Monthly Archives: Czerwiec 2005

Nie umiem kończyć, więc nie jestem prawdziwym mężczyzną…

Nie mogę skończyć swej przygody z DoHem… zbyt wiele tam zostawiłam… głównie dobrych i bardzo dobrych znajomych, za którymi tęsknię okrutnie….
Muszę pozbierać myśli i poukładać je, jak puzzle, by stworzyły harmonijną całość…
Dziś kolejna bezsenna noc… zaczynam przechodzić na pogranicze jawy i  snu… mimo, iż zasnąć próbuję, sen nie przychodzi… zaciśnięte podświadomie szczęki bolą…
twarz patrząca na mnie z lustra nie jest moją… surowa, zacięta, pociągła, szara…
Spróbuję się zdrzemnąć…

Reklamy

1 komentarz

Filed under rozrywka, życie

Koniec…

Mój trzeci świat się zawalił…

Jedna noc starczyła, by zmienił się w proch i słodkie wspomienie…

Dziękuję kochani za wszystko…

Wspomnijcie mnie kiedys nad kuflem piwa…

Będę tęsknić…

1 komentarz

Filed under rozrywka

Trzeci świat…

Nie chodzi mi bynajmniej o biedne kraje… chociaż się tak może kojarzyć…

Chodzi mi o MOJE światy… jest ich trzy…

 

Pierwszy to ten oficjalny, który każdy widzi i w większym lub mniejszym stopniu akceptuje.

To świat, w którym zdobyłam wykształcenie w nieelitarnych placówkach, w którym wyszłam szczęśliwie za mąż, w którym podjęłam się pracy zarobkowej, w którym mam znajomych dobrych i złych, w którym dzień mija za dniem przy świergocie stadka…

Świat poukładany od A do Z.

Wszystko jest w nim w określonym miejscu, o określonej porze…

Drugim światem jest Najemna…

gdzie czas średniowiecza splata się z czasem współczesnym, gdzie pieśni bardów przeplatają się z szantami, a wojownik posiada nie tylko miecz i pancerz, ale i telefon komórkowy…

Gdzie szczęk mieczy i jęk zwalnianej cięciwy miesza się ze śmiechem i łzami, gdzie jest czas zatrzymany w miejscu… dawno temu… w czasach turniejów, dam serca, rycerzy, wojowników i raubritterów, w czasach wieśniaków i panów… miecza, kuszy, tarczy, łuku i hakownic…

Trzeci świat to fantasy…

nie tylko literatura i film… nie tylko obraz… to coś więcej…

to magiczna studnia, która dodaje punkty do witalności, która zwiększa morale twego wewnętrznego wojska, by podołał kolejnym potyczkom, by zmobilizować armie do jak najdłuższego działania…

to studnia z krórej czerpać można kryształowo czystą wodę siły i optymizmu…

to świat smoków, elfów,  drowów, liszy, demonów i zwykłych ludzi… dobrych i złych…

to świat, w którym z przyjacielem staje się ramię w ramię do wielkich bitew o dobro tego świata, gdzie problemy rozwiązuje rozmowa, zaklęcie, trunek…

to świat magii, która pomaga przetrwać najgorsze chwile, które spotykają mnie w dwóch pierwszych światach…

dzonderze, panie tego świata, dzięki, iż go stworzyłeś wraz ze swymi pomocnikami!

Khazurze, Kerolocie, Uplinku, Barbriusie, Bertholdinie, Deo Coldsoul, Skipperze i wszyscy ci, których imiona ciężko z pamięci teraz wygrzebać – dzięki Wam, że zaistnieliście i zechcieliście obdarzyć mnie swym towarzystwem!

Karczmarzu, wino dla nich wszystkich!

Dodaj komentarz

Filed under rozrywka, życie

….

Oczekiwanie…
serce drży… i ręce…
Czas odmierzany kroplami…
i skwirem jaskółek…
ból wdzierający się w sny,
wieczny towarzysz świadomości…
Czas odmierzany kroplami…
czerwieni,
co wsiąka w biel…

Dodaj komentarz

Filed under ogólnie, życie

Między cięciem, a krojeniem….

Jestem tuż po cięciu i składaniu palca… boli jak @%$%^A&%###… 😦

No i jestem przed kolejną operacją… dziś znów idę do szpitala… mam nadzieję, że trafi mi się lepsza obsada pokoju niż ostatnio…

Boję się jsk cholera…

Mam już dość szpitali, cięcia, kroplówek, bandarzy i szpitalnych łóżek i atmosfery… chcę zostać w domu… z moimi ptiptużkami… tak bardzo brakuje mi tam ich świergotu 😦

Idę… może za tydzień wrócę…

1 komentarz

Filed under życie

Już nie mogę….

Naprawdę, ktoś musiał mnie obłożyć klątwą, bo to już zakrawa o dowcip…

Ledwo wyszłam z jednego oddziału szpitala (urologia), to dziś idę na otropedię (z palcem – nie mogą go normalnie złożyć, więc będą kroić i drutować), a w poniedziałek zwiedzę ginekologię (przy okazji USG kontrolnego zleconego przez urologa wyszło, że mam torbiel na jajniku o wym. 5×7 cm)…

Mam już dość tej złej passy… chcę wreszcie normalnie żyć, a nie włóczyć się po lekarzach i szpitalach! Chcę – muszę – wrócić do pracy, bo nikt nie potrafi mnie zastąpić… nie wiem już, co mam robić… czas się skraca… jest go coraz mniej… nie mam go tyle, by poświęcać na chorowanie…

Pti mają się dobrze, choć mokro i zimno się zrobiło. Tabitabi nie kicha, tylko niekiedy w nocy słychać jak oddycha… nawet nie mam czasu przejść się z nim do weta, bo sama biegam od lekarza do lekarza i z oddziału na oddział… ;(

Perła znalazła sobie zabawę: wyrzucanie kamyków z basenu… oczywiście poza klatkę, a co 😉

Łapie kamyka w dziób, wyskakuje na krawędź basenu, mozolnie złazi na dno wolierki, podchodzi do krat, ostrożnie przykłada do nich dziób celując w „oczko” i – plup – kamyk już poza wolierką. Czynność powtarza tak długo, aż zabraknie odpowiedniej wielkości kamieni 😉

Kubusię będziemy niedługo dołączać do stada – jest zdrowa, wesoła, ale się boi… ale tym ostatnim nie ma się co martwić – ważne, żeby została zaakceptowana przez resztę 🙂

Lara i Pućka tworzą szczęśliwy związek partnerski (homoseksualny) – Lara jest w nim samczykiem, ale Pućka raczej nie lubi, kiedy się po niej depcze ;P

Totoro wczoraj wróciła do swojej ulubionej zabawy w spadanie: siedzi na gałezi i powoli opuszcza główkę i resztę tułowia w dół rozkładając przy tym skrzydełka, w pewnym momencie robi „zwis” głową w dół, po czym wraca na gałąź wycofując się… i tak może się bawić godzinami. Wczoraj próbował ją naśladować Olivier, ale nie mógł opanować „zwisu” 😀

Nic to – jak mawiał mały rycerz – czas się szykować…

1 komentarz

Filed under papużki, życie

Jasna glizda!

Jakieś fatum parszywe zaciążyło nade mną…

Dziś miałam dać palca pod nóż, naczekałam się od 10:30 do 15:00 i nic… mam przyjść w innym terminie :[

No tak, przyjdę za kilka dni i znów się dowiem, że mam przyjść za kilka dni. Do tego czasu palec się zrośnie, stawy wykoślawią i miecze mogę powiesić na ścianie… może wrócę do łucznictwa i dobiję sobie łopatki do końca?…

Dali mi zwolnienie… nie chciałam, bo muszę wracać do pracy, bo pewnych rzeczy za mnie nikt nie zrobi… a tu L4 do 11… lipca… akurat kiedy mieliśmy na Grunwald jechać!

Może oni sobie pojadą na spokojnie w niedzielę, rozstawią namiot, a ja do nich sobie pciopciongiem dotyrtam… tak chyba by było najlepiej, bo 12 lipca zaczynają się warsztaty i chciałabym, żeby ludzie sobie w nich uczestniczyli…

Zostały nam jeszcze 2 pokazy. Namiot zamówiony – na Grunwald będzie. 🙂 Wreszcie spełnią się moje marzenia, żeby zainstalować się w historycznej części obozowiska 🙂

Strasznie jestem zadowolona, że tak nam fajnie poszło w tym roku – coraz większe grono ludzi nas zna (nas czyli Najemną), coraz lepsi jesteśmy w „te klocki” 😛

Po prostu się rozwijamy 🙂

I mam nadzieję, że marzenia o kasztelu się spełnią…

Dodaj komentarz

Filed under turnieje, życie