Monthly Archives: Grudzień 2014

Na Nowy Rok 2015

Niechaj się Wam darzy szczodrze, a Los łaskawy dla Was był w każdym dniu nadchodzącego roku.

Aby każdy dzień w nim zawarty był coraz to lepszy.

Do Siego Roku!

Szczęśliwego Nowego Roku!

Szczęśliwego Nowego Roku!

2 komentarze

Filed under rozrywka, życie

NaNoWriMo 2014

Wiem, że mocno po czasie, ale podsumowanie przydałoby się zrobić. Choćby dla samego przypomnienia sobie tego maratonu.

W tym roku pisało się niezbyt łatwo. Nie zawsze byłam w stanie zaprząc mózg do pracy, by przeniósł się w inny, wyimaginowany świat i pozostał tam dłużej, niż parę minut. Póki miałam czas, mogłam pozwolić sobie na chwile słabości, na zrobienie czegoś kompletnie innego, niż pisanie. Po dwóch tygodniach miałam tak bardzo dość pisania, całego NaNo, że miałam ochotę rzucić wszystko w kąt i więcej do tego nie wracać. Jednak nie rzuciłam. Dziękuję tutaj mocno wszystkim tegorocznym Nanowcom, które nie pozwoliły mi się poddać. Bez ich wirtualnego wsparcia i kopniaków w zad nie byłabym w stanie wrócić i znów klepać w klawisze.

A potem był wyjazd. Wtedy, to już zupełnie straciłam nadzieję na to, że uda mi się napisać te 50 tys. słów. Nie dałam się jednak i wykorzystywałam każdą wolną chwilę, by coś jednak napisać. Nakręcona po pracy, nakręcałam kolejne słowa opowieści. Nie sprawdzałam, ile już napisałam. Byłam pewna, że mi się nie uda, że przepadnie wszystko, jak w latach poprzednich. Wszystkim też mówiłam, że nie mam szans… no i w hotelu nie miałam internetu, więc przesłanie napisanej, nawet mieszczącej się w limicie opowieści zdawało się być niewykonalne. Ale od czegóż są pomocni Polacy? Udało się zakupić kartę z Internetem i już mogłam się łączyć ze światem. Naprawdę, ulżyło mi wtedy tak, że nakręciłam się jeszcze bardziej do pisania. A kiedy sprawdziłam w ostatni dzień, ile już udało się słów nagromadzić (po uprzednim połączeniu wszystkich fragmentów, zapisywanych w osobnych, codziennych plikach), okazało się, że osiągnęłam 56 tysięcy! Zaskoczona patrzyłam na licznik nie mogąc w to uwierzyć. Zdecydowanie nie wierzyłam, że jestem w stanie czegoś takiego dokonać.

Teraz, kiedy już jestem w domu, mogę spokojnie dopisać zakończenie, którego nie zdążyłam nabazgrać i wszystko porządnie zredagować. A potem? Zapewne pojawi się to to na portalu Wydaje.pl.

Winner-2014-Web-Banner

2 komentarze

Filed under pisarstwo

Po przerwie na robotę

Długo mnie nie było w tym wirtualnym świecie, bo mimo tego, iż Internet udało mi się wydłubać i mogłam  niego bez przeszkód korzystać, to i tak czasu na błądzenie po światach wirtualnych za wiele nie było. W sumie to głównie rozchodzi się o siły na szperanie i czytanie…

Skrótowo zatem temat potraktuję, obiecując rozwinąć go w późniejszym czasie:

Przez ponad miesiąc zaiwaniałam u Niemców. Od rana do ciemnej nocy. Przez 7 dni w tygodniu. Bez wolnych sobót i niedziel. Jak się wyjechało na budy o 8:30, to w tygodniu około 22 było się z powrotem w hotelu. W weekendy po 23. Więcej chętnych na rybkę z winem mieliśmy, ot co. Tak, tak… w gastronomię mię rzuciło, ryby norweskie, zwane łososiem przyszło mi rozdawać ludziskom za ciężkie pieniądze. W bułce, na tacce, na talerzu, z kartoflem uparzonym w aluminiowej folii – do wyboru do koloru. I jeszcze białe winko do tego, jak kto chciał.

Niemcy to ciekawy naród. I nie pisze tego zjadliwie, z podtekstem, czy ironicznie. Doprawdy mnie zaciekawili, bo do życia podchodzą tak bardzo odmiennie od nas, Polaków, że aż nie mogłam oczu oderwać. Zwłaszcza, że od czasu do czasu było naprawdę na co popatrzeć (if you know what I mean). Po pierwsze: uśmiech. Po drugie: wygląd. Po trzecie: luz. Jakiż my cierpimy na te trzy rzeczy deficyt! Ja wiem, że tam życie jest inne. Starczyło mi się napatrzeć przez miesiąc, by wyciągnąć wnioski i się posmucić nad naszym pochrzanionym losem.

Hamburg to cudowne, portowe miasto. Owszem, ma miejsca, gdzie mogłam czuć się jak w obecnym miejscu zamieszkania, bo do niektórych dzielnic wozy sprzątające nie zajeżdżały, ale i tak było na co popatrzeć. W centrum jest mnóstwo prześlicznych, suto zdobionych kamienic, które rywalizują z budynkami ze szkła i stali. Ulice są obstawione wszelkimi sklepami po obu stronach, często całe budynki są po prostu przeznaczone na centra handlowe. Obojętnie, czy z nowej, czy ze starej architektury. A w okresie przedświątecznym wszystko jest cudnie ozdobione lampkami, choinkami, bombkami – wprost z przepychem. I wszędzie słychać kolędy, piosenki świąteczne. W każdym sklepie, na każdym skwerze, gdzie przygrywają uliczni artyści. Nawet kuranty w kościele Św. Piotra wygrywają „Jingle Bells”, czy „White Christmas”.

A co z NaNo? Wiecie, że mi się udało napisać wymagane 50 tys. słów i jeszcze trochę ponad? Pisałam, kiedy mogłam, ile mogłam i tak szybko, jak to tylko możliwe i… udało się. Sama do tej pory nie mogę w to uwierzyć. Chyba to dotrze do mnie, jak oficjalnie się tym pochwalę w osobnym wpisie i z odpowiednią grafiką. A samo opowiadanie pokażę światu po dokończeniu historii i jego gruntownym zredagowaniu. Teraz – jak mi tylko organizm wyhamuje i nieco wypocznie – będę mieć zdecydowanie więcej na to czasu.

Póki co zwijam się odsypiać dalej swoją hamburgską przygodę.

Dodaj komentarz

Filed under pisarstwo, podróże, życie