Monthly Archives: Lipiec 2013

Żniwa

Nasz skrawek ziemi oddaje nam z nawiązką to, cośmy mu dali od siebie. Nagle wszystko zaczyna dojrzewać i gotować się do zbiorów, a ja powoli za tym wszystkim nie nadążam. Ale nie narzekam, bo samo patrzenie, jak wszystko tak się zieleni, rośnie i dojrzewa jest miodem na mą duszę. Widzę, że nasza ciężka praca w pocie czoła nie poszła na marne.

I tak mamy już dojrzewające cukinie, rosnące dynie, groszek gotujący się do zbioru, takoż fasolkę szparagową. Ogórki rosną, pomidory też, szczaw buja, sałata się głowi, kalarepy już można zbierać. Trawa się zieleni, a chwasty rosną na potęgę.

Wczoraj, dzięki pomocy O. posprzątany został spory kawałek ugoru, a dokładnie części, którą Sąsiad nam odstąpił. O. pomógł nam też przykosić trawę i poprawić wygląd trawnika, za co jesteśmy mu dozgonnie wdzięczni. W sobotę nastąpiło komisyjne odgrodzenie naszych działek nową siatką, więc można było bezproblemowo wyczyścić nieużytek z niepotrzebnych rzeczy. Sterta śmieci udająca do tej pory kompostownik poszła nad rzekę użyźniać glebę w trzcinach. Szkoda było mi trochę takiego ładnego czarnoziemu, ale cóż, kiedy w tej stercie było wszystko od szkła i plastiku zaczynając, po rośliny niewiadomego pochodzenia i stanu zdrowotnego? Za płotem, w trzcinach lepiej posłuży. A my kompostownik zrobimy i  będziemy mieć użyźniacz z prawdziwego zdarzenia.

Mamy obecnie mały problem z podlewaniem… dogorywa nam pompa i nie ma już takiej siły, jak dawniej. Z początku myśleliśmy, że to membrana się zużyła, ale po bliższych oględzinach okazało się, że powodem tak słabego ciśnienia jest szczelina w obudowie. Akurat teraz, kiedy trzeba solidnie podlewać… Na razie, póki nie uda nam się znaleźć nowej, radzimy sobie nosząc wpierw wodę do beczki na deszczówkę, a z niej czerpie do konewki i idzie między grządki. Zajmuje to bardzo dużo czasu, ale przynajmniej nie wysychają nam rośliny. Gorzej rzecz ma się z trawnikiem, bo na niego najczęściej nie starcza już czasu. Sił niekiedy też. No cóż, trzeba się trochę pomęczyć. No, chyba że ktoś ma pożyczyć taką „ruską” pompę do wody…?

Ptasiaste mają się dobrze. Nie mogą wprost uwierzyć, że codziennie na półce coś się pojawia. Głównie koper, nać pietruszki i sałata, ale za chwilę będą buraczki i marchewka, więc się dieta „półeczkowa” trochę się urozmaici.

Na kapustnej grządce zamieszkała u nas Kuma. Mała ropucha wykopała sobie jamkę w cieniu kapuścianych liści. Nie gonię jej, bo przecież upoluje nam szkodniki: ślimaki, muchy, czy motyle. Jaszczurka, która mieszka w tunelu upodobała sobie dietę zwłaszcza z tych ostatnich, bo co chwilę natrafiam na nowe motyle skrzydełka. No cóż, są jedzący i zjadani…

A tak wyglądają nasze bezkrwawe łowy oraz nasza rosnąca bujnie zielenina:

Pszczoła na kolendrze

Pszczoła na kolendrze

A to muchówka. Kolendra przyciąga owady, jak magnes

A to muchówka. Kolendra przyciąga owady, jak magnes

Na trawniku zostało trochę kwitnącej koniczyny, by zwabiać trzmiele.

Na trawniku zostało trochę kwitnącej koniczyny, by zwabiać trzmiele.

Malutka cukinia

Malutka cukinia

A ty cukinia trochę większa i kolorowsza

A ty cukinia trochę większa i kolorowsza

Strąk grochu. Prawie tak długi, jak moja dłoń

Strąk grochu. Prawie tak długi, jak moja dłoń

I jest tych strąków więcej

I jest tych strąków więcej

Motyl na kąkolu

Motyl na kąkolu

Kolejny motyl

Kolejny motyl

Motyl weteran

Motyl weteran

Rosnące pomidory

Rosnące pomidory

Początki łowów warzywnych. To naprawdę dopiero początek...

Początki łowów warzywnych. To naprawdę dopiero początek…

Pierwszy ogórek.

Pierwszy ogórek.

Kuma. Kapuściana ropucha

Kuma. Kapuściana ropucha

Krwawnik i dziurawiec zebrane z zapuszczonej działki. Będzie co suszyć.

Krwawnik i dziurawiec zebrane z zapuszczonej działki. Będzie co suszyć.

Kwiaty nagietka również zerwane na owej działce.

Kwiaty nagietka również zerwane na owej działce.

Kocia sielanka na kociej działce

Kocia sielanka na kociej działce

2 komentarze

Filed under hobbystycznie, prace ręczne, zaokienne życie

Zupa z rzepy

Jako że rzodkiewki się skończyły, za to rzepa obrodziła równie dobrze, a na kulinarnym blogu odtwórczej koleżanki pojawił się intrygujący przepis, postanowiłam spróbować ugotować tę dziwną zupę.

Oryginalny przepis wygląda tak:

***

Zupa z rzodkiewek
 
3 pęczki rzodkiewek
5 szklanek bulionu warzywnego
szklanka jogurtu
duża cebula
sól pieprz
Rzodkiewki oddzielić od liści, liście porządnie umyć i zlać wywarem. Gotować około 15 minut w tym czasie zeszklić drobno posiekaną cebule, z podzielonymi na ćwiartki rzodkiewkami, wywar z listków przelać i przetrzeć przez sito, dodać podsmażone rzodkiewki, dodać soli i pieprzu do smaku, na sam koniec podawać z kleksem jogurtu. 
***
Ja, zamiast rzodkiewek, użyłam rzepy. Około 400 gram, ważonych łącznie z liśćmi. Bulion warzywny zrobiłam, niestety, z kostek (ach, ta czysta, żywa chemia!) i okazało się, że soli zdecydowanie więcej już owej zupie nie trzeba. Ba! Nawet by się ziemniaków w niej przydało ugotować kilka, by sól wyciągnęły. No ale… jak pojawią się działkowe warzywa, to nagotuję własnego bulionu, bez soli.
Oto, jak wygląda owo danie w naturze:
Nie widać w niej jogurtu, bo się wziął i utopił w misce ;)

Nie widać w niej jogurtu, bo się wziął i utopił w misce 😉

Jest naprawdę przepyszna!

Trzeciego dnia dodałam do niej makaron i wcale nie zepsuło to smaku potrawy. Zagęściło ją jednak i sprawiło, iż stała się bardziej sycąca.

Polecam każdemu, kto lubi nieszablonowe potrawy.

2 komentarze

Filed under kuchennie

Stagnacja

Niby wszystko rośnie, się rozwija i w ogóle żyje, a mnie jakoś tak wszystko się zapętliło, zamotało i stanęło w miejscu. Dni są takie same, jeśli nie licząc zmian w pogodzie, a i to wydaje się być ostatnio monotonne: jeden dzień słońce, drugi dzień deszcz, trzeci dzień słońce, czwarty… i tak w kółko. Ani się nie można porządnie za robotę w polu zabrać, ani w domu, bo w deszczową szarówkę odechciewa się wszystkiego…

Udało się zebrać wiśnie przed szpakami. Zebrało się tego ledwie małe wiaderko, ale i tak jestem zadowolona, bo spodziewałam się, iż w tym roku nic nie zbierzemy. Długa zima, potem ulewy tuż po zakwitnięciu drzew i jeszcze grzyb… teraz pozostaje wyszukać w Internecie jakiś łatwy przepis na coś z wiśni…

Działka otrzymała nowe ogrodzenie frontowe i drugą bramkę. Postawiona została w miejscu, w którym łatwo będzie dostrzec, czy ktoś wchodzi na teren, czy nie. No i w ogóle ogrodzenie wygląda o niebo lepiej i się nie łamie w rękach, jak poprzednie. I jest zielone, a nie czarno-rdzawe. I wyższe. Mam nadzieję, że przez to nie rozkażą nam go demontować.

Kuba, jak tydzień temu zniknął za oknem, tak do tej pory się nie pojawił. Niestety… Jest mi tak ogromnie wstyd, że się to zdarzyło, że dopuściłam do tego zdarzenia. Nie jestem sobie w stanie wybaczyć… Żywię nadzieję, że ktoś go przygarnął i staram się nie dopuszczać myśli, że został zadziobany przez rodzime ptaki…

Jeśli chodzi o prace ręczne, to na razie nic się nie zmieniło. Uprzędłam, ile mogłam i miałam naczesanej wełny, tkanie „kratki” z wolna się kończy, ale staje się coraz bardziej problematyczne. Cóż, końcówka zawsze stwarza problemy: słabo się rozdzielają nici osnowy i coraz ciężej przecisnąć miedzy nimi czółenko. Ale trzeba dokończyć, zdjąć i zacząć robić coś nowego…

A tu trochę zdjęć z naszego zakątka:

Połówka z nowym ogrodzeniem i furtką.

Połówka z nowym ogrodzeniem i furtką.

A tak prezentowało się stare.

A tak prezentowało się stare.

A to jedna z działkowych jaszczurek. Jedna z mniejszych.

A to jedna z działkowych jaszczurek. Jedna z mniejszych.

Coś podobnego do dziewanny... zapomniałam, jak to to się zwie... czas pogrzebać znów w zielnikach.

Coś podobnego do dziewanny… zapomniałam, jak to to się zwie… czas pogrzebać znów w zielnikach.

To chyba samosiejna rudbekia.

To chyba samosiejna rudbekia.

Czyżby niecierpek?

Czyżby niecierpek?

A to koper, który nie miał prawa wyrosnąć, bo przydatność do wysiania minęła jesienią 2010 roku. A rośnie, jak głupi.

A to koper, który nie miał prawa wyrosnąć, bo przydatność do wysiania minęła jesienią 2010 roku. A rośnie, jak głupi.

Sałaciszcze. Uwolnione od ślimaków pokazuje, co potrafi.

Sałaciszcze. Uwolnione od ślimaków pokazuje, co potrafi.

Czarne porzeczki. Jeszcze na krzewie.

Czarne porzeczki. Jeszcze na krzewie.

Kwiat ogórka.

Kwiat ogórka.

Kalarepiszcze. Jeszcze całe stado pozostałych roślin rośnie i pęka od nadmiaru wody.

Kalarepiszcze. Jeszcze całe stado pozostałych roślin rośnie i pęka od nadmiaru wody.

Zagon kalarepowy

Zagon kalarepowy

Dynia się rozrasta na grządce. Jedyna, która z nasion wykiełkowała.

Dynia się rozrasta na grządce. Jedyna, która z nasion wykiełkowała.

A cukinia już zaczęła kwitnąć.

A cukinia już zaczęła kwitnąć.

10 komentarzy

Filed under hobbystycznie, prace ręczne, zaokienne życie