Tag Archives: suknia

Wpis, nowy wpis w międzyczasie

W tak zwanym międzyczasie, kiedy naczynia się myją automatycznie, pranie dosusza, Motek wyleguje objedzony i wyczesany, a papugi szaleją po wolierce z pełnymi wolami, postanowiłam, że sobie zrobię wpis. No, długo nic tu nie było wpisywane, to trzeba jakoś to nadrobić. Zwłaszcza, że po komentarzach widzę, że jednak (!) ktoś moje wynurzenia (i wynaturzenia) podczytuje od czasu do czasu. Lub regularnie.

Na działce niewiele już roślin zdatnych do spożycia zostało w ziemi. Jeszcze pod folią dojrzewają pomidory, które przegapiłam, kiedy były zielone. Zostało jeszcze spalić liście, przekopać warzywniak, przygotować truskawki do zimy i…. może spaść już śnieg. Czyli tak gdzieś w drugiej połowie grudnia już może zacząć się zastanawiać, czy już powinien się pojawić.

Krótsze dni nie napawają mnie radością, a mało słoneczna ostatnio pogoda nie chce dawać takiej energii, jakiej bym potrzebowała, żeby się wziąć szybko za robotę i ją szybko skończyć. Tak po prawdzie, to mnie robota w rękach się pali, jak się już za nią wezmę. Problem w tym, że ciężko mi się za nią zabrać. To jedyna przeszkoda. Jeszcze została resztka jabłek do przetworzenia, jeszcze cukinie, kapusty… półka na przetwory zaczyna już trzeszczeć w szwach i boję się, że mi się wszystkie słoiki na niej nie pomieszczą. Ale to akurat powód do radości, bo będzie dużo jedzenia, kiedy będziemy czekać na wiosnę. No i będziemy mieć też co pić, bo dwa gąsiory z nastawionym winem winogronowym i jabłkowym pracują pełną parą. Będzie z tego łącznie jakieś ponad 20 litrów. Winogronowe, czerwone zapatruje się na bycie wytrawnym, zaś jabłkowe, białe na pewno zechce być słodkim. Dla każdego coś dobrego.

No ale… to zupełnie przyziemne sprawy, o których tu czytacie co chwilę, zatem nie będę zanudzać i się pochwalę, że jakieś szczęście ostatnio mnie kopnęło i… wygrałam chustę ręcznie dzierganą i kieckę wczesnośredniowieczną. Chustę dostałam od Yardis, gdyż pozwoliłam sobie uczestniczyć w konkursie, który zorganizowała z okazji pięciolecia swojego bloga. Wygrana była dla mnie totalnym zaskoczeniem, bo… zupełnie zapomniałam, że w czymś takim wzięłam udział! Na swoje usprawiedliwienie mogę mieć jedynie to, że od lat niczego nie wygrałam nawet w zdrapkę, więc i teraz się nie spodziewałam żadnych rewelacji. A tu taka niespodzianka!

A kieca wczesnośredniowieczna już się uszyła i za niedługo będę mogła i nią się pochwalić.  Zrobiła ją dla mnie Katarzyna ze Slav Medieval Shop. I tak po prawdzie nie mogę się jej doczekać. Może będzie ona dla mnie inspiracją do obszycia się na wczesne wieki? Może dzięki temu odwiedzimy wreszcie Wolin? Któż to wie?

A na warsztacie kolejna krajka. Miała być szersza, żeby zrobić z niej pasek mało średniowieczny, ale wyszła wąziutka, że nadałaby się tylko do ozdoby. Może do czegoś ją doszyję…? Tylko jeszcze nie ma tego czegoś, do czego by można było ją przyszyć. Na razie. Za niedługo chyba wezmę się znów za szycie toreb lnianych. Jedynie muszę soczewkę zmienić, bo sobie kupiłam za słabą, bo źle sobie wytyczne od okulisty przeczytałam.. ach, ta ślepota!

Nic, idę dać upust głodowi tkania (cały weekend poza domem i bez żadnych robótek potrafi wypościć), a Was zostawiam z garstką zdjęć.

Płody ziemi naszej. Wiem, nie wyglądają, jak ze sklepu, ale pod ogryzionymi liśćmi i warstwą ziemi kryje się niepowtarzalny smak, którego w sklepie się nie znajdzie. No, chyba że w takim z eko żywnością.

Płody ziemi naszej. Wiem, nie wyglądają, jak ze sklepu, ale pod ogryzionymi liśćmi i warstwą ziemi kryje się niepowtarzalny smak, którego w sklepie się nie znajdzie. No, chyba że w takim z eko żywnością.

Brokułki :)

Brokułki 🙂

Marchewki. Poszły w ilość, a nie na wielkość.

Marchewki. Poszły w ilość, a nie na wielkość.

Czarna rzodkiew. Ostrzejsza niż zwykłe rzodkiewki.

Czarna rzodkiew. Ostrzejsza niż zwykłe rzodkiewki.

Ostatnie papryczki (ostre i słodkie) i ciut dojrzałych pomidorów.

Ostatnie papryczki (ostre i słodkie) i ciut dojrzałych pomidorów.

Trawa długa, wyrośnięta, trzeba ją przyciąć. Szkoda, że Motek z niej już nie skorzysta, bo jest dość mocno podgniła.

Trawa długa, wyrośnięta, trzeba ją przyciąć. Szkoda, że Motek z niej już nie skorzysta, bo jest dość mocno podgniła.

Dym się snuje po działkach...

Dym się snuje po działkach…

A oto czyja to sprawka ;)

A oto czyja to sprawka 😉

I taki mały bonusik: zachód słońca nad osiedlem.

I taki mały bonusik: zachód słońca nad osiedlem.

Reklamy

2 Komentarze

Filed under hobbystycznie, króliki, kuchennie, papużki, prace ręczne, rolniczo, zaokienne życie

Wiem, że żyję, bo istotą życia jest cierpienie

Dokładnie, jak w tytule: siedzę i cierpię. Zaciskam zęby i siedzę. Stram się to robić bez zbytecznych ruchów. Bo boli jeszcze bardziej. Miało być lepiej. Nie jest…
Z ptakami tak samo. Miało im się poprawić po antybiotyku. Ale nie poprawiło. Nadal kaszlą, rzężą, sapią… strasznie mnie to martwi, a nawet nie mam jak wyjść do weta. Nawet, głupia, numeru telefonu nie wzięłam… nie spodziewałam się choroby.

Skoro mogę siedzieć, to wzięłam „na tapetę” suknię średniowieczną do szycia. Szyję ręcznie. No cóż, chcę mieć historyczną, to trzeba się poświęcić. Dużo mi nie zostało: obszycie wszelkich krańców materiału, skrojenie rękawów, zrobienie i obszycie dziurek przy pasie, by łatwiej móc ją zakładać i – chyba – podszewka, bo kieca z grubego, sztywnego lnu, więc może być mały dyskomfort jej noszenia bez podszewki. Chociaż z drugiej strony przecież nie nosi się sukni na gołe ciało, tylko pod spodem jest giezło. Ano właśnie, nowe giezła też muszę zrobić, bo mam dwa, a raczej póltorej. Stare, które „przeżyło” pięć sezonów już się drze.
No i Geraltowi trzeba gacie uszyć i koszule, żeby miał – w razie czego.
I przydałoby się naszykować nieco „pierdółek” na targ.
I stronę NKGK zaktualizować.
I dodać nowe „książki” i „obrazy” do Biblioteki Galimoryjskiej.
I „wrzucić” stare opowiadania na prywatną stronkę.
I… wyzdrowieć?…

Dodaj komentarz

Filed under prace ręczne, życie