Monthly Archives: Luty 2006

Łeb ukręcę, zaraza!

Siedzę przy kompie i staram się jak najciszej uderzać w klawisze.
Geralt śpi. Po nockach…
Ale ptaki mają własny pogląd na to, kiedy należy spać. Falistki jeszcze da się zignorować, ale Chiko (nimfa) już nie. A on właśnie dziś stwierdził, że poskrzeczy…
Łeb ukręcę debilowi, bo ani prośbą, ani groźbą… nic… tylko „srreeek!” i „skrrrreeeek!!”
Łeb ukręcę, wypcham psimi chrupkami i dam kotom na pożarcie…

6 komentarzy

Filed under papużki, życie

Lepiej…

Tak, ze mną jest lepiej. Ból powoli mija. Owszem, przypomni o sobie mocnym kłuciem, który rzuca na kolana, ale już coraz mniej i mniej… i słabiej. Przy tym, tęsknią za mną w pracy. Dzwonią  niemal codzień. A mówią, że nie ma ludzi niezastąpionych (żart).

Z papużkami lepiej być nie chce. Może ciut mniej kaszlą, ale nadal nie jest to stan zadowalający. Nie są zdrowe. Próbuję im przemycić jogurt, nauczyć je jeść, ale one się skuteczie po temu opierają. Kiwi i banan też nie należą do ich jadłospisu. Ale ileż można jeść marchew, brokuły i brukselkę?! Widocznie – wiecznie… głupie wróble…

Wczoraj stała się mała tragedia w jednym z moich światów. Odszedł druh… kolejny kurhan, kolejny przystanek w pamięci. Ech… zapowiedział, iż nie wróci… ale Galimor przyciąga, jak magnes. Wróci. Nie dziś, to jutro…

Śmierć mnie odpycha

Śmierć mnie nie dotknie

Śmierć jeszcze nie dla mnie

Żyć muszę samotnie

 

Śmierć mnie omija

Śmierć mnie nie dojrzy

Śmierć wszystko zabierze

I żalem zamoży

 

Sama pośród żywych

Sama pozostałam

Sama bowiem druhów

Dawno pochowałam

 

Sama o się troszczyć

Sama błądzić muszę

Sama na kurhanach

Tracę swoją duszę

 

I pieśnią jedynie

Swe wylewam żale

Bo łez już nie starcza

I sił nie mam wcale

 

Tak oto rozpaczam

Po druhu umarłym

Co go smocze pazury

Na ćwierci rozdarły

 

I smok i wojownik

Życie postradali

W zapasach śmiertelnych

Dusze swe wydarli

 

Mnie jeno wspomnienie

Łuska, miecz bliźniaczy

W dłoni zaciśniętej

Krwawą rysę znaczy

 

O losie przeklęty!

O śmierci okrutna!

Czmuż wciąż się bawisz?

Za cóż ta pokuta?

 

Ile jeszcze śmierci

Będzie odczuć dane?

Ile jeszcze cierpień…?

To za jakąś karę?

 

Wiatr poniósł pytania

W noc wprost wykrzyczane

Odpowiedzi nie było

Mnie usłyszeć dane…

 

To dla Ciebie, HH…

1 komentarz

Filed under hobbystycznie, rozrywka, życie

Wiem, że żyję, bo istotą życia jest cierpienie

Dokładnie, jak w tytule: siedzę i cierpię. Zaciskam zęby i siedzę. Stram się to robić bez zbytecznych ruchów. Bo boli jeszcze bardziej. Miało być lepiej. Nie jest…
Z ptakami tak samo. Miało im się poprawić po antybiotyku. Ale nie poprawiło. Nadal kaszlą, rzężą, sapią… strasznie mnie to martwi, a nawet nie mam jak wyjść do weta. Nawet, głupia, numeru telefonu nie wzięłam… nie spodziewałam się choroby.

Skoro mogę siedzieć, to wzięłam „na tapetę” suknię średniowieczną do szycia. Szyję ręcznie. No cóż, chcę mieć historyczną, to trzeba się poświęcić. Dużo mi nie zostało: obszycie wszelkich krańców materiału, skrojenie rękawów, zrobienie i obszycie dziurek przy pasie, by łatwiej móc ją zakładać i – chyba – podszewka, bo kieca z grubego, sztywnego lnu, więc może być mały dyskomfort jej noszenia bez podszewki. Chociaż z drugiej strony przecież nie nosi się sukni na gołe ciało, tylko pod spodem jest giezło. Ano właśnie, nowe giezła też muszę zrobić, bo mam dwa, a raczej póltorej. Stare, które „przeżyło” pięć sezonów już się drze.
No i Geraltowi trzeba gacie uszyć i koszule, żeby miał – w razie czego.
I przydałoby się naszykować nieco „pierdółek” na targ.
I stronę NKGK zaktualizować.
I dodać nowe „książki” i „obrazy” do Biblioteki Galimoryjskiej.
I „wrzucić” stare opowiadania na prywatną stronkę.
I… wyzdrowieć?…

Dodaj komentarz

Filed under prace ręczne, życie

Eeeech….

Chyba nie wrócę do pracy w poniedziałek…
Nerki bolą, jak bolały, ale doszła gorączka… ech… powoli już mam dość swego „wesołego” organizmu…

2 komentarze

Filed under praca zawodowa, życie

Nawrót…

Cóż… znów wrócił… ból wrócił… a za nim strach… znów mnie nerki bolą. Ech, wiedziałam, że nie będzie różowo, ale że aż tak szybko da to wszystko znać o sobie?…
Siedzę w domu. W pracy młyn. Na pewno, bo miałam mieć zastępstwa. No a mnie się bierze, jak już nic innego nie da się zrobić… a ja nie jestem w stanie ujść daleko… mogę tylko siedzieć. Najlepiej w bezruchu. I nie opierać się pod żadnym pozorem polecami o oparcie krzesła… jak ból stanie się zbyt nieznośny, to czeka mnie powrót do szpitala… ech, chyba się starzeję…

Na przystanku (jechałam MZK do lekarza, bo śnieżyca okrutna i strach samochód ruszać) dziewczyny, wolontariuszki z PCK zbierały datki na rodziny ofiar katastrofy w Katowicach… dałam… zsolidaryzuję się, może kiedyś ktoś inny pomoże mnie?
Wiem, to nie wróci życia rodzinie z pobliskiej wsi. Nie ożywi małego przedszkolaka, który zginął na samym wstępie swego życia, bo komuś nie chciało się zrobić czegoś porządnie…
Nie osłodzi to łez, nie pomniejszy bólu rodziców, żon, mężów, braci, sióstr i znajomych, którzy pozostali…
Ale choć tak pokażę, iż nie są mi obojętni. Mimo, iż się w ogóle nie znamy. Jestem z Wami…


……
………

Idę cierpieć dalej…

2 komentarze

Filed under życie

Dzwonek…

Za chwilkę będzie dzwonek na przerwę. Komputer włączony, zalogowany, gazety gotowe do użycia… jeszcze kilka chwil i zacznie się harmider.

I dobrze, niech się zacznie. Nie lubię idealnej ciszy. Wręcz się jej boję. Jako niemal ślepa istota kieruję się głównie uszami. Nic nie słyszę – gubię się…

Dziś dwie lekcje pod rząd… nie mogę rozruszać umysłu – śpi sobie w najlepsze i ani myśli się ruszyć do pracy…

Oho! Krzesła szurają w klasie nade mną, zaraz odezwie się to, czego w szkole nigdy nie lubiłam: dzwonek.

Dodaj komentarz

Filed under praca zawodowa