Monthly Archives: Sierpień 2004

Proza życia…

Wczoraj w pracy, dziś w pracy, jutro w pracy… nie dadzą się człowiekowi z końca wakacji nacieszyć 😛

Zrobiłam przemeblowanie… poprzednie ustawienie biurka i komputera nie było trafione. Nie miałam możliwości monitorowania czytelni i czasopism, no i poznikały 😦 albo zostały z nich „szmatki” :[

Mam nadzieję, że nie oberwę za to po uszach – zwłaszcza od dyrektora 😛

Zobaczymy jak ten układ się sprawdzi w praktyce… mam nadzieję, że lepiej.

Wczoraj wieczorem zabłądziłam w sieci i trafiłam na chat do pokoju Fantastyka i Fantasy… Było super 🙂

Zaczęliśmy grać w RPG przez net 🙂

Uwielbiam RPG! Tylko nie mam tu z kim grać 😦 brakuje MG 😦 albo może nie tyle brakuje, co ja ich nie znam 😦

Ale przez net też się super gra 🙂

Umówiliśmy się na dalszą część dzisiaj – wieczorem 🙂

Na pewno znów będzie świetnie :)… tylko jak ukryć rano w pracy teo podkrążone oczy? 😛

Mimo to, już nie mogę się doczekać 😀

Na początku wakacjo wystawiłam na okno skrzynkę i zasiałam proso… mszyce zrobiły co swoje i dużych plonów nie będzie… 😦 a tak ładnie rosło :((

Największe urosło proso senegoalskie – ale tylko jeden kłos 😛 reszta… no cóż, chyba zaspała 😛

Myślę, że mimo tych niesprzyjających okoliczności,  pti będą miały w zimie frajdę z ogryzania kłosów 🙂 może przesadziłam – nie w zimie… już na jesieni, przez jeden dzień 😛 😀

Na zdjęciu właśnie widać ten najwyższy kłos 😛

Reklamy

2 Komentarze

Filed under życie

I znów w pracy…

Właśnie siedzę w pracy i poprawiam protokoły…

Kurczę, szkoda, że nie miałam wzorów od samego początku, to bym teraz nie musiała tu siedzieć, tylko w domu bym klepała dalej stronę NKGK…

Zastanawiam się i niepokoję, co z pti?… zostały same, niepozamykane w klatkach… mam nadzieję, że nie narobią za dużo szkód, a i sobie krzywdy…

Czemu tu jest taki parszywy dojazd, a raczej wyjazd 😦 najbliższy PKS odjeżdża o 13:45… parszywstwo…

Jeszcze nic nie jadłam i kiszki grają mi marsza… żałobnego… 😦

Uczniowie zdają egzaminy… ciekawe ile z nich przejdzie do następnej klasy?… Szkoła jest aż naładowana ich strachem… współczuję… ale lenistwo nie popłaca 😦

Wszelkie pogłoski, że mam iść na bruk i po zasiłek okazały się tylko plotkami… Uffff… kamień spadł mi z serca (BUM!!!)

Bardzo nie chciałabym opuszczać tego miejsca. Strasznie się zżyłam z pracownikami, nauczycielami, a nawet z uczniami chociaż po trzech latach już ich nie zobaczę…

W domu muszę wymyślić jakiś dobry temat na gazetkę… takie podsumowanie wakacji i powitanie w nowym roku szkolnym… na razie nic mi nie chce przyjść do głowy…

Zrobię chyba przemeblowanie w miejscu pracy. Nie podoba mi się układ, choć sama go wymyśliłam. Po prostu nie sprawdził się w tamtym roku.

Głoooooodna jesteeeeeeeeeem!

Wracam do protokołów (bleh)

Dodaj komentarz

Filed under życie

Leniwe południe….

Wczorajszy dzień poświęciłam na zajęcie się stroną Kompanii.

Przeniosłam ją na inny serwer, bo poprzedni się udusił (tylko 12MB), zrobiłam formularze zamówień, ale na razie nie dałam linku, bo ciężko by było zamówieniom podołać.

Dzięki temu wiem, że muszę się nauczyć porządnie JavaScriptu… heh… prawdziwe jest stwierdzenie, że człowiek uczy się przez całe życie…

Dzisiaj coś dalej muszę robić, ale nie mam pomysłów… jak zerknę na stronę, to od razu będę wiedzieć, co jeszcze wymaga poprawy i zrobienia, ale na razie nie mam pomysłów…

Kurczę jakaś zblazowana, znudzona jestem dzisiaj… nic mi się nie chce… nie mogę się za nic zabrać… bleeee… nie lubię takiego stanu 😦

Czyli dziś będzie krótko i nieciekawie…

Wracam do pracy…

2 Komentarze

Filed under życie

Tuż przed świtem….

Niech Was nie myli godzina  pod tym wpisem… naprawdę obudziłam się 4 godziny wcześniej…

Dzięki temu mogłam usłyszeć, jak budzą się moje ptaki.

Niebo leko szarością podchodziło, kiedy rozległo się pierwsze „gzek!”.

Potem minutą ciszy uczczono zbilżający się świt.

Jeden z pti zaczął cichutko gaworzyć pod nosem… z początku nieśmiało, delikatnie…

Potem dołączył się drugi… nieco głośniej… pierwszy nie był mu dłużny…

Później  kolejny i kolej aż 7 gardziołek radośnie witało świt i pierwsze promienie wschodzącego słońca.

Po chwili dołączyły się kolejne – z drugiego pokoju, przebywajce na kwarantannie i leczeniu. Także świt został przywitany z honorami godnymi króla przez10 samczych dziobków. Samiczki z lubością przysłuchiwały się trelom, ale w dyskusji i śpiewie głosu zabrać nie chciały…

Oglądajcie wschody słońca – są zdrowsze i piękniejsze niż zachody 🙂

1 komentarz

Filed under życie

…. nic… po prostu nic…

Dziś byłam pierwszy dzień w pracy – po wakacjach… niewiele się zmieniło – te same twarze + dwie nowe, kilku starych zabrakło… c’est la vie…

Siedzę i nie mogę zabrać się za nic… trochę poprawiam stronę Kompanii, trochę surfuję po necie, czytam posty na forach…

Pti cichutko ćwierkają… zmierzch zapada i szykują się do snu…

Dostały dziś trochę zieleninki z czego były niezmiernie ucieszone. Shizu i Rei – najmłodsze ze stadka nie wiedziały co to takiego, ależ miałam ubaw!

Shizu najpierw obserwował Larę w klatce obok, co ona robi. Potem skubnął listek, a że ten wisiał na klamerce, to się poruszył. Shizu się wystarszył i zwiał w drugi koniec klatki. Przyglądał się temu jego brat – Rei – oczywiście, jak na „odważną” papużkę przystało – z baaardzo daleka 😛

Kiedy Shizu oswoił się z dziwnym jadalnym przdmiotem i zaczął go skubać, Rei odgonił go i sam zajął się listkiem.

Eeeech… ptasiaste 😛

Odrzucili po raz drugi naszą ofertę pokazu… zaczynam winić siebie, że to przez moje nikłe umiejętności reklamowo-marketingowe tak się dzieje… może zapiszę się na jakiś kurs?… i tak nie będę miała na niego czasu 😦

Miałam takie wielkie plany na te wakacje, a nic nie udało mi się zrobić… no może nie całkiem nic…

Zrobiłam kurtę rycerską dla męża – pierwszy raz sama kroiłam i szyłam materiał – wyszło dość dobrze, tylko jeszcze wiązania muszę zmienić, bo są „mroczne”.

Sobie zrobiłam houppeland – w noc przed turniejem, ależ miałam tempo 😛

Jest jeszcze do poprawy podszewka, no i muszę usztywnić kołnierz, żeby miał ładny wygląd, bo na razie jest klapnięty.

Zrobiłam trochę update’ów na stronie Kompanii – galeria pęka od zdjęć, a serwer ledwie to wszystko mieści… muszę przerzucić galerię na inne konto, bo za chwilę nie będę mogła nic zrobić 😦

Muszę zrobić coś, żeby wypromować naszą Kompanię na terenie miasta i okolicy… tylko co by tu zrobić?… na razie jakoś nie mam pomysłów ani na folder, ani na kampanię reklamową Kompanii… heh…

Nie chce mi się jeszcze wracać do pracy… jeszcze chcę, żeby było lato… przecież w tym roku w ogóle nie byłam nad jeziorem, ani razu nie oplałam się na słońcu. Wciąż tylko w domu, przy kompie pracując nad stroną, opracowując plany na treningi, na pokazy, na turnieje…

Po prostu tragedia…

Jakby w ogóle nie było lata 😦

A może właśnie go nie było?…

hmmm…

1 komentarz

Filed under życie

Bezsenność

No cóż… kiedy czas wrócić do pracy chwyta mnie bezsenność… wszystko sprzysięga się przeciw mnie… nawet poprzedniego bloga straciłam, którego pisałam całą noc, bo trzeba używać takiego syfu jak IE 😦

W nocy nie dane mi było zasnąć i oddać się w ręce marzeniom… wciąż przeganiane przez wspomnienia nie przyszły, lecz ukryły się głęboko w zakamarkach świadomości 😦 brat Śmierci – Sen – nie zechciał mnie tej nocy odwiedzić…

Mąż poszedł do pracy… znów zostałam sama z moimi ptasiastymi… z obawami… z lękami… z marzeniami o lepszym jutrze, które nie chce nastąpić…

Gwiazda, która mi przyświecała, skryła się gdzieś za horyzontem dachów… odeszła, by powrócić, jak wracają wspomnienia… Dlaczego to wszystko jest tak urządzone, że wszystko, co złe zostaje wryte w pamięć a chwile szczęścia są tak ulotne? Czyż nie powinno być na odwrót?

Boję się coraz mocniej, ze w pewnym momencie pęknę, bo nie wytrzymam nawału obowiązków jakie sobie narzuciłam – praca, dom, Kompania…

marzenia…

Eeeeeech…

marzenia…

Marzy mi się gródek średniowieczny… z zameczkiem murowanym… z domami drewnianymi… z końmi w stajni… z kurami na brukowanych ulicach… z nami i naszymi przyjaciółmi pomiedzy tym wszystkim…

marzenia…

Za niedługo będzie świt… drugi, jaki było mi dane zobaczyć w ciągu 12 h – pierwszy widziałam nad Fuji-san… drugi zobaczę nad dachami domów mojego osiedla… już szarzeje niebo na wschodzie… jeszcze chwila a wróble rozpoczną poranne świergotanie, do którego dołączy się moje zwariowane stado ptasiatych…

Chyba zrobię herbatę i wrócę do przerwanej pracy nad stroną Kompanii… tyle jeszcze stron czeka na zrobienie, uaktualnienie…

2 Komentarze

Filed under życie