Tag Archives: deszcz

Po 10 latach na starych śmieciach… czyli turniej w Bierkowicach :)

Turniej w Opolu-Bierkowicach był jak powrót do przeszłości. Spotkałam tam wielu znajomych, z którymi nie widziałam się od wielu lat, a z którymi stawiałam pierwsze kroki w odtwórstwie. Doprawdy, wieczory spędzone przy gorącej herbacie pod wiatą chroniącą przed uciążliwym deszczem, czy przy pseudo-ognisku z kuflem piwa w dłoni są moim najmilszym wspomnieniem z tego festynu. Reszta, to deszcz.

Było naprawdę zimno tak w dzień, jak i w nocy. zwłaszcza pierwszej nocy, gdzie deszcz uznał za stosowne, by nas podtopić. Szczęściem w dzień zdarzało się kilka przejaśnień, dzięki którym mogłam się ogrzać choć na chwilę. A G. zajął drugie miejsce w turnieju łuczniczym! I zgarnął nagrodę! Sama chciałam też pójść do turnieju, ale okazało się, że cięciwa mojego łuku jest niekompatybilna z osadami w strzałach, a w takim wypadku, to można sobie (lub innym) tylko krzywdę zrobić, a nie wstrzelić się w wyznaczony cel. Trochę szkoda, bo chciałam zobaczyć, czy bez treningu uda mi się coś z siebie wykrzesać. Ale w przyszłym roku staniemy co najmniej we trójkę do zawodów. A może nawet i w piątkę…? 😉 Czas głównie spędziłam na kramie, pilnując, by deszcz nie zniszczył sakw i innych naszych dóbr. W większości mi się to udało 😛

Tak podsumowując turniej i porównując go ze wspomnieniami, to – niestety – wychodzi na minus. Dobrze pamiętam pierwszy turniej w Bierkowicach, kiedy miałam na głowie swoją cześć organizacji imprezy, przy okazji pomagając innym w ogarnięciu ich obowiązków. Trzeba było się uwijać, jak w ukropie. No i było multum atrakcji, oprócz standardowych konkurencji turniejowych. Teraz czuć coś na kształt wypalenia w OBRze, a szkoda, bo zawsze było mnóstwo zabawy i śmiechu, a teraz… jakoś tak… czerstwo… szkoda…

Nie mniej jednak powrót do Skansenu w strojach (teraz już o wiele lepszych niż  dziesięć lat temu) wywołał lawinę przyjemnych skojarzeń i wspomnień. No i zobaczenie starych kumpli i kumpel, z którymi zaczynałam moją przygodę ze średniowieczem. Już nie było ubranek z zasłonki, namiotów „igloo” i współczesnych wynalazków typu glanowijacze, ale i tak było strasznie sympatycznie. I po raz kolejny okazało się, że to nie miejsce tworzy klimat, a ludzie, którzy tam przebywają.

Dziękuję za poranne i wieczorne posiedzenie pod wiatą, za anegdoty o Elfach i Elficach, za śmiech do łez i za to, że wtedy, dzięki Wam nie zwracałam najmniejszej uwagi na deszcz i fatalną pogodę.

Dziękuję i z utęsknieniem czekam na nasze kolejne spotkania.

A zdjęcia możecie pooglądać w galerii Najemnej Kompanii Grodu Koźle. Zapraszam serdecznie 🙂

Reklamy

Dodaj komentarz

Filed under hobbystycznie, podróże, turnieje

Poniedziałkowa ulewa

Za oknem właśnie szumi ulewa, a ja czekam na telefon z orzeczeniem, czy będzie lepiej, czy nadal tak samo. W piątek nie zadzwonili, więc jedno miejsce zostało zajęte przez kogoś bardziej kompetentnego ode mnie. Trudno. Nie pierwsza i nie ostatnia porażka w poszukiwaniu roboty. W sumie… może i dobrze? Tak w połowie. Bo w drugiej połowie nie pogardziłabym tymi 800 zł brutto. Zawsze to na jakieś jedzenie będzie… albo by było…

I po ulewie…

I ktoś kupił moje opowiadanie niedawno. To ostatnie z dodanych. Dziękuję 🙂

Dodaj komentarz

Filed under praca zawodowa, życie

Po burzach, w nocy…

Cały dzień wczorajszy lało. Po południu przyszła jeszcze burza. Przez tak „wesołą” pogodę niewiele zrobiłam. Jestem – jak moje papużki – napędzana światłem słonecznym.

Z tej burzy był jednak pożytek: wyczyściła rynnę po zimowym dokarmianiu zaokiennych ptaszków. Z początku myślałam, że deszcz nie da rady, bo rynny są tak umocowane, że pod naszymi oknami woda stoi, ale wystarczyło, by zmienił się kierunek wiatru. Zacinający, grubokroplisty deszcz wypłukał skutecznie wszystkie niemal łuski i ziarenka, których nie zjadły wróble, tylko porozrzucały dookoła karmnika. Także problem z czyszczeniem rynny został załatwiony przez siły natury. Dziękuję 🙂

W nocy jeszcze zrobiłam chleb, bo przez te burze i ulewę nigdzie nie można było wyjść z domu, a całkiem wypadło mi to wcześniej z głowy. Trzeba było odczekać co najmniej godzinę, by móc wrzucić wyrośnięte ciasto do piekarnika, a że zabrałam się za pracę daleko po 21szej, więc bardzo długo musiałam czekać na rezultat swojej pracy. Jako że o 22giej jestem już zdecydowanie gotowa do zaśnięcia i padam twarzą na pysk, czekanie  na wypieczenie chleba było dla mnie straszną katorgą. Przez pomyłkę kliknęłam w reklamę i zamiast zamknąć otwartą dzięki linkowi stronę, zaczęłam ją czytać. Rzecz dotyczyła pszczół. Należało stworzyć ogród przyjazny dla miododajnych owadów lub taki sam balkon. Wszystko wirtualnie. No i naklikałam kwiatów, drzew i krzewów, a co mi z tego wyszło, prezentuję poniżej:

http://www.pomagamypszczolom.pl/view.aspx?uid=AE621A8A-2A46-449E-A3E5-C3AE83120076

6 Komentarzy

Filed under kuchennie, papużki, życie

Jak Wodnik Szuwarek

Tak, dokładnie tak się czuję.
Prawie, jak Utopiec: sina, ociekająca wodą, wodząca wokół wściekłym, nienawistnym spojrzeniem.
Doprawdy, mam już serdecznie dość tej pogody: ciągłego deszczu w dzień i w nocy, wiatru łamiącego gałęzie i zrywającego liście, szarówki jesiennej za oknem.
Chce normalnej wiosny! Ze słońcem, ciepłem, lekkimi ubraniami, klapkami na nogach i burzą od czasu do czasu.
Dzięki takiemu czemuś za oknem nie mam ochoty na nic. Twórczość „ałtystyczna” w ogóle nie wchodzi w grę, choć mam do napisania parę scenariuszy, a czas nieubłaganie ucieka.
Kurczę, niech ktoś tam u góry zakręci wreszcie ten kurek! Nam tu więcej wody nie potrzeba, bo nas zalewa (nie tylko woda)…

Dodaj komentarz

Filed under życie

Pogoda idealna dla…

Ciągle pada, asfalt ulic jest już śliski, jak brzuch ryby… tak to chyba leciało?  oczko

Pogoda, jaka towarzyszy mi od jakiegoś czasu podczas biegania z domu do pracy, z pracy do pracy i z pracy do domu mnie mierzi. Deszcz, ulewa, na zmianę z mżawką. Pogoda wręcz idealna dla… ślimaków, których hordy wyległy na chodniki i ulice. Zalegają bruk niekiedy w takich ilościach, że brak wolnego miejsca, by postawić stopę. Żywe, martwe, duże, malutkie, ze skorupkami i bez skorupek – kto co woli. Część z bezskorupych pomurników znalazła sobie wygodne miejsce na kartonie po pizzy. Pozwijane, poplątane, wyglądały, jak anchovis gotowe do „zainstalowania” na cieście. Tak, ta pogoda jest idealna dla ślimaków.

2 Komentarze

Filed under podróże, praca zawodowa, życie

Ciap, ciap, ciapie śnieg

Wiosna idzie.

Co prawda jeszcze jest daleko, ale już ją zapowiadają gromadnie ćwierkające wróble, dzwoniące sikorki i… chlapiący pod nogami śnieg, wspomagany w rozpuszczaniu przez deszcz.

W takie dni z chęcią nie wyściubiałabym nosa za drzwi. Nawet na klatkę schodową. Patrzenie za okno też zupełnie odpada. Bo i na co patrzeć? Na brudny śnieg? Na ociekające deszczem nagie gałęzie drzew? Na nastroszone gawrony i kawki?

Z utęsknieniem wyglądam piewszych oznak zieleni w zamkniętych pączkach. Wyczekuję czystego błękitu nieba ponad koronami drzew.

Pod nogami jednak wciąż ta sama chlapiąca pieśń umierającego śniegu i uciekającej zimy.

Dodaj komentarz

Filed under życie