Monthly Archives: Styczeń 2008

Kolejne próby…

Próbuję zaistnieć…
Próbuję zaistnieć tak, by spełniło się jedno z marzeń. Jedno z wielu marzeń.
Szukam w tej gonitwie za błękitnym motylem otuchy, nadziei… może właśnie tego błękitu, który przesłoniła mi czerń codziennych problemów.
Gonię wciąż nie za mrzonkami, nie za ułudą i marzeniami, lecz za codzienną prozą życia. Za codziennością, która mnie powoli zadusza. Wyciska ze mnie ów błękit, zastępując go smolistą, lepką czernią.
Czy uda mi się złapać błękitnego motyla…?

Dodaj komentarz

Filed under hobbystycznie, życie

Reklama nie kłamie

Pamiętacie reklamę z telewizji? Tą o rodzince, która wyjeżdża na wakacje, pan domu woła rodzinnego pupilka – pieska, po czym wszyscy, uśmiechnięci odjeżdżają. W tle słychać psi skowyt. I kamera pokazuje kontener na odpadki…
Nie pamiętacie? Nie widzieliście? Szkoda. Ja widziałam. Raz. I pamiętam do tej pory. Miałam nadzieję, że to tylko reklama mająca wywołać odpowiednie emocje u odbiorcy. Miałam nadzieję. Do wczoraj.
Wczoraj na śmietniku znaleziona została papużka falista. Żywa, jak najbardziej. I jak najbardziej przerażona. Na swoje szczęście darła dziób okrutnie, dzięki temu została usłyszana, wydobyta spod śmieci i zaniesiona do domu, gdzie otrzymała swoją klateczkę, porcję świeżej wody i prosa.
Malutka Ginger (takie miano otrzymała) panicznie boi się człowieka. Ciężko podejść do klatki, nie mówiąc już o grzebaniu w niej, by wymienić wodę, czy dosypać jedzenia. Nie wiem, co przechodziła w poprzednim „domu”, ale – sądząc po jej zachowaniu – wcale nie był to prawdziwy, ciepły dom, jaki powinna otrzymać.
Niestety, nie zrozumiem nigdy ludzi, którzy w ten sposób traktują zwierzęta…
Czy to, że papużka falista kosztuje tylko 20 złotych ( w porywach do 30 zł) znaczy, że można ją tak traktować? Wyrzucać na śmietnik żywą, czującą istotę tylko dlatego, że… że się znudziła, że nie chce się „zakumplować” tak szybko, jak tego się pragnie, że nie umie powtórzyć prostego słowa?
Nie umie? I co z tego?
Jest żywą istotą, która tak samo odczuwa przyjemność i ból, radość i smutek, i strach. Jak my, parszywy „władcy świata”, mający w „dużym” poważaniu wszystko i wszystkich. Oprócz siebie i swoich czterech liter.
Oby temu, kto w ten sposób potraktował malutką, bezbronną Ginger ktoś dał porządnego kopniaka w te cztery litery. Może rozum mu wróci na należne mu miejsce…

 

PS. Nie dopisałam istotnej informacji: papużka była zapakowana w karton po butach i wsadzona do kontenera na śmieci. Jeśli by się nie odzywała, zostałaby zmielona przy najbliższych odwiedzinach śmieciarki lub umarłaby z głodu i pragnienia.
To tak gwoli uszczegółowienia informacji.

4 komentarze

Filed under papużki

O qlturwa

Wirtualny świat jest rajem dla dzieci. Dzieci Neo. Dzieci, które na zawsze pozostaną dziećmi, choćby miały i 50 lat w metryczce. Głupie, chamskie, egotystyczne.
W wirtualnym świecie mogą być sobą, bowiem skrywają się pod wymyślnymi nickami jak np.: SuperLaska1236, Jasio13, 123456789, czy podobnymi w treści i przekazie.
Na takich nie ma „bata”.
Są jak pluskwy w czystej pościeli: wiesz, że są, ale zobaczysz je tylko, kiedy Cię ugryzą. Często zobaczysz tylko ślad ugryzienia i nic więcej. I obojętnie, czego się nie zrobi, takie dzieci będą.
Ech… jak to się mówi: głupich nie sieją… a szkoda, przynajmniej można by było wyrwać chwasta nim dobrze podrośnie.

Dodaj komentarz

Filed under życie

Zło i Dobro

Złe…
Zła jest praca. Już jej nie lubię. Już jej nie chcę. Tej. Chcę inną. Lepszą. Co nie znaczy, że lepiej płatną.
Złe są nerwy, które towarzyszą mi każdego dnia, przyprawiając mnie o brak pazurków. Tak, tak, jestem nałogowcem. Rozładowuję stres oszpecając się. I wcale mi nie jest z tym dobrze.
Zła jest śmierć. Zwłaszcza wtedy, kiedy zabierze bliską sercu istotkę. W tym wypadku piszę o śmierci jednej z papużek w SOdN-ie, Lary. Niestety nie byłam w stanie zrobić nic. Ani ja, ani weterynarz. Guz na śledzionie się rozrósł i pękł, co w konsekwencji przyprawiło małe żółte, puchate stworzonko o śmierć. Do tej pory (od poniedziałku) nie mogę się jakoś pozbierać.
Zły jest ból. To okrutne, ale towarzyszy mi każdego dnia, o każdej porze dnia i nocy. Bez wyjątków w szafie (kto zna ten kawał, ten wie o czym piszę).
Zły jest brak czasu na to, co się lubi robić. Na ten przykład na pisanie, rysunek, czy śpiew.
Złym jest popsucie się komputera. Dokładnie „śmierć” jednego z dysków zawierających wszystkie ważne pliki i dane. Nic, tylko palnąć w łeb… procesorowi.
Źle jest, gdy zawodzą kontrahenci. Wszystko wtedy kiśnie i wylatuje w kosmos. Nikt nie jest zadowolony.

Dobre są wieści z wydawnictwa, że jednak umiem pisać i może się da to kiedyś, w przyszłości wydać.
Dobrem jest to, iż komp jeszcze „dycha” i daje radę jako tako pracować.
Dobrze, że odezwała się do mnie przyjaciółka, na której odezwanie się już przestałam liczyć. Wracają dawne czasy?
Dorze, że niekiedy jest dobrze, prawda?

2 komentarze

Filed under papużki, praca zawodowa, życie