Tag Archives: Jarosław Grzędowicz

Pan Lodowego Ogrodu – recenzja

„Pan Lodowego Ogrodu” autorstwa Jarosława Grzędowicza został mi wypożyczony przez znajomego z życzeniem, by po tej lekturze wróciły mi pomysły. Na moje ręce trafiły trzy tomy owego cyklu. Z zaciekawieniem i odrobiną obawy rozpoczęłam czytanie i… wpadłam, jak śliwka w kompot.

Co prawda temat cyklu może jest niezbyt nowatorski, gdyż główny bohater trafia z misją ratunkową na planetę zamieszkaną przez humanoidalne istoty, gdzie nie działa żadna elektronika, a cywilizacja jest na poziomie wczesnego średniowiecza i dalej ani drgnie. Zadaniem naszego Vuko jest odnalezienie i odesłanie na Ziemię naukowców, z którymi baza straciła kontakt. Niby rzecz prosta i łatwa, ale kiedy nasz bohater trafia na wyznaczone miejsce, do chaty, w której rzeczeni naukowcy mieszkali i działali, okazuje się, że rzeczy przybrały zły obrót. Naukowców nie ma nigdzie, wokół stacji badawczej walają się ludzkie kości, a na dodatek Vuko zostaje zaatakowany przez dziwnego i piekielnie szybkiego stwora, który nie ma zamiaru szybko umrzeć.

Bohater robi porządki w stacji, zabiera najpotrzebniejsze rzeczy, po czym podkłada ogień, by żaden zabłąkany wędrowiec nie natknął się na ślady innej cywilizacji, po czym rusza w mało znany sobie świat w poszukiwaniu innych Ziemian. Po drodze dowiaduje się, że trafił akurat w sam środek Wojny Bogów, gdzie nic nie jest pewne i wszytko może cię zabić. Gdzie mgła przybiera realne kształty, a magia jest niemal naturalną umiejętnością. Podczas poszukiwań Vuko odnajduje przyjaciół i wrogów, zmaga się z żelazem mieczy i ezoteryką magii, przeciwnościami przyrody i pogody oraz losu, wpada w pułapki teoretycznie bez wyjścia, ryzykuje życie i zdrowie, by wykonać misję – uratować naukowców z opuszczonej bazy badawczej. Towarzyszą mu koń, kruk i zgraja wiernych przyjaciół po mieczu, którzy niczym ziemscy Wikingowie pokonują na swych statkach morskie i rzeczne przestrzenie.

W książkach tych (bo wciąż piszę o wszystkich trzech tomach) znajdziecie mnóstwo akcji, gagów i żartów, które zrozumie każdy, kto przegląda Internet. Nawet najbardziej zawiłe sprawy są opisane prostym, łatwym do zrozumienia językiem. Nigdy nie ma czasu na nudę, nawet wtedy, kiedy sam bohater umiera z nudów i patrzy w niebo gryząc słomkę, coś się dzieje. Bądź za chwilę zacznie się dziać.

Nikt, kto lubi takie średniowieczno-kosmiczne klimaty nie będzie rozczarowany „Panem Lodowego Ogrodu”. Każdy tom kończy się w taki sposób, że czytelnik musi, po prostu musi sięgnąć po tom kolejny, by zaspokoić swoją ciekawość, rozbuchaną przez niesamowity pisarski talent Jarosława Grzędowicza.

Z Hitalijskim pozdrowieniem… Keshe 😉

Reklamy

Dodaj komentarz

Filed under recenzje