Monthly Archives: Wrzesień 2013

Zwykły dzień…

Po pełnym szaleństwa przygotowań i prób tygodniu, po kolejnym składającym się z drobnego pokazu i przędzenia w parku, zaczął się zwykły poniedziałek. Zwykły, szary i deszczowy, więc o wyprawie na działkę nie ma co marzyć (Pinda gubi kółko, a rower G. wziął i złapał gumę – pozostaje wycieczka piesza). I tak w sumie w deszczu nie da się pracować, bo od razu mam zziębnięte dłonie tak, że tracę w palcach czucie. Ot, starość – nie radość…

Jako że nam pomidory obrodziły i powoli zaczynają już podgniwać (popękały nam ze śmiechu, więc i psują się zdecydowanie szybciej), więc trzeba te kilogramy zagospodarować. Pięć kilo już pojechało do mojej mamy. Drugie pięć właśnie się gotuje w saganie – będzie przecier na zimę! Kolejne kilogramy jeszcze w wiadrach stoją. Będzie więcej przecieru. A ile jeszcze sobie dojrzewa?! Będzie ładny rok pomidorowy.

W sobotę (21.09) nakręciłam całą szpulę na kołowrotku i prawie całe wrzeciono. Nić – oczywiście – nie jest równa, bo ze mnie dopiero początkująca prządka, a w sobotę przędłam drugi raz na swoim kołowrotku, a tak w ogóle to trzeci raz w swoim życiu, więc cudów nie należy się spodziewać. Niestety… choć chciałabym umieć już prząść cieniutkie, równiutkie nitki. Wszak po to zaczęłam w ogóle myśleć o przędzeniu: żeby sobie zrobić takie nici do tkania, jakie chcę.

A przędło się tak:

Reklamy

2 Komentarze

Filed under hobbystycznie, prace ręczne, zaokienne życie

Dzień Przędzenia w Miejscach Publicznych

Chciałabym zaproponować Wam spotkanie przy wrzecionie. W najbliższą sobotę, czyli 21 września. Zaczęlibyśmy w Parku Pojednania w centrum Kędzierzyna, a w razie, jakby było za zimno, czy zaczęło siąpić, czy padać, można by się przenieść do pobliskiej Ateny. Zaczniemy kręcić od godziny 14:00.

Kto chętny? Kto się zjawi? Może będą jakieś dodatkowe atrakcje? 😉

2 Komentarze

Filed under hobbystycznie, prace ręczne, zaokienne życie

No i po pokazie

Chwilę odsapnęłam, zrobiłam i zjadłam obiad i zaczynam wracać do siebie.

Pokaz zrobiony, dzieciaki chyba zadowolone, bo sobie potkały krajkę, pobawiły się czesanką, z której na koniec powstały owieczki biegające po średniowiecznym mieście (wyklejały makietę miasta z pomalowanych przez siebie schematów domków), a ja sobie spokojnie przędłam i tkałam na przemian, opowiadając co z czym się łączy i jak powstaje, pokazując oczywiście na własnym przykładzie.  Zatem zobaczyli, jak się przędzie na wrzecionie, jak tka krajkę na bardku, jak splata sznurki na lucecie i metodą fingerloop… Mogłabym robić takie rzeczy, tylko gdyby chcieli jeszcze za to płacić… a z tym ostatnim, wiadomo, jak jest – wszyscy wszystko chcą mieć za darmo… ech…

Wiecie co? Dobrze, że się trochę wykosztowałam na czesankę, bo różnica w pracy z nią a taką ręcznie wygręplowaną wełną, to niebo a ziemia. Strasznie wygodnie się przędzie nitki z takiej taśmy i są w miarę równe jeśli chodzi o grubość. Chyba zacznę zbierać na bębnową gręplarkę…

Jak koleżanka mi zdjęcia podeśle, to je wrzucę. Swoich nie mam, bo nie było jak robić. A szkoda, bo by się trochę przydało…

2 Komentarze

Filed under hobbystycznie, prace ręczne

Nie wiem, zarobiona jestem

Wariacki był ostatni tydzień. Wszystko za sprawą pokazu dla lokalnej organizacji historycznej. Nie miałam czasu na nic zupełnie, bo trzeba było napisać tekst do interpretacji legendy, by dopasować wszystko do naszych możliwości, potem nagrać wszystko i zmontować. Najlepszy czas do nagrywania był późno w nocy, bo inaczej nie było szans na uzyskanie czystego głosu, kiedy za plecami szaleje 15 papug, a po prawej stronie biega, roznosząc klatkę w drobny mak, królik. No po prostu się nie da. Tak więc trzy nocy zarwane, za dnia ćwiczenia walki na miecze, a po południu próby inscenizacji. Boję się, co zastanę na działce. Aż się boję tam jechać… oczami wyobraźni widzę wszystko przeryte przez krety, zjedzone przez nornice i pognite od deszczu… brrr…

Wszystko się udało wyśmienicie: ludziskom, którzy byli w stanie stać na deszczu podobało się to, cośmy dla nich przygotowali i nawet deszcz siąpiący chyba przez cały czas ich nie odstraszył, i byli z nami do samiutkiego końca. Piszę „chyba”, bo w ferworze walki nie byłam w stanie ocenić, czy coś leci z nieba, czy nie. Co innego było mi w głowie.

Bilans strat? Obite ramię G., guz na mojej głowie (nie utrzymałam tarczy przed niespodziewanym atakiem), rozcięty wewnątrz policzek (nawet nie wiem dlaczego, czym i kiedy), pocięte od miecza ręce jednego z walczących i na pewno co najmniej trzy osoby złapały przeziębienie. Obolałych mięśni i stawów oraz co i rusz pojawiających się nowych siniakównie liczę. Ale – mimo wszystko – jesteśmy zadowoleni. Wszystko wyszło, jak miało wyjść, choć proch mokry był, lonty zapalać nie chciały, a i nagłośnienie robiło sobie niekiedy jaja. Mam nadzieję, że ludziska będą długo wspominać nasz występ. Wiecie skąd ta nadzieja? Bo słyszałam z wiarygodnych źródeł, że podczas ostatniej sceny widzowie uronili co najmniej jedną łzę. Ha! Tacy zdolni jesteśmy! Ludzi do łez doprowadzamy. Hi hi hi!

Dla mnie jeszcze nie czas na lenistwo, bo jutro biegnę do pobliskiej biblioteki miejskiej pokazać, jak się przędzie na wrzecionie i tka przy pomocy bardka. Wszystko to w ramach programu Europejskie Dni Dziedzictwa 2013. Mam tylko nadzieję, że mi giezło, gacie i nogawiczki wyschną do tego czasu, bo musiałam wszystką bieliznę wyprać po pokazie. Wełny do przędzenia mam spory zapas, więc tu nie będzie problemu, za to krosenko muszę osnuć, a to trochę potrwa, bo nawet wzoru jeszcze w głowie nie mam wykiełkowanego… ale to nic. Do wieczora mam czas na osnucie.

Nic to… czas na drugie śniadanie, a potem dalej do prac domowych…

Dodaj komentarz

Filed under hobbystycznie, prace ręczne, rozrywka, zaokienne życie

Schyłek lata

Już czuć powiewy jesieni w powietrzu. Sikorki podzwaniają na chłody, ale jeszcze tak nieśmiało, delikatnie i niepewnie. Na działce już zbieramy plony, których z dnia na dzień jest coraz więcej. I coraz więcej jest pól, które nie rodzą już nic, bo ich czas już minął. Kwiaty też już pousychały i czekają na wycięcie. Ot, za chwilę nic nie będzie już do roboty na polu, trzeba będzie się zająć robotą w domu.

Trochę szkoda, bo nie nacieszyłam się latem, jak kiedyś. Prawdopodobnie dlatego, że nie byłam na żadnym turnieju w tym sezonie. No i nigdzie nie wyjeżdżałam. Taki to trochę biedny rok się zrobił…

Zapasy na zimę powoli się robią i chyba będę musiała wykorzystać działkową lodówkę, żeby mi się pomieściły wszystkie mrożonki, bo słoiki nawet w mieszkaniu sobie poradzą. Tylko muszę zrobić dla nich trochę miejsca. I zadekować się na dłużej w kuchni.

Kukuł trafił dziś do wolierki i wydaje się być zadowolony z tej odrobiny miejsca, którą ma do latania. Nie jest to cały pokój, ale zawsze ma możliwość rozwinięcia skrzydeł i postraszenia falistych. Już znalazł, gdzie się można posilić ziarnem, więc będą z niego ludzie. No i zaliczył już drapanko po głowie od Roku. Chico oczywiście ma nowego w nosie.

Motek za to daje upust swojej niespożytej energii, którą czerpie z działkowej trawy i naci pietruszki oraz marchwi. Uczy się korzystać z kuwety i tylko kilka bobków ląduje poza nią już teraz. Kiedy zaś biega po pokoju, nie zrobi nic na dywan. Mądry królik. A przy czesaniu jest istnym aniołkiem: cierpliwie czeka, aż wyczeszę wszystkie kłaczki do końca. Tylko łapki i podgardle sprawiają nam jeszcze małe problemy. Ale to wszystko jeszcze do nadrobienia. Żałuję, że nie mamy kojca, ani z czego go zrobić, ani kupić, bo wtedy Motek mógłby paść się na trawniku, gdy my byśmy sobie pracowali. A trawa naprawdę gęsta wyrosła i soczysta.

Motek wtruszcza natkę

Motek wtruszcza natkę

Moja miska...

Moja miska…

krolik06

Się wyleguję

Się wyleguję

A wracając do działki… dziś już zerwaliśmy dynię. Jedną jedyną, ale za to wielgachną.

Dynia o średnicy 123 cm

Dynia o średnicy 123 cm

Ciężka bestia, ale idzie unieść... na krótko :P

Ciężka bestia, ale idzie unieść… na krótko 😛

Kończą się powoli brokuły, kalarepy już dawno zostały zebrane, ogórki się też już skończyły. Pomidory za to zaczynają „boom”.

Maleńkie pomidorki ze stareńkich nasion. Żółciutkie i nadzwyczaj słodkie.

Maleńkie pomidorki ze stareńkich nasion. Żółciutkie i nadzwyczaj słodkie.

Zbieram je i kolekcjonuję na przecier. Muszę zrobić w tym roku duży zapas, żeby starczył aż do kolejnego sezonu pomidorowego. Kapusty powoli szykują się do zbiorów. Mam nadzieję, że uda mi się ukisić trochę na bożonarodzeniowy bigos…

Kukurydzki już też zostały zebrane. Maleńkie te kolby wyrosły, ale mam nadzieję, że są dobre. Wyglądają apetycznie. Może i ptakom posmakują? Kopru, znaczy nasion jest naprawdę mnóstwo. Kolendry też, więc jakby ktoś potrzebował, to mogę podesłać trochę. Tylko muszę obrać je z łusek, nim mysz się do nich dobierze. No i pietruszkę, co pod folią zakwitła, przekwitła i ma już nasiona trzeba z koszyczków obrać. Potem rukolę i rzodkiewkę obrać z nasion i chyba możemy zaczynać jesienne przekopywanie i sianie poplonu. Ugór też trzeba będzie przed jesienią obrobić, nawieźć, przekopać, zasiać poplon i jeszcze raz przekopać. A potem na wiosnę będziemy siać, siać, siać… a potem znów zbierać. Jesienią.

Winorośl już grubsza przycięta

Winorośl już grubsza przycięta

Winogronka dojrzewające w słońcu

Winogronka dojrzewające w słońcu

Słonecznik w całej swej krasie

Słonecznik w całej swej krasie

Stadko słoneczników

Stadko słoneczników

Kukurydzki gotowe do zbioru

Kukurydzki gotowe do zbioru

Winorośl prowadzimy też na dalszą część ściany, by zakryła te nieszczęsne deski. A przy okazji może da jeszcze więcej owoców?

Winorośl prowadzimy też na dalszą część ściany, by zakryła te nieszczęsne deski. A przy okazji może da jeszcze więcej owoców?

Winogrona - żeby nie było, że jest ich mało ;)

Winogrona – żeby nie było, że jest ich mało 😉

Kapusta włoska wygląda dostojnie na grządce.

Kapusta włoska wygląda dostojnie na grządce.

Czy to dalia?

Czy to dalia?

Poza działką też się dzieje… 14 września z Najemną Kompanią Grodu Koźle daję pokaz, gdzie będziemy inscenizować legendę kozielską. Mamy już tak mało czasu na przygotowania, że bardzo obawiam się, jak to wszystko nam wyjdzie. Co prawda w tym samym czasie odbywa się Bitwa o Twierdzę, która zgarnie chyba wszystkich zainteresowanych historią, nam pozostawiając jedynie tylko jedynie tych, co nie będą w stanie na Wyspę dotrzeć. No cóż, to już nie nasz problem, ile osób będzie nas oglądać. Musimy tylko stanąć na wysokości zadania i wszystko przygotować, jak najbliżej perfekcji.

Być może 18 września będę miała mini pokaz w Miejskiej Bibliotece Publicznej, gdzie zaprezentuję dzieciom, jak wyglądała praca prządki i tkaczki w średniowieczu. Byłoby to uzupełnienie imprezy zorganizowanej w tym dniu na temat życia w średniowiecznym mieście. Będę musiała trochę runa naczesać, żeby było z czego prząść także na Dniu Przędzenia w Miejscach Publicznych, który chciałabym zorganizować po raz pierwszy w naszym mieście. Tylko nie wiem jeszcze, gdzie bym mogła ów Dzień urządzić. Myślałam o pobliskim parku, ale jeśli pogoda nie dopisze, bez zadaszenia się nie obejdzie. Do 21 września jest jeszcze odrobinka czasu…

I jeszcze raz bardzo zachęcam do oddawania głosu na moje opowiadanie pt. „Mała niedyspozycja”. http://chomikuj.pl/konkurs_literacki/zgloszenia

Z góry serdecznie dziękuję.

6 Komentarzy

Filed under hobbystycznie, króliki, kuchennie, papużki, pisarstwo, prace ręczne, zaokienne życie

Wiadomości z pół konkursowych

Tak się patrzę na ilość oddanych na moje opowiadanie głosów, potem przyrównuję ją z liczbą znajomych i… wpadam w doła. Albo znajomi mają mnie w głębokim poważaniu, albo opowiadanie jest tak denne, że nie warto w ogóle nim sobie głowy zawracać. Cóż, koniec końców mam na koncie jedynie 47 punktów i gdzież mi tam do tych, co mają tych głosów liczonych w setki?

O, tak wygląda moje „konto” konkursowe:

chomiczy-konkurs01

 

Aż do 30 września br. można oddawać głosy, na które bardzo liczę. Wystarczy wejść na stronę chomiczego konkursu i w wyszukiwarce wpisać „Mała niedyspozycja” i kliknąć w widoczną na powyższym obrazku podniesiony do góry kciuk. Oczko umożliwia przeczytanie opowiadania na podglądzie bez potrzeby jego ściągania.

Dziękuję tym czterdziestu siedmiu osobom za głosy. Dodają mi otuchy 😉

6 Komentarzy

Filed under hobbystycznie, pisarstwo

Chomikowy konkurs literacki NET-opowiadanie

Po raz kolejny staram się zaistnieć ze swoimi opowiadaniami trochę dalej niż w wąskim gronie znajomych i postanowiłam wziąć udział w konkursie organizowanym na portalu Chomikuj.pl.

W związku z tym, bardzo uprzejmie proszę odwiedzających, by zechcieli zerknąć, czy moje opowiadanie zasługuje na ich głos i oddanie go na krótkie piśmidełko pt. „Mała niedyspozycja”.

Miejsce, gdzie można się zapoznać z opowiadaniem (nie tylko moim) przez opcję „podgląd” i gdzie się głosuje jest TUTAJ.

Miejsce, skąd można pobrać (wymagane jest chyba konto na ww. portalu, by tego dokonać) znajduje się TU.

Z góry serdecznie dziękuję. 🙂

Dodaj komentarz

Filed under hobbystycznie, pisarstwo