Monthly Archives: Marzec 2008

Znaleźna ciekawostka

Dziwne rzeczy można znaleźć w produktach głównie przeznaczonych do spożycia.
Słyszało się o gnieździe myszy w świeżo upieczonym chlebie, o karaluchach w bułkach, widziało (na szczęście na zdjęciu) konserwę rybną z jakiegoś przedpotopowego gada o wielkiej, zębistej paszczęce…
Kiedyś sama w paczce pistacji natknęłam się na dziwny przedmiot. Po bliższych i dokładniejszych oględzinach okazało się, iż jest to… kiep. Pięknie wyprażony i zasolony niedoapałek papierosa. Od tamtej pory mój portfel jest nieco zasobniejszy, bo pistacje są drogie…
Przed chwilą zrobiłam sobie wspaniałą, aromatyczną, zieloną, japońską herbatę z dodatkiem czerwonego żeń-szenia. Wsypując do zaparzarki listki w oczy rzucił mi się jeden, nie pasujący do ogółu detal. Mianowicie pośród herbaty i żeń-szenia spokojniutko, cichutko leżało sobie ptasie piórko.
No, zrozumiem jeszcze wąglika w kopercie, ale ptasia grypa w herbacie?

Reklamy

2 Komentarze

Filed under życie

Wielka czternastka

Dziś jest wielki, choć zwykły dzień.
Wielki dla mnie, bo mały nimfioł, raczej dni i dat nie liczy.

 

Chico już 14 lat jest ze mną. Może nie jest to okrągła rocznica, ale dla mnie ma ona wielkie znaczenie.
Czternaście nie zawsze różowych i cudnych lat, pięć tysięcy sto dziesięć dni. Jakiż to długi czas. Kiedy tato mi go przyniósł, nie podejrzewałam, że będzie ze mną tak długi czas. Zwykle ptaki bardzo szybko odchodziły. Po powrocie z każdych wakacji, każdego wyjazdu bałam się, że znów zobaczę pustą klatkę, ale nie. Chico wciąż był, wciąż jest.
Kiedy wracam do domu i otwieram kluczem drzwi, zawsze się odzywa. Dobrze słyszę jego przeciągłe „łiijap!” zza drzwi.
A niecałe siedem lat temu wydawało się, że Chico umrze, że nie zobaczy swojego (i mojego) nowego domu.
Przyjechałam do rodziców, gdzie jeszcze zostawiłam ptaki pod opieką, żeby przygotować mieszkanie, by mogły się wprowadzić. Zobaczyłam Chico w opłakanym stanie: przewracał się, nie potrafił usiedzieć nawet na dnie klatki, kręcił głową, jakby oślepł. Przerażona pobiegłam od razu do pobliskiego weterynarza – szczęściem nie był to byle jaki konował. Zbadał wnikliwie mojego nimfioła i zaaplikował leki. Poinstruował mnie też, jak je podawać.
Chcąc niechcąc, trzeba było Chico zabrać ze sobą. Pociągiem.
Wpakowaliśmy się w przedział towarowy pociągu osobowego. Klatka z ptakiem stanęła na podłodze w moim pobliżu. Nie byliśmy sami. W przedziale była też matka z dziećmi, u których Chico wywołał żywe zainteresowanie. Zwłaszcza wtedy, jak „udawał” konduktora i na każdej stacji musiał „odfiufiać” odjazd. Śmiechu było co niemiara. A stacji do „odfiufiania” jest po drodze sporo.
Chico dojechał sczęśliwie do nowego miejsca zamieszkania, wyzdrowiał i wciąż ma się dobrze.
Mieszka w wolierce razem z innymi ptakami i zaczyna uczyć się latać.
Czemu zaczyna? Czyżbym nie wypuszczała go wcześniej z klatki?
Oj, on zawsze miał otwartą klatkę, kiedy tylko byłam w pokoju i mogłam go przypilnować. Lubi latać, ale któregoś feralnego dnia skaleczył sobie „nadgarstek” w skrzydle i nie może go do końca rozprostować, przez co jego lot stał się krótki i rozpaczliwy. Od czasu, jak ma trochę miejsca w wolierce uczy się używać skrzydła na nowo. Kiedy ptaki miały cały pokój dla siebie – nie latał. Może się bał uderzenia o ścianę, braku możliwości pewnego wylądowania?
Mimo tego, że jest z innymi nimfami, wciąż sie garnie do mnie i wrzaskiem domaga się uwagi i zainteresowania jego pierzastą osobą. Ma pokaźny zasób dźwięków: od „trzeszczenia”, przez „skamlenie” i zwykłe nimfie „fiufianie”, po wrzask. Niekiedy wydaje gwizdy podobne w brzmieniu do jego imienia. Wychodzi mu to mnie więcej, jak: „łikoł”.

Wszystkiego zdrowego Chico! Na kolejne czternaście lat!

4 Komentarze

Filed under papużki

Chcenie-marzenie-banał

Chciałabym robić to, co lubię.
Banalne, prawda?
Nie patrzę na finanse. Od pieniędzy wolę satysfakcję. Jeśli jednak satysfakcji nie ma, patrzę za pieniędzmi.
Banalne, prawda?
Chciałabym nie martwić się o to, co będzie jutro. O to, czy wystarczy pieniędzy na normalne życie, czy znów będę musiała sobie czegoś odmówić, czegoś, co powiększy listę rzeczy, które „muszą jeszcze poczekać”.
Banalne, prawda?
Chciałabym zawsze i wszędzie otaczać się ludźmi, do których czuję sympatię. Ludźmi, na których bym mogła polegać.
Banalne, prawda?
Takie banalne, a jednak wciąż w sferze życzeń, marzeń, odległej przyszłości, która zdarzy się niewiadomo kiedy. Może nawet i nigdy. A może za chwilę…

2 Komentarze

Filed under życie

Pierwsza i nie pierwsza porażka…

Nic tak mi nie potrzeba teraz, jak wzlotów.
Niestety – wciąż zewsząd sypią się porażki. I kolejne smutki.
SOdN opuściły ostatnio dwie fruwajki. Co prawda na ich miejsce już przyniesiono nowe, ale… żadna nowa nie zastąpi kochanego, zielono-żółtego Bursztyna, którego zeżarł tłuszczak ani To-no doshi, której „podbite” oczka, nigdy już nie spojrzą na mnie z pogardliwym „czego?”…
Porażką jest brak widoków na zawodową przyszłość – brak pracy, brak finansów…
Porażką jest brak tytułu na liście wybranych opowiadań.

Czy w ogóle jest sens robić cokolwiek, kiedy wciąż i wciąż nic nie wychodzi na dobre?
Czy może dać sobie z tym wszystkim spokój? Odejść z tego świata i już nie wracać?
Podejrzewam – na pewno słusznie – że każda próba samobójcza skończyłaby się porażką.

Porażka jest chyba wpisana w moje istnienie…

11 Komentarzy

Filed under hobbystycznie, papużki, życie

Niewidzialni

Któż nie słyszał bajki o czapce-niewidce?
U Harrego Pottera zmieniła się ona w pelerynę, a u nas – w Urząd Miejski.
Rzekniecie, iż to niemożliwe, że jak to tak? Że Urząd, to taka „niewidka”? Ano, to możliwe. Jak? Ano prosto…
Od niemal siedmiu lat mieszkamy pod jednym adresem, wciąż w tuym samym miejscu, a jednak… nie mieszkamy. Nic to, że w dowodach jak byk adres stoi, że wszelkie sprawy załatwiamy legitymując się właśnie takim a nie innym miejscem melduku. Cóż z tego, kiedy w Urzędzie Miejskim nadal mieszkają tu poprzedni lokatorzy i właściciele. Dlatego też wciąż dochodzi do nas ich korespondencja z banków, z Urzędów, czy innych instytucji. Ich duch nadal tu mieszka, jak – nieprzymierzając – poltergeist.
Nie ma nas w ewidencji miejskiej, zatem nie istniejemy, chociaż… chociaż przez tyle lat płacimy karnie podatki, wnosimy opłaty… Wszystko spod tego adresu.
Ot, niewidzialni.
Przy próbie płacenia kartą, portal odrzucił ją, a bankomat uznał za uszkodzoną. Przy kolejnej próbie wykorzystania jej w innym bankomacie, została ona weń wciągnięta i zablokowana.
Ot, niewidzialni.
Po tak ekscytującym dniu powróciliśmy do domu, a tu niespodzianka:
1) Ptaki zamiast się rozedzrzeć, jak zwykle, siedzą cicho, jak trusie;
2) W klatce zamiast dwu ptaków, siedzi jeden.
Przeszukanie pokoju cal po calu, nawoływanie i kuszenie nie dało nic. Papużek okazał się być niewidzialnym. Ale po połączeniu punktu 1 z punktem 2, wyszło na to, że uciekinier „uwidzialnił” się na dachu wolierki.
Przynajmniej on jest znów widzialny.

2 Komentarze

Filed under papużki, paranormal, życie