Tag Archives: giezło

Znów szybko…

… szybko, byle tylko zdążyć słów kilka zapisać…
Wakacje zaczną się za 37 dni, za 4 dni mamy reportaż, za 10 – jedziemy do Będzina… za 15 dni skończy się maj… za chwilę będę musiała wyjść do pracy…

Ptaki korzystają z wiosny: a to warzywko, a to trochę zielonki, tyle, co na szybko uda mi się im upichcić i podrzucić… wyrodna opiekunka jestem…
Perła pod naszą nieobecność weekendową zniosła kolejne jajo. Nie siedziała na nim w ogóle. Zniosła i poszła soboie spać na gałęzi. Rokuro kubi pastwi się nad Chico – przegania go z miejsca na miejsce. Chyba za zaistniały stan rzeczy albo za całokształt.

Kiecę średniowieczną skończyłam… prawie.
Wczoraj prałam giezła… po średniowiecznemu. W rękach. Pralka padła. Jedyne, co udało mi się zetrzeć, to skórę z palców. Brud na giezłach pozostał. Chyba będę musiała wygotować to badziewie…
Jeszcze dublet zrobić dla Geralta, jeszcze giezło kolejne uszyć, bo jedno niedługo tylko na szmaty nadawać się będzie. Już i tak  jest łatane, by sie kupy trzymało. Może sezon. Może dwa…

Skodzinka-Szkapinka wróciła do zdrowia. Ma sie bardzo dobrze. Trasa Kędzierzyn – Wrocław – Kędzierzyn zaliczona bez problemów. Nie to, co przy wyjeździe do Krzywdy, gdy silnik umierał rzężąc, dzwoniąc i wyjąc…

Czas kończyć spisywanie tych słów kilku… ptaki czekają na śniadanie. A PKS czekał nie będzie…

Reklamy

Dodaj komentarz

Filed under papużki, prace ręczne, życie

Wiem, że żyję, bo istotą życia jest cierpienie

Dokładnie, jak w tytule: siedzę i cierpię. Zaciskam zęby i siedzę. Stram się to robić bez zbytecznych ruchów. Bo boli jeszcze bardziej. Miało być lepiej. Nie jest…
Z ptakami tak samo. Miało im się poprawić po antybiotyku. Ale nie poprawiło. Nadal kaszlą, rzężą, sapią… strasznie mnie to martwi, a nawet nie mam jak wyjść do weta. Nawet, głupia, numeru telefonu nie wzięłam… nie spodziewałam się choroby.

Skoro mogę siedzieć, to wzięłam „na tapetę” suknię średniowieczną do szycia. Szyję ręcznie. No cóż, chcę mieć historyczną, to trzeba się poświęcić. Dużo mi nie zostało: obszycie wszelkich krańców materiału, skrojenie rękawów, zrobienie i obszycie dziurek przy pasie, by łatwiej móc ją zakładać i – chyba – podszewka, bo kieca z grubego, sztywnego lnu, więc może być mały dyskomfort jej noszenia bez podszewki. Chociaż z drugiej strony przecież nie nosi się sukni na gołe ciało, tylko pod spodem jest giezło. Ano właśnie, nowe giezła też muszę zrobić, bo mam dwa, a raczej póltorej. Stare, które „przeżyło” pięć sezonów już się drze.
No i Geraltowi trzeba gacie uszyć i koszule, żeby miał – w razie czego.
I przydałoby się naszykować nieco „pierdółek” na targ.
I stronę NKGK zaktualizować.
I dodać nowe „książki” i „obrazy” do Biblioteki Galimoryjskiej.
I „wrzucić” stare opowiadania na prywatną stronkę.
I… wyzdrowieć?…

Dodaj komentarz

Filed under prace ręczne, życie