Monthly Archives: Listopad 2014

11 dzień bazgrania

Nabazgrałam już ponad 15 tysięcy słów. Powinno być ponad 18 tysięcy, żeby zmieścić się w normie. „Oczu zieleń…” zaczyna dostawać już rumieńców. Dzieje się dużo i często, aczkolwiek przy redagowaniu pewnie wiele „fajnych” fragmentów odleci w niebyt, choć staram się tego nigdy nie robić.

Zaliczyłam w tekście dziś dwa wyzwania. Jedno jeszcze z soboty (pt. „Zagrycha u Rycha”), a drugie świeże, dzisiejsze (11 sów na 11 listopada). Oto jak się przedstawiają:

Nagle tuż obok zaskrzypiały przejmująco drzwi i z pobliskiego grobowca wychynął mocno nadpsuty trup. Kirsha aż pisnęła ze strachu i instynktownie się cofnęła.

– Och, nie ma się czego bać, to Barnaba – wyjaśnił pospiesznie Karlot. – Witaj Barnabo! – pomachał znajomemu ogarkiem. – Gdzież to się wybierasz? Czyżby do Ryszarda?

– A powitać, powitać, drogi baronie – odparł lekko sepleniąc Barnaba, gdyż w poprawnej wymowie przeszkadzał solidny płat zgniłego mięsa, zwieszający się z górnej szczęki.

Kirsha domysliła się, iż kiedyś musiała być jego górna warga. Mimo skąpego światła, dało się dostrzec resztki wąsów. Dość sumiastych wąsów. I kawałek nosa.

– I nie, nie do Ryszarda się wybieram – kontynuował Barnaba, – jeno do Rycha, jak sam siebie zwać kazał.

– Nigdy nie przyzwyczaję się do takich poufałości – westchnął baron. – Mimo wszystko możemy pójść tam razem. A przy okazji, chciałbym ci przedstawić panienkę Kirshę.

– Och! Jakaś nowa lokatorka? – zdziwił się Barnaba. – Byłem pewny, iż w Moin nie chowają już ludzi, odkąd okolicę wytłukła plaga pluskiew.

– Nie, panienka Kirsha nie jest nieumarłą, jest jak najbardziej żywą – wyjaśnił baron uprzejmie.

– Żywą? – Barnaba nie mógł ukryć zdziwienia. – Jak to żywą?

– Najzwyklej w świecie – odparł baron. – Ktoś myślał, że jest martwa i podrzucił mi ją do grobowca – wyjaśnił krótko.

– I ją zabierasz do Rycha?

– Zabieram.

– A czy wiesz, że to może się dla niej źle skończyć?

– Przy mnie nic się jej nie stanie – rzekł Karlot z nieukrywaną pewnością w głosie.

Kirsha bardzo chciała mu uwierzyć na słowo. Zwłaszcza, że wszystek jej dobytek pognał wraz z przerażonym, uciekającym w panice karoszem i nie miała nawet szpilki do włosów, by się móc w razie czego obronić.

– Ale zdajesz sobie sprawę, co kryje się pod nazwą „zagrycha u Rycha”? – drążył temat Barnaba.

– Tak wiem. Móżdżek. Świeży móżdżek.

***

Sam zajął kawałek marmuru tuż obok. Nachylił się ku dziewczynie i przedstawiał każdego nieumarłego po kolei:

– Po twojej lewej siedzi Elisa, prosta dziewoja, jednak jej placuszki z kostnych robaków i sproszkowanego próchna stawiają ją na równi z królowymi. Tam dalej, popijając napój z kubka siedzi Lireen, czarownica, która niefortunnie pomyliła składniki eliksiru odmładzającego.

– A ten tam? – wskazała na szkielet, którego obsiadły sowy.

– To Hilary Tuzinsów – wyjaśnił uprzejmie baron.

– Dlatego, że ma dwanaście sów?

– Nie, jest ich obecnie jedenaście.

– Ale tuzin, to dwanaście. To gdzie jest dwunasta?

– Nikt tego nie wie.

– To czemu nazywacie go Tuzinsowem, skoro ma ich tylko jedenaście? – drążyła temat.

– Tak się kazał nazywać – wyjaśnił cierpliwie.

– I nikt go nie pytał, dlaczego ma ich o jedną mniej?

– Pytał.

– No i…?

– Sowy były najedzone…

Dodaj komentarz

Filed under pisarstwo

NaNoWriMo 2014

No i przyszedł listopad, a wraz z nim maraton pisarski.

National Novel Writing Month

Tak, w tym roku też mam przyjemność brać w nim udział i mam nadzieję wreszcie go wygrać. Napisać co najmniej 50 tysięcy słów do ostatniego dnia tego miesiąca. W końcu – do trzech razy sztuka.

Trzy dni zaowocowały 6.114 słowami.

Mało. Wczoraj naskrobałam tylko 732 słowa na 1667 minimalnej dziennej ilości. Mam tyły. Niestety, grafik był dość napięty i nie było kiedy usiąść na spokojnie przy komputerze, żeby postukać w klawisze. Cóż, będzie trzeba to nadrobić w najbliższym czasie i starać się, by zaległości się nie powiększały.

A o czym piszę?

Po raz trzeci „kończę” ten sam temat: historię inspirowaną nieistniejącą już grą MMORPG, „Destination of Heroes”. Jest to historia mojej postaci, która żyła w tym wymyślonym, wirtualnym świecie. Oczywiście inspiracja dotyczy tylko li wyłącznie pewnych wydarzeń, które będą „kamieniami milowymi” w opowieści. Większość przygód głównej bohaterki tworzy się teraz. Podczas NaNo. Nawet świat, w jakim przyszło jej żyć będzie inny, od tego z gry. A i „kamienie milowe” zostaną opisane jeszcze raz, na nowo. I postacie, choć inspirowane i podobne do tych ze świata wirtualnego, to jednak będą stworzone wedle mego ich postrzegania. Imion też nie będą posiadać tych samych. Ot, taki fanfik, wynikający z tęsknoty za tamtym „życiem”.

Oczu zieleń, oczu stal… taki ma tytuł.

Oczu zieleń, oczu stal

Okładka robocza do opowieści. Stworzona na szybko, dopiero w tym roku, na obecne NaNo. Wcześniej nie było żadnej 😉

Podobała się jej ta sława, ten splendor, kiedy uświetniała wszystkie najważniejsze wydarzenia w życiu arystokracji. Nie mogła niekiedy uwierzyć, iż tak mocno zmieniło się jej życie przez ostatni rok. Jeszcze przecież tak niedawno musiała kraść, by przeżyć, a teraz opływała w dostatki. Jeszcze rok temu nikt jej nie znał, a teraz jest rozpoznawana wszędzie, gdzie tylko się pojawi. Ludzie nazywają ją Kirshą Perłogłosą, Elfy znały ją pod przydomkiem Strunowładna, Krasnoludy wołały za nią „Te! Weź coś zaśpiewaj, bo nudno, aż się rzygać chce”.

Dodaj komentarz

Filed under pisarstwo