Tag Archives: dom

Co to był za tydzień…?

Łomatko, co to był za tydzień…? Jeszcze teraz w głowie mi się kręci. Ze zmęczenia. A to jeszcze nie koniec maratonu i zastanawiam się, czy w ogóle dotrwam do jakiegoś wolnego weekendu? Bo praca po 10 – 11 godzin dziennie przez sześć dni w tygodniu (wolne było w święto, bo market zamknęli) jest jeszcze ponad moje nadwątlone siły…

Wieści z działki – tylko z drugiej ręki. Słabo rośnie. Część warzyw nie wykiełkowała w ogóle, folię na tunel z ledwością udało się zamówić po normalnej cenie, na drzewach owoców ledwo na spróbowanie… przemroziło się wszystko w tym roku okropnie. Truskawki jednak dopisały, mamy już z pierwszych zbiorów prawie 7 kg. Już są zrobione kompoty, konfitury „dochodzą”, sok, ciasto i jeszcze litr napoju mleczno-truskawkowo-bananowego na dokładkę.

W domu…. bajzel… wiecie, jaki problem dostać worki do naszego nowego odkurzacza? Całe miasto zleźliśmy i… nie ma… a bez odkurzacza nie ma jak ogarnąć ptasich i psich resztek. Jak próbuję ogarnąć miotłą, to mam śnieżycę… przy tym i tak nie mam sił, żeby zrobić po pracy coś więcej niż tylko położyć się spać.

Jeśli chodzi o szukanie nowego miejsca we wszechświecie, to znów zaliczyliśmy porażkę… na OLXie znalazłam ogłoszenie o akuratnym domku na małej parceli w wiosce oddalonej od miasta o jedną stację PKP, czyli – rzut beretem. Umówiliśmy się na spotkanie z właścicielami na sobotę. Tak, na wczoraj. Nie pojechaliśmy. Nie było już po co… ktoś nas ubiegł i znów coś, co było na wyciągnięcie ręki poleciało w kosmos… nie wiem, ile takich roznieceń nadziei i kubła wody porażki jeszcze będę w stanie znieść, by jednak zrealizować marzenie o opuszczeniu tego wymierającego miasta, w którym oddycha się czystym, świeżym benzenem. Zwłaszcza nocami.

Powoli przestaję mieć ochotę na walkę z wiatrakami, która i tak niczego nie zmienia… pracy zmienić nie mogę, bo tu tylko monopolowy miałby rację bytu, a nie masażysta z umiejętnościami, czy rękodzielnik z nawet zapierającymi dech w piersiach dziełami. Miejsca zamieszkania zmienić też nie można, bo to takie zajefajne miasto do zamieszkania, że nikt kupować mieszkań tu nie chce. Ewentualnie może z łaski wynajmie… ratunku…?

2 komentarze

Filed under domowo, hobbystycznie, masaż, papużki, pieseł, praca zawodowa, prace ręczne, życie

Kolejny krok…

Tak… kolejny krok został poczyniony ku spełnieniu małego marzenia, którego wizualizacja widnieje w albumie. Mianowicie udało się nam wreszcie dostać namiary do właścicieli tego uroczyska.
Zadanie wydawało się łatwe, ale – po bliższym przyjrzeniu się sprawie – okazało się przedsięwzięciem dość trudnym i problematycznym.
Po pierwsze sąsiad przechowujący numery kontaktowe był długi czas nieuchwytny. Po drugie, gdy już udało się go schwycić niemalże z zaskoczenia, wzbraniał się przed podaniem kontaktu, bo ktoś dał mu „na flaszkę”, żeby go nie podawał innym.
Dzięki umiejętnościom dyplomatycznym i sporej dawki przekonujących argumentów płynących od pana Artura (bez niego, wszystko by przepadło) udało się!
Oto mam przed sobą kartkę zapisaną numerami, adresami, nazwiskami… Tylko się umawiać, oglądać i… kupić.
W tym miejscu pragnę też szczerze i najmocniej podziękować panu Arturowi, że tak niezmordowanie pomagał nam w tej sprawie. Bez niego nie moglibyśmy liczyć na to, że otrzymamy kontakt do właścicieli.
Bardzo, ale to bardzo dziękuję.
Jest to dług wdzięczności nie do spłacenia…
Teraz tylko trzymajcie kciuki, żeby wszystko poukładało się tak, byśmy mogli się spotkać któregoś dnia, zasiąść na ławeczce sprzed domkiem i sycąc oczy piękną zielenią sadu chłonęli spokój tego miejsca…

9 komentarzy

Filed under życie

Wpadłam…

Wpadłam, jak przysłowiowa śliwka w kompot.
Po prostu zakochałam się w tamtym miejscu i domku. G. też mocno jest nastawiony na zakup tej malutkiej „posiadłości”. Chcemy tam mieszkać i koniec.
Domek wygląda na wolny od pleśni i grzyba. Z zewnątrz. Wnętrz nie mieliśmy jeszcze okazji zobaczyć. Musimy wpierw zdobyć namiary do właściciela i z nim umówić się na pełny rekonesans.
Z zewnątrz jednak prezentuje się zachęcająco… zerknijcie do albumu i sami oceńcie.

5 komentarzy

Filed under życie

Marzenia…

Mam wiele marzeń. Większość z nich na zawsze pozostanie tylko marzeniem.
Na przykład kariera dżokeja na warszawskim Służewcu. Za stara już jestem, choć moje 155 cm i 45 kg byłyby świetnym atutem. Ale nie ponad trzydziestka na karku…
Albo takie kasztel dla całej Najemnej i bractw zaprzyjaźnionych. A nawet i dla obcych, bo i one po pierwszym spotkaniu staną się na pewno zaprzyjaźnionymi.
A te bardziej realne? Też mogą pozostać tylko i wyłącznie marzeniami…
Po co zaczynam ten temat?
Ano… domek w cichej i spokojnej okolicy mi się marzy. No i to marzenie ma szansę się spełnić, tylko na „dzień dobry” potrzebuję 90 tysięcy złotych, by nabyć zabudowaną działeczkę o niewielkim rozmiarze 20 arów. Ktoś powie – kredyt na taką kwotę nie załamie budżetu domowego. Cóż, nie w momencie, kiedy tylko G. pracuje. Ja nadal staram się gdzieś przytulić, bo gildiowymi wyrobami na razie jest małe zainteresowanie, niestety. Może jak się przerzucimy, a raczej dorzucimy ofertę dla właścicieli koni : ogłowia z prawdziwej skóry, ręcznie wykonane, kantary, czapraki, naprawy rymarskie itp. rzeczy, które mogą złapać lokalny rynek, bo w okolicy jest trochę właścicieli koni, gospodarstw agroturystycznych, no i spory ośrodek jeździecki. Może chwyci…
Najprędzej to chyba wyżebrzę te pieniądze… potem na remont lub postawienie nowego budynku…
Sprzedaż obecnego mieszkania nie wchodzi teraz, natychmiast w grę, bo „nowy” dom nie nadaje się do zamieszkania od zaraz. Zwłaszcza w zimie. Nie mamy opału, w budynku nie ma bieżącej wody, kanalizacja jest, ale dzika – wszystkie ścieki odprowadzane są do pobliskiej „śmierdziałki”. Jak i w przypadku chyba wszystkich okolicznych gospodarstw. Gazu też nie ma, ale tutaj problemu nie widzę, bo korzystanie z butli jest o wiele tańsze, niż korzystanie z usług gazowni. Zawsze też można zrobić płytę kuchenki na prąd.
Tylko mieć te 90 tysięcy…
Ma ktoś może na zbyciu?

Dodaj komentarz

Filed under hobbystycznie, życie

Myśli nieuczesane

Taaa…
Siedzę i myślę, bo mam czas.
W robocie robota się nie klei, więc pomyśleć choć pomyślę, żeby całkiem nie zmarnować tych godzin.
Myślę, co by tu można było zjeść po powrocie z pracy. A że nic nie wzięłam ze sobą, żadnej kanapki, to myślenie takie wywołuje burczenie w brzuchu.
Myślę, co powinnam jeszcze zrobić po powrocie do domu. Na pewno podlać kwiaty. Wczoraj mi się wysmykło z pamięci. Na pewno też coś do jedzenia (o, znów burczy). Na pewno muszę ogarnąć Gildię. PITy wypełnić, żeby się rozliczyć z fiskusem, a czasu wiele nie zostało. Zadbać o ptactwo – i to wolierowe, i to zaokienne.
Potem położyć się spać.
Jeszcze pół godziny…
Do karmnika wciąż przylatują wróble. Rzadko wróbliczki. I mazurki się chyba obraziły. Wolierowce czują się wyśmienicie. Niemal codziennie maja świeże kiełki.
Dziś widziałam u nas na osiedlu kruka. Na pewno nie był to gawron, miał inny łeb niż gawrony. I inny dziób. Niestety, nim pomyślałam, żeby zrobić zdjęcie, ptaszysko się wzięło i oddaliło z cichym szumem skrzydeł.
No i…
Co by tu jeszcze…
Czas płynie niemiłosiernie powoli, gdy się czeka na coś. Zwłaszcza, jeśli to „coś” jest końcem pracy.
Gorąca herbata wypełnia żołądek. Lubię to uczucie. Mimo, że wcale nie jest zimno. Ani tu, w budynku, ani na dworze.
Na dworze… tak… z chęcią bym się wyłożyła na nagrzanym w słońcu kamyczku i korzystała z prześlicznej pogody. Ale raczej czeka mnie „kwitnięcie” w murach. Szkoda, że nie mam domku, tylko mieszkanie w kamienicy. Wyniosłabym się na podwórko z warsztacikiem i plotła kilometry sznurków. A tak… mogę jedynie okno otworzyć.
Kurczę, jeszcze rok temu było tak blisko spełnienia marzenia o domku w spokojnej okolicy. A potem… potem się skryzysowało. I ten stan trwa do dziś.
Mam nadzieję, że wraz z początkiem maja się wszystko odmieni. Odrośnie, jak trawka na wiosnę kapitał domowy i gildiowy.
Mam nadzieję…
Na razie tylko to mi zostało.
Mieć nadzieję na to, że się spełnią wreszcie marzenia. Spełnią, póki jestem w stanie z nich skorzystać i się nimi nacieszyć. I ucieszyć nimi innych.
Nic… trza kończyć pracę…

Dodaj komentarz

Filed under życie