Tag Archives: chrzan

Dzieje się, dzieje!

Choć moje lenistwo zmusza mnie do wylegiwania się na długo po tym, jak zadzwoni budzik i do trwonienia zbyt dużej ilości czasu przy komputerze, to jednak jestem w stanie zrobić to, co sobie planuję na dany dzień. Zwłaszcza to, co planuje się do zrobienia na działce.

Miałam przez chwilę lekkie opory, żeby tam jechać, ale mi przeszło. Przez tę sprawę z ugorem mi się taka niechęć zrobiła. Ot, coraz ciężej mi się godzić z przeciwnościami losu.

A na działce? Oj, dzieje się, dzieje! Groch już wąsy wypuszcza, rzodkiewka w równiutkich rzędach się zieleni, słonecznik już drugie listki wypuszcza, rukola zaczyna wyłazić i sałata też się z wolna pojawia. Tylko cebula i buraki nie chcą się wykluwać. Znaczy buraków doliczyłam się trzech. Słownie: trzech sztuk. Nie wiem, czy dosiewać z innej paczki, czy też zostawić tak, jak jest i poczekać, czy coś jednak z tego wyrośnie?

Irysy i piwonie już maja nabrzmiałe pąki. Jeszcze dzień, może dwa i będę mogła się cieszyć widokiem kolejnych, pięknych kwiatów. Tulipany powoli kończą kwitnięcie tak samo i szafirki. Za to orliki się rozkwieciły w każdym, dostępnym im miejscu działki. Jeszcze jakbym gdzieś kosmoski znalazła, to już byłabym chyba w pełni szczęśliwa.

Na Zielniku kolendra pięknie wyrosła. Cząber się zieleni, len podrasta. Dosiałam jeszcze lubczyku i majeranku. Będzie trochę własnych przypraw w domu. Chrzan rośnie. Każdy z podarowanych korzeni się przyjął. Rabarbar kwitnie na potęgę i widać, że wiosenne przesadzanie zupełnie w niczym mu nie zaszkodziło.  Dostałam też kępę dorodnych fiołków trójbarwnych i też się przyjęły w zdecydowanej większości. Kwitną teraz jak szalone. Czosnek niedźwiedzi też widać, że dochodzi już do siebie, bo nowe liście są mocne i nie płożą się.  Dostał wczoraj sąsiada: szczypiorek czosnkowy. Mam nadzieję, że się dogadają.

Na Warzywnikach prawie wszystkie parcele zajęte. Bób otrzymał do towarzystwa kukurydzę cukrową, bo nasion tego pierwszego starczyło tylko na pół grządki, więc grzechem byłoby tego nie wykorzystać. Biała i szparagowa fasolka już też wczoraj zostały posiane. Ogórki też znalazły swoje miejsce na ziemi działkowej. Mam nadzieję, że będą rosły lepiej, niż buraki. Do wysiania została jeszcze cukinia i dynia, które chyba wylądują na tej samej grządce. Wszak jeszcze rozsady dojrzewają do wysadzenia na powietrze, a tu się parcele kończą. Myślę, że dziś pomidory przeniosą się do tunelu, zwalniając miejsce na okiennej szafce. Wyrosły już chyba maksymalnie, jak na warunki rozsadowe. Przy tym na okolicznych działkach już pomidory się widuje – znaczy najwyższy na nie czas. I jeszcze od Pana Zbyszka dostaliśmy cztery sadzonki pomidorów z gatunku „bycza krew”. Uwielbiam je, ale nigdzie nie mogłam znaleźć nasion, a rodzice zostawili sobie tylko tyle, by dla nich starczyło. Zapomniałam poprosić o kilka sztuk dla siebie. Teraz, jak już mam swoje (darowane, ale już swoje) będę zostawiać sobie nasiona do kolejnego wysiewu.

Oprócz pomidorów od Pana Zbyszka dostaliśmy też bulwy kwiatowe, którego nazwy ja nie znam, a sam Pan Zbyszek nie pamięta. Zobaczymy, co z tego wyrośnie, poszuka się potem w Internecie i zidentyfikuje.

A co na warsztacie? Ano nadal tkam sobie krateczkę (początki można pooglądać TUTAJ <- klik!) . Mam nadzieję coś z tek krateczki zrobić, ale na razie traktuję to jak eksperyment. Tka się powoli, ale po kilkadziesiąt centymetrów dziennie zawsze się dorobi. Zastanawiam się, czy to, co mi się roi w głowie aktualnie, uda się zrealizować w rzeczywistości? Nic, zobaczymy.

W wolierce spokój i codzienność. Codzienna porcja działkowej zieleniny zaspokaja potrzeby papuziastych w zupełności, bo i ziarna mniej zaczyna schodzić przy codziennym karmieniu. W sumie… mnie to pasuje. Za ziarno trzeba płacić, a zielsko jest za darmo. I nawet samo rośnie! Przy tym ma chyba więcej wartości odżywczych niż proso. no i na razie ptakom się nie przejadło jeszcze nic zielonego. Zawsze chętnie wcinają to, co się pojawia na półeczce. A potem drą dzioby ile sił w płucach i workach powietrznych. A niech się drą. Przynajmniej słychać, że nic im nie dolega.

A teraz niespodzianka! Zdjęcia! Miłego oglądania.

Kwitnące truskawki. Ciekawe ile z nich będzie w tym roku owoców?

Kwitnące truskawki. Ciekawe ile z nich będzie w tym roku owoców?

Domek dla owadów. Tak po prawdzie, to domiszcze. Mam nadzieję, że nie zainteresują się nim szerszenie...

Domek dla owadów. Tak po prawdzie, to domiszcze. Mam nadzieję, że nie zainteresują się nim szerszenie…

Częściowo podlany warzywnik. Dużo się już na nim zieleni.

Częściowo podlany warzywnik. Dużo się już na nim zieleni.

Rosnący groszek.

Rosnący groszek.

Świeżutka rzodkiewka.

Świeżutka rzodkiewka.

Rzodkiew i słonecznik.

Rzodkiew i słonecznik.

Malutki słoneczniczek.

Malutki słoneczniczek.

Zawiązki wisienek. To dopiero początek.

Zawiązki wisienek. To dopiero początek.

Groszek z wąsami.

Groszek z wąsami.

Coś z rodzaju jasnot. Przyciąga trzmiele nie gorzej niż bluszczyk kurdybanek.

Coś z rodzaju jasnot. Przyciąga trzmiele nie gorzej niż bluszczyk kurdybanek.

Wściekle czerwony kwiatek. Matryca mojego aparatu przy intensywnej czerwieni wysiada.

Wściekle czerwony kwiatek. Matryca mojego aparatu przy intensywnej czerwieni wysiada.

Fioletowe orliki.

Fioletowe orliki.

I jeszcze orliki.

I jeszcze orliki.

Kwietnik, który stanie się skalniakiem.

Kwietnik, który stanie się skalniakiem.

Wachlarzyk zielny na Zielniku.

Wachlarzyk zielny na Zielniku.

Fiołek trójbarwny.

Fiołek trójbarwny.

Orliki rosnące pod wiśnią.

Orliki rosnące pod wiśnią.

Kwitnący rabarbar.

Kwitnący rabarbar.

Kwiaty truskawek.

Kwiaty truskawek.

Reklamy

4 Komentarze

Filed under hobbystycznie, papużki, prace ręczne, zaokienne życie

Zielono mi

Za oknem klon już się zieleni. Jeszcze chwila, a za oknem nie będzie nic więcej widać, tylko ścianę soczystej zieleni. Uwielbiam ten czas. W ogóle to wszystko nadrabia tę przydługą zimę, bo w uszach aż piszczy od godowych nawoływań okolicznych ptaków, a w oczach się mieni od barw i odcieni wszystkich kolorów, jakie wymyśliła Matka Natura.

Na działce zmiany za zmianami. Miał być pleciony płotek wokół zielnika. Miał, ale nie będzie. Po przeliczeniu wszystkich kosztów, stwierdziliśmy, że nas na takie rzeczy nie stać, więc postawiliśmy płotek z gotowca. Myślę, że tragicznie się nie prezentuje? W sumie, jak zdobędę gdzieś tanio wiklinę, lub brzozowe, czy wierzbowe gałązki (w okolicy mało tego rośnie, by się wybierać na wycinkę), to takie płotki okolą warzywniki i kwietniki. I będzie ładnie wyglądało od frontu. Bo zielnik, to widać dopiero, jak się wejdzie głębiej na działkę albo z sąsiadujących parceli. No, takie niereprezentatywne miejsce mu się dostało. Do „kubików” dosypaliśmy torfu i ziemi ogrodowej, żeby trochę rozluźnić gliniaste podłoże, jakie mamy na całej działce. Bardzo w tym miejscu chcę podziękować Pani Wiceprezesowej, że zgodziła się nam pożyczyć taczkę, bo bez niej, to do jutra byśmy te wory targali z parkingu na działkę, a to dość spory dystans. Niestety, ceny taczek nas przyginają do ziemi i chyba prędzej sklecę wózek drabiniasty, niż dorobię się taczki sklepowej. A podobno mimo tej wykopanej w kosmos ceny są zupełnie do kitu, bo jak się za dużo nakładzie, to się rączki wyginają. No po prostu masakra i totalny „szajs” za 200 zł.

Jak się już ten torf i tą ziemię rozsypało, to trzeba było trochę to ze sobą wymieszać. Cóż, wzięło się tę motykę w dłoń i się mieszało, wyciągając przy okazji perzowe kłącza, z których raźno wyrastały źdźbła. Narobiłam się, ale przynajmniej wszystko wygląda, jak powinno. Mam nadzieję, że teraz będzie tam wygodnie roślinom zielnym. Już znalazłam miejsce, gdzie rosną fiołki trójbarwne w ilościach hurtowych, więc się je stamtąd zabierze i przesadzi na zielnik. Mam nadzieję, że się przyjmą. Mniszek lekarski rośnie sobie na rabatach i też czeka na przesadzenie w miejsce docelowe. Inne zioła dorastają z wolna do bycia prawdziwymi ziołami i jeszcze trochę potrzymam je w domu, zanim wypuszczę w szeroki świat. Za to już mamy w zielniku pierwszych lokatorów. I to takich z tych bardzo stałych: rabarbar i chrzan. Ten pierwszy jest w połowie z odzysku, bo już rósł sobie tam, gdyśmy przejmowali opiekę nad działką, a po części z zakupu. Dwie gałązki z pięciu trafiły do nas, reszta powędrowała do Majstra geraltowego. W zamian otrzymaliśmy chyba z pięć, czy sześć korzeni chrzanu, który – mam nadzieję – zadomowi się w zielniku.

Warzywnik na razie bez zmian. Zielnik zajął nam cały dzień (prawie), bo roboty przy nim było dość sporo. W przerwie w kopaniu zielnika, jeszcze raz przeplewiłam „skalniaczek”, który jeszcze nie jest skalniaczkiem, bo trochę trawska się na nim pojawiło. Kolejną sprawą, jaką będę się zajmować w najbliższym czasie, to trawnik. Trzeba go trochę odświeżyć po zimie i po braku opieki nad nim poprzednich właścicieli. Worek nasion jest zakupiony, więc starczy trochę oczyścić plac, dopowietrzyć ziemię i można już dosypywać nowej trawy.

Śliwa dostała swoją porcję chemii. Niestety. Wolałam to zrobić zapobiegawczo, bo nikt z niej nie zrywał owoców. Od jak dawna – nie mam pojęcia. Dzięki temu grzyb mógł się przyplątać i to bez jakichś szczególnych działań zmierzających ku zagrzybieniu drzewa. Ubaw musieli mieć ci, co przejeżdżali obok drogą, widząc mnie, siedzącą na drzewie z dyszą w jednej dłoni, pniem w drugiej i starającą się znaleźć dojście pomiędzy mrowiem gałęzi do każdego pąka. Nie mam pojęcia, czy mi się to udało. Mam nadzieję, że wszystkim (niczym za socjalizmu) dostało się po równo. Cóż, tak to jest, jak drzewo wysokie, a drabiny brak. Jakoś radzić sobie trzeba. W sumie teraz wiem, że i po owoce mogę się wspiąć na śliwę i drabina – póki co – jest zbędna. No bo na pochyłe drzewo i koza… pardon – smok – skacze.

Po przejrzeniu stanu ugoru, stwierdziliśmy, że tam roboty jest niebotycznie wiele. Zeschła trawa się położyła i jej żęcie będzie nastręczało wiele trudności, za to nowe źdźbła już wybujały wysoko w górę, czyli zaczyna się zaraz robota na nowo. Byle tylko nie dopuścić do zawiązania kłosów, bo to wszystko się znów porozsiewa dokoła i doprowadzone do czystości działki okoliczne (bo nie tylko nasza) znów będą oazami traw wszelakich. Przy okazji znaleźliśmy nowy, solidny kawał rabarbaru. Chyba przeniesiemy go na zielnik. Niech sobie rośnie z resztą swoich ziomków, bo co będzie tak sam, na takim ugorze siedział?

Na kwietnikach coraz więcej kwiatów prezentuje swoje płatki: a to żagwin ogrodowy fioleszczy (no bo nie niebieszczy) się coraz mocniej, tulipany pokazują swoje kwiaty, zaskakując kolorami. Pigwowiec lada chwila otworzy pąki tak samo, jak wiśnie. Ugorowa wierzba już pokazuje kwiatostany, a krzewy forsycji zdobią każda niemal działkę w okolicy.

Po prostu – wiosna pełną gębą. Zobaczcie sami:

Nasz zielniczek już prawie prawie skończony. Jeszcze tylko jedna ścieżka potrzebuje kamyczków.

Nasz zielniczek już prawie prawie skończony. Jeszcze tylko jedna ścieżka potrzebuje kamyczków.

Chrzan od Pana Majstra.

Chrzan od Pana Majstra.

Rabarbary: ten duży, to swojak, a te dwa małe, to ludność napływowa.

Rabarbary: ten duży, to swojak, a te dwa małe, to ludność napływowa.

Żagwin ogrodowy obsypujący się z wolna kwieciem.

Żagwin ogrodowy obsypujący się z wolna kwieciem.

Drugi tulipan pokazał kwiat. Inny, bo pomarańczowy.

Drugi tulipan pokazał kwiat. Inny, bo pomarańczowy.

Biało-żółte tulipany. Miałam rację, pisząc, że już na drugi dzień pokażą pełne kwiaty.

Biało-żółte tulipany. Miałam rację, pisząc, że już na drugi dzień pokażą pełne kwiaty.

Czy ktoś może wie, co to za roślina? Za nic nie mogę jej znaleźć w Internecie...

Czy ktoś może wie, co to za roślina? Za nic nie mogę jej znaleźć w Internecie…

Kwiaty pigwy tylko czekają na impuls.

Kwiaty pigwy tylko czekają na impuls.

Jakiś kwiat, którego nazwy jeszcze nie znam, chyba za niedługo pokaże płatki.

Jakiś kwiat, którego nazwy jeszcze nie znam, chyba za niedługo pokaże płatki.

Widok na ugór z ujęciem wszystkich krzewów forsycji.

Widok na ugór z ujęciem wszystkich krzewów forsycji.

Wierzbowe kiście kwiatowe.

Wierzbowe kiście kwiatowe.

Czerwone buławy na kwietniku.

Czerwone buławy na kwietniku.

Skrawek przyruderkowego kwietnika.

Skrawek przyruderkowego kwietnika.

4 Komentarze

Filed under hobbystycznie, prace ręczne, zaokienne życie