Tag Archives: mięta

Pole, pole… łyse pole…

Może już nie takie łyse, choć skrupulatnie obieram grządki z chwastów, żeby warzywa miały gdzie rosnąć. Za chwilę trzeba będzie siać kolejne rośliny, żeby mieć co jeść przez zimę. Roboty huk, ale cieszę się, że mam co robić. Owszem, ręce mam „zgnojone”, pod paznokciami ziemia, której żadna szczotka (może ryżowa dałaby radę, ale nie próbowałam) nie chce wymieść. Nogi wyłażą uszami od godzinnych (w jedną stronę) spacerów w tę i nazad. Skóra od gliniastej gleby wysusza się, jak rodzynka i pęka. Ale, jak się tak człek popatrzy, jak to wszystko rośnie, jak się pnie ku górze, jakie potem owoce da i ile tych owoców, to aż serce roście…

Grządki są czyste (te, na których już jest posiane i rośnie), Zielnik wreszcie wyczyszczony po zimie, więc można siać zioła na nowo. Część z poprzedniego roku się powysiewała i już rośnie, ale to za mało. Nie będę musiała dosiewać melis, mięty i estragonu, bo przetrwały zimę i już pięknie odbijają, zieleniąc się na potęgę. Rabarbar też odżył. Trzeba będzie narwać i zrobić ciacho. Takie drożdżowe. Z posypką.

Wybaczcie krótką i mało treściwą notatkę, ale naprawdę trochę się wymęczyłam. Głównie spacerami. Rower czeka na naprawę, bo bez hamulca nigdzie nie pojadę.

Zostawiam Was zatem, drodzy czytelnicy z garścią najnowszych fotografii zrobionych na skrawku wsi w mieście…

Filonek bezogonek tunelowy ;)

Filonek bezogonek tunelowy 😉

Takie fafołki się zrobiły na liściach młodych śliwek :(

Takie fafołki się zrobiły na liściach młodych śliwek 😦

Pole kwitnących truskawek :)

Pole kwitnących truskawek 🙂

Pole rzodkiewek

Pole rzodkiewek

Ledwo wyrosły groszek (zdjęcie sprzed tygodnia)

Ledwo wyrosły groszek (zdjęcie sprzed tygodnia)

Malutki bób (zdjęcie sprzed tygodnia)

Malutki bób (zdjęcie sprzed tygodnia)

Czyżby odrastał dziurawiec?

Czyżby odrastał dziurawiec?

Ciężko było złapać skubańca, tak się uwijał przy kwiatach.

Ciężko było złapać skubańca, tak się uwijał przy kwiatach.

Konwalijki działkowe.

Konwalijki działkowe.

Murarki się zamurowały :)

Murarki się zamurowały 🙂

Czosnek nam zakwitł :)

Czosnek nam zakwitł 🙂

Mlecyk :D

Mlecyk 😀

Leśny skrawek przy Ruderce.

Leśny skrawek przy Ruderce.

Jeszcze mało widać, ale - wierzcie mi na słowo - rośnie :D

Jeszcze mało widać, ale – wierzcie mi na słowo – rośnie 😀

Rosną nie tylko chwasty, naprawdę ;)

Rosną nie tylko chwasty, naprawdę 😉

I malutkie buraczki :)

I malutkie buraczki 🙂

Zielone czarne porzeczki ;)

Zielone czarne porzeczki 😉

Już widać pierwszą truskawkę :D

Już widać pierwszą truskawkę 😀

Ale więcej jest na razie kwiatów, niż owoców. Ale wszystko w swoim czasie :)

Ale więcej jest na razie kwiatów, niż owoców. Ale wszystko w swoim czasie 🙂

Ledwo listki wypuścił, już zawiązuje kwiatostany :) i nie przemarzł wcale, a wcale :D

Ledwo listki wypuścił, już zawiązuje kwiatostany 🙂 i nie przemarzł wcale, a wcale 😀

Się zieleni :)

Się zieleni 🙂

Groch już za chwilkę będzie potrzebował tyczek ;)

Groch już za chwilkę będzie potrzebował tyczek 😉

Rośniemy :D

Rośniemy 😀

I rzodkiewki się zaokrąglają :)

I rzodkiewki się zaokrąglają 🙂

Rzodkiew ładnie wybujała.

Rzodkiew ładnie wybujała.

Cebulka szykuje się do kwitnięcia. I nie wiem, czy mam jej pozwolić kwitnąć, czy kwiaty obrywać?

Cebulka szykuje się do kwitnięcia. I nie wiem, czy mam jej pozwolić kwitnąć, czy kwiaty obrywać?

Pięknie kwitnący len. Niestety, chyba nici z niego nie będzie, bo to dwuletni, ozdobny...

Pięknie kwitnący len. Niestety, chyba nici z niego nie będzie, bo to dwuletni, ozdobny…

Melisa, mięta i estragon :)

Melisa, mięta i estragon 🙂

Kwitnie na potęgę :D

Kwitnie na potęgę 😀

Reklamy

Dodaj komentarz

Filed under hobbystycznie, rolniczo

Zaprzeszła rocznica

Wiecie, że przegapiłam rocznicę spełnienia fragmentu marzenia? Od 25 sierpnia poprzedniego roku jesteśmy działkowcami! Całkowicie wyleciało mi to z głowy. Aż wstyd…

Wiele się na działce przez ten rok nie zmieniło: ot, warzywnik został zagospodarowany, tunel również, dosadziliśmy gruszę i jabłoń. Niestety, kwietniki nieco zarosły, bo puściłam je luzem, skupiając się na grządkach warzywnych. W sumie i tak kwiatów nie mam gdzie w wazonie w domu postawić, a na działce mogą rosnąć nawet z zielskiem, bo wszystko i tak pszczoły i trzmiele przyciągnie.

Wydaje mi się, że murarki się wzięły i zagnieździły w kilku „mieszkaniach” w domku dla owadów. Miejmy nadzieję, że to dobry początek współpracy między owadem, a człowiekiem.

Dziś może zbyt wiele się nie zrobiło na działce, ale pomidory zerwałam już wszystkie, włącznie z zielonymi, bo powoli zaczynają już gnić łodygi. Nie ma sensu więc czekać „a może jeszcze dojrzeją”, bo im się to nie uda, mimo ciepła, jakie panuje w tunelu. Za krótki dzień, za mało światła. Zerwałam też wszystkie papryki, które rosły poza tunelem, bo chyba był przymrozek i je trochę zwarzył. Głównie liście, bo owoce są twarde. Niestety, też zielone. Ale akurat zielone papryki można jeść bez groźby późniejszych problemów gastrycznych. Do wora poszły też bujnie rosnące pietruszki. Znaczy nać. Będzie Motek miał co wcinać, bo uwielbia strasznie taką zieleninę. Brzoskwinie też zerwałam i zebrałam wszystkie. No prawie… G. musiał po mnie poprawiać, bo ja ślepa jestem i nie zauważyłam pozostałych na gałęziach owoców.

G. przy okazji wyciągania butli na wino, posprzątał nasz składzik na narzędzia. Kurczę, nareszcie widać, co mamy! I wiecie, co jeszcze znalazł przy okazji sprzątania Ruderki? O, takie coś:

 

Śpiąca, kolczasta kulka. Dostała swój kącik i kocich chrupków, jakby zaszła potrzeba uzupełnienia braków w żołądku.

Śpiąca, kolczasta kulka. Dostała swój kącik i kocich chrupków, jakby zaszła potrzeba uzupełnienia braków w żołądku.

 

Do przerobienia są jeszcze truskawki, bo trzeba je przerzedzić przed zimą (wiem, wiem, powinnam to zrobić dawno temu), jeszcze uporządkować Zielnik, zebrać kapusty, pozostałe brokuły, wyłuskać nasiona, wyciągnąć z ziemi buraki, rzodkiew, marchew, może trochę porów, bo czytałam, że te mogą zostać na zimę w glebie i na wiosnę odrosną bez problemów. Pietruszki też by się wyciągnęło, i sałatę trzeba wyciąć i szczaw, co został. No i to wszystko wreszcie przekopać… I zdążyć z tym przed zimą, a ma być wczesna i mroźna. Miejmy nadzieję, że śnieżna, to w tym momencie wszystkie rośliny nam przetrwają. Jeśli nie, trzeba będzie zaprząc do pracy włókninę.

Trzeba przy następnym pobycie na działce kozę znów uruchomić. Bo i zimno, a i popalić jest co, a ognisk rozpalać nie można. No i non stop gorąca herbata też się zawsze przyda przy pracach polowych na mrozie. Dziś strasznie zgrabiały nam dłonie. I nawet Galeria się przydała, bo ma toalety z gorącą wodą, pod którą można było przywrócić palcom czucie i pełną sprawność.

Czekają mnie dłuuuugie dni w kuchni, by te wszystkie dobrodziejstwa przerobić na coś, co przetrwa dłużej niż tydzień.

I tak na koniec trochę jesienności:

Ostatnie pomidorki w tym roku...

Ostatnie pomidorki w tym roku…

Papryczki tunelowe

Papryczki tunelowe

Winorośl trochę zetlała od chłodu. Trzeba szybko robić winobranie!

Winorośl trochę zetlała od chłodu. Trzeba szybko robić winobranie!

Jeszcze zieloniutka i dorodna marchewka rośnie na polu.

Jeszcze zieloniutka i dorodna marchewka rośnie na polu.

Pory na pierwszym planie, a dalej pietruszka - wciąż zielone i chrupiące, mimo chłodów.

Pory na pierwszym planie, a dalej pietruszka – wciąż zielone i chrupiące, mimo chłodów.

Kolorowy, jesienny żywpłot.

Kolorowy, jesienny żywpłot.

Ostatnie zioła czekają na podcięcie i suszenie.

Ostatnie zioła czekają na podcięcie i suszenie.

Ostatni chyba już kwiat lnu.

Ostatni chyba już kwiat lnu.

Bazylia poszła już spać. Rabarbar do niej dołącza.

Bazylia poszła już spać. Rabarbar do niej dołącza.

Winorośl w ostatnim blasku słońca.

Winorośl w ostatnim blasku słońca.

4 Komentarze

Filed under hobbystycznie, prace ręczne, zaokienne życie

Okno na świat…

Nie pisałam tak długo, bo po pierwsze zabrali nam okno na świat (czyt. Internet), a po drugie mało co się chciało robić w deszczowy tydzień, gdzie ulewa bębniła iście jesiennie po oknach i parapetach. Ale i Internet, i słońce wróciło, więc nadrabiam zaległości we wszystkim. Tylko doba trochę za krótka…

Działka nam zarosła przez te deszcze tak, że z zadbanego ogródka stała się istną dżunglą. Cóż, będziemy ją znów doprowadzać do stanu, w którym nie będzie przypominała dzikiej łąki z elementami uprawy. Koszenia i pielenia jest naprawdę multum. Trawa wyrosła po pas w niektórych miejscach. Starczyło tylko te kilka dni deszczu. G. już naostrzył kosiarkę, więc za chwilę nastąpi pogrom naszej łąki. Może zdążę zebrać kłosy traw dla papug? Zdążę…

Plewienia też jest od groma i jeszcze trochę, bo co jak co, ale wszystko rośnie z prędkością światła, tylko nie warzywa. Już część wyskubaliśmy wspólnie z grządek. Został mi jeszcze tunel foliowy do wyskubania i cały zielnik. A potem kwietniki, bo też zarosły na dziko. Pod folią już wyskubałam pół zagonu. Obrałam też pomidory z nadprogramowych odrostów, żeby w tej ciasnocie nie zasłaniały sobie światła, krzewiąc się nadmiernie. Część krzaczków już wypuszcza kwiatostany. Jeśli rojące się przy dziadkowym bobie pszczoły zechcą je zapylić, będzie trochę pomidorów.

Na razie przeżywamy istną „plagę” rzodkiewek. Jest ich tyle, że za jednym zbiorem przynosimy na raz ponad kilogram. A i to wybieram naprawdę największe z nich. Pierwsze dojrzały podłużne rzodkiewki o bardzo łagodnym, aczkolwiek pełnym smaku. Jeden taki korzeń jest dłuższy od mojego palca. Najdłuższego. Objadamy się nimi pod wszelkimi postaciami, a i tak nie nadążamy z ich przerobem. Czy rzodkiewki można jakoś konserwować? A może ktoś chce, by się z nim tym naddatkiem podzielić? Jeśli chce, niech się kontaktuje w taki, czy inny sposób. Będziemy myśleć, jak to dostarczyć.

Brzoskwinia jest obsypana coraz dorodniej wyglądającymi owocami. Jeszcze nie są ujmujące w wielkości, ale – jeśli utrzymają się i dojrzeją wszystkie – będzie co jeść. Może nie będzie ich takie multum, jak ma to się w przypadku rzodkiewek, ale na brak narzekać na pewno nie będziemy. Gorzej rzecz się przedstawia w przypadku wiśni i śliwek. Na nadmiar tych owoców w tym roku chyba nie będziemy narzekać. A plotki głosiły, że one takie plenne, że nie przejemy. No cóż, nie zawsze może być kawior. Młoda gruszka już dostała rdzy na liściach. Mimo dbania i chuchania, podlewania i nawożenia (z głową, z głową) zachorowała. Cóż poradzić, kiedy na parcelach obok rosną sobie thuje, które to są pierwszymi żywicielami tego rdzewiszcza? A Sąsiad zamyśla cały żywopłot z thui zrobić… Bez pryskania się nie obejdzie w tym przypadku. Przyznam, że brzoskwinia dostała solidną porcję chemii zanim puściła pąki, dzięki temu tylko jeden liść się skędzierzawił, za to reszta wygląda porządnie, jak dobrze wyhodowane liście. Śliwka też dostała swoją porcję. Zapobiegawczo. Ale nie wpłynęło to na jej stan. Przynajmniej ja tego nie zauważyłam.

Winogrona się rozrastają i kwitną. Nie ściągają, niestety, zajętych zbieraniem pyłku i nektaru z dziadkowych bobów pszczół. Żaden owad nie chce też zamieszkać w domku, jaki dla tych zwierzaków naszykowaliśmy. Wciąż są wolne miejscówki do zasiedlenia. Jedyny owad, jaki się tam zalągł, to pajączek. Taki maleńki, jak główka od szpilki. Współczesnej, nie średniowiecznej. Jeśli jednak wszystkie kwiatostany przepoczwarzą się w kiście winogron, to będzie tego winogrona naprawdę sporo. Jednak na to nie liczę. Jak pokazały wiśnie – nie warto cieszyć się i obliczać ilość przed dojrzeniem owoców, bo można srogo się zdziwić.

Na krosenku wciąż ten sam wzór: kratka niebiesko-czerwona. Powoli kończy się włóczka i okazuje się, że może być problem z niebieskim kolorem. Jak na razie nie ma go w pasmanterii, w której ostatnio go kupowałam. Inne odcienie nie wchodzą w grę, bo nie będzie to ładnie wyglądać. A jeszcze trochę do utkania zostało… zobaczymy, może się uda znaleźć odpowiedni kolor.

Nic, czas się odkleić na trochę od kompa i przygotować się do wybycia na działkę, bo pracy jest zbyt wiele, by gnuśnieć w czterech ścianach.

I kilka zdjęć, żebyście mogli zobaczyć, o czym piszę 😉

Brzoskwinie

Brzoskwinie

Brzoskwinie

Brzoskwinie

Łąka trawnikowa

Łąka trawnikowa

Zarośnięty po deszczach zielnik

Zarośnięty po deszczach zielnik

Zagony rzodkiewek

Zagony rzodkiewek

I kolejne rzodkiewy

I kolejne rzodkiewy

Pomagam grochom się piąć po linkach

Pomagam grochom się piąć po linkach

Rzodkiewki

Rzodkiewki

Rzut oka na "chodniczek"

Rzut oka na „chodniczek”

Fasolka szparagowa

Fasolka szparagowa

Pomidory

Pomidory

Doglądanie pomidorów

Doglądanie pomidorów

I znów zarośnięty trawnik

I znów zarośnięty trawnik

Piwonia

Piwonia

Przygotowuję Zielnik na kolejne zioła.

Przygotowuję Zielnik na kolejne zioła.

Czerwoniutkie truskawki

Czerwoniutkie truskawki

Maleńki pasikonik. Jest ich zatrzęsienie na działce.

Maleńki pasikonik. Jest ich zatrzęsienie na działce.

Oto rzodkiewy. Świeżo rwane

Oto rzodkiewy. Świeżo rwane

Rozbijanie podeszczowej skorupy na grządkach

Rozbijanie podeszczowej skorupy na grządkach

A to rozsady, które już sobie rosną w ziemi.

A to rozsady, które już sobie rosną w ziemi.

A tak wyrósł nam bób

A tak wyrósł nam bób

I malutkie słoneczniki.

I malutkie słoneczniki.

1 komentarz

Filed under hobbystycznie, prace ręczne, zaokienne życie