Monthly Archives: Sierpień 2006

Dołączyły do nas dwie nowe gzegzoły

Wczoraj, czyli w piątek (25.08) dołączyły do nas dwie nowe gzegzoły. Jedno zabłądziło w okolicach gołębnika, a drugie, zmiętolone, wyciągnięte zostało z łap dziecka.

Oto Chibi:

A to PikPok:

~*~

Dziś robimy wróblom totalną demolkę połączoną z masowym odświerzbianiem – i ptaków i wolierki. Niby nie ma nic poważnego w wyglądzie ptaków, ale… lepiej zrobić to raz na jakiś czas, żeby potem nie latać, jak kot z pęcherzem. Bo skoro ptaki już miały objawy i były leczone, to znaczy, iż ten świerzb gdzieś tam się musiał zagnieździć. Postanowiliśmy go całkowicie i dokumentnie wykurzyć, przy okazji odświeżając i przemeblowywując wnętrze. Także mamy pełne ręce roboty.

Dodaj komentarz

Filed under papużki, prace ręczne

Stadko się pomniejszyło…

Wczoraj pomniejszyło się stadko o jedną papużkę, Tuptusię…
Miała ciężkie dzieciństwo – trafiła do dzieciaka, który ją męczył, zamykał w słoiki, butelki, jadła wprost z podłogi, wygrzebując ziarno ze swoich odchodów, pijąc brudną wodę… kiedy przyniesioną ją do nas była w fatalnym stanie: świerzb opanował jej dziobek, a warunki w jakich się znajdowała, zaowocowały zakażeniem gronkowcem. Do tego była tak przerażona, że oczka miała nieprawdopodobnie duże…
Wyleczyliśmy ją i wpuściliśmy do wolierki. Wtedy po raz pierwszy widziałam uśmiech na dziobie papużki. Ona była autentycznie szczęśliwa i… nie wiedziała, co z tym szczęściem zrobić.
Szybko zaaklimatyzowała się w stadzie, przeżyła odwzajemnioną miłość, nabrała ciałka i pięknie kląskała. Śmialiśmy się, że to chińska papużka, nie australijska.
Wczoraj rano znalazłam ją martwą na podłodze wolierki. Poprzedniego dnia zachowywała się normalnie, jak reszta ptaków: to poćwierkała, to coś przekąsiła, to się zdrzemnęła… nic nie wskazywało na tragedię.
Wyniki sekcji nie dały odpowiedzi… prawdopodobnie zabił ją stres. Serce nie wytrzymało…

 

Będę ją zawsze pamiętać…

Dodaj komentarz

Filed under papużki

RPG not on line…

Wreszcie spełniło się moje malutkie marzenie: mogę grać w RPG na żywo. Kumpel zgodził się być MG i prowadzić nasze sesje. Gramy w Erthdawn. System jest idealnie dopasowany do (nie tylko moich) potrzeb i wyobraźni. Reszta grupy też czuje się jak ryby w wodzie. Żałuję, iż nie zapisywałam od razu naszych przygód w formie swoistego diariusza, ale chyba to idzie nadrobić?
W każdym bądź razie na bierząco zapisuję śmieszne dialogi, jakie pojawiają się podczas sesji. Oto kilka z nich:

MG: Wietrzniak leci spokojnie…
Ork:Tak, z beczką na plecach. Leciutko…
MG: No, sterowiec z tego nie będzie.

~~*~~

Ork: Wietrzniak, bierzesz trzy śledzie. W razie wodowania masz problem z głowy: wysuwasz płozy i już.

~~*~~

MG: Rozwaliłaś go.
T’Skrang wydaje radosny wrzask tryumfu.
MG: No, i tak jeszcze dziewięćdziesiąt siedem razy…

~~*~~

MG: To miasto T’Skrangów jest zbudowane na lądzie, nie ma koryta rzeki ani wody.
T’Skrang: Ja wiem! To było miasto zbudowane w morzu, tylko ono sobie poszło.
MG: Tak, okolica była nieciekawa.

~~*~~

T’Skrang: Ja już wiem, czemu nie ma tu wody! Wyciągnęli korek!
Ork: Tak, nie zapłacili za wodę, to zakręcili.

~~*~~

Złota myśl Orka: Każde magiczne żyjątko jest dobre, kiedy jest martwiątkiem.

~~*~~

Ork: Antidotum na bujanie statkiem poproszę.
Kupiec: Radzę zostać na lądzie.

~~*~~

MG: Wszyscy stoją. Słyszycie, że… (rzut kośćmi) … nic nie słyszycie.

Jest tego o wiele więcej, ale wybrałam te najciekawsze (moim zdaniem) dla tych, którzy są poza tematem.
Zawsze, kiedy sobie je czytamy, niemal płaczemy ze śmiechu. Najlepsza terapia na wszelkie problemy – piękny świat, zgrana drużyna i duuuużo dobrego humoru.
Czego Wam i sobie szczerze życzę.

Dodaj komentarz

Filed under hobbystycznie, rozrywka

Oblężenie przetrzymalim…

Tak, wytrzymaliśmy, odparliśmy, zwyciężyliśmy…
Bolesławiecki zamek oparł się zakusom wojsk jagiełłowych i pozostał nadal taką samą , malowniczą ruiną. Z szerszeniami.
Dwa dni obozowego życia, z kuchnią Leo, z puszkami Zła, kręcącymi się turystami, robiącymi zdjęcie wszystkim i wszystkiemu, z całą wesołą kompanią znajomych mniej lub bardziej.
Najlepiej będą chyba wszyscy pamiętać Ponurego Wioślarza, który użyczył swego ciała do turnieju łuczniczego, a że, wredna bestia, połamał strzał kilka, to stanął przed plutonem egzekucyjnym składającym się z puszkarzy. Hakownice niewiele mu zrobiły, więc wytoczono silniejsze argumenty: ustawiono przed nim… armatę. Tego już nie przeżył…
Jak to wyglądało, można zobaczyć tutaj: http://hrp.artofmagic.org/galeria/displayimage.php?album=7&pos=22

1 komentarz

Filed under turnieje