Category Archives: Uncategorized

Bliskie spotkanie…

Znów nie zauważyłam mrowiska. Tak, znów były to czerwone mrówki. I znów mnie jedna z nich ugryzła. Na szczęście złapałam ją nim użarła mnie więcej niż raz. I tak mam czerwoną, swędzącą plamę na łydce. Postąpiłam mało humanitarnie i poczęstowałam je trutką. Dzis już pewnie będę mogła na spokojnie wrócić do żęcia. Przy okazji odsłoniłam zagubiony krzew, skrzynkę wypełnioną butelkami po wódce i puszkami po nie wiadomo czym. I przeszklone drzwi. I zrolowany, butwiejący dywan. I jeszcze worki ze skamieniałym wnętrzem. Chyba nic mnie nie zdziwi już na tym ugorze.

G. rozpoczął drugie kopanie warzywnika, bo z pierwszego kopania wyłażą trawska. Wiadomo, jak się robi coś pierwszy raz, to nie zawsze wychodzi idealnie. W przyszłym tygodniu posieje się tam żyto i do wiosny ani słowa o łopacie.

Z racji tego, że nie mogłam wrócić na ugór przez mrówki, oczyściłam okolice drzew i krzewów z trawy. Najgorzej miałam z agrestem i jego kolcami. Poddałam się dość szybko, kiedy moje ręce zaczęły wyglądać, jak po ostrej zabawie z kotem. Co dziwne – dziś już nie ma śladu po zadrapaniach. Zwykle trzymały się co najmniej cztery dni.

Zamiotłam też podłogę w Ruderce, bo się piachu naznosiło. Musiałabym jeszcze przetrzeć meble, bo się skurzyły od tego zamiatania, ale to jak nie zapomnę wziąć ze sobą jakiejś szmatki. W domu też by się zdało ruszyć ze sprzątaniem, bo znów się nasyfiło. Szkoda, że sprzątać trzeba, a brudzi się samo. Nie mogłoby to być na odwrót?

Orzechy spadają na potęgę. Jest ich na ziemi coraz więcej. Coraz więcej jest też ich w siatce, w której je gromadzę. Za niedługo będę mogła obdzielać chętnych, bo sami tego nie przejemy na pewno, a po co ma się marnować, kurzyć gdzieś na szafie? Brzoskwinie, niestety, nie mają szczęścia: spadają nadgniłe, ale niedojrzałe. Koniecznie trzeba przesadzić drzewko z dala od orzecha. Tamto miejsce wybitnie mu nie służy.

A od Pana Bezdomnego otrzymaliśmy pół reklamówki cukinii. Będzie bigos! Czymś będę musiała się odwdzięczyć za te hojne dary z jego działki.

I trochę zdjęć z wczorajszego wypadu na działkę:

    

 

Reklamy

4 Komentarze

Filed under hobbystycznie, Uncategorized, zaokienne życie

To już jest koniec…

… nie ma już nic. Jesteśmy wolni, możemy iść…

Tak, moje kochane, obrotowe krzesło, wygrane w konkursie radiowym hektar czasu temu właśnie wydaje ostatnie tchnienia. Wcześniej, mimo jednego brakującego kółka jakoś jeszcze dawało radę, ale dziś się załamało – dosłownie. Pękła jedna z podpór tak, że siedzenie na krześle przy nierozważnym, szybkim ruchu, kończy się bolesnym lądowaniem na podłodze. Mam już siniaka na udzie i obitą stopę. I obolały kręgosłup od sztywnego siedzenia, żeby tylko nie zaliczyć kolejnej wywrotki… Ma ktoś może taśmę? To sobie naprawię chwilowo, bo na nowe to jeszcze trochę zmuszona jestem poczekać. Są ważniejsze wydatki, jak na razie…

Kończę z wolna też sakiewkę. Pozostały tylko dziurki do obszycia i będzie gotowa. Ale dziś już jest za ciemno, żeby bawić się igłą i nicią. Powinno mi się udać dokończyć ją do wyjazdu… no tak, w weekend jadę na turniej. Ostatni  w tym roku, niestety… Cóż, w tym sezonie sobie nie pojeździłam. Ale mam nadzieję odrobić to w przyszłym. I to z nawiązką.

Nic, popatrzę sobie, jak G. zabija UFOków w Crisis 2 😛

2 Komentarze

Filed under Uncategorized