Niech się święci!

Od ostatniego wpisu zdarzyło się tak wiele, że czuję się, jakby przez ledwie miesiąc upłynęło pół mojego życia. Kolejne pół.

Praktyki skończyłam z wynikiem mocno pozytywnym i z satysfakcją, bo wielu pacjentów, którzy wyszli spod moich niewprawnych rąk potwierdzali poprawę ruchomości stawów kończyn i kręgosłupa. Jedna starsza pani sama była zaskoczona, że piątego dnia zabiegów sama, niczym kozica wskoczyła na łóżko do masażu. Wmówić mi chciała, że na pewno obniżyłam stół, żeby jej było łatwiej. Problem w tym, że nie mogę go podnosić z kimś na nim leżącym, bo się zepsuje mechanizm od takich praktyk. Po drugie, jeśli obniżyłabym stół, nie mogłabym wygodnie i skutecznie wykonać masażu. Po trzecie, w ostatnim tygodniu praktyk zostałam sama, więc na mojej głowie było zapisywanie pacjentów, wypytanie o przyczynę odwiedzin i ewentualne problemy współdziałające lub po prostu występujące niekoniecznie przy okazji schorzenia oraz ustalenie godziny zabiegu. Z tego też powodu łóżko nie było ruszane: jak je pod siebie ustawiłam, tak już zostało. Zatem łatwość w skorzystaniu ze stołu musiała wyniknąć z polepszenia sprawności ruchowej. Obie byłyśmy z tego bardzo zadziwione i zadowolone. Nie raz też słyszałam pochwały, że należę do wyselekcjonowanego grona dobrych masażystów (oczywiście w opiniach mocno subiektywnych samych pacjentów).

Jako że zima nie chciała sobie pójść i wrócić dopiero pod koniec listopada, nie pożegnałam się jeszcze z zimowymi ubraniami. Owszem, w dzień, kiedy słońce nagrzeje powietrze, można w krótkim rękawku biegać, ale rano i wieczorem ciągnie chłodem.

Z tego powodu po raz pierwszy doznaliśmy skutków nocnych przymrozków. Do tej pory w naszym tunelu nic, ale to nic nie przymarzło, zamarzło, czy się mrozem nie zwarzyło. W tym roku mróz musiał być solidny, bo wymroził tunelowe pomidory i papryki. Nie tylko nam. Nawet ogacone styropianem tunele nie dały rady. Chyba by musiały być podgrzewane, wtedy zimno nie weszłoby do środka.

Robi się coraz cieplej. Trzeba ruszyć w końcu z sianiem i sadzeniem, bo to już maj, a grządki nadal puste. Bo zimno, bo deszcz, bo parszywie… będziemy nadrabiać, bo dużo siewek już urosło do rangi sadzonek, więc najwyższy czas, by wreszcie trafiły na pole i w spokoju rosły dalej. Drzewa (najpierw mirabelka, teraz śliwka węgierka i wiśnie) obsypały się kwieciem, aż miło. Miejmy nadzieję, że choć część z tego zostanie zapylona, bo przy takim chłodzie, to pszczoły i trzmiele nie „chodzą”. I nie ma się czemu dziwić, bo ja też nie mam ochoty wyłazić z domu, kiedy jest zimno i deszcz pada.

Nie będę Was zanudzać dłużej i zmuszać do czytania. Obejrzyjcie sobie trochę zdjęć. Dla relaksu.

 

Pokaz slajdów wymaga JavaScript.

Reklamy

2 komentarze

Filed under masaż, nauka, rolniczo

2 responses to “Niech się święci!

  1. Kwerkus

    Ja sobie obiecuję, że pojadę do siebie i w tym roku cokolwiek spróbuję posiać.. Ale na razie jestem uwiązana na krótkiej smyczy. 😦

    • Mnie na razie zimno wygania do domu 😦 Mój głupi organizm nie toleruje wilgoci i zimna. Zwłaszcza, kiedy występują razem. I nie da się nic z tym zrobić, bo lekarze stwierdzili, że mam się nauczyć z tym żyć i cmoknij nas w pompę… :/
      Mam nadzieję, że prognozy na najbliższe dni się sprawdzą i już jutro wyjrzy słońce… i będzie ciepło…

Drapnij

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s