Niczym majowy deszcz

30-04

Nic nie pisałam, bo nie miałam za bardzo na to czasu. Teraz też siedzę przy kompie, żeby wypić herbatę, a za chwilę już uciekam do przygotowań przedwyjazdowych. Czeka na mnie pierwszy (i zapewne ostatni) turniej rycerski w tym roku. Mam nadzieję się dobrze bawić i odpocząć na nim, żeby się doładować pozytywną energią na najbliższy czas.

A co do moich nieszczęść… tak mi przyszło do głowy (po przeczytaniu wpisu na blogu Kamphory z Podlasia), że może właśnie coś lub ktoś zaoszczędził nam tego samego rozczarowania z jakim spotkała się ona? Wszak dookoła Domu są pola. Nie odłogi, nie ugory, nie łąki, a pola, które ktoś uprawia. A żeby mieć dobre plony, będzie stosował opryski. I to tuż za miedzą!

Widok z okna na piętrze: po prawej przeorane pole, przed domem parcela chwilowo robiąca za łąkę. Po lewej (czego nie widać) kolejne pola czekające na siew.

Widok z okna na piętrze: po prawej przeorane pole, przed domem parcela chwilowo robiąca za łąkę. Po lewej (czego nie widać) kolejne pola czekające na siew.

I wtedy nasza sielska, czysta okolica mogła by się nagle stać komorą gazową. A wtedy co? Szukać nowego miejsca? Znów się przeprowadzać? Ponosić kolejne koszta?

Dobrze, że jeszcze nie weszliśmy w to finansowo, że nie wzięliśmy kredytu, nie zapożyczyliśmy się na poczet nowego miejsca zamieszkania, nie sprzedaliśmy naszego mieszkania, by pokryć wstępne zobowiązania… Ech, głupi, to ma chyba zawsze szczęście.

Nic, uciekam, bo krajka czeka na dokończenie, sznurki też się same nie uplotą ani rzeczy nie przygotują na wyjazd…

04-05

Turniej się udał. Przywieźliśmy (tu piszę, jako Najemna) ze sobą nagrodę za trzecie miejsce w turnieju łuczniczym, choć zupełnie się tego nie spodziewaliśmy ani nie liczyliśmy na takie wyróżnienie. A jednak – udało się! Gratulacje dla P.! Bo to on zajął owo miejsce na podium. Ja nie startowałam w żadnym turnieju. Miałam za zadanie siedzieć przy krośnie i ludzi dziwować. No i siedziałam i dziwowałam, dopóki nie zaczął padać rzęsisty deszcz, który zmusił nas do schowania wszystkich dziwów do namiotu. Za to na drugi dzień – ani kropli deszczu. I ani jednego ludzia, bo Jarmark trwa tylko 1 maja. Obiecuję, ze szerszą relację zamieszczę. Wraz ze zdjęciami. Jak tylko aparat wróci z banicji do domu, a ja się trochę doprowadzę do porządku.

Z turnieju za to przywlokłam sobie jakieś coś w mięśniach, co nie pozwala obrócić swobodnie głową ani podnieść prawej ręki. Nie jest już tak, jak na początku w sobotę, ale nadal nie jestem na tle mobilna, żeby wszystko poturniejowo ogarnąć. W robocie tez mnie nie uświadczą, niestety…

Nic, odklejam się od kompa, bo siedzenie mi trochę nie służy…

Reklamy

Dodaj komentarz

Filed under hobbystycznie, podróże, prace ręczne, turnieje, życie

Drapnij

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s