Tag Archives: kopanie

Majówka… taaa, majówka

Miała być Irlandia, mamy angielska pogodę. Przez całą tzw. „majówkę” prawie nie wyściubiłam nosa z domu. No bo i po co? Pada, leje, zimno, ciemno. Nic tylko siedzieć przed kompem i pocinać w Skyrim. G. w tym czasie przeszedł BioShocka 3, Crysis 3 i napoczął Crysis 1. A ja nawet nie skończyłam początku Skyrim. No cóż… każdy ma inne gry i inny sposób grania. Lubię się rozsmakować w grze, w jej obrazach (czyli grafice), wykonać każdą, nawet najmniej znaczącą misję. Po prostu tworzyć własną historię… a G. miał po prostu krótsze fabularnie gry, z mniejszymi świtami, bo tez nie oszczędzał sobie odkrywania sekretnych skrytek i zwiedzania każdego dostępnego miejsca na poszczególnych planszach.

A co na działce? Wiśnia straciła kwiaty, niestety. Wszystkie płatki leżą na ziemi i brązowieją z wolna. Mam nadzieję, że mimo okrutnie słabej aktywności owadów, coś jednak wyrośnie i będziemy mogli się choć trochę nacieszyć paroma owocami. To samo tyczy brzoskwini i śliwy, bo naprawdę, kwiaty na nich nie wyglądają zbyt imponująco.

Na warzywniku już widać ruch. Głównie mrówek, których całe stada przechadzają się po grządkach, zakładając na nich i gniazda. a co sobie będą żałować? No cóż… my im też nie żałujemy… trującego cukru. Wiem, że to okrutne i złe, i w ogóle pfe ble niedobre, ale nie mam innego sposobu na to, by mi te owady nie łaziły w tę i nazad rozkopując wszystko wokół. I jeszcze gryząc dotkliwie. Tak, tak… czerwone mrówki też są. Co prawda w mniejszości, ale dają się we znaki mocniej, niż jakiekolwiek inne. Widziałam, jak na skwerze w mieście mrówcze gniazdo ukryte między korzeniami dorodnego klonu doprowadziło do śmierci tego drzewa. Nie chcę, by stało się to samo z roślinami na działce, bo w końcu liczymy na to, że nasza praca pomoże nam zaoszczędzić w przyszłości pieniądze wydawane aktualnie na jedzenie.

A rzodkiewki już widać na grządkach. Rosną, jak na drożdżach. Tak samo widziałam już, że groch wyłazi spod ziemi i len na zielniku. Grządki nowe obsiane kolejnymi warzywami, ziemia w tunelu się przygotowuje na przyjęcie pomidorów, które wyrosły pięknie na oknie w rozsadach. Winorośl pokazuje już listki, więc – mimo moich obaw – spokojnie przetrwała zimę i będzie rosła już pod naszą opieką.

Ruderka nam się powoli rozpada… dach się zwiesza coraz niżej na przegniłych i przeżartych przez korniki belkach. Nie trzeba nawet wytężać słuchu, by usłyszeć działalność tych zwierzaków wewnątrz belek. Nie wiem, ile jeszcze czasu Ruderka da radę stać w zwartej i prostej konstrukcji, ale czas na budowę nowej nam się bardzo skraca. Tylko skąd wziąć fundusze, by zakupić materiały na zbudowanie nowej? Cóż, trzeba będzie łatać to, co mamy, póki nie będzie można zrobić czegoś całkowicie nowego. A tak nie chciałam inwestować w Ruderkę… bo i po co ożywiać trupa? Potem tylko będzie łaził i żebrał o mózg 😉

Kilka fotek wczoraj zrobiłam, ale jakość ich marną jest, bo kiedy skończyłam obsiewanie i podlewanie, zaczęło się już robić ciemno. Może dziś będę w stanie zrobić więcej fotografii za dnia, a dzień – jak na razie – jest bardzo słoneczny. Choć coś tam pogodynka przebąkuje, że zanosi się na deszcz wieczorny. Póki co, za oknem, w pełnym słońcu mamy 34,5 stopnia Celsjusza. Lato, moi drodzy, lato!

Obrobione grządki. Truskawek trochę za mało nam wyszło, co widać po dziurach. No, przeliczyłam się, bo tyle ich się wydawało...

Obrobione grządki. Truskawek trochę za mało nam wyszło, co widać po dziurach. No, przeliczyłam się, bo tyle ich się wydawało…

Paprocie już się rozwijają i zielenią soczyście.

Paprocie już się rozwijają i zielenią soczyście.

Znalazłam kwiat paproci! :P

Znalazłam kwiat paproci! 😛

Rzodkiewki już się pokazują. Siane gęsto, może i za gęsto, ale na jesieni siałam tak samo i wyrosły naprawdę olbrzymie.

Rzodkiewki już się pokazują. Siane gęsto, może i za gęsto, ale na jesieni siałam tak samo i wyrosły naprawdę olbrzymie.

Jedyny narcyz, jaki raczył zakwitnąć.

Jedyny narcyz, jaki raczył zakwitnąć.

Liście na winorośli. Miejmy nadzieję, że kiście będą co najmniej takie, jak na jesień w zeszłym roku

Liście na winorośli. Miejmy nadzieję, że kiście będą co najmniej takie, jak na jesień w zeszłym roku

Reklamy

Dodaj komentarz

Filed under hobbystycznie, prace ręczne, zaokienne życie

Hola! Hola! Rolnicza dola!

Jak zauważyliśmy, jesteśmy nieco spóźnieni w pracach w stosunku do ogółu. O jakiś tydzień. Cóż, start nam się nie udał, bo chyba zima na wiosnę trochę nas wystraszyła. Ale cóż, teraz będziemy to nadrabiać.

Jeden z warzywników już z wolna zaczyna się przekopywać rękami G. i za niedługo już będzie można obsiewać grządki warzywami. Będzie z tym nieco zabawy, ale na pewno skórka jest warta wyprawki. Już na jesieni własne rzodkiewki, koper i sałata trafiły na nasz stół i zawładnęły naszymi kubkami smakowymi, jak jeszcze żadne warzywo kupowane w sklepie. I dlatego, po tej udanej próbie będziemy rzecz ze zdwojonym wysiłkiem kontynuować. Choćby tylko dla samego smaku.

Wszystkie kwietniki zostały pozbawione suszu i chwastów. Pozostawiłam tylko siewki, o których nic nie umiem powiedzieć i mniszka lekarskiego, który docelowo trafi na zielnik. Teraz kwiaty mogą się rozrastać bez przeszkód i kwitnąć bez walki o wodę i słońce.

A słońce naprawdę ładnie świeci i… opala! Serio. Jak wróciłam do domu, to po przejrzeniu się w lustrze widziałam, jak zmienił mi się lekko kolor skóry na dekolcie. No, patrzcie państwo, niby wiosna, a już lato.

Zielnik na chwilkę przystopował. Czeka go jeszcze wysypanie trzech pozostałych ścieżek żwirem (a raczej otoczakami) i zrobienie płotka plecionego. Na ten ostatni już paliki się szykują, wysychając po kąpieli w pokoście lnianym. Skubańce wypiły pół puszki oleju. Takie spragnione były. Zioła z wolna rosną w „siewnikach”, za chwilę zostaną przesadzone do rozsady, by nabrać sił do rośnięcia na działce, pod gołym niebem. Aż się nie mogę doczekać, jak to wszystko będzie wyglądało.

Agrest wesoło zakwitł. Ma martwą tylko jedną gałąź, a wyglądał, jakby już nigdy po jesieni miał się nie obudzić. To samo (prawie) tyczy porzeczek, na których bujny rozrost, z racji ich zaniedbania nie liczyłam. Zaskoczyły mnie krzaczki pozytywnie. Ciągle i ciągle nie mogę się nadziwić tej niesamowicie silnej woli przetrwania, jaką mają rośliny. Niby są martwe, ale wystarczy lekko o nie zadbać i już mienią się wszystkimi kolorami zieleni. Maliny na ugorze też mają się coraz lepiej. Trzeba będzie je przeciągnąć na właściwą stronę działki, żeby rosły sobie dalej, ale w lepszych warunkach. Bardzo cieszę się, że udaje nam się znaleźć rośliny użytkowe na ugorze, bo dzięki temu nie musimy wydawać pieniędzy na nowe. Mam tylko nadzieję, że owady będą nas odwiedzać licznie, by zapylić kwiaty na drzewach i krzewach, byśmy mogli się cieszyć ich owocami. Co prawda widzieliśmy już kilka porządnych, wielkich trzmieli i parę pszczół, ale to raczej ciut mało, jak na potrzeby roślin. Przynajmniej tak mi się wydaje.

Jeszcze wiele pracy przed nami: trzeba przekopać wszystkie warzywniki, ziemię pod tunelem foliowym, oczyścić trawnik i trochę go dopowietrzyć i zasilić, by rósł jeszcze lepiej niż rok temu. Śliwę opryskać, Ruderkę naprawić i doprowadzić do stanu niestraszącego przechodniów i zamontować w niej „kozę”. Zrobić kompostownik, bo poprzednikom nie był on chyba zupełnie potrzebny. Ogarnąć do końca ugór, by można tam było zaczynać prace rekultywacyjne (czy jak tam to to się zwie) i móc część upraw wielkopowierzchniowych tam przenieść: np. ziemniaki, czy len lub zboża. Tylko to na pewno nie stanie się w tym roku. Będzie trzeba poczekać co najmniej do przyszłej wiosny. Ale zrobimy. Nie ma innej opcji.

Ach, czy pamiętacie może naszego jesiennego uciekiniera i chwilowego lokatora w ptasiej klatce? Tak, tak, o szarego, długouchego Benka chodzi. Wczoraj dowiedzieliśmy się, że skubaniec znów nawiał. Tym razem zrobił to na tyle skutecznie, że już go nie odnaleziono. Mam nadzieję, że trafił do kogoś, kto się nim zajął i po prostu nie powiadomił nikogo o tym, że znalazł królika w myśl zasady „znalezione – nie kradzione”. I tej myśli będę się trzymać.

Nic, czas się zabrać za roboty porządkowo-rozsadzeniowe. Zostawiam Wam zatem garść najnowszych zdjęć. Miłego oglądania!

Część już skopanego warzywnika z wyznaczonymi przyszłymi grządkami

Część już skopanego warzywnika z wyznaczonymi przyszłymi grządkami.

Szafirki

Szafirki

Żółte tulipany. Już jutro na pewno rozchylą płatki.

Żółte tulipany. Już jutro na pewno rozchylą płatki.

Kwiaty agrestu

Kwiaty agrestu

Zawiązki kwiatów na wiśni

Zawiązki kwiatów na wiśni

Złota forsycja

Złota forsycja

Zawiązki kwiatów na krzewie porzeczki.

Zawiązki kwiatów na krzewie porzeczki.

Dodaj komentarz

Filed under hobbystycznie, prace ręczne, zaokienne życie, życie