Tag Archives: wolierka

Jak mnie tu dawno nie było!

Nie było, bo nie wiem, w co najpierw ręce włożyć: w gliniastą, mokrą od deszczów ziemię na działce, w garnki i słoiki w kuchni, by zrobić przetwory, w wełnę, by wykonać wszelkie zlecenia, które pokutują od bardzo długiego czasu, czy w pchanie na przód remontu gruntownego dużego pokoju? Nie wiem, naprawdę…

Na działce oczywiście wszystko bujnie rośnie. Jeśli pod pojęciem „wszystko” umieścić „chwasty”. No nie, trochę przesadzam, bo warzyw i owoców naprawdę sporo nam się udało zebrać, mimo że czasu jest bardzo mało na prace w polu. Naprawdę, jak na takie zaniedbanie, jestem pełna podziwu dla roślin, które dają naprawdę spory plon… To wszystko sukcesywnie przekładam do słoików robiąc ogórki kiszone, przeciery pomidorowe, konfitury, kompoty i inne takie… Naprawdę, jest przy tym mnóstwo roboty…

Robimy też remoncik dużego pokoju. Cóż, sufit domaga się wyczyszczenia i wymalowania już od dawna. Teraz nareszcie mamy możliwość odłożenia pieniędzy na ten cel. Wolierka papużek składa się już sama, łatana, naprawiana już naprawdę powinna zostać wymieniona na nową, lepszą, lepiej przemyślaną i przyjaźniejszą dla ptaszorów. Stara tapet jest naprawdę przyjemna we wzorze, ale należałoby już ją zmienić. Po piętnastu latach wiszenia na ścianach już się zużyła i wybrudziła. Co prawda nie odłazi od ściany, ale… no wybaczcie, ale i tak długo wytrzymaliśmy patrząc wciąż na tę samą tapetę… Meble wymieniamy na coś nowego. Stara meblościanka pójdzie do chętnych lub na śmietnik. Zależy jak szybko zgłosi się nowy właściciel. Na razie do odebrania za całkiem darmo jest szafka typu „ołtarzyk”. Można ją pooglądać na portalu OLX. Także zapraszam. Szafy, na których do tej pory stały książki i segregatory, przeniosły się do piwnicy i otrzymały zaszczytną funkcję szaf na przetwory. Spełniają się w tej roli idealnie. W zamian za meblościankę (gdzie nic się nie chciało zmieścić) i szafy, postawimy szafę z przesuwnym systemem drzwi. Będzie pojemniejsza i pomieści więcej szpargałów, bo sięgać będzie aż do sufitu. Dużo szpargałów poszło do śmieci. Wiele jeszcze pójdzie. Trochę się nagromadziło rzeczy, które „przydadzą się później”, to później nadejdzie dla nich za późno, bo zdążą zetleć, zżółknąć i rozsypać się w pył. Wykładzina, na którą nie mogę się już patrzeć, bo żadną miarą odkąd jest z nami Hera nie da się jej wyczyścić. Nie działa paromyjka, nie daje rady środek do czyszczenia dywanów (pianka) ani proszek, który ma (wedle reklamy) działać cuda. Nie ma cudów. Nie będzie wykładziny. I tak była położona tylko po to, by Babcia Sąsiadka nie płakał, że jej tupiemy nad głową tak, że aż tynk jej na głowę się sypie… Okna wymieniać nie będziemy, ale drewniane drzwi „harmonijki” planujemy wstawić w każdym z pomieszczeń (oprócz łazienki). W dużym pokoju wymienimy też roletę. Obecna trochę się zabrudziła, wyblakła i nie wygląda najciekawiej. W końcu ma już piętnaście lat! Czeka nas dużo pracy. Zwłaszcza, że oboje musimy pracować zarobkowo, żeby na ten remont zarobić. Mam nadzieję, że remont nie będzie przez najbliższe pół roku…

Ostatnio się dowiedziałam, że moje lewe oko niestety jest już w stanie wskazującym na skrajne zużycie. Zmętniała w nim soczewka i już wiele nim nie jestem w stanie zobaczyć… Owszem widzę, czy jest jasno, czy ciemno, od biedy rozróżnić kształty, bo głównie pamiętam co jak wygląda i gdzie się znajduje, ale przy spotkaniu z czymś nowym – nie mam szans na rozpoznanie… Pod koniec listopada tego roku będą mi tę zepsutą część wymieniać. Póki co praca rękodzielnicza jest mocno utrudniona… nawet nawleczenie igły z wspomagaczem dla starszych osób nadal jest prawie niewykonalne, gdy ma się do dyspozycji jedno oko… Naprawdę, bardzo ciężko jest trafić nawet w tak duże oczko… Cóż, trzymajcie w listopadzie kciuki, żeby wymiana części poszła bez problemów i komplikacji.

Jest jeszcze jedna rzecz, o której chciałam napisać… dziś otrzymałam pocztę lotniczą. Było to zupełne zaskoczenie, bo nie korespondowałam od dawna z nikim zza granicy za pomocą tradycyjnych metod. Okazał się być to list od dawnego znajomego, którego poznałam na jednym z turniejów rycerskich (nazwijmy go Pan W.). Ostatni mój list wysłany do niego został bez odpowiedzi. Bardzo dawno wysłany list. Dziś okazało się dlaczego tak się stało… List, na który właśnie patrzę został wysłany 27 grudnia… 2004 roku! Poczta lotnicza! Chyba gołębiem go posłali. A gołębia puścili na piechotę. I sam musiał przepłynąć ocean, bo list turlał się z USA… chyba że puścili go na latawcach… cóż, dostałam spóźnione, ale szczere życzenia szczęśliwego Nowego Roku 2005… fajnie…

To by było na tyle na dziś. Zdjęcia z działki i remontu, i innych spraw wrzucę, gdy tylko uporam się z mirabelkami, ogórkami, pomidorami i innymi płodami naszej ziemi…

2 komentarze

Filed under domowo, hobbystycznie, kuchennie, papużki, praca zawodowa, prace ręczne, rolniczo, życie

Śnieg

Idzie zima.
Jest coraz bliżej.
Dziś dobitnie zamanifestowała swoją obecność, obsypując drobną kaszką dachy i ziemię. Drzewa zdążyły się otrząsnąć. Ze śniegu i z liści. Tak przy okazji.
Jedynie w wolierce wciąż wiosna. Ktoś ma ochotę na poduszkę z prawdziwych, papuzich piór?

Dodaj komentarz

Filed under papużki, zaokienne życie

Poranek w wolierce

Dziś obudziło mnie ciche trzeszczenie. Mój otępiały snem mózg po chwili zakwalifikował to trzeszczenie do gatunku rozłuskiwanych ziaren. Wiedziona senną ciekawością, zapaliłam latarkę i jęłam rozglądać sie po wolierce. Tak… Cytryn stwierdził, że najlepszą porą na spożywanie śniadania jest godzina tuż przed świtem. Niech żre…
Położyłam się, ale sen już odszedł zupełnie.
Wsłuchiwałam się w ciszę, która jest raczej towarem deficytowym. Ciszę przerywaną trzeszczeniem rozłuskiwanych ziaren. Po chwili do owego trzeszczenia dołączyło się ciche i senne „bzu bzu bzu”. Papiół albo Zazuś oznajmiał początek dnia, „bzycząc” sobie w piórka na grzbiecie.
Długo nie trzeba było czekać, żeby cichutkie brzęczenie zamieniło się w ciche ćwierkanie. Wciąż nieśmiało, jakby nie był pewny, czy rzeczywiście świt już nadchodzi, czy aby nie wyrywa się za wcześnie.
Dopiero, kiedy dołączają do niego inne samce, równie nieśmiało z początku, zaczyna sobie coraz mocniej w ćwierkaniu poczynać.
Po chwili zaczyna sie ogólne ćwierkanie i latanie po wolierce – ptaki się obudziły.
Kilka godzin szaleństwa w półmroku przerywa światło. Czasowy włącznik dostarczył prądu do lampy. Zapadła cisza. Cisza kilkusekundowa, ale zauważalna. Cisza brutalnie „zagzegzana” i „zafrytana” wściekłym, dzikim furgotem dziesiątakami papuzich skrzydeł i dziobów.
Tak, zdecydowanie nie czas już na odpoczynek…

5 komentarzy

Filed under papużki, życie

Dołączyły do nas dwie nowe gzegzoły

Wczoraj, czyli w piątek (25.08) dołączyły do nas dwie nowe gzegzoły. Jedno zabłądziło w okolicach gołębnika, a drugie, zmiętolone, wyciągnięte zostało z łap dziecka.

Oto Chibi:

A to PikPok:

~*~

Dziś robimy wróblom totalną demolkę połączoną z masowym odświerzbianiem – i ptaków i wolierki. Niby nie ma nic poważnego w wyglądzie ptaków, ale… lepiej zrobić to raz na jakiś czas, żeby potem nie latać, jak kot z pęcherzem. Bo skoro ptaki już miały objawy i były leczone, to znaczy, iż ten świerzb gdzieś tam się musiał zagnieździć. Postanowiliśmy go całkowicie i dokumentnie wykurzyć, przy okazji odświeżając i przemeblowywując wnętrze. Także mamy pełne ręce roboty.

Dodaj komentarz

Filed under papużki, prace ręczne

Stadko się pomniejszyło…

Wczoraj pomniejszyło się stadko o jedną papużkę, Tuptusię…
Miała ciężkie dzieciństwo – trafiła do dzieciaka, który ją męczył, zamykał w słoiki, butelki, jadła wprost z podłogi, wygrzebując ziarno ze swoich odchodów, pijąc brudną wodę… kiedy przyniesioną ją do nas była w fatalnym stanie: świerzb opanował jej dziobek, a warunki w jakich się znajdowała, zaowocowały zakażeniem gronkowcem. Do tego była tak przerażona, że oczka miała nieprawdopodobnie duże…
Wyleczyliśmy ją i wpuściliśmy do wolierki. Wtedy po raz pierwszy widziałam uśmiech na dziobie papużki. Ona była autentycznie szczęśliwa i… nie wiedziała, co z tym szczęściem zrobić.
Szybko zaaklimatyzowała się w stadzie, przeżyła odwzajemnioną miłość, nabrała ciałka i pięknie kląskała. Śmialiśmy się, że to chińska papużka, nie australijska.
Wczoraj rano znalazłam ją martwą na podłodze wolierki. Poprzedniego dnia zachowywała się normalnie, jak reszta ptaków: to poćwierkała, to coś przekąsiła, to się zdrzemnęła… nic nie wskazywało na tragedię.
Wyniki sekcji nie dały odpowiedzi… prawdopodobnie zabił ją stres. Serce nie wytrzymało…

 

Będę ją zawsze pamiętać…

Dodaj komentarz

Filed under papużki

Nowe pti… i wielka burza w szklance wody

Wczoraj nastąpiło Wielkie Przyłączenia Papiółki do stada. Papiółka szybko wydostała się z klatki i rozejrzała się po wolierce. Po czym szmyrnęła na górne gałązki.
Przyłączenie Papiółka zniosła dobrze. Stado też.
Ma co prawda problemy z lataniem – lata ciężko, nieskoordynowanie, ale można to przypisać temu, że pierząc się straciła część lotek w jednym tylko skrzydle i jest nieco otyła. Nie tak, jak Nightwish, która się „kluszczy” okropnie, bo dzioba do karmienia podstawia każdemu samcowi, który zechce ją karmić, a i sama nie stroni od długich pobytów w karmniku.

Klatka po Papiłóce została wyparzona, wymyta, wyszorowana i zamieszkał w niej Zazuś. Śliczny, malutki dzikusek, który nie spodobał się poprzednim właścicielom. Woleli szynszylę. Pewnie dlatego, że Zazuś nie lubi ludzkich rąk, boi się ich i dziobie… Jest okropnie przestraszony i chudy… jakby go głodzili…
Wczoraj nie zjadł ani ziarenka. Nie spojrzał też na wodę. Dziś na szczęście zjadł troszkę. Kamień spadł mi z serca. Ćwierka do stada. Stado mu odpowiada… niezły z tego robi się jazgot…
Jak będzie miał już ładne zdjęcie, to na pewno je tu wstawię. Zobaczycie, jaki Zazuś jest śliczny.

W szkole zadyma. O głupi artykuł. Artykuł w gazetce szkolnej.
Uczniowie wyrazili głośno swoją opinię. Stwierdzili fakt, który jest znany od początków edukacji: nauczyciele są źli, bo wymagają, bo zadają, bo, robią sprawdziany i odpytują, a uczniowie mają już dość, są zmęczeni i chcieliby robić coś zupełnie innego, niż się uczyć.
Przecież każdy, kto chodził/chodzi do szkoły ma takie same odczucia! Przecież się nie mylę, prawda?
Uczniowie zapowiedzieli też „wojnę” z nauczycielami… no, ale po co ją zapowiadać, jak ona też trwa od zarania edukacji? Przecież nigdy nie było i nie będzie zgody i równości między tymi dwiema grupami. Po pierwsze dlatego, że dzieli nas różnica wieku, wiedzy i stanowisko, jakie zajmujemy.
Uczniowie mają wykonywać prace zalecone przez nauczycieli. Tak, jak nauczyciel ma wykonywać prace zlecone przez dyrektora szkoły. I ani między uczniami i nauczycielami nie da się postawić znaku równości, tak sami jak i między podwładnym i szefem.
Już wiem, że nie polubię wtorków…

2 komentarze

Filed under papużki, praca zawodowa, życie

Umarł król, niech żyje król

Raczej powinno być: Umarł Piripiri, niech żyje Nowy… i to bynajmniej nie rok…
Umarł mój śliczny papużek.
Umarł, bo przez święta zaniedbałam wolierkę…
Umarł, bo jestem podła i nie potrafię wziąć na siebie odpowiedzialności za inne istnienie…
Umarł, bo nie dorosłam, by się nim opiekować…

Przepraszam Piritku, przepraszam Sharon, iż z moich obietnic się nie wywiązałam…

Piękny początek roku… nie ma co…

2 komentarze

Filed under papużki, życie