Tag Archives: księgarnia

Szaro-buro i ponuro

Pogoda w kratkę (zwłaszcza, kiedy jest deszczowo i szaro za oknem) trochę mnie dołuje. Nie umiem się zebrać w sobie i coś zrobić szybko i sprawnie. Wszystko mi się ślimaczy, wypada z rąk. Z chęcią bym po prostu siedziała i patrzyła w ekran komputera. I to całkowicie bezmyślnie, bo myśleć też ciężko. Nie lubię takiego stanu. Wolę, kiedy jest słońce, bo wtedy wszystko mi wychodzi, wszystko mi się chce i potrafię szybko uwinąć się z zadaną sobie robotą.

Krajkę w serduszka dziś już na pewno skończę, bo został mi do wytkania tylko maleńki skrawek. Ot, najdalej godzinka posiedzenia przy krosenku. Planuję na szybko utkać jeszcze jedną krajkę. Też z myślą o przerobieniu jej na pasek, więc chyba znów nie będzie osnuwana wełna, a anilana. Mrocznie, ale przynajmniej „gryźć” nie będzie. Zastanawiam się, gdzie ja wcisnęłam sakiewki z monogramem? Przydałoby się je zszyć, wykończyć ładnie i może komuś się spodobają…? Tylko gdzie ja je wsadziłam…? hmmmm…

Jak co niektórzy zauważyli na wczorajszym opisie z komunikatora, mam za sobą dwa dni testowania, czy nadaję się do pracy w księgarni. Co prawda krótki epizod z księgarnią mam w swoim dorobku zawodowym. Nawet z dwoma księgarniami. Niestety, nie wiem, czy to właśnie wystarczy do tego, by wygrać konkurs na pracownika. Pożyjemy, poczekamy, może kiedyś zadzwoni telefon z informacją, że mogę zaczynać od jutra. Na przykład. Może…

Póki co, na razie skupiam się na planach warsztatowych, które bardzo chciałabym wprowadzić w życie. Nawet jeśli mnie przyjmą do pracy, to i tak będę w stanie takie warsztaty z powodzeniem prowadzić. Kuzynka I. pomogła mi przy wymyślaniu haseł, które nadadzą się na tytuł tych zajęć, by były chwytliwe i przyciągały wzrok i zaciekawiały. Tak po prawdzie, to ona wymyśliła te lepsze i ciekawsze. Moje są płaskie i mało ujmujące. Jeszcze tylko muszę z nich wszystkich wybrać ten najciekawszy slogan i… rozsyłać ofertę po domach kultury i ewentualnie szkołach. Może coś się uda złapać… oprócz kataru.

Nic, za chwilkę będzie godzina ósma, czyli czas na rozpoczęcie zaplanowanych na dziś prac wszelakich. To ja się z wolna odklejam od komputera, życząc wszystkim miłego dnia.

Reklamy

Dodaj komentarz

Filed under hobbystycznie, ogólnie, praca zawodowa, prace ręczne, życie

Święta, święta i po świętach

Jeszcze człek po bożonarodzeniowych piernikach nie zdążył schudnąć, a tu już na stole wylądowały mazurki. Ciasta, nie ptaki z rodziny wróblowatych. Te ostatnie lądują stadnie na i w karmniku za oknem. Cóż, zwlekająca z odejściem zima nie rozpieszcza tych szaro-brązowych maluchów.

Te święta spędziłam (a raczej spędziliśmy) dużą gromadą, bowiem u rodziców pojawiła się też i moja siostra ze swoim mężem, a my zabraliśmy ze sobą Chico (dla jego bezpieczeństwa, bo skrzydła już nie te, a wolierka wysoka). Wstyd przyznać, ale stołu nie odstępowaliśmy na krok. Nie było takiej potrzeby i chęci. Cóż, za oknem istna śnieżyca (padało od niedzielnego poranka, po wczesny ranek poniedziałkowy) nie zachęcała do wychodzenia poza obręb ciepłego mieszkania. Nierealny obraz zimowy podziwialiśmy przez szyby okien i drzwi balkonowych, przegryzając serwowanymi przez telewizję filmami lub występami kabaretów. Przy tym, gdy wyjeżdżaliśmy z naszej dziupli, była prawdziwa, ciepła i słoneczna wiosna, zatem i nasze ubrania wiosennej aurze były przeznaczone, a nie zimowym chłodom. Ponad półmiskami pełnymi pyszności, jakie naszykowała mama toczyły się rozmowy lekkie niczym marzenia i kłótnie, i ciężkie dysputy o stanie dzisiejszego świata. Nie było czasu na samotność, zadumę i depresję, których to mam w nadmiarze dzień po dniu. Dobrze mi było w domu rodzinnym. Może powiększonym odrobinę o naszych (siostry i mojego) partnerów życiowych, ale… to nadal rodzina. Nie powiem, że chciałabym jeszcze to kiedyś powtórzyć…

Sprzątanie zaczyna dawać widoczne rezultaty. Zwłaszcza w kuchni, gdzie do uprzątnięcia było naprawdę sporo rzeczy. Jeszcze odrobina została, ale i tak jest teraz w niej czyściej i więcej miejsca. Jakąś tam satysfakcję z tego stanu rzeczy odczuwam, ale… bez przesady. Został jeszcze przedpokój i mały pokój, nasze składowisko rzeczy przeróżnych, do uporządkowania. Potem postawić nową wolierkę dla ptasząt, kilka niezbędnych w warsztacie mebli i można powiedzieć, że wiosenne porządki stały się ciałem. A potem ten stan rzeczy utrzymywać regularnym porządkowaniem i nieśmieceniem. To chyba będzie najtrudniejszy punkt tego projektu.

Rozsady spokojnie rosną sobie na parapecie. Za chwilę wysieję kolejne nasiona, by spokojnie sobie w cieple kiełkowały i czekały na moment, kiedy będą mogły powędrować na działkę i zacząć rosnąć w pełni, bez ograniczeń i cieszyć się nieprzefiltrowanym przez szybę słońcem. Niestety, wciąż zalega na dworze śnieg. Prognoza pogody nie jest zbyt optymistyczna, choć coraz więcej widać w niej słońca a w drugiej połowie kwietnia temperatura już ma sięgać kilkunastu stopni. I nie będzie opadów śniegu. Mam nadzieję, że tak będzie i nic się na gorsze nie zmieni, bo bardzo mam dość i to serdecznie śniegu, szarówki i zimna. I chcę w końcu pojechać na działkę i nie szczękać tam zębami z zimna.

Dziś wreszcie mogłam wywietrzyć trochę mieszkanie. Słońce nagrzało powietrze do zawrotnej temperatury 5 stopni, a w mieszkaniu czuło się już zaduch. Pozakręcałam więc grzejniki i otworzyłam okno w kuchni, by wpuścić trochę mroźnego powietrza. Naprawdę potrzebowałam tego, jak „jarmużu bełdki”. Dało to namiastkę wiosny. Póki nie spojrzało się w dół przez okno można było wierzyć, że to już wiosna zawitała na dobre.

W piątek, jeszcze przed świętami wreszcie założono nam plombę na wodomierz. W końcu. Po trzech latach łażenia „po prośbie”. Cieszę się okrutnie, bo nareszcie będziemy płacić mniej niż do tej pory. I to nawet bez zbytniego szczypania się ze zużywaniem wody. Za internet też będziemy płacić 30 złotych mniej. Chyba z wolna idzie ku lepszemu. Przynajmniej mam taką nadzieję.

No i dziś mojego G. pognało w strony, w które raczej nie zagląda i wypatrzył ogłoszenie o pracę. Poleciałam i zaniosłam swoje CV, ale nie liczę nawet na telefon o treści: „Dziękujemy, ale nie skorzystamy z pani usług”. Niby tyle pracy na rynku, a nic nie można dostać. Chyba że ma się znajomości… bez tego – ani rusz. Nic to. Do sprzątania się nie nadaję, to może w księgarni mnie będą potrzebować…?

Dodaj komentarz

Filed under ogólnie, podróże, praca zawodowa, życie