Monthly Archives: Styczeń 2005

Kiedyż nadejdą te upragnione ferie…?

Papużki mają się dobrze… nawet bardzo dobrze 🙂

Pućka zaczyna dziobać coraz mocniej, nabiera ciałka, jedno oczko jest już całkiem zdrowe, a drugie – niestety – się ślimaczy 😦 ropa wciąż nachodzi, bo strupy się goją, swędzą, Pućka się ociera o żerdkę czy pręty klatki i sobie piórka do oczka wsadza… no i ropieje… przemywanie rumiankiem jest skuteczne, ale wymaga cierpliwości – tak ode mnie, jak i od Pućki, która nie wyraża chęci współpracy…

Z Tuptusią jest już bardzo dobrze 🙂 je, pije, ćwierka, gzegza i – co najważniejsze – tupta po żerdkach jak najęta 😀

Jeszcze trochę jej się trzeba będzie przyjrzeć, bo żeby być w wolierce musi być w pełni sił.

Bursztyn wczoraj dołączył do stadka. Bardzo dobrze sobie radzi w nowej sytuacji – nie pozwala się nimfom przeganiać z byle powodu, wie, gdzie może się napić i zjeść, ale jeszcze nie ma miejsca w hierarchii stada, ale na pewno sobie je wyrobi 🙂

Lara i Nightwish siedzą razem. Lara – wiadomo czemu, a Nightwish – na wszelki wypadek, żeby nie było powtórki z podziobaną pti.

To-no doshi siedzi i pilnuje pięciu jajek. Dałam jej dziś trochę trocin, żeby było jej wygodnie. Strasznie się bała wrócić do budki, ale Duszyn ją do budki zagonił swoim namolnym zachowaniem 😛

Mam jednak nadzieję, że z tych jajek niec się nie wylęgnie, chociaż dla dwóch maleństw już dom znalazłam – w razie czego…

Totoro też się szykuje do jajek… no też nie mają co robić tylko „jajczyć ” 😛

Jutro czeka mnie dłuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuugi dzień… Rada Pedagogiczna, klasyfikacyjna… aż mi sie niedobrze na samą myśl robi 😦

Jest to chyba najgorsza część pracy nauczyciela… całą resztę z powodzeniem można ścierpieć, wytrzymać i przeboleć 😛

A tak całkiem na marginesie… od kilku dni pogrywam w Gothic – Noc Kruka… nowe możliwości, rozszerzony świat, trudniejsze zadania, mocniejsze stwory i ta sama wspaniała muzyka 🙂

Jak ja lubię ten gothicowy świat z zębaczami, polnymi bestiami, smokami, magami i starymi kumplami z kolonii karnej 😀

Wracam tam jak do domu 🙂

Chciałabym jak najszybciej skończyć grę, żeby zobaczyć, co też będzie na końcu, jak wyjaśni się sprawa znikających z Khorinis ludzi, co jest po drugiej stronie portalu, dlaczego wyspą wstrząsają trzęsienia ziemi?

Ale wszystko musi poczekać do ferii… przy tym na feriach też będę miała co robić 😦 więc gra nie pójdzie tak szybko do przodu, jakbym chciała… eeeech… gdyby tak wygrać kilka milionów, życie stałoby się prostsze…

Reklamy

Dodaj komentarz

Filed under papużki, praca zawodowa, rozrywka, życie

Świergot o poranku…

Śnieg za oknem… już nie sypie… po prostu leży i się rozpuszcza… ot tak, jakby nie mógł sobie poleżeć dłużej… w dzisiejszych czasach wszyscy się gdzieś spieszą…

Tuptusia dostaje lekarstwa i powoli wraca do zdrowia… biedactwo załapało gronkowca 😦 ale je i pije, więc jestem dobrej myśli 🙂

Przestała mieć straszną biegunkę, zaczęła znów dreptać po żerdkach, ze smakiem zajada się prosem senegalskim (chyba nigdy w życiu jeszcze go nie jadła) i w ogóle wydaje się być bardziej radosna.

W poniedziałek myśleliśmy, że stracimy jedną z pti. Lara podziobała Pućkę tak, że wydawało się, że Pućka będzie niewidoma 😦

Ale po przemyciu oczek, okazało się, że to tylko tak tragicznie wygląda. Pućka oczka ma całe, zapuchnięte i zaropiałe, ale na jedno już widzi całkiem dobrze.

Ma łysą główkę z tyłu i raczej piórka tam jej nie odrosną.

Czemu dopuściliśmy do czegoś takiego? Bo to przecież ewidentnie nasza wina 😦

Ano ciężko o takie rzeczy podejrzewać kochaną, milutką ptaszynkę, jaką do tej pory była Lara. Owszem, ganiała się z innymi ptakami, ale one robią to na codzień, więc nie podejrzewaliśmy, że Larze odbije aż do tego stopnia.

Ale cóż – stało się.

Pućka dochodzi do siebie na wikcie z prosa senegalskiego (nic innego nie chce jeść), smarowana, kropiona i przemywana. Nienawidzi moich rąk z całego papuziego serduszka, jak tylko usłyszy mój głos od razu zaczyna swoje przeraźliwe „gzegzegzegzegzegzek!!”

Lara siedzi w odosobnieniu i znów jest słodziutką ptaszyną – podstawia łepek do głaskania, przymila się… eeeech…

dostała do towarzystwa Nightwish, która też miała obiekcje co do jednej z samic…

A To-no doshi postanowiła zostać matką… byłoby to wieścią radosną, ale To-no doshi jest za mała na jajka 😦 zupełnie nie wiem, co teraz zrobić – jeśli zabiorę jajka, to będzie się nieść jak kura (co może być tragiczne w skutkach), jeśli przeniosę ją z Tabitabi jej partnerem do osobnej klatki, pewnie będą pisklęta, z którymi nie będzie do końca wiadomo, co zrobić (dwa z nich już mają potencjalnych opiekunów)…

eeech… ptiptużki…

Bursztyn umie ćwierkać jak wróbel! Robi to całkiem sprawnie i nader często – jakby się chował wśród wróbli 🙂 pewnie gdyby był sam, to by się mowy ludzkiej nauczył 😛

Strasznie zmyślny z niego ptiptużek 🙂

We czwartek dostałam dodatek do Gothica – Noc Kruka 🙂 jeju, jak mi brakowało tamtego gothicowego świata! No po prostu okropnie!

Po napisaniu tej części bloga – idę grać 😀

I tak nie mam co robić, bo Geralt śpi po nocce, więc sprzątanie czy cokolwiek innego związanego z chodzeniem, przestawianiem, szuraniem odpada 😦 dobrze, że świergot ptasi mu nie przeszkadza.

Idę zatopić się w innym świecie… ten mi już przestał odpowiadać 😛

Dodaj komentarz

Filed under papużki, rozrywka, życie

Dwa tygodnie z głowy…

Dwa tygodnie nowego roku zleciały jak z bicza trzasnął…

Jeszcze miesiąc i będę się „obijać” na feriach 🙂

Ja na razie nie jest mi do śmiechu… Tuptusia zachorowała 😦 mam nadzieję, że nie ciężko i że da się ją wyleczyć…

Biedna, tyle się wycierpiała u poprzedniego właściciela (bo opiekunem ciężko go nazwać) i jeszcze teraz zachorowała 😦

Siedzi sobie teraz w kąciku taka kupka napuszonego pierza i drzemie… jest ciemno w pokoju, więc rzecz całkiem normalna, zwłaszcza, że za dnia się dużo – jak na chorego ptaka – ruszała.

Pućka, Shizu, Lara i Nightwish biją się o budki… i żadna ilość tych ostatnich tego nie zmieni – taka i ch patasia natura… na razie kończy się tylko na ostrzegawczym „krrrrrrt!” i spadaniem z gałęzi na ziemię w splocie wężowym – wygląda to okropnie, ale pióra nie lecą, a krew się nie leje, więc mogą jeszcze ze sobą przebywać…

Kupiłam niedawno półkę na klawiaturę – ale się wygodnie teraz pisze 🙂 normalnie taaaaaki komfort! 😀

Przy okazji blat biurka jest wolny i można sobie spokojnie coś popisać i porysować 😀 jak mi tego brakowało 😀

Dziś wyciągnęłam Zenitha. Jest prawie jak nowy – bo po naprawie 🙂 jest to mój ulubiony aparat, bo można nim wspaniałe zdjęcia robić. Co prawda później trzeba wyjąć kliszę i dać do wywołania i zrobienia odbitek, ale cyfrówka lustrzance do pięt nie dorasta… no chyba że jest to cyfrowa lustrzanka 😛

Maaaarzy mi się taka 🙂

To byłby fuuuull wypas – na wyjazdy ja znalazł 🙂 i nie tylko na wyjazdy… eeech…. uwielbiam robić zdjęcia… lubię to napięcie, kiedy wyczekuję odpowiedniej chwili i odpowiedniego ujęcia, a później… jedno „klik” i już – czas zatrzymany na kawałku folii…

Po prostu magia…

Eeeeeeeeeeeech… rozmarzyłam się… brakuje mi turnieji 😛

A tu odzywa się rzeczywistość – sprzątanie, gotowanie, pranie i zmywanie 😛

I jak to wszystko ze sobą pogodzić, kiedy łeb mi pęka? 😦

Dodaj komentarz

Filed under papużki, życie

No i mamy nowy rok…

No tak… nowy rok… i co z tego? Przecież i tak wszystko zostaje po staremu. Więc nie opłaca się ani płakać, ani cieszyć – no bo z czego?

Byliśmy na rynku kędzierzyńskim powitać północ hakownicą. Przecież nie będziemy się rozdrabniać na jakieś petardy, tylko od razu z odpowiedniego kalibru 😛

Oczywiście nie omieszkaliśmy przebrać się w stroje 😀 które powodowały u ludzi „na haju” problemy z określeniem rzeczywistości 😛

Po długim (dwutygodniowym) okresie uodparniania się na anginę i po wszelkich świętach i nowych rokach, wróciłam wreszcie do pracy. Dziwne, ale cieszę się z tego powrotu, bo już mi zaczęło jej brakować 😛

Na „dzień dobry” dostałam nową drukarkę – kolor laser – full wypas 😀 a jaka piękna jakość grafiki! No po prostu mniodzio 😀

Trzeciego stycznia przebieżyłam wszystkie sklepy zoologiczne w poszukiwaniu jedzonka odpowiedniego dla moich pti… jedzonka nie znalzłam, ale za to znalazłam Bursztyna.

Oto i on.

Jest bardzo podobny do Bursztynka, który mieszkał ze mną jak miałam 6 lat.

Wczoraj na treningu byłam sama, więc wykorzystałam to i poćwiczyłam podstawy fechtunku na spokojnie i bez widowni… w całkowitym skupieniu… trochę dziś czuję w barkach lekką ociężałość, ale co tam 😛

Potem przyszedł Piotrek i Geralt i zrobiło się wesoło 🙂

Ani się nie obejrzeliśmy jak nadeszła 19:30, a gość, który jest odpowiedzialny za budynek gwizdaną melodyjką dawał znak, że należy się już zmywać 😛

Czy wiedzieliście, że bambus może dotkliwie poranić?

Ja nie wiedziałam, dopóki połówka obwodu tego twardego derwna nie wlazła mi w opuszek kciuka 😦

Nawet na początku nie bolało… tylko krew płynęła strumyczkiem… za to dziś nieco boli, zwłaszcza przy dotykaniu kciukiem czegokolwiek 😦

Ciężko się pisze w takich warunkach 😛

Mieszkanie z kimś ma tak zalety, jak i mankamenty…

Kiedy mieszka się samemu, wie się z całą pewnością, gdzie następnego dnia będą takie zwykłe rzeczy, jak zapalniczka służąca do zapalaniu junkersa, długopis, czy kapcie.

Jeśli zabraknie papieru w toalecie, to jest to tylko Twoją winą, bo nie pomyślałeś, że rolka kiedyś się kończy, jeśli coś się wyleje czy przewróci z dala od trasy, jaką przemierzasz, to spokojnie może to dalej leżeć lub spokojnie wysychać.

A jak mieszkasz z kimś, to od razu pogląd na świat się zmienia diametralnie: jeśli nie ma papieru, to wszystko jego/jej wina, jeśli zniknęła zapalniczka, to na pewno on/ona zabrała nie wiadomo po co itd. itp.

Wzajemne obwinianie prowadzi najczęściej do kłótni większych lub mniejszych, kończących się albo pogodzeniem, albo trzaśnięciem drzwi wyjściowych…

Tak sobie niekiedy myślę: po co my się w ogóle w te pary łączymy? Tak na stałe, na zawsze? Dlaczego nie łączyć się np. tylko w celach prokreacyjnych, a później, jak nie będziemy pasować do siebie, to się rozstać i tyle?

Czyż tak by nie było łatwiej niż męczyć się nie wiadomo po co i za jakie grzechy w niedobranej parze aż do śmierci?

No chyba, że chcemy umrzeć młodo 😛 to wtedy jest sens 😛

No ale kto by nam zrobił herbatki ciepłej, kiedy akurat jesteśmy zaczytani w najnowszych postach na forum albo zagadani na gg lub skajpie?

Kto pomoże i pocieszy, kiedy jest źle i smutno? Kto doradzi w kłopotach i pomoże znaleźć rozwiązanie?

Na pewno nie psycholog 😛

I tym pozytywnym akcentem kończę do następnego razu…

Dodaj komentarz

Filed under papużki, podróże, praca zawodowa, życie