Monthly Archives: Styczeń 2007

Szarość zaokienna

Zaokienna szarość nastraja… napawa melancholią…
I oto co z takiego nastroju może wypełznąć:

Sierpówek para
tuż za taflą szkła
szara, jak świt
stuka dziobem
o skrzeczącą rzeczywistość…

Chyba muszę im dać jeść…

Dodaj komentarz

Filed under życie

Zima jednak przyszła

Jednak, mimo wszelkich pogłosek, iż Zima pobłądziła i do Polski nie przyjdzie (niektórzy twierdzili, że nie przyjdzie, bo jej nie było z czego zapłacić), zaśnieżyło wszystko dokładnie, dokumentnie i na całego.
Ciężkie, śniegowe chmury z łoskotem niemal przetaczają się po niebie. Gawrony i kawki przekrzykują się. Zapewne narzekając na parszywą pogodę, która zmieniła się dosłownie z dnia na dzień. Ale, niech nie opuszczają dziobów na kwintę: co stado nie zeżarło, dla nich będzie, a nie jest tego mało. Wolierowce są baaardzo wybredne.
Na razie, na prosie się pasie sierpówka:

 

Pogoda zmienia się z dnia na dzień. Jeszcze wczoraj słońce rozświetlało miriadami kolorów każdy płatek śniegu,

 

a dziś, kolejne płatki sypią się z nieba, jak puch z rozdartej poduszki.

 

Zdecydowanie zima jest piękna i przyjemna zza okna ciepłego pokoju.
Brrr… dość patrzenia przez okno… zimno mi się od tego robi…

Dodaj komentarz

Filed under życie

Dujawica…

Przez nasz kraj przebiegła się Dujawica, rączego rumaka Wichrem zwanego dosiadająca. W dzikim cwale nie zważała na to, co na jej drodze stoi. A co stało, teraz leży.
Zabrała ze sobą dwóch znajomych. Nie widziałam co prawda ich na oczy, lecz znam ich z forum. Jeden puścił się w cwał wraz z Dujawicą, nie czekał. Dosiada teraz wspaniałego wierzchowca, by za przewodniczką swą nadążyć i hasać, jakmłode konie.
Drugi, za Dujawicą nadążyć nie mógł, bowiem ona jemu jeno nogi odjęła, na własne życie się targnął…
Niechaj odnajdą świat lepszym.

A Dujawica bieży w cwale ponad światem, obalając drzewa stare i młode, dachy z domostw zrywając… nawet ptakom nie służy.

A oto, cośmy wrcając do domu widzieli:

Trasa z Bierutowa na Namysłów (już po akcji służb porządkowych):

 

A oto miejscowość Pokój:
* posesja prywatna:

 

*boisko szkolne (dobrze, iż wtedy dzieci na nim nie było):

 

I choć wtedy Dujawicy już nie było, to jej młodszy brat Wiatr też nielicho dokazywał, próbując spychać samochody z jezdni lub nie przeciwny pas ruchu.
Oj, pobawili się nam, pobawili Dujawica z Wiatrem…

A oto i cudny widok już w Opolu… zachód słońca na moście na ul. Nysy Łużyckiej:

 

I otworzyło się niebo…?

2 komentarze

Filed under podróże, życie

Moc słowa

Mam od dłuższego czasu nieodpartą chęć napisania czegoś… tak dawno nic nie stworzyłam, a tyle pomysłów kłębi mi się w głowie.
Rytm dnia wyznacza nie moja potrzeba, lecz… nazwijmy to „siłą wyższą”. Dostosowuję się, choć mi coraz ciężej.
No i… jest jeszcze jedna rzecz: brak mi tylko mojego miejsca. Takiego, z którego nie będę się czuła przeganiana, gdzie czas nie będzi grał roli, gdzie rytm wyznaczać będę sama sobie. Miejsce, w którym będę mogła odpłynąć do swojego świata. Tylko swojego.
Może kiedyś…
Teraz czas spać…

1 komentarz

Filed under hobbystycznie, życie

Wieczorne rozmowy

Wieczorową porą ptaki nabierają ochoty, by – po całym dniu wrzasków – znów przekrzyczeć radio z sączącą sie cicho muzyką, a potem zaczynają przekrzykiwać same siebie. Z czego robi się wrzask niesamowity.
Uciszanie ptaszarni wygląda mniej więcej w ten sposób:

Ptaki
wrzeszczą

tatsu:
Zamknąć dzioby!

Ptaki
Nadal wrzeszczą

tatsu:
Ksksksksks!
(typowy odgłos wrzeszczących ptaków)

Ptaki:
Nip nip?

tatsu:
Cisza ma być.

Ptaki:
Ptu ptu ptu…
(odgłos cichej zapowiedzi przyszłego wrzasku)

tatsu:
Cisza głupie ptaki!

Ptaki:
KSKSKSKSKSKS!
(pełen zbulwersowania jazgot)

Pozostało mi tylko westchnąć, zgasić komputer, wraz z nim radio, zakryć głowę kołdrą i… starać się nie słuchać „papuzich bajek do poduszki”.
Taaaaak… poduszki…

4 komentarze

Filed under papużki

Wróciłam

Wróciłam z wojaży…
Nic nie zmieniły oprócz tego, iż mam wycięty miesiąc z życiorysu.
Nogi wciąż niesprawne. Ból nie pozwala myśleć, chodzić, żyć… może kiedyś wszystko samo się naprawi tak, jak samo się zepsuło?

W międzyczasie umarła Lith. Miała przerośnięte serduszko i wreszcie nie wytrzymały żyły i aorty… biedne ptasięcie… wariatka, jakich mało…
W tym samym dniu przybyły do nas dwie następne papużki: Klarysa i Kuba. Z powodu uczulenia.

Wigilia poza domem. Może nie taka rodzinna, ale przynajmniej nie samotna. Z dobrymi znajomymi.

Teraz siedzę i czekam na wyrok. Kiedy mam się szykować pod nóż. Znów szpital. Ciekawe, jak będzie po tym wyglądała moja psychika? Tak samo jak dwa lata temu? Teraz? Kiedy już powoli wszystko wraca do normy?
Cóż… zacisnę zęby. Może dam radę…

1 komentarz

Filed under papużki, podróże, życie

Ludzkie losy

Zadziwiające, jak łatwo możemy wpłynąć na czyjeś  decyzje, czy przyszłość.
Jedna nasza decyzja załamuje cały świat, niszczy cały dorobek jednej osoby… jedno słowo. Jedyne słówko wypowiedziane nie w porę lub też z chirurgiczną precyzją.
I nagle, za pomocą tego słowa, bynajmniej nie magicznego, wszystko, co do tej pory wydawało się stałe i niezmienne, staje się ruiną, pogorzeliskiem, śmietnikiem…
I nagle nie zostaje już nic.
Pustka.
Samotność.
Nicość…

1 komentarz

Filed under życie