Monthly Archives: Sierpień 2013

Codzienność

Dzień się tłucze z wolna za dniem… niekiedy brak mi rejwachu i szumu, i niespodzianek, którymi życie może zaskoczyć. Ale tylko niekiedy. Chyba przyzwyczaiłam się do tej powolnej, spokojnej w miarę egzystencji.

W ptasim stadzie żadnych zmian. Codzienne porcje zieleniny, owoców i warzyw powodują, że jedzą coraz mniej ziaren, ale i tak nie chcą zrzucić paru gramów nadwagi. Żałuję, że nie mogę im zrobić większej wolierki, gdzie miałyby więcej miejsca do latania i spalania nagromadzonego tłuszczu.

Motek czuje się coraz bardziej rozluźniony i chyba akceptuje swoje nowe miejsce, bo się rozciąga na całą długość w swojej klatce, kiedy stwierdza, że czas na odpoczynek. Właśnie pożera kolejną marchewkę. Oczywiście działkową. Nie może się od marchwi odkleić, dopóki nie zje wszystkiego do końca. Wczoraj dostał też trochę ogórka na spróbowanie i chyba to kolejne warzywo, które będzie jadł równie zajadle, jak marchewki. Czesanie, a raczej rozczesywanie kołtunów zniósł dość dobrze, choć próbował bardzo postawić na swoim. Mam trochę wyrzutów sumienia, że go tak ostro (wedle mojego odczucia) potraktowałam, ale stwierdziłam, że najwyższy czas na pozbycie się z sierści wszystkich źdźbeł i innych śmieci, żeby wygodnie mu się tuptało tak po klatce, jak i po pokoju, który zwiedza pod moim ścisłym nadzorem. Tak patrząc na niego, mogę stwierdzić, że po Kukule trafił się nam równie inteligentny królik. Dziś przemywałam mu dół klatki, zostawiwszy go pod górną częścią i ani się nie obejrzałam, Motek już kicał poza nią. Powtarzał to raz za razem, przeszkadzając mi w wymyciu do czysta jego klatki. Wstręciuch 😛

Na działce wszystko dojrzewa i rośnie. Cukinie, którymi się chwaliłam ostatnio, zostały zjedzone już dawno, a teraz już nowe się szykują do zbiorów. Sałata powoli się kończy. Pięć sztuk poszło w kwiaty, więc je zostawiłam. Będą na nasiona. Jeszcze jedna rośnie na grządce, a reszta zapełnia lodówkę. Buraki, ogórki, marchew i pomidory zaczynają dojrzewać i od czasu do czasu trzeba je zebrać, by nie przerosły. Dynia robi się coraz bardziej gigantyczna. Dobrze by było, jakby jakaś kolejna się zawiązała i urosła równie dobrze. Bób zerwany i zjedzony, groszek już można za niedługo przekopać. Kalarep zostało kilka małych. Niech rosną jeszcze. Będą na potem. Fasola wszelaka też już szykuje się do zbioru tak do końca. Winogrono trzeba w końcu prześwietlić, to może Motek załapie się na zielone? No i Ruderę trza w końcu wysprzątać, bo piachu w niej jest od zatrzęsienia… Czas też szykować się do robienia przetworów na zimę…

Reklamy

6 Komentarzy

Filed under hobbystycznie, króliki, papużki, prace ręczne, życie

Truszcz, czyli nowy lokator w naszym grajdołku

Po wielu miesiącach oczekiwań i przygotowań dziś wreszcie pojawił się nasz nowy lokator. To biały królik angora. Przyjechał do nas aż spod Krakowa z hodowli przesympatycznej pani Ewy. Nazwaliśmy go… Motek.

Choć przybył mocno przerażony, mając za sobą około czterech godzin jazdy w transportówce, to już zaczyna powoli dochodzić do siebie i przyzwyczajać się do nowego domu. Zaczął już podjadać siano, czyścić się i zwiedzać klatkę. Trochę mu się łapki na trocinach i plastikowym podłożu rozjeżdżają, ale pomyślę nad tym, jak to zmienić.

Motek wydaje się być bardzo spokojnym królikiem. Nie próbuje gryźć, wierzgać, jak brałam go z transportówki, choć był wtedy jeszcze pod wpływem stresu „lokomocyjnego” i wszystko mogło się zdarzyć. Ogólnie wydaje się być sympatycznym zwierzem, z którym na pewno się dogadamy.

A oto kilka pierwszych zdjęć Motka:

Motek połakomił się na siano :)

Motek połakomił się na siano 🙂

Pierwsze chwile Motka w nowym miejscu.

Pierwsze chwile Motka w nowym miejscu.

Motek wciąga trawkę ;)

Motek wciąga trawkę 😉

14 Komentarzy

Filed under króliki

Lato w pełni

Duchota straszna panuje na zewnątrz murów, tak że nie potrafię pracować poza nimi. Dzięki temu mogę ogarnąć nieco zapuszczone mieszkanie. Zapuszczone, bo nie umiem sprzątać przy kimś, a do końca ubiegłego tygodnia G. się kurował. Od dwu miesięcy. Ale już wszystko idzie w dobrą stronę.

W domu po tragedii ucieczki Kuby już wszystko zaczyna wracać do normy. Kukuł się przyzwyczaił do nowych warunków, Roku zaczął działać, jak nimfa: fiufia częściej, je i pije bez zahamowań. Faliste za to niczym się nie przejmują. Jak to faliste.

Działka rodzi, jak szalona. Już zaczęły się ogórki, pomidory, cukinie, fasola, bób, marchewki, buraki. Sałata i szczaw zaczynają kwitnąć. To, co jeszcze nadaje się z nich do zjedzenia wyrywam i chowam do zapchanej lodówki, w której nie mam już zbytnio miejsca na nic. Przerobić sałaty się nie da. Nawet zamrozić. Przynajmniej mnie o tym nic nie wiadomo. Szczaw jeszcze chyba da się zamrozić, by był do zupy, kiedy świeżego już zabraknie.

Jestem zachwycona tym, że mamy skrawek ziemi pod uprawę, choć trzeba się trochę tam narobić, żeby dawało owoce, ale dzięki temu już odczuwam oszczędności w naszych skromnych finansach. Po prostu nie muszę już kupować takiej ilości warzyw, ile potrzebowaliśmy nabywać wcześniej. Mam to na działce. Jestem w stanie zrobić wszelkie potrawy i zupy tylko z tego, co nam daje nasz skrawek ziemi. Żałuję tylko, że nie mieszkamy naprawdę na wsi. Wtedy jeszcze mogłabym mieć kilka pożytecznych zwierząt: np. kury, czy kozy, do których powoli się przekonuję, zwłaszcza, że posmakowało mi mleko kozie i robiony z tego mleka twaróg. Niestety, na razie nie stać nas na przeprowadzkę. Nawet jakbyśmy sprzedali nasze mieszkanie, to może i byśmy mieli na zakup małego gospodarstwa, czy siedliska, ale już na remont nie mielibyśmy nic. A mieszkać w ruderze raczej nam się nie uśmiecha. Cóż, pozostaje tylko czekać na łut szczęścia i  wygraną w Lotto. Chyba że zdarzy się cud i dostanę dobrze płatną pracę lub G. otrzyma znaczną podwyżkę. Albo Gildia ożyje i będzie nam przynosić krociowe profity…

Aha, jakby ktoś chciał sałatę i szczawiu, to proszę o zgłoszenie się do mnie. Przejdziemy się na działkę i weźmie się zapas prosto z ogródka.

A oto, jak wygląda nasza działka na kilku zdjęciach:

Młodziutkie marchewki i mała rzepka (a raczej czarna rzodkiew).

Młodziutkie marchewki i mała rzepka (a raczej czarna rzodkiew).

Ogórek. Takie nam rosną...

Ogórek. Takie nam rosną…

Naćka pietruszki ;)

Naćka pietruszki 😉

Kwiat papryki.

Kwiat papryki.

Rzut obiektywem na grządki.

Rzut obiektywem na grządki.

Mały brokułek. Pierwszy, ale nie ostatni :)

Mały brokułek. Pierwszy, ale nie ostatni 🙂

Kapusty już wiążą główki. Więcej jest co prawda włoskiej niż białej, ale to nic nie szkodzi.

Kapusty już wiążą główki. Więcej jest co prawda włoskiej niż białej, ale to nic nie szkodzi.

Fasolka szparagowa sobie dojrzewa.

Fasolka szparagowa sobie dojrzewa.

Nasza samotna malwa.

Nasza samotna malwa.

Słoneczniki wybujały do słońca.

Słoneczniki wybujały do słońca.

Pierzasta pietruszka. Nie ustępuje w smaku tej "tradycyjnej".

Pierzasta pietruszka. Nie ustępuje w smaku tej „tradycyjnej”.

Ćwierć zielnika z bazylią, rabarbarem, nagietkami, echinaceą, melisą i miętą, a także ogórkiem, który posiał się sam.

Ćwierć zielnika z bazylią, rabarbarem, nagietkami, echinaceą, melisą i miętą, a także ogórkiem, który posiał się sam.

Ćwierć zielniczka z kolendrą, cząbrem, majerankiem i lnem.

Ćwierć zielniczka z kolendrą, cząbrem, majerankiem i lnem.

Tak kwitnie cząber.

Tak kwitnie cząber.

Brzoskwinie stanęły w miejscu i dalej ruszyć się nie chcą...

Brzoskwinie stanęły w miejscu i dalej ruszyć się nie chcą…

Świeży szczypiorek. Jakby ktoś chciał, to zapraszam na działkę. Narwę, ile trzeba ;)

Świeży szczypiorek. Jakby ktoś chciał, to zapraszam na działkę. Narwę, ile trzeba 😉

Frankalarepa :P

Frankalarepa 😛

A to ja chwaląca się wielkimi, pierwszymi cukiniami.

A to ja chwaląca się wielkimi, pierwszymi cukiniami.

Pomidorki

Pomidorki

A to niewielkie jeszcze zbiory.

A to niewielkie jeszcze zbiory.

Papryczka słodka.

Papryczka słodka.

Papryczka ostra.

Papryczka ostra.

Krzewiszcza pomidorowe.

Krzewiszcza pomidorowe.

Nowe cukinie. Jeszcze przy krzewie, a już zdecydowanie większe niż te, którymi się chwaliłam.

Nowe cukinie. Jeszcze przy krzewie, a już zdecydowanie większe niż te, którymi się chwaliłam.

Dynia. Jedyna taka.

Dynia. Jedyna taka.

Przespałam czas na zerwanie brokuła. Zakwitł skubany.

Przespałam czas na zerwanie brokuła. Zakwitł skubany.

Rudbekie samosiejki.

Rudbekie samosiejki.

2 Komentarze

Filed under hobbystycznie, kuchennie, papużki, prace ręczne, życie