Monthly Archives: Marzec 2006

Wiosna idzie…

Wczoraj spojrzałam krytycznym okiem na ten blog, słuchając słów krytyki jednego z czytających i doszłam do wniosku, że czas tu pozmieniać co nieco.
Wiosna idzie, więc dlaczego nie rozjaśnić nieco tej czerni depresyjno-zimowej?
Chwila zabawy w PSP i zrobiły się tła. Potem dłuższa zabawa i zrobił się blog.

Może tak być? Bo coś mi tu jeszcze nie gra, ale nie mogę dojść co…

Reklamy

2 Komentarze

Filed under ogólnie

Qltura słowa

Na wstępie proszę, byście wybaczyli mi słownictwo jakiego w owym poście użyję… muszę to zrobić ze względu na to, co chcę opisać, a cytaty są tu jak najbardziej wskazane.

Na portalu polecanym (nomen omen) przez pewne Ministerstwo jest forum. Forum dla wszystkich oczywiście z uwzględnieniem pewnej grupy zawodowej oraz powiązanych z nią grup wiekowych.
Na owym forum w jednej z kategorii w jednym z postów pojawiło się słowo „zajebisty”. Jako żem kształcona, wychowana dobrze i w ogóle „ę”, „ą”, a portal w końcu niby taki ważny i o kulturę języka dbać powinien, napisałam do administratora o tej wpadce językowej jednego z użytkowników.
Administrator, wbrew moim przypuszczeniom natarł na mnie nie zaś na owego użytkownika ów wulgaryzm popełniającego, cytując moją wypowiedź w zupełnie innym wątku, zarzucając mi propagowanie nieodpowiednich treści.
Cytowany wątek dotyczył książek z szeroko pojętej fantastyki, w którym to nieopatrznie zareklamowałam książkę pt. „Nuda Pierścieni”, która okropnie mi się spodobała. Zaznaczyłam również, iż książka owa, ze względu na treści erotyczne w niej zawarte, nadaje się dla starszych czytelników.
Zapytałam więc pana administratora, gdzie popełniłam błąd, gdzie wulgarność mej wypowiedzi. No tak! Jakże mogłam użyć staropolskiego przekleństwa „zaraza”? Gdzież moja qltura?!
Na co pan wyjaśnił, iż dla niego słowo „zajebisty” wulgarnym nie jest i takowe spokojnie może sobie bytować na forum.

No to ja teraz panu przytoczę pewnien fragment. Proszę przeczytać uważnie i ze zrozumieniem:

„BEZ WULGARYZMÓW W JĘZYKU PUBLICZNYM!

Do Rady zwrócił się przedstawiciel pewnej agencji reklamowej, chcąc się upewnić, czy użycie słowa zajebisty w haśle reklamowym (Chcesz mieć zajebisty interes, dzwoń pod numer?) może zostać usprawiedliwione znacznym rozpowszechnieniem tego wyrazu (zwłaszcza wśród młodzieży) i jego nowym, potocznym znaczeniem: ‚świetny, wspaniały’.

Sekretarz Rady ustosunkowała się jednoznacznie negatywnie do pomysłu użycia tego wulgaryzmu, szczególnie w tekście oficjalnym:

Zamieszczenie go w ogłoszeniu jest bardzo niestosowne – ci, którzy odczuwają jego wulgarny charakter (a należą oni, jednak ciągle, jak się wydaje, do większości), (…) mają prawo czuć się urażeni, że zmusza się ich do obcowania ze słowem rodem z rynsztoka.

Przeciwko używaniu tego przymiotnika przemawiają też względy praktyczne – uczynienie go jednym ze składników hasła reklamowego wyraźnie zawęża krąg potencjalnych klientów firmy, która się reklamuje. Słowo to, choć być może u niektórych (u tych, którzy nie zdają sobie sprawy z jego wulgarnego charakteru) wzbudza dobre skojarzenia, to u znakomitej większości wywołuje reakcję obronną – wyłączenie odbiornika, wyrzucenie ogłoszenia itp.

Na pewno firma, która się reklamuje przy użyciu tego wyrazu, będzie kojarzona jako agresywna – skoro zmusza ludzi do słuchania i czytania wulgaryzmów. W dodatku w proponowanym tekście reklamowym pojawiło się wyrażenie zajebisty interes, co nieuchronnie będzie budziło wulgarne skojarzenia seksualne.”

Powyższy artykuł pochodzi ze strony:  http://www.rjp.pl/?mod=oip&type=inne&id=269

Niestety, nie jest to słowo wpisane w kanwy języka literatury pięknej…

Dodaj komentarz

Filed under życie

Taaa… wiosna….

Wiosnę czuć…
– koty bezpańskie obsikały mury kamienic i koła samochodów.
Wiosnę widać…
– śnieg topnieje, a przepiękne kałuże skutecznie utrudniają przeprawę przez chodniki, ulice i ścieżki
– zielone ostrza przebiśniegów przebijają ziemię i śnieg
Wiosnę słychać…
– moje prywatne wróble jazgoczą jak wściekłe, australijskie gołębie usilnie je zagłuszają

*   *   *

Dziś czekałam z kumpelą na PKS. Nie przyjeżdżał. 10, 20 minut i nic. Cisza. Podjęłyśmy męską decyzję: idziemy na piechotę. Uszłyśmy spory kawałek starając się złapać „stopa”. Jedno spojrzenie na przystanek i wyrwał ni się jęk:
– No nie! Autobus! Przyjechał…
– Nie dobiegniemy – skonstatowała kumpela.
Ruszyłyśmy z żalem i ściśniętym sercem przed siebie, mając do pokonania ok. 5 km do najbliższego przystanku MZK. Namachałyśmy się jak głupie, już myślałyśmy, że ręce nam poodpadają, aż wreszcie sukces! Zatrzymała się miła pani i podwiozła nas ten kawałek.
Wysiadam z samochodu dziękując uniżenie i z wdzięcznością miłej pani za przysługę. Jedno spojrzenie na drogę i znów jęk:
– Autobus!
No to pokłusowałyśmy w kierunku przystanku.
Niedokłusowałyśmy.
Miły kierowca z PKSu zatrzymał się nam przed nosem.
Okazało się, że w wiosce, gdzie śnieg na poboczach hałdami zalega, a droga o połowę węższa niż zwykle, wesoły kierowca beczkowozu zostawił swój malutki pojazd na środku drogi i poszedł na kawę… kierowca znalazł wesołego pana i hamował się siłą, by mu tyłka nie skopać…
No tak, nie miał glanów… bo to najlepiej takiego z glana i z glana i z baśki. Może zmądrzeje?

Dodaj komentarz

Filed under papużki, praca zawodowa, życie

Home, sweet home

Tak, siedzę sobie w domu… klepię w te klawisze i oddaję się bezmyślnej egzystencji zwanej potocznie odpoczynkiem. Marazm i lenistwo…
Ptaki się drą, tasują się, pławią w baseniku i w ogóle robią to, co zwykle… nudno…
Stan zdrowia bez zmian… nerki bolą nadal mimo wypijanego litrami zielska i zżeranych garściami piguł…  ech…

Zastanawiam się ciągle, czemu pokazuję swoje umiejętności? Przeciez za to czeka mnie tylko kara. Jutro, kiedy 90% nauczycieli będzie sobie siedziała w domku, ja muszę pojechać do pracy, bo się, zaraza, znam na kompie i excel mi nie straszny…
Mam powyżej dziurek w nosie takiego traktowania. Dlaczego to, że wiem więcej ma być karane, a nie nagradzane? Czemu wciąż przez to spotykają mnie przykrości?
Pieprzony świat i popieprzone układy.
Niech się cmokną. Nie będę się chwalić więcej tym, co wiem. Niech se szukają w googlach… jak potrafią… dyplomowani, psia mać…

1 komentarz

Filed under papużki, praca zawodowa, życie