Monthly Archives: Maj 2010

Podłość ludzka nie zna granic

Woda zalewała domy, pola, zabierała dobytek. Tuż przed jej niszczycielskimi dłońmi ludzie wywozili samochody na wyższe rejony, gdzie powódź na pewno by nie dotarła. Dużym zainteresowaniem cieszyły się Większyce – blisko Koźla, wysoko, na górce położone. Miejsce idealne na pozostawienie samochodu.
Ale cóż, kiedy właścicielka restauracji „Ada” nakazała powodzianom płacić (tak, PŁACIĆ) za parking (złotówkę za godzinę postoju), a tym, którzy tego nie zrobili z różnych przyczyn, groziła odholowaniem aut i zgłoszeniem „przestępstwa” na policję.
Do opuszczonych w strachu przed wodą domów, mieszkań, sklepów zaczęły się włamywać hieny, które zwąchały łatwy kąsek, by się dorobić na cudzej krzywdzie.
Samochody pozostawione poza linią wody zmieniały właścicieli.
Ludzie, to parszywe stworzenia…
Z chęcią zostawiłabym w pierony tę rzeczywistość i przeniosła się do jakiejś alternatywnej, gdzie „człowiek” faktycznie brzmi dumnie…
Reklamy

8 Komentarzy

Filed under życie

Z okien pociągu

Z okien pociągu rozciąga się zawsze jakiś widok.
Zwykle nie zwracam uwagi, co też się zmieniło w krajobrazie na trasie, którą przejeżdżam dwa razy dziennie. I tak widoczne są naprawdę duże zmiany.
Jednak dziś na bok poszła robótka (w podróży ręce zajmuję pleceniem sznurka – przyjemne, bo czas szybciej mija, z pożytecznym, bo trochę zrobię w czasie dojazdu), bo byłam nieco zaniepokojona stanem wód pod wiaduktami, którymi pociąg siłą rzeczy poruszać się musiał.
No i trochę się zestresowałam, bo widok nie byle jaki i zdecydowanie stresujący:
 
Zwykle pod tym wiaduktem sączy się wąziutko i leniwie rzeczka. Teraz rozlała się pod przęsłami od pierwszego do ostatniego filaru. Obok prowadzi obwodnica w stronę Ronda Milenijnego. Obecnie pod wodą.
A kawałek dalej jest śluza na Kłodnicy. Po jej drugiej stronie można było rano zobaczyć coś takiego:
 
Po lewej stronie jest przystań dla barek czekających na zielone światło, by mogły płynąć dalej. Cóż… może do znaku by jakaś dała radę się przycumować…
Widząc takie rzeczy poważnie zaczęłam się obawiać, czy uda mi się wrócić do domu tą samą trasą.
Pociąg jednak przyjechał punktualnie (łoamatko, toż to CUD!) i wsiadłam. Niech się dzieje, co chce. Najwyżej pójdę po torach.
Za Raszową pociąg przeszedł w tempo spacerowe. Dzięki temu mogłam i zrobić zdjęcia, i przypatrzeć się lepiej rozlewiskom.
Tak oto po siedmiu godzinach przedstawiała się Kłodnica przy śluzie:
 
 
 
Jeszcze zdążyłam złapać rozlewającą się rzeczkę na obwodnicy:
 
Panowie w żółtych kubraczkach, którzy sprawdzali możliwości i wytrzymałość wiaduktu (jak sądzę) też się załapali. Woda, która płynie sobie drogą wydaje się być blisko z powodu perspektywy, ale na prawdę sięga bardzo daleko.
Ciekawe, czy woda będzie opadać, bo jak na razie sobie rośnie, choć niby falę kulminacyjną mamy za sobą…
Na ulicy Głubczyckiej próbują zasypywać przerwany wał. Policja pilotuje wywrotki z piachem i żwirem, żeby szybciej przedostawały się przez miasto.
Ogólnie – nieciekawie…

Dodaj komentarz

Filed under zaokienne życie, życie

Powódź… powtórka z ’97

No.
Miało być pięknie.
Miało być bezpiecznie.
Miało być o wiele lepiej.
A jest?
Jak było.
Znów ci, co „pływali” trzynaście lat temu, pływają dziś. Nowe wały okazały się w większości przypadków tak samo dobre, jak te stare.
Rzeczki i rzeki rozlały się szeroko znów zabierając ludziom dobytek… nadzieję, że wreszcie się ta gehenna skończy. Że wreszcie bez strachu będą spoglądać na wartko płynące wody okolicznych wód i czerpać z ich piękna.
  fot.Szprota
Powyżej widok z nowej obwodnicy na rzekę Kłodnicę. Całkiem niedawno ładnie jej brzegi wycięto z szuwarów, wygoniono kaczki. Zamiast zarośli ułożono na brzegach kamienie, wokół zasadzono drzewka. No ślicznie. Naprawdę.
Niestety, teraz można podziwiać brunatne wody i resztki umierających młodych drzewek.
Cisek – aktualnie bez prądu i całkiem odcięty od świata.
Bierawa – cisza informacyjna.
Koźle – otoczone wodą.
Pogorzelec – podtapiany od ogródków działkowych.
Lenartowice – odcięte.
Dembowa – niedostępna.
Reńska Wieś – odcięta.
Stare Koźle – odcięte.
Długomiłowice – podchodzi woda.
Fala kulminacyjna szła w nocy. Przeszła już prawdopodobnie i poszła dalej.
Teraz pozostaje czekać na to, by woda opadła…

2 Komentarze

Filed under zaokienne życie

Jak Wodnik Szuwarek

Tak, dokładnie tak się czuję.
Prawie, jak Utopiec: sina, ociekająca wodą, wodząca wokół wściekłym, nienawistnym spojrzeniem.
Doprawdy, mam już serdecznie dość tej pogody: ciągłego deszczu w dzień i w nocy, wiatru łamiącego gałęzie i zrywającego liście, szarówki jesiennej za oknem.
Chce normalnej wiosny! Ze słońcem, ciepłem, lekkimi ubraniami, klapkami na nogach i burzą od czasu do czasu.
Dzięki takiemu czemuś za oknem nie mam ochoty na nic. Twórczość „ałtystyczna” w ogóle nie wchodzi w grę, choć mam do napisania parę scenariuszy, a czas nieubłaganie ucieka.
Kurczę, niech ktoś tam u góry zakręci wreszcie ten kurek! Nam tu więcej wody nie potrzeba, bo nas zalewa (nie tylko woda)…

Dodaj komentarz

Filed under życie

Syf, kiła i mogiła…

Wkurzają mnie ludzie.
Nie wiem, czy to dobry, czy zły objaw.
Wnerwiają mnie teoretycznie wszystkim: zachowaniem, brakiem pomyślunku, żałością swych decyzji.
Dla dzieci mam spory bufor tolerancji, bo one dopiero się wszystkiego uczą, ale dla dorosłych – zero tolerancji.
Wkurzają mnie psy biegające bez opieki, srające po chodnikach, ledwo uchodzące z życiem spod kół samochodów. To nie ich wina, że muszę robić slalom gigant pomiędzy ich wydalinami, tylko ich „odpowiedzialnych” właścicieli. Cholernie dorosłych ludzi, mających własne dzieci, uczących ich odpowiedzialności na miarę dorosłego. Tłuk uczy tłuka, jak być tłukiem.
A wiecie, że ludzie już robią sobie wycieczki do Smoleńska, na miejsce katastrofy? A wiecie, że wcale nie z pobudek patriotyczno-żałobniczych? Jeżdżą tam na szabry. Kradną to, co zostało po ofiarach katastrofy, czego służby jeszcze nie zebrały i nie odesłały rodzinom. Zasrane hieny cmentarne.
Normalnie rzygać mi się już chce tym państwem i tym narodem, który potrafi tylko na pokaz drzeć szaty, jak Rejtan, ryczeć przed kamerami, jak bóbr, że taki „kfiat yntelygencji” stracił.
Nie umiem już nazwać tego typu zachowań. Zabrakło mi słów.

1 komentarz

Filed under złota polska młodzież, życie

Jutro…

A miało być tak super, tak świetnie i w ogóle…
Miało, ale się skisiło.
Angina pokonała nas dokumentnie i totalnie. Podgryzała nas przez cały tydzień, który trzeba było spędzić w pracy. Z gorączką, bólem gardła, stawów, mięśni, kości, katarem, kaszlem, który posyłał często do ubikacji treść żołądka. Tydzień bez jedzenia, bo nawet się nie chciało nic jeść. Chociaż tyle, że się trochę schudnie.
Wczoraj w Święto Pracy (a nie żadnego św. Józefa, jak się teraz ludziom wmawia) spałam. Jak suseł. Budziłam się na chwil kilka, by przeczytać część artykułu z FiM. I zasypiałam znów. Próbowałam zrobić sakiewkę, ale – na planach się skończyło. No, może nie do końca: udało mi się skroić, zszyć, spleść sznurek z wełenki i częściowo go przyszyć do sakiewki. Czyli nic nie zrobiłam.
Dziś nie mogę się wziąć za nic.
Śpię.
Może jutro się dam radę kopnąć w zad i coś zrobić?
Jutro…
Dzień, od którego się wszystko zaczyna…

Dodaj komentarz

Filed under prace ręczne, życie