Daj się zaskoczyć…

Nie, nie. Nie będzie to reklama popularnego dyskontu. Będzie to opowieść o naszym zaskoczeniu, jakie przeżyliśmy wczoraj.

Otóż tu, gdzie mieszkamy, wprowadziliśmy się jakieś 13 lat temu. Zagraciliśmy się do tego czasu odpowiednio, by poczuć, że osiedliśmy na stałe. Piwnicę odwiedzaliśmy nader rzadko, tylko po to, by dorzucić do niej parę kolejnych, potrzebnych na potem szpargałów. W końcu i te szpargały nie chciały się mieścić, więc zaczęły żyć poza wytyczonymi granicami własności. W sumie nikomu to nie przeszkadzało, bo piwnica nasza na szarym końcu korytarza piwnicznego się mieści. Gdyby nie to, że administracja (za poduszczeniem mieszkańców) umyśliła wymienić piwniczne okna, stan powyższy trwałby nadal niezmiennie zapewne jeszcze przez dekady.

Wymiana starych, piwnicznych okienek szła sprawnie i szybko do przodu, gdy nagle zostałam „złapana” w locie w drodze powrotnej do domu po spacerze z Herą. Panowie Budowlańcy stwierdzili z pełną i niezachwianą pewnością, że musimy udostępnić im swoją piwnicę, bowiem… jest w niej okno do wymiany. Moja reakcja: okno? Jakie okno?  Tam nigdy nie było żadnego okna! Ale zgodziłam się dnia następnego piwnicę odgruzować na tyle, by można było sprawdzić, kto ma rację w tym sporze.

Dzień drugi upłynął zatem pod znakiem wesołego czyszczenia naszej graciarni. Co tam się nie znalazło!? Stare, przestrzelane do cna słomianki łucznicze, które nadawałyby się chyba tylko na rozpałkę. Wór starych ubrań, który miał trafić do kontenera (i w końcu trafił), książki, czasopisma (o których pamiętałam, że są, ale nie do końca jakie), stare kartony, które trzeba było zostawić, bo gwarancja by przepadła. Gwarancja się skończyła, sprzęt już został zutylizowany lub podarowany dalej, a kartony zostały. Teraz już znalazły nowe miejsce przeznaczenia: kontener na papier. Nawet stara wykładzina dywanowa się znalazła po poprzednich właścicielach mieszkania i zestaw trzech solidnych, drewnianych drzwi oraz gustowny, duży, wiklinowy kosz. A także spora ilość, sporych, okarmionych (na myszach zapewne) pająków – kątników. Większość z tych szpargałów poszła na śmietnik. Część została, bo na pewno się przyda. Kątniki się wyprowadziły.

Panowie Budowlańcy stare okno wyszarpali z muru. Przegniłe deski łatwo się nie poddawały, rozłażąc się pod dotknięciem łomu, a ledwo trzymające się kupy cegły sypały się, niczym górskie osuwisko. Ale nowe okienko zostało zamocowane za pomocą pianki montażowej oraz niewielkiej ilości zaprawy murarskiej. I nagle stała się jasność. I przestronność. Teraz pomieściliśmy wszystkie szpargały tak, że jest jeszcze dość spore przejście pomiędzy. No i mnóstwo miejsca zostało do zagospodarowania w szafach.

I tak oto nasza piwnica po trzynastu latach zdołała nas zaskoczyć zupełnie. Nikt nie spodziewał się w niej okna!

Reklamy

Dodaj komentarz

Filed under ogólnie, życie

Drapnij

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s