Tag Archives: ogórki gruntowe

Work, work, work

Z pracy do pracy i potem jeszcze do pracy, jeśli czas pozwala i pogoda. Mam na myśli kolejno: pracę zarobkową, przetwory w domu i lekkie porządki (bo pies zrzuca sierść ciągle, a papugi robią „porządek” zawsze i wszędzie), a jak starczy czasu, to lecę na działkę ogarnąć to i owo.

Dziś udało mi się nastawić ogórki do kiszenia. Wreszcie! Na szczęście żadnego nie musiałam wyrzucać z powodu zepsucia. Są wytrzymałe, wielkie i przesłodkie. Słoików wyszło jedynie cztery. Jeszcze dwa mam w zapasie. A słoiki „ledwo” czterolitrowe. Mam nadzieję, że wyjdą choćby dobre.

A taki ładny mutancik nam wyrósł :)

A taki ładny mutancik nam wyrósł 🙂

Pełny zlewozmywak pyszności :D

Pełny zlewozmywak pyszności 😀

Tylko cztery słoiczki dałam radę napełnić...

Tylko cztery słoiczki dałam radę napełnić…

A tak wyglądają wiśnie i inne owoce (porzeczki, truskawki) gotowe na przyjście zimy:

Słoiki z martwą naturą w tle ;)

Słoiki z martwą naturą w tle 😉

Jeszcze zostały mi do zamarynowania rzodkiewki, za chwilę do słoików pójdą kalarepy i fasolka szparagowa. Cukinie dojrzewają w oczach, dynie robią się coraz bardziej krągłe, a i pomidory już zaczynają dojrzewać. Będą kolejne przeciery. Śliwki węgierki i mirabelki się zaczynają wybarwiać, więc i kolejne konfitury i kompoty będą pojawiać się w spiżarni.

Wciąż namawiam na działkową sałatę 😉

I na darmowy masaż 😀

Reklamy

Dodaj komentarz

Filed under kuchennie, papużki, pieseł, praca zawodowa, życie

Porzeczkowa puszcza jeziora blask przepuszcza…*

06-07

I znów chwila wolna, w której można nadrobić parę spraw, na które nie było wcześniej czasu. Albo sił. Lub pomysłów.

I tak już zaczynam nadrabiać zaległości działkowe. A jest nad czym pracować, bo chwast rośnie szybko i nie pyta, czy może się rozgościć, zagłuszając wszystko wokół. Ale udaje się go wyprowadzić z miejsc, w których nie jest mile widziany. Z miłą chęcią cały dzisiejszy dzień bym przesiedziała „w polu”, ale przy takim upale bardzo szybko bym poległa. Już raz przerabiałam w tym roku, w piątek, robotę w pełnym słońcu od godziny 14. I mimo że miałam na głowie i chustkę, i kapelusz słomkowy, to i tak słońce mnie pokonało: głowa mi zaczęła pękać jeszcze tego samego dnia wieczorem. A nie mogę sobie teraz pozwolić na wyłączenie z życia nawet na jeden dzień.

Porzeczki zebrane zostały wszystkie: czerwone zebrał Z. i mam nadzieję, że jeszcze coś się da z nich zrobić, a czarne zbierałam własnoręcznie. Nie omieszkałam oczywiście popróbować. Są naprawdę słodkie. Kwintesencja porzeczkości. Będą konfiturki. Tylko niech mi się gary pomyją w zmywarce.

Sałata już jest gotowa do zbiorów, więc kto miałby ochotę, zapraszam serdecznie albo na działkę, albo sobie zamówić i przyturlać się po odbiór zielska. Szpinak też już jest gotowy do zjedzenia. Mam jeszcze rzodkiewki, których jest bardzo dużo, więc się pęczkiem mogę podzielić. Co prawda lekko zaczynają już drewnieć, ale nie przeszkadza to w ich schrupaniu.

Za chwilę będę rwać wiśnie, które już się pięknie czerwienią na drzewie. Będą konfiturek kolejne słoiki. Jeden woreczek zapewne wrzucę do zamrażalki, by było na potem. Na kompot na ten przykład.

Także roboty jest masa, na nudę nie narzekam, jedynie na za krótką dobę i nadal za krótki dzień, by ze wszystkim zdążyć.

* * *

Pewnego wieczoru, gdy wracaliśmy z działki zauważyłam kilku chłopaków biegnących chodnikiem po przeciwnej stronie ulicy. Nie wyglądało to niepokojąco, dopóki ten, który biegł pierwszy, nie krzyknął „Ratunku!”. Goniła za nim trzech blokersów: dobrze odżywieni, widać, że na siłownię nie szczędzili. Biegli za młodym, jak psy myśliwskie za zwierzyną. Oceniwszy swoje możliwości stwierdziłam, że zadzwonię na Policję, gdy coś się zacznie dziać. Sama nie miałam nawet po co stawać przeciwko trzem napakowanym dryblasom. Na szczęście chłopak wykorzystał to, że w jego stronę jechał samochód, więc zaryzykował potrącenie, by tylko blokersi się od niego odczepili. Miał szczęście: auto miało cholernie dobre hamulce, kierowca – świetny refleks. Chłopak zabrał się z zatrzymanymi w ryzykowny sposób ludźmi, a blokersi zniknęli w bocznej uliczce.

Obudził się we mnie bohater, ale został stłamszony przez rozwagę. Zwłaszcza, kiedy przeliczyłam możliwości swoich niewyrobionych mięśni i nikłego wzrostu w stosunku do trzech rosłych byczków. I tego chłopaka, i mnie roznieśliby na markowych Adidasach w try miga. Chyba zacznę ćwiczyć jakieś sztuki walki, bo źle się czuję, kiedy mój superbohater musi się schować w budce telefonicznej, zamiast z niej wyjść z rozwianą peleryną.

Masaże. Jeśli ktoś z moich znajomych z KK i bliskich chciałby się poddać zabiegom pod niewprawnymi jeszcze dłońmi, które ćwiczyłam sumiennie przez ostatnie pół roku (od lutego br.), to proszę o kontakt. Można się wpisać w komentarzach, można napisać e-mail: tatsu@o2.pl lub tatsusachiko@gmail.com. W tygodniu mam wolne popołudnia (od 7-9 lipca), a w ten weekend wyrabiam ostatnie zmiany w pracy, więc w piątek (10 lipca) i niedzielę (12 lipca) mam czas od rana do najdalej godziny 14. W sobotę (11 lipca) popołudnie raczej spędzę „w polu”, bo i tak kończę zmianę o 16, więc to najlepszy czas, by po drodze skoczyć na działkę i popracować nad jedzeniem. Jak wcześniej pisałam: są to moje prywatne praktyki zawodowe, by nie zapomnieć technik i nadal się rozwijać, więc nie mogę za nie brać ani grosza. Będzie mi wystarczył fakt, że mogę komuś pomóc. Zwykłe „dziękuję” też wystarczy. Nie posiadam jeszcze stołu do masażu (powolutku zbieram sobie na niego), więc masaż będę wykonywać na podłodze lub twardej kanapie/sofie/łóżku/innym, płaskim leżadle. Ręczniki/prześcieradła oraz olejek do masażu, a także płytkę z muzyką relaksującą będę mieć zawsze ze sobą, co nie znaczy, że na życzenie masowanego nie będę używać tego, co mi zaproponuje ze swojej „apteczki”. Zatem zapraszam do kontaktu.

Wrzucam garść zdjęć z ostatnich tygodni, byście nie czuli niedosytu, że tak mało i tak rzadko zdarzają się wpisy, a ja idę gotować konfitury.

Młoda brukiew w tym roku obrodziła. Zobaczymy, jakie będzie mieć korzenie.

Młoda brukiew w tym roku obrodziła. Zobaczymy, jakie będzie mieć korzenie.

Niutaki. Działkowe. Dzikie.

Niutaki. Działkowe. Dzikie.

Rzodkieweczki. Mają naprawdę rzodkiewkowy smak.

Rzodkieweczki. Mają naprawdę rzodkiewkowy smak.

Piękne kiście czerwonej porzeczki. Niestety, jakiś żul przylazł i zabrał większość z nich. :(

Piękne kiście czerwonej porzeczki. Niestety, jakiś żul przylazł i zabrał większość z nich. 😦

Patison się nam trafił. A miał być cukinią.

Patison się nam trafił. A miał być cukinią.

Maluteńki zawiązek dyniowy (czerwiec 2015). Ciekawe, jaki będzie, gdy już będzie gotów do zbioru?

Maluteńki zawiązek dyniowy (czerwiec 2015). Ciekawe, jaki będzie, gdy już będzie gotów do zbioru?

Kalarepka nam wreszcie wyrosła. Nie ma ślimaków, są warzywa.

Kalarepka nam wreszcie wyrosła. Nie ma ślimaków, są warzywa.

Sałata jeszcze nie wyrośnięta w czerwcu była, teraz jest już gotowa do zbioru, bo już zaczyna z wolna zakwitać.

Sałata jeszcze nie wyrośnięta w czerwcu była, teraz jest już gotowa do zbioru, bo już zaczyna z wolna zakwitać.

Brokułek. Jak ze sklepu. Ale lepszy, bo smaczniejszy i na naturalnym nawozie, a nie na chemii :P

Brokułek. Jak ze sklepu. Ale lepszy, bo smaczniejszy i na naturalnym nawozie, a nie na chemii 😛

Zielone jeszcze pomidorki. Znów będzie mnóstwo pysznego przecieru :D

Zielone jeszcze pomidorki. Znów będzie mnóstwo pysznego przecieru 😀

Wiśnia się nam obsypała owocami gęsto. Jak co roku. To skarb mieć takie drzewo.

Wiśnia się nam obsypała owocami gęsto. Jak co roku. To skarb mieć takie drzewo.

I w tym roku śliwka nie zawiodła, a podobno miała po poprzednim wysypie sobie odsapnąć z owocami, a jest ich o wiele więcej, niż w ubiegłym roku.

I w tym roku śliwka nie zawiodła, a podobno miała po poprzednim wysypie sobie odsapnąć z owocami, a jest ich o wiele więcej, niż w ubiegłym roku.

Ja i moje trofea :D

Ja i moje trofea 😀

Ogóreczki już rosną. Będą małosolne? ;)

Ogóreczki już rosną. Będą małosolne? 😉

Malutkie jeszcze cukinie. W tym roku wszystkie wyglądają tak samo. Gdzieś się zgubiły te jasnozielone w paski...

Malutkie jeszcze cukinie. W tym roku wszystkie wyglądają tak samo. Gdzieś się zgubiły te jasnozielone w paski…

Patison w drugiej odsłonie.

Patison w drugiej odsłonie.

Dyńki rosną :)

Dyńki rosną 🙂

Kalafior, pierwszy w tym roku. Jest niesamowicie słodki, nie to, co dają w sklepie, czy na targu. Dawno już nie jadłam takiego :)

Kalafior, pierwszy w tym roku. Jest niesamowicie słodki, nie to, co dają w sklepie, czy na targu. Dawno już nie jadłam takiego 🙂

Czereśnie z dzikiego drzewa, rosnącego tuż za płotem. Są przepyszne!

Czereśnie z dzikiego drzewa, rosnącego tuż za płotem. Są przepyszne!

Buraczki rosną, mimo pierwszych problemów z wykiełkowaniem. Ciekawe, czy i w tym roku będą gigantyczne?

Buraczki rosną, mimo pierwszych problemów z wykiełkowaniem. Ciekawe, czy i w tym roku będą gigantyczne?

*) cytat pochodzi z piosenki Jacka Kowalskiego pt. „Powój, perz i mlecz„.

Dodaj komentarz

Filed under praca zawodowa, rolniczo, zaokienne życie, złota polska młodzież

Deszcze niespokojne…

Na szczęście nie potargały sadu ani nie zrobiły niczego, co by można było zakwalifikować do problemów. Ot, polało, pogrzmiało i znów wróciło słońce wraz z upałami.

Co przez ten tydzień się działo? Ano mnóstwo rzeczy, chociaż były to raczej powtarzające się czynności, niż wciąż coś nowego i zaskakującego. To mi akurat też nie przeszkadza.

Mały pokój z wolna dostaje wyglądu pokoju. Została jeszcze jedna szafa do przytargania na nasz „dach świata”. Ta najcięższa. I największa. Potem zacznę porządkować warsztat, znajdując miejsca dla wszystkich potrzebnych szpargałów, które jeszcze zalegają w stosach, czekając na przydział kwatery. Już za chwileczkę, już za momencik, będzie wszystko pochowane i łatwiej będzie się sprzątać. 🙂

Motek został wreszcie pozbawiony futra, co mu wyszło na dobre, bo i się ożywił, i większy apetyt ma, i nie sapie, kiedy w pokoju robi się gorąco, co się zdarzało, nawet mimo włożonej butelki z zamrożoną wodą, owiniętej w ręcznik, do której się lubo przytulał, żeby się schłodzić. Odkryłam też, że maszynka do golenia dla zwierząt, na którą już postawiłam krzyżyk, bo nie chciała działać, jednak da się użyć. Trzeba było tylko odpowiednio ją ustawić. Trochę „na chama”, ale bez powodowania uszkodzeń. I teraz będę mogła odłożyć nożyczki i z jej pomocą szybko i sprawnie pozbawić Motka nadmiaru futra. Będzie łatwiej, szybciej i przyjemniej.

Papużki objadają się świeżymi kłosami traw, które na działce rosną szybciej niż wszystkie inne rośliny. Zwłaszcza te pożądane. Nie dość, że ślimaki wyjadają wszystko, do czego są w stanie się dostać, to jeszcze trawy zagłuszają, co tylko mogą… Godziny spędzone na wycinaniu, wyrywaniu, pieleniu, motykowaniu wydają się być bezcelowe. Po pierwszym lepszym deszczu rośnie tego tyle samo, jak przed pracami czyszczącymi… takie syzyfowe prace…

Jednakowoż prace ogrodnicze przynoszą spodziewany skutek. Co prawda nie w takiej ilości plonów, jakbym chciała, ale zawsze będzie coś do przekąszenia. Ogóry wyrosły nam nad podziw urodziwe: są wielkie niczym małe cukinie. Cukinie za to powoli osiągają odpowiednie rozmiary, więc za niedługo będzie można znów zakosztować bigosu, z którym przepadamy oboje. Jestem już po pierwszych zbiorach śliwek, którymi obdarzyła nas śliwka węgierka. W poprzednim roku miała raptem trzy owoce, które i tak dostały się osom, ptakom i ślimakom wespół. Teraz, po pierwszym zbiorze mam już pół wiadra owoców. Będą wreszcie konfitury śliwkowe. Może część uda mi się wysuszyć, jak winogrona w tamtym roku? Będą jak znalazł do świątecznego bigosu. A jeśli już jesteśmy przy śliwkach… G. naznosił mnóstwo mirabelek. Po wypestkowaniu wyszło tego prawie 9kg. Zajęło to dwa gary i poszło do gotowania. Już się zrobiły konfitury, teraz je powoli przekładam do słoików, bo wyparzać muszę je na raty. Cóż, urok małego zlewu. Będzie dużo jedzenia na zimę. Zapas na śniadania już jest spory, bo stoją słoje z konfiturami wiśniowymi w liczbie 8, a słoików mirabelkowych wyszło kilkanaście. Marchewki robią się coraz dorodniejsze, jarmuż pięknie rośnie, pomidory obsypują owocami, papryczki powoli też. Buraczki rosną, jak na drożdżach, będzie ćwikła, jak znalazł. Mirabelka działkowa z wolna zaczyna dojrzewać owocowo. Taka niespodzianka nam się trafiła. A już mieliśmy przycinać krzew do równego z żywopłotem. Dobrze, że nam się to nie udało, bo chyba nie wiedzielibyśmy do tej pory, że rośnie nam mirabelka przy płocie. W żywopłocie.

Z niespodziewanych i niecodziennych sytuacji… cóż, zdarzyło mi się widzieć przemoc domową, tylko na odwrót: ojciec prawdopodobnie dostał od dziecka. Natknęłam się na człowieka leżącego na chodniku i krwawiącego. I posikanego. O dziwo, kontaktował, odpowiadał składnie na pytania. Nie wzięłam ze sobą telefonu, bo szłam tylko na szybkie zakupy do pobliskiego sklepu, więc nie mogłam zadzwonić po pogotowie. Po chwili zauważyłam kobietę idącą kawałek dalej. W jej ręce widziałam komórkę, ale nim zdążyłam poprosić o zadzwonienie pod numer alarmowy, dostałam informację, iż na miejsce zdarzenia została wezwana Policja, a owa kobieta, to córka leżącego na chodniku. Skoro wszystko było załatwione, stwierdziłam, że nie powinnam pytać o więcej i interesować się sprawą. Co mogłam, to zrobiłam.

Druga rzecz, która mnie zasmuciła bardziej niż zszokowała, miała zdarzenie również na naszym „wesołym” osiedlu. Idąc na działkę, przechodzę w okolicy śmietnika. Zauważyłam klatkę dla gryzoni wystawioną przy altanie. Klatka była w pełni wyposażona, co widziałam już z daleka. Zaintrygowana ciemnym kształtem w środku, podeszłam bliżej. Jak się spodziewałam, wewnątrz był gryzoń w postaci dorodnej świnki morskiej. Niestety, nie była już żywa, bo bym ją przygarnęła na chwilę, by poszukać jej nowy dom. Cóż, kiedy zaczęły ją ją gęsto obsiadać muchy? Nie rozumiem, jak można zwierzę, które było przez dłuższy czas lokatorem, członkiem rodziny wyrzucić na śmietnik? Smutne to…

A na poprawę humoru, garstka ostatnich zdjęć:

Ogórasy :D

Ogórasy 😀

Winogrona. W tym roku jest gron więcej i z większą ilością owoców na każdym z nich.

Winogrona. W tym roku jest gron więcej i z większą ilością owoców na każdym z nich.

Talerz słonecznika. Ma ok. 30 cm średnicy.

Talerz słonecznika. Ma ok. 30 cm średnicy.

Największa cukinia. Za niedługo będzie można ją przerobić na jedzenie.

Największa cukinia. Za niedługo będzie można ją przerobić na jedzenie.

Jeszcze zielona papryczka.

Jeszcze zielona papryczka.

Kwitnąca ciecierzyca - eksperyment ogrodniczy.

Kwitnąca ciecierzyca – eksperyment ogrodniczy.

Pierwsze pomidorki dojrzały.

Pierwsze pomidorki dojrzały.

Malutkie, koktailowe pomidorki.

Malutkie, koktailowe pomidorki.

I duże, jeszcze zielone... mają czas na rośnięcie i czerwienienie.

I duże, jeszcze zielone… mają czas na rośnięcie i czerwienienie.

Pierwszy zbiór śliwek węgierek.

Pierwszy zbiór śliwek węgierek.

Dwa gary konfitur mirabelkowych w pierwszej fazie gotowania.

Dwa gary konfitur mirabelkowych w pierwszej fazie gotowania.

Dodaj komentarz

Filed under króliki, kuchennie, papużki, rolniczo