Monthly Archives: Maj 2009

Zielistek odfunął :(

Zielistek umarł.
Znalazłam go rano na dnie wolierki, w kąciku.
Szok.
Przecież nie był chory. Żadna biegunka, żadne stroszenie, zasypianie ponad miarę, by zaalarmowało że coś z nim nie tak. Sekcja też niewiele dała odpowiedzi. Rzekłabym – nie dała żadnej. Wiem tylko tyle, że był dobrze odżywiony (nie zapasiony), wysportowany (dobrze rozwinięte mięśnie)… jedyny problem, jaki się pojawił, to sadza i złogi w płucach. Skąd? Przecież nikt tu nie pali, kominka nie mamy, otwory wentylacyjne są zasłonięte (zimno przez nie włazi do mieszkania).
A już się zaczynał przekonywać do ręki, przestawał się bać…
Nie wiem, co się mogło stać z Zielistkiem…
Będę za nim tęsknić…

Dodaj komentarz

Filed under papużki

UFO

Widziałam UFO.

Wiem, zaraz zostanę odsądzona od czci i wiary i wyśmiana. Sama też bym się wyśmiała, ale jakoś nie wychodzi.

Wieczorem, kiedy ciemno jest i za oknem i w pokoju, a ptaki śpią i nie dodają swoich trzech groszy do obrazu i dźwięku (głównie dźwięku) wyświetlanego na ekranie, rozkoszujemy się filmem. Nadrabiamy braki w kinematografii.

Podczas właśnie takiego „seansu” kątem oka dostrzegłam błysk. W pierwszej chwili wzięłam to za gwiazdę, ale nie pasowała mi w tamtym rejonie nieba. Zatem to lampa w pobliskim zakładzie, którą sobie coś tam doświetlają. Kolejne rzucenie okiem i zaklasyfikowałam obiekt, jako sputnika błądzącego po przestrzeniach okołoziemskiego kosmosu. Nie pasowała mi jednak intensywność światła, jaką „wydzielał”.

Zaintrygowani podeszliśmy do okna, by się temu nieco lepiej przyjrzeć. Przy okazji złapałam aparat, bo a nuż widelec się coś sfotografuje? Leciało sobie to to spokojnie z prawa na lewo ruchem jednostajnym i świeciło jasno i żółto. Po chwili zaczęło sobie przygasać, by – gdy myślałam, że przedstawienie już skończone – rozjarzyć się i wystartować pionowo w górę i zniknąć zupełnie z granatowo czarnego nieba.

 

 

To jedyne dobre zdjęcie, jakie udało mi się zrobić. Nie wiem, co na nim jest, czym są owe obiekty. Czy to faktycznie UFO, czy samolot, czy też helikopter – nie wiem. Jednakże wygląda dość intrygująco.

2 komentarze

Filed under paranormal

Niepełnosprytność

Niby pięknie odnowili plac przed budynkiem starostwa: śliczna kostka brukowa, taka stylizowana na „kocie łby” w trzech kolorach, by wyznaczyć miejsca dla samochodów i dla pieszych. Pomyślałam sobie: „No, to teraz będzie porządek, nikt nie zastawi przecież tak widocznego chodnika” („chodnik” wyróżnia się ciemnoczerwoną barwą „kocich łbów”).
Jakież mylne było moje myślenie!
Nie trzeba był długo czekać, by kierowcy pokazali gdzie mają pieszych i jak wspaniale odróżniają kolor. Niepełnosprytni jednym słowem.
Znów trzeba się przeciskać pomiędzy Audicami, BMW, Fordami i innym blaszanym tałatajstwem, którego właściciele mają problemy z dostrzeganiem czegoś więcej niż tylko swoich czterech kółek.
Jeśli przeciskając się pomiędzy jedną a drugą karoserią zadrapię lakier, to… cóż, nie będę przepraszać. Mogę jeszcze tak zupełnie od serca „poprawić” lusterko.

2 komentarze

Filed under zaokienne życie

I znów…

I na nowo muszę szukać miejsca do zadokowania.
Znów przeglądać strony, grzebać, explorować, wdzięczyć się…
Porażka za porażką.
Konkursy przechodzą bez echa. Nie nadaję się. To, co robię, również.
Mam ogromną ochotę zaszyć się, zamknąć, zniknąć, uciec. Nawet tylko wgłąb siebie. Tylko… co mi to da?

4 komentarze

Filed under praca zawodowa

Niepełni

Miałam kiedyś propozycję pracy z osobami upośledzonymi. Spróbowałam parę razy wraz z przyjaciółmi dać kilka pokazów dla takichodbiorców. Stres nie poszedł na marne, bo odbiór był niesamowity. Ale… niebyłam sama, byłam w grupie „swoich”, a „oni” byli po tejdrugiej stronie sceny…

Stchórzyłam.

Przyznaję się bez bicia.

Nie umiem postępować z osobami tak odmiennymi. I nie chodzi o to, że czuję się od nich lepsza, czy gorsza. Nie umiem po prostu zrozumieć ich odmienności.

Jedni radzą, by traktować ich, jak tych „pełnych”,”normalnych” (co jest wyznacznikiem „normalności” i „pełności”? Ma ktoś przepis?), ale gdy tak postępuję, widzę, że nie trafiam tam, gdzie i do kogo powinnam.

Może źle wtedy zrobiłam, że uciekłam, że nie podjęłam proponowanej pracy? Może dziś nie szukałabym dalej?

A może dobrze, że taką decyzję podjęłam?

Dziś chyba odpowiednio „posmakowałam” losu, jaki bym sobie zgotowała. Miałam scysję. Doprowadziłam człowieka do łez. Mam wrzody na sumieniu. Znów. Cóż… nic nie poradzę na to, bowiem działam z odgórnego polecenia.

Doprowadziłam do łez chłopaka, zabraniając mu korzystać z komputera.

Okrutnam i zła.

Uzależnienie od pewnego polecanego przez kadrę pedagogiczną (o zgrozo!) portalu okazało się być tragiczne w skutkach, owocując groźbą zostania „spadochroniarzem”.

Cała przerwa płaczu, wrzasków, wyklinania wszystkiego na czym świat stoi, mimo tłumaczeń, co należy zrobić, by stan ten zmienić. To nie pierwszy taki pokaz „mocy”, jaki chłopak już zdążył dać nie tylko w mojej obecności. Owszem, szkoda go, bo nie powinien uczęszczać tu, tylko do placówki, która umożliwi mu prawidłowy rozwój i będzie mogła dostosować się do jego potrzeb i możliwości. Gdzie znajdzie to, co zrozumie i pojmie. A tak… ma same problemy, stresy, porażki. Co zrobić, kiedy rodzice nie chcą swemu dziecku ułatwić startu, nie dopuszczając do siebie myśli, iż ono nie jest takie, jakie istnieje w ich marzeniach?

Wracając do konkluzji… Nie dałabym rady wytrzymać z takimi osobami. Zwłaszcza, gdyby miało ich być statystycznie więcej. Starczy mi jeden. Na trzy szkoły.

6 komentarzy

Filed under praca zawodowa, złota polska młodzież

Nowa nibynóżka w SOdN-ie c.d.

Z racji tego, iż poprzedni opiekunowie Kuby bardzo są zainteresowani jego losem, stworzyłam nowy blog poświęcony wydarzeniom wolierkowym. Dostępny jest pod tym adresem: http://wolierkowo.blog.onet.pl/

Dodaj komentarz

Filed under papużki

Nowa nibynóżka w SOdN-ie

Wróciłam z podróży do rodziny. Trzy godziny spędzone niemalże nieruchomo z klatką na kolanach. W klatce podziwiała widoki z okien pędzącego auta nimfa. Oczywiście nie obyło się bez głośnego komentowania wszystkiego wokół, co powodowało chwilowe głuchnięcie kierowcy i pasażerów. Nimfy też.
Teraz Kubuś (bo tak się nazywa nowy niomf) przywitał się z Chico i Rokuro Kubi. Staruchy oczywiście obfiufiały nowego. Na razie tylko z daleka. Przyjdzie czas, kiedy Kubuś zastąpi Perłę i niedawno zmarłego GrayStorma.
Chyba pojawił się bardzo w porę, bo Rokuro Kubi nie mógł się odnaleźć w rzeczywistości bezgrayowej.
Cóż, zobaczymy, jak to będzie w przyszłości. Mam nadzieję, że będą stanowili tak dobrze zgrane trio, jak z Grayem.

Dodaj komentarz

Filed under papużki, podróże