Monthly Archives: Luty 2007

… jakie młodzieży chowanie

Dialog prowadzony przez grupę młodych „ziomków”, przypalających pety pod klatką:

Ziom1 (spoglądając na listę mieszkańców zamieszczoną przy domofonie): O, tu jeden ma na nazwisko Wilhelm.
Ziom2: No… to takie sławne nazwisko… tego, no… Wilhelma Zdobywcy.
Ziom3: No… to taki kolarz był.
Ziom4: Taki słynny, no wiem, znam…
Ziom1: Ale zaje****

Dodam od siebie, iż Wilhelm to imię jednego z lokatorów.

Takie będą Rzeczypospolite, jakie młodzieży chowanie…

1 komentarz

Filed under złota polska młodzież, życie

Duszno….

Jakieś półtorej roku temu byliśmy na wspaniałym turnieju. Na zamku. W Lipowcu.
Cudna okolica, świetnie zachowana budowla, wspniali ludzie i nieziemski (dosłownie) klimat.
Z turnieju, oprócz bardzo miłych wspomnień przywieźliśmy jedno zdjęcie. Fotografię, która nie dawała spokoju nie tylko nam.
W końcu zdecydowaliśmy się ukazać je większej ilości osób spoza zainteresowanych. I tak oto zdjęcie trafiło do Strefy Zero.
Ze „Strefy” trafiło do ekspertyzy…
No cóż… rzadko zdarza się „złapać” ducha w biały dzień, ale nam się to udało. I oto efekt:

Nieziemski, czyż nie?
Zwłaszcza w zbliżeniu:

 

Dodaj komentarz

Filed under paranormal, turnieje

Z czego składa się papużka

Papużka standardowo składa się z piórek i łapek.
Czyli z tego wynika, że jeśli odjąć papużce łapki, to jej piórka opadną?

1 komentarz

Filed under papużki

Zaraza… choroba… niech to…

Takie i jeszcze gorsze rzeczy wykrzykiwał (w myślach, czy też na głos) właściciel Poloneza, który „ucałował” lampę tak, aż ze wstydu schowała głowę w chodnik.
Zakurzona czerwień zmieszała się z mokrą szarością, oświetlona niebieskimi błyskawicami…
Żal mi owego człeka. Stracił samochód, który nie zastąpi już nowym. Najprawdopodobniej. Nie stracił jednak zdrowia i życia. Zdrowie straci w urzędach, stojąc w gigantycznych kolejkach, odsyłany od okienka do okienka z zapytaniami o coraz to nowe formularze w Domu, który Czyni Szalonym…

Dodaj komentarz

Filed under życie

Międzygatunkowe walentynki

Wróciłam ledwo żywa od dentysty. Nie, nie dentysta mnie tak wypompował, lecz samo przemieszczanie się z miejsca w miejsce.
Wróciłam i z czystej ciekawości, bądź lenistwa jęłam patrzeć, co też wyczyniają moje fafoły… niby wszystko normalnie: Cytryn śpi, Papiół gwałci co się nie rusza i mu nie ucieka (np. półeczkę na miękkie), Totoro i Łatek, jak zwykle udają mechaniczne papużki, Perła ogryza bambus do wtóru z Kubusią… sielsko – anielsko.
Odwróciłam sie na chwilę, by nagle do moich uszu dotarł rozdzierający bebenki w uszach odgłos nimfiego tokowania. Patrzę do wolierki i… oczom nie wierzę. Łatek tokuje do Chiko, jak na falistka przystało, a Chico mu odpowiada na amory zupełnie po nimfiemu…
Trwała ta scena dobrych kilka minut. Byłam tak zdziwiona, że nawet nie wziełąm kamery, żeby te międzygatunkowe zaloty uwiecznić…

Dodaj komentarz

Filed under papużki

Wariactwo zakaźne

Zwariowanie bywa zakaźne… niby że jak?
Ano, całkiem normalnie.
Totoro potrafi całymi dniami leżeć na gałęzi i machać sobie skrzydełkami i łebkiem… mechaniczna papużka. Bawi się tak od dawna. Niemalże od pierwszego dnia, odkąd trafiła do nas.
Teraz owym mechanicznym leżeniem „zaraził” się Łatek, jej obecny partner. Teraz oboje leżą na gałęzi obok siebie i machają skrzydełkami i łebkami. Równiutko. Jak na komendę.
A może to faktycznie mechaniczne ptaki?
Tylko ja o tym nic nie wiem…?

Dodaj komentarz

Filed under papużki

Chwile, które krwawią

Są takie chwile, w których winię siebie za stan rzeczy…
Wydaje mi się, że to, co sie stało (zwłaszcza złego), to wyłącznie moja wina… bo czegoś nie zauważyłam, bo czegoś nie dopilnowałam, bo nie podjęłam danych działań lub też właśnie je podjęłam, a okazały się błędne…
Takie myśli się we mnie zalęgły, kiedy przez parę godzin, późno w noc siedziałam w kuchni razem z Cytrynkiem owiniętym w kawałek mego szlafroka… było z nim źle… nie potrafił siedzieć na drążku, nawet utrzymać się na nogach… po prostu leżał na moich kolanach i przymykał oczka…
Cytryn jest chory. To, że jest chory, jest pewne. To, na co jest chory, już nie.
Leki przepisywane przez weta dają mu tylko chwilową poprawę samopoczucia. Potem znów wszystko wraca: stroszenie piór, brak apetytu, apatia…
W kuracji pomaga mi jego brat, Duszyn: czyści Cytryna, karmi, broni…

Cytrynek przeżył noc i obudził sie w dość dobrym humorze. Nawet zaczął ćwierkać. Wrócił do woliery, do swego brata. Od razu został nakarmiony. Sam też sie skusił na jedzenie prosa senegalskiego i dzielnie bronił swego kłoska przed zakusami innych ptaków.
Nie poddamy sie choróbsku, prawda, Cytrynku?

1 komentarz

Filed under papużki