Tag Archives: kłamstwo

Jak nie urok, to przemarsz wojsk…

Zabrali nam ugór…

Zabrali, bo jest częścią działki Pań Babć, a nowy właściciel nie chce dawać kasy za darmo. I nie dziwię się. Też bym nie chciała. Jednak czuję się zrobiona w balona przez Zarząd RODu, który na moje pytanie: „Czy to na pewno do nikogo nie należy? Czy my się narobimy jak dzikie osły, a ktoś przyjdzie i nam to zabierze?” odpowiedział zgodnie ustami obu Prezesów: „Nie, na pewno nie. To jest niczyje, pozostałość po starej działce przed wybudowaniem obwodnicy.” Żałuję, że nie wymusiłam wtedy otworzenia map geodezyjnych i sprawdzenia tych plotek. No cóż, co się stało, to się nie odstanie.

Jednakowoż pojawiła się pewna nieścisłość… jeszcze w kwietniu z O. (który wtedy gościł u nas) wymierzyliśmy ugór orientacyjnie (nie krokami, a trzymertową miarką), żeby wiedzieć ile musielibyśmy zapłacić specowi od rekultywacji i wyszło nam, że powierzchnia ugoru ma nieco poniżej 4 arów. Nowy sąsiad chce mieć działkę o wielkości 4,9 ara. Z tego, co mówił jego przejęta po Paniach Babciach działka miała około 3 arów. Pomierzył krokami. Wychodzi na to, że nie tylko ja mam problemy z używaniem zdolności matematycznych. Bo mnie tak jakoś wychodzi, że 3+4=7, a nie 4,9. No ale… ja nie jestem matematykiem. Moje obliczenia mogą być błędne. W końcu 2+2 może się równać 5… Będziemy się ładnie uśmiechać o pomierzenie dokładne „babciowej” działki, by Sąsiad nie okazał się być poszkodowanym i musiał płacić za coś, czego nie ma. Ot, troska sąsiedzka, w którą włączy się również i Pan Bezdomny, bo jak mu tę rewelację ogłosiliśmy, wziął i się wkurzył. Powalczymy, zobaczymy. Może pół ugoru ugramy. Sąsiad się pospieszył i posprzątał cały ugór, wycinając kosiarką również wszystko to, co na niej rosło: maliny, topinambur, pokrzywy, chrzan i inne zielsko, które dla niego widać jest chwastem. Jeśli uda nam się przesunąć granice działek, będziemy mieli pół roboty z głowy. Wszelki syf został wyniesiony poza ugór. Choć tyle dobrze.

Wczoraj Pan bezdomny naprawił nam dach. W sam raz na weekendowe ulewy. Bez strachu wszedł na przegniły, uginający się dach Ruderki i pouzupełniał wszystkie braki w okrywie. Przyniósł też własną papę i listwy! Nie wiem, co byśmy bez tego Pana zrobili. Pewnie dalej brodzilibyśmy w kałużach zbierających się na podłodze Ruderki.

Na grządkach powoli pojawiają się kolejne rośliny: widać już słonecznik i groch. Chyba bób też powoli wyłazi, choć pewna nie jestem, czy to na pewno bób. Marchewka też zaczyna się pojawiać na powierzchni. Na Zielniku widać, że kolendra cząber i len już rosną i mają się dobrze. I dobrze, bo wiem już co mogę wyplewić, by nie wyrwać ziół. Czekam jeszcze na szałwię, ale coś opornie jej idzie wschodzenie. Rabarbar zaczyna kwitnąć, za to czosnek niedźwiedzi coś nie może się przyzwyczaić do nowego miejsca pobytu. Strasznie marnie wygląda. Truskawki zostały uzupełnione o sadzonki wykopane spod żywopłotu. Jeszcze 30 sztuk i cała grządka obsadzona po brzegi. Ciekawe ile w tym roku tych truskawek będzie? Pewnie niewiele, bo świeżo posadzone. Ziemia pod tunelem już jest nawodniona, przekopana i nawieziona, i gotowa na przyjęcie rosnących w rozsadach pomidorów. One pójdą na pierwszy rzut, bo są (chyba) na tyle wyrośnięte, że sobie poradzą na „polu”. Potem przyjdzie czas na papryki, jeśli wyrodną odpowiednio wysoko. Na razie są malutkie. W porównaniu z pomidorami. Mam nadzieję, że wszystko mi się pomieści… trochę przesadziłam z ilością… samych sadzonek pomidorów zrobiło mi się ciut ponad 100… może ktoś ma ochotę na sadzonki?

Papugi cieszą się gwiazdnicą, która codziennie ląduje na ich „stole”. Na działce, w lodówce schowane są trzy duże reklamówki zielska. Liście mniszka lekarskiego też. Mam zachomikowane tego tyle, że starczyłoby do wykarmienia stada liczącego i 100 sztuk ptaków. A u mnie lata tylko 20. Jak się nie zepsuje, to starczy do przyszłej wiosny.

Szkoda, że dziś leje… jutro ma być ulewa, może i burza… znów czeka nas weekend spędzony w domu, wśród czterech ścian… może się wezmę za tkanie? Przynajmniej coś zrobię…

Reklamy

Dodaj komentarz

Filed under hobbystycznie, papużki, prace ręczne, zaokienne życie