Tag Archives: tunel foliowy

Prace w polu

Nogi wychodzą mi już uszami. Naprawdę. Od chodzenia. Mam trochę kilometrów do pokonania, by dotrzeć na działkę, to i nogi odpadają. Mają prawo. Zwłaszcza, ze całą zimę tyłek płaszczył się przy krośnie, kołowrotku, wrzecionie, czy innym kompie.

Początek sezonu zaczął się źle. Ksawery rozszarpał nam tunel, a jakiś brzydal zakosił nam wszystkie kable, przedłużacze, gwoździe i śruby oraz nowiutki sierp. Najgorzej ucierpiała nasza nowa, zakupiona w tamtym roku pompa do wody, która straciła cały, wielometrowy kabelek wraz z wtyczką. I lodówka. A dokładnie to, co w niej zostawiłam na zimę, bo w domu nie miałam miejsca na wszystkie warzywa. Przetrwała większość marchewek i czarnych rzodkwi, ale kapusta się rozpłynęła… oj, będzie dużo sprzątania.

Zaliczyłam też „opieprz” od władz RODu, że się opieprzam. Tylko po kij się ścigać w zawodach pt. „komu szybciej wyjdzie”… kiełek z ziemi? I tak w zimnej ziemi nasiono nie skiełkuje, więc po co się spieszyć? Jakieś zawody organizują na tych działkach? Jeśli tak, to poproszę o spis nagród, wtedy się zastanowię, czy warto w nich brać udział. Kupowałam ten skrawek ziemi, żeby móc zaoszczędzić na jedzeniu, a nie po to, żeby się ścigać z kimkolwiek o cokolwiek. I tak w trzy dni zrobiliśmy to, co innym zajęło trzy tygodnie, więc niech się odciptają. O!

Warzywnik już się szczyci równymi grządkami, z których część już jest „zamieszkana”. A rzodkiewki już pokazały pierwsze listki. Reszta czeka na swoją kolej, podzielona równymi (w miarę, ale bez przesady) ścieżkami. Pod tunelem już też połowa ziemi została zagospodarowana. Tak, tak, mamy nową folię na tunelu. Świeżutką, zieloniutką – cudo. Przez najbliższe cztery lata co najmniej będziemy się musieli nie martwić o uprawy pod osłoną. Pomidory już rosną i za jakiś czas przeniosą się na drugą połówkę „szklarenki”. Tym razem siałam z rozwagą, żeby nie narobić sobie takiego kłopotu, jak przy poprzednich przygotowaniach.

Na Zielniczku odżyły mięta, melisa i estragon. Czosnek niedźwiedzi już szykuje się do kwitnięcia, chrzan rozwija listki, len ozdobny się zazielenił, a rabarbar pokazał piękne liście i czerwone łodygi grubsze, niż moje palce. Na razie wyczyściłam ścieżki, które pójdą do poprawki, bo zarastają zielskiem, a miały być piękne, żwirowe i czyste. Niestety, w trakcie realizacji projektu nie wzięliśmy pod uwagę, że zwłaszcza trawa przeciśnie się z łatwością przez kamyczki. Cóż, uczymy się na własnych błędach.

Malinowy chróśniak został oczyszczony z perzu, który jest prawdziwą plagą na naszym skrawku ziemi, ale z wolna eliminuję kolejne kłącza przy każdym kolejnym plewieniu. Wszystkie zasadzone krzewinki malinowe wypuściły listki, więc chyba wszystkie wyrosną na śliczne, dorodne malinowe krzewy i dadzą choć garść owoców na spróbowanie. Wszystkie śliwki, które dostaliśmy, a zostały posadzone na jesieni również się zazieleniły, aczkolwiek pojawiły się im na liściach czerwone kropki. Będę musiała poszukać, co to takiego, czy trzeba się tym przejmować i jak sobie z tym poradzić. Gruszka nas zaskoczyła w tym roku obsypując się gęsto białym kwieciem. Spodziewałam się czegoś takiego najwcześniej na przyszłą wiosnę, bo w końcu ledwo co została posadzona. Oczywiście starsze drzewka zakwitły wszystkie, nie było gradobicia ani ulewnego deszczu, więc chyba będzie więcej owoców niż w zeszłym roku.

Jeszcze mnóstwo pracy zostało, ale póki słońce, póty czas na prace w polu. I już zaczynam się opalać. Czas najwyższy pomyśleć o kremie z filtrem, żeby się nie poparzyć. Normalnie lato się robi!

A oto garść najnowszych zdjęć, żeby nie było, że to, co napisałam powyżej, to wyssane z palca bzdury:

Mój ulubiony krzew wiosenny :)

Mój ulubiony krzew wiosenny 🙂

Pajączek poszedł na pyłek? ;)

Pajączek poszedł na pyłek? 😉

Kępka gruszkowych kwiatków.

Kępka gruszkowych kwiatków.

Malutkie kwiatuszki brzoskwini. Może i kwiatki malutkie, ale za to owoce - niczego sobie :)

Malutkie kwiatuszki brzoskwini. Może i kwiatki malutkie, ale za to owoce – niczego sobie 🙂

Wściekle czerwone (a raczej czerwono-pomarańczowe) kwiaty pigwy/pigwowca...? Nie umiem tego odróżnić :P

Wściekle czerwone (a raczej czerwono-pomarańczowe) kwiaty pigwy/pigwowca…? Nie umiem tego odróżnić 😛

Obsypana kwieciem wiśnia.

Obsypana kwieciem wiśnia.

Kwiecie wiśni :)

Kwiecie wiśni 🙂

Białe tulipanki.

Białe tulipanki.

To moje ulubione kwiatki wiosenne. Zaraz po fiołkach ;) Czy można nimi farbować tkaniny lub przędzę?

To moje ulubione kwiatki wiosenne. Zaraz po fiołkach 😉
Czy można nimi farbować tkaniny lub przędzę?

Jeden jedyny żonkilek. Aż się zdziwiłam, bo w tamtym roku żadnego nie było.

Jeden jedyny żonkilek. Aż się zdziwiłam, bo w tamtym roku żadnego nie było.

Jeszcze czerwony tulipan się uchował. Tutaj w towarzystwie szafirka.

Jeszcze czerwony tulipan się uchował. Tutaj w towarzystwie szafirka.

Czyżby to były fioletowe pierwiosnki?

Czyżby to były fioletowe pierwiosnki?

Nowa, świeżutka folia na odświeżonym stelażu. Prawda, że prezentuje się całkiem, całkiem?

Nowa, świeżutka folia na odświeżonym stelażu. Prawda, że prezentuje się całkiem, całkiem?

Większy warzywnik w całej krasie :)

Większy warzywnik w całej krasie 🙂

Zaraz po deszczu, a raczej jeszcze podczas deszczu.

Zaraz po deszczu, a raczej jeszcze podczas deszczu.

I żółciutki tulipanek. Świeżo wykąpany w deszczu.

I żółciutki tulipanek. Świeżo wykąpany w deszczu.

Kwiatuszek truskawkowy.

Kwiatuszek truskawkowy.

Kolejne kwiaty truskawek. Miejmy nadzieję, że z każdego będzie jeden, dorodny owoc.

Kolejne kwiaty truskawek. Miejmy nadzieję, że z każdego będzie jeden, dorodny owoc.

Maluśka rzodkieweczka. Ledwo ją posiałam, a już pokazała listki.

Maluśka rzodkieweczka. Ledwo ją posiałam, a już pokazała listki.

Warzywnik i wyczyszczone z chwastów krzewy porzeczek i agrestu.

Warzywnik i wyczyszczone z chwastów krzewy porzeczek i agrestu.

Nasz trawnik z mnóstwem jedzenia dla naszych trawożernych zwierzaków.

Nasz trawnik z mnóstwem jedzenia dla naszych trawożernych zwierzaków.

Zagon truskawek.

Zagon truskawek.

Trawnik, wiśnia, kawałek zarośniętego jeszcze Zielnika i nieprzycięty żywopłot. Dzikość :P

Trawnik, wiśnia, kawałek zarośniętego jeszcze Zielnika i nieprzycięty żywopłot. Dzikość 😛

Reklamy

8 Komentarzy

Filed under hobbystycznie, prace ręczne, rolniczo, zaokienne życie

Mokro, kurka, mokro…

Się postanowiłam i się wybrałam na działkę. Miałam – głupia – nadzieję, że, kiedy dojdę na miejsce, przestanie padać z chmur to mokre paskudztwo zwane deszczem i pseudośniegiem (popularnie deszcz ze śniegiem). Niestety, nadzieja zawsze jest matką głupich i akurat mnie nie kocha, zatem lało przez całą drogę, a i wcale nie przestało, kiedy już przemoczona otworzyłam furtkę. Zapomniałam dodać, że towarzyszyła mi Hera. Bez niej chyba bym nie odważyła się pójść. Taki uraz mi się zrobił, niestety, że przebywając na działce bez towarzystwa, czuję się co najmniej niekomfortowo.

Zmoknięte wypiłyśmy sobie co nie co: Hera wodę z miski, a ja ciepłą herbatę. Dobrze, że była woda i prąd, i przedostatnia saszetka. Po obejściu całości najżałośniej wyglądał tunel. Oj, Ksawery nie zostawił na nim wielu spłachetków nierozerwanej folii. Cóż, w tym roku musimy już zakupić nową, bo tego załatać się już nie da. Zresztą, zobaczcie sami:

Zniszczenia, jakich dopuścił się pan Ksawery Orkan klasyfikują się na kryminał ;)

Zniszczenia, jakich dopuścił się pan Ksawery Orkan klasyfikują się na kryminał 😉

Tego się już nie da posklejać… nawet amerykańska, srebrna taśma, z której „Pogromcy mitów” zrobili sobie łódź nie dałaby sobie z tym rady. Stelaż też nadaje się do renowacji. Myślę, że druciana szczotka, nowa warstwa farby da sobie z tym radę.

Grządki już okopane, czekają na nowy sezon, by móc wykarmić kolejne pokolenie roślin. W sumie, to sama też nie mogę się doczekać, kiedy będzie ciepło, wiosennie lub letnio i będę mogła siedzieć sobie wśród przyrody (i ryku silników motocykli, których dosiadają tzw. „mielone”), skubać grządki z chwastów i patrzeć, jak sobie to wszystko na nowo rośnie. A potem zbierać, zbierać, robić przetwory i dania ze świeżutkich warzyw i owoców. Ależ się rozmarzyłam!

Ziemia odpoczywa przed kolejnym zasiewem.

Ziemia odpoczywa przed kolejnym zasiewem.

Na zimę zostawiłam w gruncie nadwyżkę pietruszki i pory.

Na zimę zostawiłam w gruncie nadwyżkę pietruszki i pory.

Na powyższym zdjęciu widać, jak bardzo zniszczona została folia. W sumie… liczyłam się z tym już rok temu, bo plastik stary, twardy już i sztywny. Szczęściem jeszcze przez rok wytrzymała: poklejona, połatana. Ale czas na emeryturę, a raczej na wieczny spoczynek. Następnym razem zdejmę ją całkiem z rusztowania, bo lepiej wygląda sam szkielet, niż takie smętne resztki wiszące i furgoczące na wietrze.

Nie tak dawno posadzona maliny na razie śpią. I dobrze. Cieszę się, że nie obudziła ich ta pseudowiosenna pogoda, bo byłoby źle. Za chwilę będzie noc na minusie (już jutro zapowiadają -1*C, może nie dużo, ale to początek zimy), a pod koniec stycznia (czyli już za chwilę) przyjdzie śnieg i ujemna temperatura nawet w dzień. A tak się prezentują malinowe patyczki:

Takie malutkie... sztuk ponad pięćdziesiąt. Jeśli wszystkie odbiją...

Takie malutkie… sztuk ponad pięćdziesiąt. Jeśli wszystkie odbiją…

Widząc to, co się dzieje na osiedlu (wiosna w pełni niemalże) obawiałam się, że i na działce drzewa i krzewy zaczęły rozwijać pąki. Na szczęście obawy okazały się płonne, a działkowe drzewa i krzewy mądrzejsze od miastowych i spokojnie czekają na prawdziwą wiosnę:

Śpiąca w najlepsze wisienka.

Śpiąca w najlepsze wisienka.

Okazało się, że tunel, to nie koniec zniszczeń. Jedno z okien prawie straciło szybę, więc czeka nas szybkie łatanie dyktą lub kartonem, żeby zimą nie nasypało śniegu do środka, a gdy się ociepli – wymiana szyby.

Pęknięcie przez całość i dziura w prawym górnym rogu. Ot, się spsuło... będzie trza naprawić...

Pęknięcie przez całość i dziura w prawym górnym rogu. Ot, się spsuło… będzie trza naprawić…

Ogólnie jestem wkurzona, bo poszłam z zamiarem zrobienia wiele, a nie zrobiłam w sumie  nic… próbowałam nieco ogarnąć tunel (który tunelem już nie jest), ale dłonie bardzo szybko mi zgrabiały przez zimno i deszcz.

Wróciłam z chlupiącymi butami, a Hera wyglądała, jak wyjęta spod prysznica. Siedzimy teraz w cieple i się suszymy. Ech, zakończę pozytywnie ten dzień i choć trochę uprzędę wełny…

 

4 Komentarze

Filed under rolniczo

Zimne ogrodniki

Za oknem słońce, które nagrzewa czujnik termometru do ponad 30 stopni Celsjusza. Wszystko za oknem się zieleni, a na działce powoli warzywa zaczynają wyłazić z ziemi. Wszędzie tam, gdzie już widoczne są rośliny pożądane powyrywałam chwasty. Wyeliminowałam też trawska, które wybujały na grządkach, starając się nie uszkodzić kiełkujących (mam nadzieję) gdzieś tam pod ziemią warzyw.

Pan Bezdomny (już wiem, jak ma na imię, więc od tego wpisu będzie to Pan Zbyszek) znów wszedł na dach naszej ledwo trzymającej się kupy Ruderki i własnym linoleum pozakładał dziury, przez które jeszcze kapało do środka. No po prostu nie mogę się owego Pana nachwalić i żadne „dziękuję” nie będzie brzmiało dostatecznie dobrze. Jeszcze załatwił nam kilka płacht drewnianych płyt, z których zrobimy obicie ścian zewnętrznych Ruderki, żeby się trochę lepiej prezentowała. Póki nie nazbieramy pieniędzy na nowy domek. Mamy kilka projektów na oku, ale każdy nie do końca odpowiada możliwościom naszej działki. Chyba się ładnie uśmiechnę do S., żeby nam coś wymyśliła, uwzględniając winorośla i orzech. Ich obecność jest kluczowa dla usytuowania nowego domu. Nie chcę wycinać połowy konarów orzecha ani karczować grubych pni winorośli, żeby wstawić domek. Z racji tego, że ugór nie jest już nasz i w sumie nigdy tak naprawdę nie był, musimy postawić nowy dom na miejscu starego. Cóż, tak bywa, że nie zawsze się układa tak, jakbyśmy chcieli.

Dotarły do nas nowe truskawki i lebiodka. Wszystko już zostało posadzone na swoje miejsca i mam nadzieję, że się przyjmie. Za lebiodkę dziękuję internetowej koleżance, która podzieliła się swoimi chwastami z początkującą farbiarką.

Pan Sąsiad z Babcinej Działki jest okrutnie komunikatywnym i ugodowym człowiekiem. Nie włącza mi się przy nim żaden alarm, za to świetnie się gada przez płot. Chyba problem leży nie w nim, ale może w kimś z jego otoczenia. I na pewno nie jest to czarna suczka w typie (bądź rasowa – nie umiem rozpoznać) labradora. Niby ma już cztery lata, ale jest tak skora do zabaw, jakby miała zaledwie cztery miesiące. Zdążyła się już zapoznać z Kulkiem, psiakiem Pana Zbyszka. Ile szczekania i biegania w kółko było! I żadnego jeżenia sierści na grzbiecie – czyste, przyjazne poznawanie się dwu psiaków. A z długiego i gęstego włosie Kulka zamyślam zrobić przędzę, bo nawet to, co zostawia u nas na działce, jak się drapie, skręcone lekko w palcach jest mocne, choć cienkie. Tylko jak zachęcić psiaka do czesania, którego boi się, jak diabeł święconej wody? Chyba trzeba kupić jakiś smakołyk i zacząć powolną resocjalizację dzikuska.

A od jutra z wolna będę przesadzać warzywa z rozsad. Ziemia pod folią jest już odpowiednio nawodniona i zasilona nawozem. Przekopana chyba z sześć razy. Pozostawiona w tunelu pietruszka zaczyna się szykować do kwitnienia. Może jakieś nasiona uda się zebrać?

Skończyłam też tkać krajkowy pasek i zaczęłam ćwiczyć się we wzorach bardziej… tkackich. Robię teraz pas w kratkę. Może ciut krzywo to wygląda, ale bez płochy trochę ciężko się tak takie wzorki. Zdjęcia i szerszą relację można będzie przeczytać na gildiowym blogu.

Nic, trzeba się trochę zakręcić wokół ptaków, żeby im dać ciut ziarna i pełną tackę zieleniny. Niech się cieszą wiosną.

2 Komentarze

Filed under hobbystycznie, prace ręczne, zaokienne życie

Jak nie urok, to przemarsz wojsk…

Zabrali nam ugór…

Zabrali, bo jest częścią działki Pań Babć, a nowy właściciel nie chce dawać kasy za darmo. I nie dziwię się. Też bym nie chciała. Jednak czuję się zrobiona w balona przez Zarząd RODu, który na moje pytanie: „Czy to na pewno do nikogo nie należy? Czy my się narobimy jak dzikie osły, a ktoś przyjdzie i nam to zabierze?” odpowiedział zgodnie ustami obu Prezesów: „Nie, na pewno nie. To jest niczyje, pozostałość po starej działce przed wybudowaniem obwodnicy.” Żałuję, że nie wymusiłam wtedy otworzenia map geodezyjnych i sprawdzenia tych plotek. No cóż, co się stało, to się nie odstanie.

Jednakowoż pojawiła się pewna nieścisłość… jeszcze w kwietniu z O. (który wtedy gościł u nas) wymierzyliśmy ugór orientacyjnie (nie krokami, a trzymertową miarką), żeby wiedzieć ile musielibyśmy zapłacić specowi od rekultywacji i wyszło nam, że powierzchnia ugoru ma nieco poniżej 4 arów. Nowy sąsiad chce mieć działkę o wielkości 4,9 ara. Z tego, co mówił jego przejęta po Paniach Babciach działka miała około 3 arów. Pomierzył krokami. Wychodzi na to, że nie tylko ja mam problemy z używaniem zdolności matematycznych. Bo mnie tak jakoś wychodzi, że 3+4=7, a nie 4,9. No ale… ja nie jestem matematykiem. Moje obliczenia mogą być błędne. W końcu 2+2 może się równać 5… Będziemy się ładnie uśmiechać o pomierzenie dokładne „babciowej” działki, by Sąsiad nie okazał się być poszkodowanym i musiał płacić za coś, czego nie ma. Ot, troska sąsiedzka, w którą włączy się również i Pan Bezdomny, bo jak mu tę rewelację ogłosiliśmy, wziął i się wkurzył. Powalczymy, zobaczymy. Może pół ugoru ugramy. Sąsiad się pospieszył i posprzątał cały ugór, wycinając kosiarką również wszystko to, co na niej rosło: maliny, topinambur, pokrzywy, chrzan i inne zielsko, które dla niego widać jest chwastem. Jeśli uda nam się przesunąć granice działek, będziemy mieli pół roboty z głowy. Wszelki syf został wyniesiony poza ugór. Choć tyle dobrze.

Wczoraj Pan bezdomny naprawił nam dach. W sam raz na weekendowe ulewy. Bez strachu wszedł na przegniły, uginający się dach Ruderki i pouzupełniał wszystkie braki w okrywie. Przyniósł też własną papę i listwy! Nie wiem, co byśmy bez tego Pana zrobili. Pewnie dalej brodzilibyśmy w kałużach zbierających się na podłodze Ruderki.

Na grządkach powoli pojawiają się kolejne rośliny: widać już słonecznik i groch. Chyba bób też powoli wyłazi, choć pewna nie jestem, czy to na pewno bób. Marchewka też zaczyna się pojawiać na powierzchni. Na Zielniku widać, że kolendra cząber i len już rosną i mają się dobrze. I dobrze, bo wiem już co mogę wyplewić, by nie wyrwać ziół. Czekam jeszcze na szałwię, ale coś opornie jej idzie wschodzenie. Rabarbar zaczyna kwitnąć, za to czosnek niedźwiedzi coś nie może się przyzwyczaić do nowego miejsca pobytu. Strasznie marnie wygląda. Truskawki zostały uzupełnione o sadzonki wykopane spod żywopłotu. Jeszcze 30 sztuk i cała grządka obsadzona po brzegi. Ciekawe ile w tym roku tych truskawek będzie? Pewnie niewiele, bo świeżo posadzone. Ziemia pod tunelem już jest nawodniona, przekopana i nawieziona, i gotowa na przyjęcie rosnących w rozsadach pomidorów. One pójdą na pierwszy rzut, bo są (chyba) na tyle wyrośnięte, że sobie poradzą na „polu”. Potem przyjdzie czas na papryki, jeśli wyrodną odpowiednio wysoko. Na razie są malutkie. W porównaniu z pomidorami. Mam nadzieję, że wszystko mi się pomieści… trochę przesadziłam z ilością… samych sadzonek pomidorów zrobiło mi się ciut ponad 100… może ktoś ma ochotę na sadzonki?

Papugi cieszą się gwiazdnicą, która codziennie ląduje na ich „stole”. Na działce, w lodówce schowane są trzy duże reklamówki zielska. Liście mniszka lekarskiego też. Mam zachomikowane tego tyle, że starczyłoby do wykarmienia stada liczącego i 100 sztuk ptaków. A u mnie lata tylko 20. Jak się nie zepsuje, to starczy do przyszłej wiosny.

Szkoda, że dziś leje… jutro ma być ulewa, może i burza… znów czeka nas weekend spędzony w domu, wśród czterech ścian… może się wezmę za tkanie? Przynajmniej coś zrobię…

Dodaj komentarz

Filed under hobbystycznie, papużki, prace ręczne, zaokienne życie

Niedzielna praca w… się obraca

W miejsce kropek wstawcie, co Wam lepiej pasuje. 😉

Jako że wczorajszy dzień był zapełniony po brzegi, dlatego dopiero dziś wybraliśmy się na działkę, żeby zobaczyć, co tam słychać i nieco odpocząć przy pracy bardziej fizycznej, niż zazwyczaj.

O tej porze chyba wszystko powinno się zielenić i zaczynać kwitnąć (w końcu to kwiecień), a tu tylko kwitną krokusy i zapomniane przez świat przylaszczki. Tak, tak, właśnie takie kwiatki znaleźliśmy na naszej działce, w ogóle nie mając pojęcia, że takowe w ogóle zostały posadzone.

Krokusy

 

Zapomniane przez wszystkich przylaszczki

 

Wiem, że zdjęcia liche. Komórkę wykorzystałam, jako aparat fotograficzny, bo taki prawdziwy aparat wzięłam, a i owszem, tylko… bez karty pamięci. Obiecuję, że w najbliższym czasie wszystko naprawię.

Spotkaliśmy dziś też jaszczurkę. Dosłownie uciekła mi spod nóg, po czym zaszyła się między kamieniami przyszłego skalniaczka. Bardzo płochliwa, ale naprawdę dorodna była ta jaszczurka. Nie wiem, jak szybko takie zwierzaczki rosną, ale zastanawiam się, czy to nie przypadkiem jeden z naszych „znalezionych” jesienią „przecinków” jaszczurczych. Wygląd mają zdecydowanie podobny. Nie robiliśmy jeszcze rewolucji pod tunelem, więc nie wiem, czy nasze maleństwa nadal tam przebywają i jakie zdążyły urosnąć.

Folia na tunelu wygląda coraz gorzej. Zakupiliśmy zestaw naprawczy, ale jeszcze nie zdążyliśmy go użyć. Za dużo pracy nas czeka w ogóle, więc się nie wyrobiliśmy ze wszystkim w jeden dzień. W samym tunelu zaczyna się zielenić. Głównie gwiazdnica. Z zeszłorocznej pietruszki zostały chyba trzy korzenie, których nie zdążyła wtruszczyć nornica. Truskawki, niestety w większości poginęły, a teraz jeszcze wokół nich wyroiły się mrówki. Na szczęście czarne. Na szczęście dla mnie, bo przy czerwonych miałabym już całe pokąsane dłonie, jak na jesieni łydki, kiedy obrabiałam ugór. Będziemy musieli się ich pozbyć, bo mrówcze kopce na ziemi uprawnej nie są rzeczą pożądaną, niestety.

Róże nasze pnące wreszcie doczekały się odwinięcia. Najwyższy czas, bo mniejsza złapała pleśń. Powycinałam pędy z białawymi plamami i mam nadzieję, że w przyszłości nie zaważy to na jej dalszym rozwoju. Róża zwykła też przeżyła. Może nie cała, ale dwa dość solidne pędy puściła, więc myślę, że będziemy się mogli cieszyć pięknymi kwiatami.

Tulipany nadal się tulą w płatkach i nie wyściubiają w ogóle pączków na zewnątrz, a ja aż palę się z niecierpliwości, by zobaczyć, jakie są: „standardowe”, czy może z jakiejś „dziwnej” odmiany? Spodziewałam się ich nieco więcej, bo kobitka, od której przejęliśmy tę działkę mówiła o tulipanach tak, jakby wszystkie rabaty gęsto były nimi obsadzone. A tu – ledwo dwie kępki.

Nasza działeczka powoli zmienia wygląd: pojawił się na niej zaczątek zielnika…

Zielnik w 1/4

 

Zielnik w 1/4

 

I trzeba nazbierać jeszcze trochę funduszy, by dokupić tyle samo płotków. Ot, błąd w obliczeniach. Ale już widzę, że będzie to ogromne zielniszcze, naprawdę. I ze wszystkim na pewno się zmieszczę.

Pojawiły się dziś dwa nowe drzewka:

Jabłoń

 

Oto jabłoń „Szampańskie Reno”.

Grusza

 

I grusza „Konferencja”. Dziewczęta, ukłońcie się ładnie gałązkami.

Jeśli się przyjmą, będziemy mieli pokaźny komplet owoców do skonsumowania.

Brzoskwinia dostała dziś solidną porcję oprysku, więc mam nadzieję, że kędzierzawych liści będzie mniej, niż w tamtym roku, a owoce będą smaczniejsze i bardziej soczyste. W końcu będzie podlewana i nie zostanie pozostawiona sama sobie. Tylko ten cień od orzecha… Na to już chyba się nic nie poradzi, bo przesadzać się ją boję. Bo jak się nie przyjmie…?

Obskubałam też „skalniaczek”, który skalniaczkiem jeszcze nie jest z chwastów wszelakich. Głównie to perz i trawa. I trochę ledwo wyrosłej gwiazdnicy. Pigwa (czy pigwowiec – jeszcze nie umiem tego rozpoznawać) już zaczyna puszczać listki, byliny wieloletnie powoli zaczynają się zielenić i wyrastać spod ziemi. Forsycja jeszcze nie chce kwitnąć. Widocznie nie jest jeszcze tak ciepło, by obsypała się żółtym kwieciem.

Skalniaczek

Ech, pół dnia roboty, a zdążyłam zrobić tak niewiele. Nic, jutro trzeba to będzie powtórzyć.

2 Komentarze

Filed under hobbystycznie, prace ręczne, zaokienne życie

Działka prawie formalna

Prawie nasza już jest. Tak legalnie i całkowicie.

Wczoraj poznaliśmy Pana Prezesa RODu. Spodziewałam się młodszej osoby. Nie, nie przeszkadza mi, że Pan Prezes jest już siwiutki jak gołąbek, a jego twarz wygląda niczym świeżo zaorane pole. Po prostu, mając kontakt jedynie z Wiceprezesem, który może i nie jest młodziutki, ale w sile wieku, nastawiałam się chyba podświadomie, że Prezes będzie jego równolatkiem. Albo że różnica wieku nie będzie aż tak duża i tak widoczna.

Mniejsza z tym…

Dostaliśmy kodeksy, regulaminy, nawet stary numer „Działkowca” (bardzo się przyda, bo jest tam spory artykuł o budowaniu skalniaka, o którym G. marzy). Pouczono nas co wolno, a czego nie, zaproszono na działkowe dożynki. My wnieśliśmy opłatę za wpisowe w poczet działkowiczów, wypytaliśmy się o nurtujące nas sprawy i otrzymaliśmy zgodę na zagospodarowanie ugoru za żywopłotem.

A po części formalnej podreptaliśmy na naszą parcelę, by dokończyć rozpoczęte prace, czyli przekopanie warzywniaka i wyżęcie trawsk na ugorze. Kwiatek, który na środku trawnika był posadzony został przeniesiony na rabatkę, do innych kwiatków. Tam jego miejsce, bo w kupie raźniej. A trawnik został poddany dalszej dewastacji (czyt. przygotowaniu pod wiosenne zasiewy). Żęcie traw idzie mi nieco powoli, bo nie chcę przeciążyć kręgosłupa, bo mam siły, by żąć długo i dużo, tylko boję się, że po takim dniu będę w nocy wyć z bólu. Głupi kręgosłup 😦

Pod tunelem foliowym zaczyna się coś niecoś zielenić. Albo to chwasty zachęcone do wzrostu obfitym podlewaniem, albo to kiełki tego, co posiałam. Zdaje mi się, że chyba się pokazała pierwsza rzodkiewka…

Ruderka jest codziennie przewietrzana, coraz mniej czuć zaduch, stęchliznę i smród po bezdomnym. Żeby tak całkiem te nieprzyjemne zapachy zniwelować, przydałby się nowy domek, ale to dopiero, jak na niego nazbieramy. Może w przyszłym roku coś się uda już postawić ładnego? A może dopiero za dwa lata? Któż to wie. Owszem, chciałoby się mieć już, od razu, natychmiast cudną działkę z przepięknym domkiem, wspaniałym ogródkiem, sadem i zielnikiem, ale na to trzeba czasu. A tego czasu raczej nam nie brakuje. Mnie na pewno 😛

Stara, pokiereszowana jabłoń, która miała iść na wykarczowanie, zaczyna odrastać z pnia. Szczodrze ją podlewam, żeby przeżyła i podrosła w gałęziach. A rośnie w oczach! Jeszcze wczoraj widać było tylko dwie nowe gałązki, a dziś już cztery zieloniutkie stożki zdobią poodcinane gałązki. Mam nadzieję, że jej się uda znów być drzewem, mimo powrastanych w pień gwoździ i poharatanej siekierą kory. Trzymajcie kciuki za jabłonkę, żeby wybujała na wiosnę 😉

A oto garść świeżych zdjęć (jak najedziecie myszką na zdjęcie, pojawi się opis 😉 ):

   

2 Komentarze

Filed under hobbystycznie, prace ręczne, zaokienne życie