Monthly Archives: Luty 2015

Zima, zima, zima…

Zapadało, zasypało wszystko na biało. Przynajmniej miasto przez jakiś czas będzie wydawało się czyste. Do pierwszych roztopów. Z opadów najbardziej cieszy się Hera. Robi za koparkę do śniegu. Zwłaszcza, jak się bawi z innym psem. Niestety, śnieg działa moczopędnie. I potrzebny jest dodatkowy spacer. A na spacerze wychodzi z Hery Wadera. Wszystkie psy muszą być pod nią. W sensie dosłownym i w przenośni. Cóż, kiedy ma się przed sobą takiego złego i wściekłego psa, to lepiej albo uciekać, albo się położyć, żeby gryzienie nie było zbyt bolesne.

Strasznie wściekły złeseł :P

Strasznie wściekły złeseł 😛

Hera03 Hera04

Tydzień, jak zwykle zleciał na sprzątaniu. Pierwszy etap czyszczenia dużego pokoju już za mną. Łazienka również została wypucowana. W kuchni już działam i robi się powolutku przestronniej. I tu się pojawia pytanie: czy ktoś wie, jak sobie poradzić z białym nalotem na blacie? Nie wiem skąd się wziął, aczkolwiek podejrzewam naszą wodę o to przestępstwo na okleinie. Czy macie jakiś sprawdzony sposób na przebarwienia na meblach? Z góry dziękuję za wszystkie sugestie.

W sobotę, jak zwykle zrobiliśmy sobie LAN Party, bo przecież Aion czekać nie może. Zbyt długo. A poziomy same się nie zrobią, kinahy czarodziejsko się nie pojawią na koncie. Przy tym granie w grupie jest przyjemniejsze niż w pojedynkę. No i można pokonać dzięki temu trudniejsze moby. No i zawsze w grupie jest weselej.

Wygłodniałe kukurydze... to nasze alter ego ;)

Wygłodniałe kukurydze… to nasze alter ego 😉

Dobra walka nie jest zła :)

Dobra walka nie jest zła 🙂

Wygłupy naszej grupy :P

Wygłupy naszej grupy 😛

Zasłużony odpoczynek po dobrym ekspieniu :D

Zasłużony odpoczynek po dobrym ekspieniu 😀

A niedzielny poranek rozpoczęliśmy od skromnego, ale pysznego śniadania. Na stole pojawiły się domowe konfitury ze śliwek, wypieczony w sobotę chleb i marynowane podgrzybki z pobliskiego lasu. I ser z pobliskiego marketu. Oraz czajniczek pełen gorącej, zielonej herbaty.

Niedzielne śniadanko :)

Niedzielne śniadanko 🙂

Konfitury, gdy je pakowałam do słoików, wydawały się być bardziej „spalone”, bo i też przywarły do dna garnka zbyt mocno, jednak, gdy je spróbowałam, okazały się być idealne w smaku. Nie za słodkie, nie za bardzo „przydymione”. Takie w sam raz. Za to grzybki wyszły bardzo łagodne. Nie są niesmaczne, ale inne niż te, do których jestem przyzwyczajona. Chyba będę musiała dać następnym razem nieco więcej octu.

I tak oto rozpoczął się nowy tydzień…

4 komentarze

Filed under hobbystycznie, kuchennie, pieseł, życie

Postanowienia noworoczne

Tak po prawdzie, to nigdy takich postanowień sobie nie robiłam, bo i tak wszystkie moje plany dalekosiężne brały w łeb. Ba! Nawet te bliskosiężne. Wynikało to nie z mojej opieszałości w podejściu do sprawy, bo jeśli już coś sobie zaplanowałam, to mi na tym musiało zależeć, ale z przyczyn losowych. Zwykle w moim życiu jest tak, że nigdy nie mogę być pewna, co tak naprawdę będzie jutro. Nawet jak miałam jakieś stałe zajęcia (szkoła, praca), to i tak zdarzało się coś niespodziewanego, mniej lub bardziej przyjemnego. I zwykle całkiem zaburzało plan dnia. Rozkładając przy okazji plan na cały tydzień. I tak oto nauczyłam się żyć z dnia na dzień, by uniknąć nieprzyjemnych rozczarowań.

Teraz te plany wyszły same z siebie. Planowałam wybłyszczyć mieszkanie na ubiegłe święta. Nie udało się. Wyjechałam w trybie zaskakującym i natychmiastowym na roboty (historia się pisze w bólach i w krótkich seriach po parę zdań, bo czasu mi na wszystko nie starcza). I z planów nici. Jak zwykle. Wybłyszczam je teraz. Na razie naprawdę nic nie widać, żeby się zmieniło na lepsze, ale jest czyściej. Mam do spalenia (bo niszczarka do dokumentów została zajechana, niestety) cały, sześćdziesięcio-litrowy wór papierzysk. Będzie czym palić w kozie na wiosnę na działce.

Mogę rzec, że w bojach o szeroko pojętą normalność mieszkania osiągnęłam już ok. 75% w dużym pokoju i 90% w łazience. Została jeszcze kuchnia i mały pokój warsztatowy. W tym ostatnim pójdzie chyba najszybciej, bo niedawno był ogarniany w związku z pojawieniem się nowych mebli.

Druga rzecz, to niedzielne śniadania. Kiedyś były zawsze obecne w naszym domu. Obojętne, czy ktoś przyjeżdżał do nas w odwiedziny i zostawał na noc, czy byliśmy sami. Potem jakoś od tego odeszłam, zapomniałam o tej naszej małej „tradycji”. Teraz postanowiłam do niej wrócić. I nie dawać sobie na luz, nie popuszczać, bo znów zrobi się zimno i nijako. Co prawda poza sezonem nie ma na stole takich rarytasów, jak świeże pomidory, czy ogórki, ale pojawić się może zawsze ćwikła z naszych gigantycznych buraków, ogórki w musztardzie, czy zebrane jesienią i zamarynowane grzybki. A zamiast keczupu – przecier z naszych pomidorów. Póki ziemia żyzna, a lasy zasobne z głodu nie padniemy.

A w chwilach, kiedy już sił nie starcza na nic oprócz rozpłaszczania zadu przed kompem, bo jeszcze nie czas na spanie, gram w Aiona. Wczoraj zrobiliśmy sobie LAN Party ze znajomymi, którzy też w to grają i było naprawdę świetnie. Tyle mobów się zatłukło, tyle przy okazji zadań się zrobiło i… dwa poziomy w górę!

A oto nasza wesoła ferajna:

Od lewej: Kleryczka, Barbarzynka, Inżynier i Zaklinacz żywiołów.

Od lewej: Kleryczka, Barbarzynka, Inżynier i Zaklinacz żywiołów.

Aion Aion

2 komentarze

Filed under hobbystycznie, kuchennie, rozrywka, życie