Tag Archives: rower

Z(a)lana

Akurat kiedy kończyłam zmianę, wzięło się uwzięło i zaczęło lać. I nie chciało przestać. A miałam dużo rzeczy zaplanowanych po pracy, więc nie mogłam za długo czekać na przejaśnienie. Chciałam pojechać do redakcji Gazety Lokalnej, w której to czekał na mnie bon o wysokości 50 zł do księgarni Matras. Potem trzeba było pojechać na pocztę, by odebrać paczkę od E-Dziewiarki i jeszcze zdążyć przed kurierem, który miał dostarczyć paczkę z firmy Hodowlapapug.pl z ziarenkami dla pierzaków. I to wszystko w godzinę. A do pokonania miałam około 5 km. W ulewnym deszczu, głównymi drogami bez ścieżek rowerowych. Oczywiście inteligentni inaczej kierowcy pomogli mi zmoknąć jeszcze bardziej, chyba specjalnie wjeżdżając w kałuże tak, by mnie ochlapać wielką, brudną falą wody deszczowej. Nie wiem, na co liczyli? Na pokaz mokrego podkoszulka? Może gdybym miała na sobie biały T-shirt, to może, może, ale miałam na sobie czarne dżinsy i czarną koszulkę z grubej bawełny. Przyjechałam do domu, szybko wskoczyłam pod ciepły prysznic, potem zrobiłam sobie gorącą herbatę ziołową i już mi było lepiej.

A tak się prezentuje mój prezencik od lokalnej gazety:

Mój prezencik! Już myślę, jaką książkę (lub książki przy łucie szczęścia) uda mi się za niego kupić. Pierwsze kupione, nowe książki od pięciu lat...

Mój prezencik! Już myślę, jaką książkę (lub książki przy łucie szczęścia) uda mi się za niego kupić. Pierwsze kupione, nowe książki od pięciu lat…

Reklamy

Dodaj komentarz

Filed under hobbystycznie, życie

Wiosna w lutym

O temperaturze na tzw. „minusie” na razie można zapomnieć. O śniegu – tym bardziej. Na razie mamy słońce, trochę chmur i iście wiosenne ciepełko. Od niedzieli ma być mniej przyjemnie, bo zaczną się deszcze.

Skoro aura robi sobie takie „anomalie”, a kolano nadal nie domaga, postanowiłam to wykorzystać. Wyciągnęłam z piwnicy rower, Herę ubrałam w szelki (a raczej uprząż) i hajda w las! Z tego wynikł dwojaki pożytek, bo nogi się nie męczą, jak podczas marszu, czy biegu, a psisko się wylata, a i jeszcze rower od czasu do czasu pociągnie, więc dla mnie to już w ogóle frajda. Oczywiście nie biję Hery batem, nie zmuszam do wyścigów i pracy ponad siły: pod górkę pedałuję; jak widzę, że na chwilę obecną ma dość, to też jej pomogę i nieco odciążę. Bardziej traktuję to jako zabawę, a nie faktyczne przygotowanie do zawodów psich zaprzęgów. Na drobnicę ptasio- gryzoniową już mało co reaguje, na szczęście, więc jazda rowerem nie prowadzi do gwałtownych skrętów na boki. Przy tym rower też nie bardzo dobrze znosi takie psie wyprawy. Wczoraj stracił jeden z hamulców. Dobrze, że mam jeszcze ten drugi z tyłu, bo serwis rowerowy czynny jest co drugi dzień, więc będę musiała poczekać do piątku albo i dłużej (kwestia finansowa), by tą usterkę naprawić. Póki jeszcze działa drugi hamulec, można jeździć. Wolniej, bez wariactw i szaleństw.

Niestety, filmów i zdjęć na chwilę obecną nie będzie, bo aparatu, telefonu, czy kamery ze sobą nie zabieram.

A po lesie fruwa, skacze i biega cała masa żyjątek: ptasia drobnica, wiewiórki itp. stwory, które są, a za chwilę znikają gdzieś w poszyciu, na drzewach, między stertami suchych konarów. Przyszły i dziki, sarny i inne jelenie, nęcąc zapachem i swoją obecnością. W sobotę dwa psy już puściły się w gon. Dlatego też Herę prowadzamy na specjalnie na tę okazję wyciągniętej długiej smyczy. Bieganie i ciąganie roweru to też w sumie pomysł z potrzeby chwili. Wolę, by się wyszalała i zmęczyła w taki sposób, niżby miała zagonić jakieś zwierzę, bo jej nie upilnuję i nie odwołam, jak poprzednim razem, kiedy poszła – jedynie! – za tropem.

A pomiędzy spacerami i wycieczkami po lesie rowerem? Ano, krosno cały czas osnute: jak skończę tkać jedno, zaraz zaczynam drugie. Będę się chwalić na swoim rzemieślniczym blogu, to macie, jak w banku!

Dodaj komentarz

Filed under hobbystycznie, pieseł, prace ręczne