewo i koza… pardon – smok – skacze.

Po przejrzeniu stanu ugoru, stwierdziliśmy, że tam roboty jest niebotycznie wiele. Zeschła trawa się położyła i jej żęcie będzie nastręczało wiele trudności, za to nowe źdźbła już wybujały wysoko w górę, czyli zaczyna się zaraz robota na nowo. Byle tylko nie dopuścić do zawiązania kłosów, bo to wszystko się znów porozsiewa dokoła i doprowadzone do czystości działki okoliczne (bo nie tylko nasza) znów będą oazami traw wszelakich. Przy okazji znaleźliśmy nowy, solidny kawał rabarbaru. Chyba przeniesiemy go na zielnik. Niech sobie rośnie z resztą swoich ziomków, bo co będzie tak sam, na takim ugorze siedział?

Na kwietnikach coraz więcej kwiatów prezentuje swoje płatki: a to żagwin ogrodowy fioleszczy (no bo nie niebieszczy) się coraz mocniej, tulipany pokazują swoje kwiaty, zaskakując kolorami. Pigwowiec lada chwila otworzy pąki tak samo, jak wiśnie. Ugorowa wierzba już pokazuje kwiatostany, a krzewy forsycji zdobią każda niemal działkę w okolicy.

Po prostu – wiosna pełną gębą. Zobaczcie sami:

Nasz zielniczek już prawie prawie skończony. Jeszcze tylko jedna ścieżka potrzebuje kamyczków.

Nasz zielniczek już prawie prawie skończony. Jeszcze tylko jedna ścieżka potrzebuje kamyczków.

Chrzan od Pana Majstra.

Chrzan od Pana Majstra.

Rabarbary: ten duży, to swojak, a te dwa małe, to ludność napływowa.

Rabarbary: ten duży, to swojak, a te dwa małe, to ludność napływowa.

Żagwin ogrodowy obsypujący się z wolna kwieciem.

Żagwin ogrodowy obsypujący się z wolna kwieciem.

Drugi tulipan pokazał kwiat. Inny, bo pomarańczowy.

Drugi tulipan pokazał kwiat. Inny, bo pomarańczowy.

Biało-żółte tulipany. Miałam rację, pisząc, że już na drugi dzień pokażą pełne kwiaty.

Biało-żółte tulipany. Miałam rację, pisząc, że już na drugi dzień pokażą pełne kwiaty.

Czy ktoś może wie, co to za roślina? Za nic nie mogę jej znaleźć w Internecie...

Czy ktoś może wie, co to za roślina? Za nic nie mogę jej znaleźć w Internecie…

Kwiaty pigwy tylko czekają na impuls.

Kwiaty pigwy tylko czekają na impuls.

Jakiś kwiat, którego nazwy jeszcze nie znam, chyba za niedługo pokaże płatki.

Jakiś kwiat, którego nazwy jeszcze nie znam, chyba za niedługo pokaże płatki.

Widok na ugór z ujęciem wszystkich krzewów forsycji.

Widok na ugór z ujęciem wszystkich krzewów forsycji.

Wierzbowe kiście kwiatowe.

Wierzbowe kiście kwiatowe.

Czerwone buławy na kwietniku.

Czerwone buławy na kwietniku.

Skrawek przyruderkowego kwietnika.

Skrawek przyruderkowego kwietnika.

4 komentarze

Filed under hobbystycznie, prace ręczne, zaokienne życie

Hola! Hola! Rolnicza dola!

Jak zauważyliśmy, jesteśmy nieco spóźnieni w pracach w stosunku do ogółu. O jakiś tydzień. Cóż, start nam się nie udał, bo chyba zima na wiosnę trochę nas wystraszyła. Ale cóż, teraz będziemy to nadrabiać.

Jeden z warzywników już z wolna zaczyna się przekopywać rękami G. i za niedługo już będzie można obsiewać grządki warzywami. Będzie z tym nieco zabawy, ale na pewno skórka jest warta wyprawki. Już na jesieni własne rzodkiewki, koper i sałata trafiły na nasz stół i zawładnęły naszymi kubkami smakowymi, jak jeszcze żadne warzywo kupowane w sklepie. I dlatego, po tej udanej próbie będziemy rzecz ze zdwojonym wysiłkiem kontynuować. Choćby tylko dla samego smaku.

Wszystkie kwietniki zostały pozbawione suszu i chwastów. Pozostawiłam tylko siewki, o których nic nie umiem powiedzieć i mniszka lekarskiego, który docelowo trafi na zielnik. Teraz kwiaty mogą się rozrastać bez przeszkód i kwitnąć bez walki o wodę i słońce.

A słońce naprawdę ładnie świeci i… opala! Serio. Jak wróciłam do domu, to po przejrzeniu się w lustrze widziałam, jak zmienił mi się lekko kolor skóry na dekolcie. No, patrzcie państwo, niby wiosna, a już lato.

Zielnik na chwilkę przystopował. Czeka go jeszcze wysypanie trzech pozostałych ścieżek żwirem (a raczej otoczakami) i zrobienie płotka plecionego. Na ten ostatni już paliki się szykują, wysychając po kąpieli w pokoście lnianym. Skubańce wypiły pół puszki oleju. Takie spragnione były. Zioła z wolna rosną w „siewnikach”, za chwilę zostaną przesadzone do rozsady, by nabrać sił do rośnięcia na działce, pod gołym niebem. Aż się nie mogę doczekać, jak to wszystko będzie wyglądało.

Agrest wesoło zakwitł. Ma martwą tylko jedną gałąź, a wyglądał, jakby już nigdy po jesieni miał się nie obudzić. To samo (prawie) tyczy porzeczek, na których bujny rozrost, z racji ich zaniedbania nie liczyłam. Zaskoczyły mnie krzaczki pozytywnie. Ciągle i ciągle nie mogę się nadziwić tej niesamowicie silnej woli przetrwania, jaką mają rośliny. Niby są martwe, ale wystarczy lekko o nie zadbać i już mienią się wszystkimi kolorami zieleni. Maliny na ugorze też mają się coraz lepiej. Trzeba będzie je przeciągnąć na właściwą stronę działki, żeby rosły sobie dalej, ale w lepszych warunkach. Bardzo cieszę się, że udaje nam się znaleźć rośliny użytkowe na ugorze, bo dzięki temu nie musimy wydawać pieniędzy na nowe. Mam tylko nadzieję, że owady będą nas odwiedzać licznie, by zapylić kwiaty na drzewach i krzewach, byśmy mogli się cieszyć ich owocami. Co prawda widzieliśmy już kilka porządnych, wielkich trzmieli i parę pszczół, ale to raczej ciut mało, jak na potrzeby roślin. Przynajmniej tak mi się wydaje.

Jeszcze wiele pracy przed nami: trzeba przekopać wszystkie warzywniki, ziemię pod tunelem foliowym, oczyścić trawnik i trochę go dopowietrzyć i zasilić, by rósł jeszcze lepiej niż rok temu. Śliwę opryskać, Ruderkę naprawić i doprowadzić do stanu niestraszącego przechodniów i zamontować w niej „kozę”. Zrobić kompostownik, bo poprzednikom nie był on chyba zupełnie potrzebny. Ogarnąć do końca ugór, by można tam było zaczynać prace rekultywacyjne (czy jak tam to to się zwie) i móc część upraw wielkopowierzchniowych tam przenieść: np. ziemniaki, czy len lub zboża. Tylko to na pewno nie stanie się w tym roku. Będzie trzeba poczekać co najmniej do przyszłej wiosny. Ale zrobimy. Nie ma innej opcji.

Ach, czy pamiętacie może naszego jesiennego uciekiniera i chwilowego lokatora w ptasiej klatce? Tak, tak, o szarego, długouchego Benka chodzi. Wczoraj dowiedzieliśmy się, że skubaniec znów nawiał. Tym razem zrobił to na tyle skutecznie, że już go nie odnaleziono. Mam nadzieję, że trafił do kogoś, kto się nim zajął i po prostu nie powiadomił nikogo o tym, że znalazł królika w myśl zasady „znalezione – nie kradzione”. I tej myśli będę się trzymać.

Nic, czas się zabrać za roboty porządkowo-rozsadzeniowe. Zostawiam Wam zatem garść najnowszych zdjęć. Miłego oglądania!

Część już skopanego warzywnika z wyznaczonymi przyszłymi grządkami

Część już skopanego warzywnika z wyznaczonymi przyszłymi grządkami.

Szafirki

Szafirki

Żółte tulipany. Już jutro na pewno rozchylą płatki.

Żółte tulipany. Już jutro na pewno rozchylą płatki.

Kwiaty agrestu

Kwiaty agrestu

Zawiązki kwiatów na wiśni

Zawiązki kwiatów na wiśni

Złota forsycja

Złota forsycja

Zawiązki kwiatów na krzewie porzeczki.

Zawiązki kwiatów na krzewie porzeczki.

Dodaj komentarz

Filed under hobbystycznie, prace ręczne, zaokienne życie, życie

Podaruj mi trochę słońca

Weekend wcale nie zaczynał się ciekawie: piątek zalał nas deszczem, sobota postraszyła chmurami i lodowatym wiatrem. Z tego względu nie zaliczyliśmy pierwszego w tym roku turnieju rycerskiego organizowanego w ramach obchodów Dni Opola. Zimno i deszcz skutecznie nas odstraszyły od nocowania w historycznym, średniowiecznym namiocie tuż przy brzegu rzeki. Cóż, co się odwlecze, to nie uciecze – jak mawia stare przysłowie. Pojedziemy na kolejny turniej, a wtedy będzie już ciepło i na pewno dopisze pogoda.

Skoro zatem nie wyjechaliśmy, zabraliśmy się za nadganianie wiosny na działce. W sobotę naprawdę mało co zrobiliśmy, bo było tak okrutnie zimno, że nie chciało mi się odejść na krok od „kozy”, w której spalałam wióry pozostałe po cięciu naszej biednej, chorej, starej jabłoni. Wiatr był tak przenikliwie mroźny, że aż założyłam zimowe buty i trzy bluzy (w tym jeden polar) na grzbiet, a i tak nadal nie byłam w stanie nic zrobić. Plewienie odpadało całkowicie, bo ziemia zimna, a palce i bez tego miałam zgrabiałe od wilgoci i chłodu. Nawet nie ruszyliśmy tunelu, by go choć troszkę połatać. G. tylko przekopał ostatnią ćwiartkę zielnika, z przerwami na zagrzanie się przy „kozie”. Planowaliśmy też posiedzieć kulturalnie na świeżym powietrzu ze znajomymi, ale wspólnie ustaliliśmy, że aura zupełnie nie pasuje do grillowania. Cała impreza przeniosła się zatem do naszego mieszkania i trwała do późnych godzin nocnych. Chyba musimy się częściej spotykać, bo nie mogliśmy się wręcz nagadać. Jeszcze w drzwiach staliśmy i komentowaliśmy (przy drzwiach zamkniętych oczywiście) to i owo. Niestety, konieczne są częstsze spotkania. I to bardzo konieczne.

Za to dziś pogoda jest obłędnie cudowna. Co prawda rano jeszcze wiało zimnem, ale po południu zrobiło się lato. Przy takich warunkach atmosferycznych: słońce w pełni, małe chmurki na błękitnym niebie i ciepły, porywisty wiatr, można było wreszcie coś zdziałać. Dlatego też jedna ze ścieżek w zielniku dostała trochę żwiru, tunel otrzymał łaty, dzięki którym posłuży nam jeszcze ten sezon. W tym czasie będziemy w stanie – tak myślę – uzbierać na co najmniej na nową folię i puszkę farby, tunel służył nam kolejne parę lat bez większych napraw i wydatków. Za to z nowalijkami z własnego chowu.

Zastanawiałam się, co to za kolorowe liście mi wyrosły na kwietniku, bo sobie żadnych takich nie przypominałam, kiedy na jesieni przejmowaliśmy działkę pod swoją opiekę.  Wczoraj się okazało, że te zielono- fioletowe liście, to nic innego, jak… tulipany. Po raz pierwszy spotkałam się z takim rodzajem tych kwiatów. Są naprawdę śliczne, bo nawet kwiaty nie są jednokolorowe, tylko z zewnątrz są różowe, zaś wewnątrz przypominają narcyzy.

Przesadzone, podkradzione fiołki przyjęły się bez trudu i powoli aklimatyzują się w kącie, pod jedną z wiśni. Akurat tam nie ma nic kwitnącego wiosną, więc spokojnie mogą się tam rozrastać.

Fuksja obsypała się złotym kwieciem, cebulice (czyli po mojemu przylaszczki) kwitną na potęgę, krzewy i drzewa z wolna wypuszczają liście. Winobluszcz bardzo powoli budzi się z zimowego snu i ledwo wiąże pąki. Za to winorośl śpi jeszcze w najlepsze. Mam nadzieję, że śpi, a nie zamarzła na kość. Bardzo byłoby mi szkoda stracić tak starą i dającą tak pyszne owoce roślinę.

Wszystkie porzeczki, nawet te na ugorze obudziły się i puszczają wesoło liście. Agrest już pokazuję pąki kwiatowe, więc za chwilę będzie można podziwiać jego kwiaty. Ugorowe maliny też już obsypują się zielenią, choć rosły w fatalnych warunkach do tej pory. Wierzba też już puszcza i liście i zawiązki kwiatów. Za to orzech śpi i ani myśli się obudzić. Śliwa tak samo. Z tego akurat się cieszę, bo muszę ją potraktować opryskiem, by nie dostała grzyba z racji tego, że nikt z niej nie zbierał owoców, które gniły na gałęziach, a to niechybnie może skutkować zagrzybieniem drzewa. Czyli po prostu dmucham na zimne.

Z wolna przygotowuję się do wysyłania ofert warsztatowych. Jeszcze muszę pouczyć się fingerloopów, zrobić im zdjęcia i dołączyć do oferty, a potem tylko słać i liczyć, że ktoś się tym zainteresuje i pozwoli mi zarobić nieco grosza.

A teraz podrzucę Wam kilka zdjęć z dzisiejszego działkowania, a sama idę uczyć się sznurkować dalej.

Obsypana kwieciem forsycja

Obsypana kwieciem forsycja

Przepiękne, wiosenne kwiaty forsycji

Przepiękne, wiosenne kwiaty forsycji

Przebudzona słońcem biedronka, wędruje po gałązce wiśni

Przebudzona słońcem biedronka, wędruje po gałązce wiśni

Pąki wiśniowe

Pąki wiśniowe

Mówią, że to cebulica, a dla mnie to i tak będzie przylaszczka

Mówią, że to cebulica, a dla mnie to i tak będzie przylaszczka

Zielnik otrzymał pierwszą wyżwirowaną alejkę

Zielnik otrzymał pierwszą wyżwirowaną alejkę

Foliowy tunel po naprawach. Nie, on już nie jest dziurawy, to tylko złudzenie

Foliowy tunel po naprawach. Nie, on już nie jest dziurawy, to tylko złudzenie

Działkowe szpaki naśladujące wszystkie odgłosy okolicznych ptaków: od pustułki, przez wróble, po kaczki

Działkowe szpaki naśladujące wszystkie odgłosy okolicznych ptaków: od pustułki, przez wróble, po kaczki

Fioletowe płatki rozchylił wreszcie pierwiosnek

Fioletowe płatki rozchylił wreszcie pierwiosnek

Gwiazdokształtny tulipan

Gwiazdokształtny tulipan

Właśnie te liście wzbudziły moje zainteresowanie oraz wprowadziły mnie w konsternację

Właśnie te liście wzbudziły moje zainteresowanie oraz wprowadziły mnie w konsternację

Niebieskie kwiatuszki już rozchylają płatki

Niebieskie kwiatuszki już rozchylają płatki

Szafirki wyglądają coraz dostojniej

Szafirki wyglądają coraz dostojniej

Dodaj komentarz

Filed under hobbystycznie, prace ręczne, zaokienne życie

Działkowe popołudnia

Najmilsze chwile zaczynają się po szesnastej, bo wtedy możemy zaglądnąć na działkę i zobaczyć, co tam słychać na naszym małym skrawku wsi w mieście. Coraz bardziej widać, że wiosna budzi wszystko do życia. Wolno, bo wolno, ale skutecznie.

Zielnik już prawie-prawie skończony. G. bardzo się stara, żeby przekopać wszystko, jak najszybciej i jak najdokładniej. Została do przekopania jedna ćwiartka i zrobienie płotka zewnętrznego. Chciałam zrobić plecionkę z wikliny, ale – widząc ceny – będę w tym roku musiała się obejść smakiem i wykorzystać tańszy materiał na plecionkę. Myślę o sznurze. Niestety, nie naturalnym, bo za szybko sparcieje i będzie trzeba reperować płotek często, by wyglądał ładnie, a nie jak dziad proszlany. Jak nazbieram więcej pieniędzy, to podmienię sznurek na wiklinę i będzie tak, jak miało być. Dookoła kwietników też chcę zrobić takie płotki, ale najpierw muszę zrobić na rabatach porządek, bo tam wszystko rośnie, jak chce. Widać, że był tam jakiś początkowy zamysł, by to wyglądało ładnie, a kwiaty posadzono według ledwo już widocznego schematu, bo – kwiaty, jak to kwiaty – rozsiały się, rozkłączyły i rozlazły wszędzie. Wyniosłam z największej rabaty dwa wiadra chwastów (głównie trawy i perzu) i suchych badyli i opadłych liści. A to dopiero połowa prac nad tą częścią. Została jeszcze jedna rabata do przerobienia. Roboty naprawdę jest mnóstwo. Ale to wcale nie znaczy, że jest to praca nieprzyjemna. Ot, co chwilę jestem bardzo miło zaskakiwana tym, co odkrywam wśród starych liści i zeschłych traw. Na przykład ostatnio odnalazłam na rabacie szafirki. A już miałam je kupować w kwiaciarni, bo to jedne z wielu kwiatów, które uwielbiam, a tu się okazuje, że całkiem sporo ich rośnie na czyszczonej właśnie rabacie. No po prostu cudownie! Nie wyrywałam też wszystkich siewek, jakie tam rosną, bo nie wiem, czy przypadkiem nie są to kolejne, nieoczekiwane kwiaty.

Nasze krzaczki (od agrestu po porzeczki i maliny) też zaczynają czuć wiosnę. Naprawdę ślicznie się budzą do życia, chociaż myślałam, że będzie trzeba je wyrwać i na ich miejsce posadzić nowe, bo wyglądały bardzo źle na jesień. Boję się tylko, czy nie będą miały jakichś chorób, bo (tak, jak na śliwie) owoce wisiały i gniły. Już na jednej z porzeczek zauważyłam „buławę” z nabrzmiałym pąkiem, wyglądającym zupełnie inaczej od reszty. Wycięłam go i wyrzuciłam daleko. Mam nadzieję, że to tylko jeden taki przypadek i więcej już nic dziwnego nie będzie wyrastać. Nowe drzewka chyba się aklimatyzują, bo pąki zaczynają z wolna się rozwijać. Zobaczymy nieco później, czy zechcą się ładnie rozrosnąć. W sumie to ja naprawdę nie wiedziałam, jak dokładnie wybrać drzewa, by były dobrze wyprofilowane i zupełnie nie mam pojęcia, jak rozpoznać choroby, by kupić tylko zdrowe rośliny. Cóż, kiedyś się nauczę. Chyba muszę sobie sprawić jakieś kompendium wiedzy działkowej, bo to, co znajduję w Internecie, to – jak dla mnie – za mało. Zbyt skąpe informacje są udostępniane.

Dowiedzieliśmy się, że na działkach już w ogóle nie można palić liści i zeschłych resztek, bo można dostać mandat od Straży Miejskiej. Wcześniej można było jeszcze w kwietniu pozbyć się zalegających traw, czy liści, a teraz, to już tylko nasza dzielna „koza” nam została. Będzie trzeba ją wykorzystać maksymalnie i pospalać te wszystkie śmieci, które hałdą zalegają za żywopłotem. I oczyścić ugór. A z tym będzie chyba najgorzej, bo trawy się położyły i z żęciem będzie spory problem. Chyba że zaprzęgnie się do pracy grabie o gęstych zębach. No a później trzeba będzie nająć kogoś z pługiem i to przeorać, wybrać kamienie i przejechać glebogryzarką. Dopiero po tym można coś planować z upraw. Wcześniej, to tylko trawa na tym wyrośnie. I grzyby.

Od grzebania w ziemi mam tak wysuszone dłonie, że aż trzeszczą. Nie mam żadnego kremu, żeby ten stan zmienić, a skóra z wolna zaczyna wykazywać tendencję do pękania. Trochę to nieprzyjemne, ale da się jeszcze przeżyć.

Nic, trzeba się stleniać do roboty, bo już godzinę za długo siedzę przy kompie, ale chciałam napisać, co u mnie słychać. Na koniec wrzucam kilka najnowszych zdjęć z działki.

Aha! Zapomniałam się pochwalić: mam nowe czółenko (a raczej czółno) do przyszłego, pełnowymiarowego krosna. Wczoraj listonoszka przyniosła paczkę. Wielkie to to: prawie pół metra długości. Więcej opiszę na gildiowym blogu. I trochę później.

Nic, macie zdjęcia, a ja lecę robić coś w domu.

Rabarbarowa wyspa

Rabarbarowa wyspa

Trzy czwarte zielnika

Trzy czwarte zielnika

Przyszły skalniaczek

Przyszły skalniaczek

Jeszcze dzień, dwa i krzew obsypie się złotymi kwiatami

Jeszcze dzień, dwa i krzew obsypie się złotymi kwiatami

Prawie oczyszczona rabata

Prawie oczyszczona rabata

Szafirki - niespodziewajki

Szafirki – niespodziewajki

Agrestowe listki

Agrestowe listki

"Buława" na czerwonej porzeczce.

„Buława” na czerwonej porzeczce.

Dodaj komentarz

Filed under hobbystycznie, prace ręczne, zaokienne życie