Postanowienie

Tak sobie pomyślałam i postanowiłam, że będę wrzucać jedną notkę tygodniowo, żeby nie mieć takich miesięcznych zaległości, jak ostatnio. W niedzielę trochę mniej się powinno pracować, więc mogę potracić czas na „głupoty”.

Krosno na razie leży w częściach, jak je tydzień temu przywieźliśmy. Za to meble już w większości stoją w małym pokoju i się z wolna zapełniają wszystkim, co do tej pory leżało w stosach. Z naciskiem na rzeczy warsztatowe: wszystkie narzędzia, włóczki, pudła, kartony, worki – mają wreszcie swoje miejsce. A ja mogę sobie spokojnie pracować w swoim kąciku.

Na działce szaleństwo: nierówna walka ze ślimakami, busz wyrastający, jak po serum Panoramixa po każdym deszczu, który potem trzeba przez wiele godzin karczować – dosłownie. Pomidory się już zaczynają czerwienić, śliwki fioletowić, marchewki pogrubiać i pomarańczowić, pojawiają się pierwsze papryczki i cukinie rosną ślicznie, no i ogórki się już wyciągają pod liśćmi. Oby tylko ich ślimaki ni pożarły… rozpryskiwana na rośliny kawa zdaje się je odstraszać w większości przypadków. Po deszczach trzeba będzie poprawić oprysk. Może nie ruszą i plony jednak będą zadowalające? Oczywiście z mnogości przeróżnych zdrowych i zapomnianych warzyw zostały popłuczyny, ale chociaż trochę będzie na spróbowanie. Strasznie mnie dołuje to, że się człowiek stara, że chodzi koło tego, że robi przy tym wręcz bokami, a tu przyjdzie taka plaga i nie masz nic. W tamtym roku mieliśmy ledwo co owoców, bo wczesnowiosenne burze obtłukły wszystkie prawie kwiaty z drzew. W tym roku zdaje się być lepiej. Samych wiśni udało się zebrać około 7 kg. Większość przerobiłam na konfitury – będą jak znalazł na zimę, jak ubiegłoroczne konfitury z jabłek i zielonych pomidorów. Jeszcze zapas stoi na szafce spiżarnej. A za chwilę nowe będą się pojawiać. No i winorośl nam się pokazuje z coraz lepszej strony: kiście większe, więcej ich w ogóle na pędach. Będzie mnóstwo owoców do przerobienia. Niekoniecznie na wino, bo trunek z ubiegłorocznych zbiorów ładnie dojrzewa do skosztowania i to w ilości zapasów na apokalipsę. Zatem – będą kolejne konfitury. I rodzynki. W tamtym roku trochę zrobiłam na próbę i wyszły rewelacyjnie. W tym roku będzie ich cały zapas do ciast.

Motek został wczoraj pozbawiony futra. W sam raz na upały. Teraz wygląda, jak malutki króliczek, a nie jak wielka kula (kiedy siedzi) lub dywanik pod łóżko (kiedy się wyciągnie na całą długość). Aż się dziwnie na niego patrzy, kiedy tak sobie kica po klatce, czy mieszkaniu. No, przez większą część czasu widzę go w pełnej, angorowej klasie. On naprawdę bardzo szybko porasta włosiem. Od wczoraj, przez noc już ma co najmniej milimetr włosa dłuższego niż zaraz po strzyżeniu. A zebrałam z niego pełną miskę strzyży. Jak zwykle zresztą. Wybaczcie, ale nie zważyłam, ile jest mi w stanie dać jednorazowo „wełny”. Spieszyłam się, bo kolejna robota upominała się o uwagę. Następnym razem postaram się zamieścić więcej informacji i zdjęć z postrzyżyn.

G. zrobił podsumowanie wyglądu Hery, jak się zmieniała przez te osiem miesięcy, kiedy się u nas zadomowiła. Wychodzi na to, że wcale nie miała tych 2 lat, kiedyśmy ją brali. Dostaliśmy szczeniaka najdalej 7 miesięcznego. Widać to po kształcie jej głowy na pierwszych, jeszcze schroniskowych zdjęciach i po tym, że urosła w kłębie jakieś 10 cm. Cóż, ja się tam nie gniewam. Szczeniaka łatwiej wychować niż dorosłego psa, czyż nie? A Hera jest psem w miarę wychowanym. W miarę, bo zdarza jej się zapomnieć, że komenda „noga” nadal obowiązuje. Zwłaszcza, jak coś zaszeleści w krzakach albo na horyzoncie pojawi się psi kumpel.

Stadko papuzie ma się dobrze. Dokazuje i jest zarzucane hałdami różnych zieloności do przegryzania. W końcu działka daje, to trzeba korzystać. W zimie będą miały dostęp raczej do korzeniowych warzyw, które jestem w stanie przechować, niż do zieleniny. Będą dostawać kiełki, o! Będę musiała nazbierać fundusze na nową wolierkę. Stara naprawdę ledwo się opiera ich dziobom. A że mały pokój z wolna zaczyna się przeczyszczać, to i miejsce na nowy domek papuzi będzie za chwilę wolne od szpargałów wszelakich. Tylko te finanse… nic, nazbieram.

A teraz idę trochę popracować z lucetem.

Miłej niedzieli.

Reklamy

Dodaj komentarz

Filed under króliki, papużki, pieseł, prace ręczne, rolniczo, życie

Drapnij

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s