Monthly Archives: Grudzień 2004

Nadrabianie zaległości…

Dawno mnie tu nie było…

Najpierw żałoba po Morisku zagłuszana nawałem pracy, a potem choroba, która położyła mnie na długi czas…

Święta minęły jakoś tak bardzo szybko… pozostał po nich tylko ból brzucha 😛 i trochę garnków do pomycia.

Dziś jeszcze sobie poodpoczywam, ale jutro muszę się wziąć za posprzątanie papuziego bałaganu. Nie wiem, co one robią kiedy nas dłużej nie ma w domu, ale taki bajzel, jak zastajemy daje dużo do myślenia 😀

Tuptusia nabrała już ciałka, wygląda jak ptiptużka, a nie jak pozostałości po ptipużce. Wygłupia się – jak pti – ćwierka i bardzo chciałaby dołączyć do stada, ale niestety – jest chora, więc jeszcze musi posiedzieć w odosobnieniu 😦

Perła dziś nie oparła się pokusie, jaką są płatki kukurydziane i zajadała się nimi nie przejmując się, że musi je wyskubywać spomiędzy palców 🙂

Pućka i Olivier zakochani w sobie po uszy łażą między budkami – a kiedy wlezą do jednej, druga jest oblegana przez inną parę 😛 i przeganiają się z miejsca na miejsce 😀

To-no doshi i Tabitabi nie potrafią bez siebie żyć – gdzie To-no doshi, tam zaraz frunie Tabitabi i na odwrót.

Jeśli chodzi o zniszczenia wewnątrz wolierowe, to jest ich zadziwiająco mało, jak na możliwości takiego stadka:

1. Zniszczona 1 z 3 huśtawek;

2. Brak 10 z 20 szczebelków w sznurowej drabince;

3. Postrzępione brzegi wikliny z daszku nad basenikiem.

Prawda, że to mało?

Mamy już w stadzie przywódcę (podejrzewam, że samozwańca :P). Jest nim Piripiri.

Z czego wyciągam te wnioski?

Otóż, Piripri rano, kiedy jeszcze słońce do końca nie wstało robi charakterystyczne „gzek” (dla niewtajemniczonych – powiedzcie krótko „xk” i to właśnie będzie ten dźwięk). Potem milczy i rozgląda się po wolierce. Jeśli któraś z pozostałych pti się odezwie, on powolutku podchodzi, chwilę się przypatruje, a potem dziobie „śpiewaka” w skrzydło.

Potem wraca na swoją gałązkę, jeszcze raz robi „gzek” i zaczyna ćwierkać. Z początku cichutko, „pod nosem”, z czasem coraz to głośniej i głośniej, a potem, to już dołącza się reszta… i trzeba wstawać 😛

Za oknem co chwila wybuchają petardy… aż korci, żeby załadować hakownicę i pokazać tym małolatom, jak naprawdę się powinno hucznie przywitać powinno Nowy Rok 😛

Na pewno nasza hakownica odezwie się tego Sylwestra 🙂

Trzeba będzie tylko uprzedzić panów picjantów, że takie bum będzie głośne 😀 i że to jest sprawnie działająca replika broni czarnoprochowej sprzed 1876 roku 🙂

I będzie BUM! przy którym mogą się schować wszystkie petardy 😛 😀

3 komentarze

Filed under papużki, życie