Monthly Archives: Kwiecień 2012

Dziś jest TEN dzień!

To chyba jeden z najszczęśliwszych dni w moim życiu.
Przywieziono mi dziś rano kupiony na początku kwietnia kołowrotek. Do tej pory nie mogę wyjść z podziwu, że wreszcie mam takie ustrojstwo! Co chwilę oglądam się i sprawdzam, czy to przypadkiem nie sen.
Pierwsze testy przeszedł śpiewająco – wreszcie mam kołowrotek, który działa!
No po prostu cieszę się, jak dziecko z lizaka!
O tak wygląda mój, kołowrotek:
 
Jeszcze na dodatek Kalarepa dołączona została do konkursu prowadzonego przez „Wheeler Dealer” (po polsku „Fani 4 kółek”) – dwóch wspólników, którzy zajmują się renowacją samochodów. Ich program ukazuje się na programie „Discovery Channel”. Jeśli ją wybiorą z całego stada innych aut i znajdzie się w gronie pięciu szczęśliwych, zostanie wyremontowana przez Mike’a i Eda.
Czyżby się zaczynało robić coraz lepiej?
Tfu tfu… żeby nie zapeszać 😉
Reklamy

6 Komentarzy

Filed under hobbystycznie

Domek nad Uroczyskiem

Dowiedziałam się, że Domek, na który ostrzyliśmy sobie zęby ponad rok temu, znów jest do kupienia. Nie wiem, co mam o tym myśleć. Finansowo, jak byliśmy pod kreską, tak nadal jesteśmy, ale zaczyna się wszystko jakoś tak prostować, więc może będzie szansa na ucieczkę na wieś?
Tylko pozostała do wyjaśnienia sprawa gruntu, znaczy działki, na której Domek stoi, bo co mapa z geodezji, to co innego pokazuje… może właśnie dlatego też tak szybko Domek znów jest wystawiony na sprzedaż?
Doprawdy, tak bardzo chciałabym się tam przeprowadzić, tylko na drodze stoją  – jak zwykle – finanse…
Kurczę… nie wiem…

Dodaj komentarz

Filed under życie

Kolejny przepis z żydowskiej kuchni

Tym razem „na tapetę” idzie kasza z makaronem.

Przyrządza się ją prosto i szybko, a jest świetnym dodatkiem do obiadu – mięs , sosów, warzyw, co tam kto sobie wymyśli. Bez niczego też jest dobra do zjedzenia.
Do jej przygotowania potrzebujemy:
– 200 g kaszy gryczanej;
– 225 g makaronu „kokardki”;
– 1 duża cebula;
– 1 jajko;
– 600 ml wody lub bulionu;
– 2 łyżki masła lub oleju roślinnego;
– 1/2 łyżeczki soli;
– pieprz.
Cebulę należy obrać i pokroić na drobne kawałki. Jajko trzeba dobrze roztrzepać, by stało się płynne.
Kaszę mieszamy z roztrzepanym jajkiem tak, by tworzyły jednolitą masę. Na ogniu rozgrzewamy rondel o grubym dnie, gdzie (bez tłuszczu!) podsmażamy kaszę do momentu aż stanie się sypka, często mieszając. Kiedy ziarna się lekko przyprażą, zalewamy kaszę bulionem lub wodą i zakrywamy rondel, by kasza nasiąknęła dobrze.
Osobiście preferuję gotowanie kaszy na bulionie – ma wtedy naprawdę pyszny smak.
Jeśli decydujemy się na ugotowanie kaszy w wodzie, należy dodać sól i pieprz.
Zostawiamy naszą kaszę pod przykryciem na 10 minut, zmniejszamy gaz i możemy się zająć przygotowaniem cebulki.
Na patelni rozgrzewamy masło lub olej (na maśle wszystko smakuje lepiej, naprawdę) i wrzucamy pokrojoną na drobno cebulkę. Smażymy do momentu, aż zmięknie i się zarumieni. Ostatnio pozwoliłam jej nieco zbrązowieć i… to było to! Dodała potrawie przyjemnego, słodkawego posmaku.
Kiedy nasza cebula ma już dość, ściągamy patelnię z ognia i przygotowujemy makaron. Kokardki wrzucamy do osolonej i wrzącej wody. Kiedy będą gotowe, odcedzamy je, przepłukujemy i pozwalamy nieco odcieknąć.
Sprawdzamy, jak się ma nasza kasza: rozdzielamy ją tak, by każde z ziaren było osobno, nieposklejane. Dorzucamy usmażoną cebulkę i ugotowany makaron i mieszamy wszystko dokładnie.
I gotowe!
Życzę smacznego 🙂
 

Dodaj komentarz

Filed under kuchennie

Strach ma żółtego czuba

Chico wystraszył mnie na śmierć niemal.

G. zauważył, że ta czubata cholera coś skubie. Zanim dobiegłam do wolierki zdążył zeżreć pół liścia peperomii. Sprzątałam parapet wczoraj i nie przyuważyłam, że się roślina za bardzo do krat zbliżyła, a ta czubata cholera to wykorzystała.
Przed oczami stanął mi dzień, kiedy ledwo został odratowany po zatruciu się, a raczej naćpaniu kwiatami hoi.
Szybkie odnalezienie węgla leczniczego, nimfę w łapę i nuże go karmić tym specyfikiem, dopychając wodą ze strzykawki. Potem, gdy już Chico znalazł się na powrót w wolierce, zaczęłam przeszukiwać strony internetowe w poszukiwaniu odpowiedzi na pytanie: czy peperomia jest trująca?
Z pomocą H., która ma pod opieką dwie zwariowane fialiste, dotarłam do uspokajających informacji, że owa roślina nie zagraża życiu i zdrowiu ptaków.
Kamień z serca…
A Chico jest obrażony do tego stopnia, że ani po słonecznik (który uwielbia), ani do szmatki (za które da się oskubać) nie chce podejść. Kiedyś mu przejdzie…

Dodaj komentarz

Filed under papużki

Pozimowa kapturniczka

Moja owadożerna roślinka przeżyła – zimując w lodówce. Potrzebowała chłodu i ciemności, to i dostała – z nawiązką.

Od razu po opuszczeniu lodówki, rozpoczęła starania o zdobycie pokarmu: wypuściła długi pęd, po czym szybko go otworzyła, zawinęła brzegi, rozwinęła kapturek i już drugiego dnia złowiła muszkę. G. jeszcze dorzucił na dokładkę mola, który niefortunnie się obudził i latał w naszej obecności.
Parę dni temu wypuściła drugi pęd. Za chwilę będzie się rozwijał i kapturniczka będzie łowiła owady dwa razy szybciej.

Dodaj komentarz

Filed under hobbystycznie