Monthly Archives: Październik 2005

Wyzwanie

Dziś czeka mnie nielada wyzwanie – jazda do Strzelec Opolskich do tamtej szego PZU i załatwienie przyznania odszkodowania… miasta owego w ogóle nie znam…
Nie mam pojęcia, czy mi się to uda. Może znów czegoś będzie brakować, jakiegoś durnego świstka i będę musiała wziąć jeszcze jeden wolny dzień… a na to mnie nie stać…
Jestem nastawiona okropnie „anty”…
Ostatnio w ogóle do wszystkiego mam podejście „anty”… wszystko z góry neguję i wszystko postrzegam w czarnych kolorach… szlag trafił mój optymizm…

Chciałabym w końcu żyć tak, jak chcę, a nie jak chcą inni…

1 komentarz

Filed under podróże, praca zawodowa

Powrót z „U”

Nie nadaję się na takie wyjazdy… najgorsze jest to, że niektóre osoby nie będą już miały u mnie takiego szacunku, jaki miały do tej pory… banda pijaków… jak dzieci wypuszczone spod kontroli czujnego oka rodziców… wstyd mi… to było żenujące… przy tym, jak oni mogli upić się tą wodą? Bo to nie była wódka – wiem, bo zmuszono mnie, bym piła. Nawet w język nie szczypało… widać rozcieńczane wodą było, coby na więcej starczyło…

Za to widoki – śliczne… jesień w górach jest naprawdę piękna… i to rześkie, chłodne powietrze i słońce grzejące jeszcze z siłą…

Dobrze, że były Ewa i Kasia, bo jakbym miała w tym stadzie wron siedzieć sama i uczyć się krakać, jak i one, to by mnie chyba coś trafiło… wróciłabym odmóżdżona…
A tak, cały wieczór przy stole bilardowym ze śmiechem, żartami, w towarzystwie, które się raczej tolerowało, niż lubiło, ale… dobre i to…

A zaraz do pracy i znów te… twarze oglądać, uśmiechać się jak gdyby nigdy nic…

3 komentarze

Filed under podróże, praca zawodowa

Nadrabianie zaległości

Oj… dawnom tu nie zaglądała… zatem po krótce już opisuję, co się działo…

Z pokazu w Henrykowie nic nie wyszło… przyczyny prozaiczne – choroba i nasza (3 osób z 4 mających jechać), i samochodu… kółka prawie mu odpadły…

W pracy szlag mnie trafił, bo pozawieszali krzyże… wszędzie… nawet w kanciapie sprzątaczek i nad windą! Paranoja jakaś! Szkoda, że jeszcze w kiblach nie pozawieszali, to by dzieciaki może nie paliły… a niby szkoła państwowa…
Planuję już sabotaż… potrzebne mi są symbole innych religii – najlepiej wszystkich, włącznie z satanizmem… ale sobie w tym momencie nagrabię… ech…

Zimno na dworze, chłodno w domu, ptaki kichają… wczoraj zwiał mi z woliery Frytek, ale szybko dał się złapać – palec i patyk nie zdały egzaminu, a ja już musiałam wychodzić…

Dziś muszę jechać na szkolenie… do Ustronia… nie wiem po kiego grzyba… chyba tylko po „papierek”, bo temat mnie zupełnie nie obchodzi… do tego stopnia, że go nie pamiętam…
Jak chciałam iść na swoje szkolenie, to nie – nie ma pieniędzy, bo to nie podniesie jakości pracy szkoły… jak to nie? Lepszy, mądrzejszy nauczyciel-bibliotekarz, to lepsza biblioteka szkolna!
Ale weź tu i tłumacz, jak mu krzyżyk nad głową się kiwa…

W DoHu zdarzyła się kolejna tragedia… Krraiga rozszarpały smoki… nieodżałowana strata… tęskno mi za nim… i jakoś tak w karczmie pusto… i wciąż łapię się, że szukam jego imienia wsśród innych… ale już nie znajdę…

Dodaj komentarz

Filed under papużki, podróże, praca zawodowa, rozrywka

Chora choroba

Wzięłam i się pochorowałam… jakby nic innego nie było ważniejszego na świecie, tylko jakaś durna grypa… nie ptasia – żołądkowa.
Już jest o wiele lepiej, ale w poniedizałek zdychałam. Najgorsze jest to, że jutro pokaz, a my w powijakach… mafakra… po pfoftu mafakra…
To będzie ostatni pokaz. Od  1 listopada zarządzę ogólną demilitaryzację i odpoczynek po trudach sezonu… do 1 marca. Albo do pierwszego turnieju. Zależy, co będzie wcześniej.

Kafelki do kuchni – na podłogę – już leżą od dawna. W środę przywieźli nam panele. Śliczne… ciężkie, nieporęczne… 20 kg i 2,65 m jedna paczka… było ich 7… do  wniesienia…
Teraz wszystkie siedem leży sobie i zagraca parawie cały przedpokój.
Plan remontu kuchni jest (po wyniesieniu wszystkich rzeczy zalegających w kuchni):
1. Hydraulik i kucie ścian w celu wymiany żeliwnych rynien na plastikowe rury, zainstalowanie potrzebnych zaworów, kraników itp. rzeczy
2. Zerwanie linoleum i desek podłogi, wylanie wylewki, położenie kafelków.
3. Zmiana okna między łazienką a kuchnią, położenie paneli na ścianach.
4. Zabudowa kuchenna – szafki, osprzęt i inne
5.  Cieszenie się wyremontowanym, czystym pomieszczeniem.

Ech, długa, kręta i wyboista droga do małego szczęścia.

Dodaj komentarz

Filed under życie

Ciężki, bolesny powrót….

Wróciliśmy z Będzina… z manewrów artyleryjskich… wczoraj…  było sympatycznie, kameralnie i wesoło…
Dobrze, że znajomi mieszkają nieopodal, bo mielibyśmy nocleg w samochodzie…
A do samochodu ktoś próbował nam wejść… nie udało mu się… za to udało mu się wyczerpać do zera akumulator, akcja „ładowanie”, mimo nie rokujących nadziei prób, zakończyła się sukcesem.
Nie idę dziś do pracy… czuję się fatalnie… albo coś mi zaszkodziło, albo mam grypę żołądkową… słowem – zdycham…
Jak mi każą przyjechać, to pojadę posnuć się po korytarzach… wszystko mnie boli… blah…

Dodaj komentarz

Filed under praca zawodowa, turnieje

Oj, niedobrze z dębem starym…

… usychają mu konary…

Tak… wszystko mnie boli, wróciły sny, coraz mniej mam sił na cokolwiek…
Dzień ma za mało godzin, tydzień – za mało dni, miesiąc – za mało tygodni, a rok – miesięcy…
Na głowie mam wszystko… ale to, co muszę… najgorsze jest to, że nie czuję satysfakcji z wykonywanej pracy… ani w zawodzie, ani w Najemnej… wciąż mi mało, wciąż chcę lepiej, ale nie wiem jaką drogą pójść, by to osiągnąć….

Sny wróciły… znaczy – jeden… powtarza się…
Jestem w jakimś budynku (coś jak szkoła wyższa) pełno ludzi mi nieznanych, idę z Geraltem rozmawiając sobie o sprawach bieżących… nagle robi mi się słabo i upadam na podłogę… podbiega jakaś kobieta i bez jakichkolwiek badań wstrzykuje mi brązowawy płyn wkłuwając się w moje ramię. Protestuję głośno, próbuję się wyrwać, lecz po zastrzyku czuję sie o niebo lepiej… zadowolona dziękuję kobiecie, a ta ciągnie mnie na siłę do swego gabinetu, o jakichś eksperymentach zaczyna mówić… wyrywam się z pomocą Geralta i czym prędzej uchodzimy z tego budynku.
Decyzja podjęta – biegniemy do rodziców (moich), tam będziemy bezpieczni przy tym – ich mieszkanie jest niedaleko.
Dobiegamy do bloku… krótka „walka” z zatrzaśniętymi drzwiami, z niechcącym nas wpuścić dalej dozorcą-stróżem (którego w rzeczywistym bloku nie ma) i idziemy dalej… wąskim korytarzem… bardzo wąskim… tak wąskim, że muszę się czołgać trzymając ręce przy tułowiu… wreszcie koniec gehenny… drzwi do mieszkania… otwierają się bez problemu, rodzice, jak zwykle w domu… już dobrze…?
Nagle dzwonek do drzwi… za nimi, na progu TA kobieta… uciekać! uciekać jak najdalej!… cały świat jest za mały ONA wytropi mnie wszędzie… nawet we własnym moim, naszym mieszkaniu…

Budzę się zmęczona… z okropnym bólem głowy…I do pracy…. kiedy nie mam sił…

1 komentarz

Filed under życie

The…

The… end?
Nie wiem… jestem wykończona, a tyle jeszcze musze zrobić…  sprzątanie, paranie, mycie garów, prasowanie całej szafy rzeczy, jeszcze strony, grafika… zrobić plan zagospodarowania pomieszczenia b-cznego, bo mamy dostać nowe komputery…
Mam peewne koncepcje, ale trzeba przelać to na papier…

Jestem wypluta… wyrzęta… najlepiej by mi było schować się w mysią dziurę i tam przeczekać, przeboleć, przebudować, przewartościować…. potem wyjść…. i żyć dlaej, bo jakoś chyba jestem uzależniona od życia… mimo przeszkód, trosk, problemów…

Wczoraj dojechały płytki podłogowe… będą do kuchni… jeszcze trza poczekać na panele i  chyba zaczniemy zabawę w remont… tak po prawdzie nie mogę się doczekać , kiedy kuchnia będzie śliczna, nowa i czysta… co prawda nie taka, jaką sobie wymarzyłam, ale… wymarzoną zrobię w kasztelu, kiedy go sobie wybudujemy, bo taki jest nasz, wspólny cel. Nasz – Najemnej…

Czas kończyć posiedzenie przy kompie… i pochodzić trochę po domu, poukładać, posprzątać, powymiatać, pomyć… ech… może zatrudnię sprzątaczkę? 😛

1 komentarz

Filed under praca zawodowa, życie